Pieśni Petrarki/Rozdział II/§ 3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Felicjan Faleński
Tytuł Pieśni Petrarki
Data wydania 1881
Wydawnictwo nakładem tłumacza
Drukarz Józef Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Indeks stron
§ 3. Średniowieczne w duchu mistycznym pojęcia. — Cześć kobiety. — Stowarzyszenia Truwerów. — Dwory i sądy miłosne. — Rozszczepienie się poezyi na dwa kierunki. — W wyborze pomiędzy niemi, czyjemu wpływowi uległ Petrarka? — Kilka rysów charakterystyki społeczeństwa owych czasów. — Laura w każdej okoliczności była dobrym duchem Petrarki.

Z poezyą włoską Petrarki, wchodzimy w świat różny całkiem od tego społeczeństwa wybranych, które dziś nazwaćby można Bracią w klasycznym pedantyzmie — świat stosunków codziennych, który zupełnie inne niż tamten upodobania miał i potrzeby ducha, i który, jeśli jaką pedanteryą grzeszył, to już chyba w kierunku miłosnego Platonizmu — o czem właśnie wypadnie powiedzieć słów kilka.
Niepodobna nam tu obszerniej nad tem się rozwodzić, jakiemi kolejami kobieta, z poniżenia odwiecznego, w tym Romańskim, na zwaliskach starego Rzymu wybujałym świecie, stopniowo równą mężowi się stała, następnie jego i samej siebie panią, aż nareszcie powszechną królową. Zresztą, nikomu tajnem nie jest, że Chrześciaństwo zrobiło tu krok pierwszy; w ślad zaś za niem, coraz goręcej szło tą drogą Rycerstwo Średniowieczne, w znacznej części wytworzone z narodów, w których już i za pogaństwa kwitła cześć kobiety. Tam. jak wiadomo, nawet w sprawach publicznej doniosłości, bardzo przeważnym bywał wpływ dziewic ślubujących czystość; im to przypisywano nadprzyrodzone dary. oneto wiedzę zaświatową posiadać miały, tajemnice zaklęć runicznych, władzę nad żywiołami, wreszcie przymioty wewnętrznego wzroku. Więc kiedy, na te tak przygotowane umysły, przyszła wiara podnosząca dziewicę do Majestatu Rodzicielki Boga. a jednocześnie, wzburzone okropnościami klęsk rozlicznych sumienia, poczęła koić myśl ta. że tej Wybranej (łanem zostało zdeptać i w proch zetrzeć głowę odwiecznego kusiciela[1], oraz na wieki wykupić z otchłani potępienia Matkę Rodu. pierwszą grzechu sprawczynię: kiedy śladem cyrkowych męczennic, w czasach, w których już przestano prześladować za wiarę, a które jednak coraz cięższemi się stawały. niepowstrzymanym sznurem pochodu snuły się dalej te legendowe postacie pokutnie, które nierzadko z tronu zstąpiwszy w tłumy maluczkich, przygnębionych, zgłodniałych i cierpiących, ślubowały dla nich czystość, ubóstwo i wszelakie poświęcenie: kiedy po tych cudach cnót rozlicznych za życia, grobowce owych Pańskich Oblubienic stawały się przybytkami uzdrowienia ciała i duszy, do których z krańców świata ciągnęły roje bijących się w piersi pielgrzymów; kiedy poza obrębem nawet owych działań ascetycznych, w tej epoce tak ciężko bolejącej porodem nowego rzeczy porządku, okazało się. że tylko łagodnym wpływem kobiety miękły i pokorniały zgraje rozkiełznanych dziczy, żrących się jak łowcze sfory na olbrzymiem cielsku nadtybrowego Lewiatana; słowem, kiedy z tych wszystkich prób. rzec można. Bożego Sądu. jedna tylko słaba kobieta wyszła niezwyciężoną, cudotworną i najczyściej piękną — to cóż dziwnego, że stopniowo, coraz powszechniejszą i coraz gorętszą się stawała bezwzględna wiara w nadziemskie posłannictwo kobiety?[2]. Wiara ta, wspierająca się zrazu na tej zasadzie, że słabość kobiety jest jej całą potęgą, wyrodziła w następstwie dwa kierunki uszlachetniających popędów: poczucie obowiązku służenia jej wszelkiemi zasobami siły męzkiej, oraz uznanie w niej niemal półboskiej, rzec można, istoty, wyłącznie powołanej rozliczne szczęścia rozdawać w nadgrodę. Pierwszy stworzył Błędne Rycerstwo; drugi zaś pobudził cały zastęp coraz mistyczniejszych pieśniarzy, którzy niebawem spisali nawet prawa, obowiązujące wtajemniczonych w poświęcone sprawie owej Bractwo.
W miejscu tem, wchodzimy niby w ogrody i w gaje cieniste, przeważnie pielęgnowane przez Trubadurów Prowancyi. Tam, od zaczątków czternastego stulecia, istniały już popisy poetyckie na cześć kobiet, zwane Igrzyskami kwiatowemi (Jeux Floraux), od tego, że nadgrodą zwycięzcy bywał skromny kwiatek[3]. Sztukę przez siebie uprawianą. Truwerzy owi, nazywali guy saber, gaie sęacoir, gaya scienza; siebie zaś samych Consistori de la gaya scienza. Kto sobie życzył stać się uczestnikiem ich tajemnic, przechodzić musiał cztery stopnie inicyacyi. Wstępował tam najprzód z wahaniem (feignaire); dalej czas jakiś błagał litości (pregaire); następnie długo pojętnym był słuchaczem (entendaire) i wreszcie dopiero (druz) szeregowcem zalotności się stawał. Wtedy na ogólnem zebraniu wyznawszy wszem w obec, jako wierzy: iż jedynie miłość źródłem jest wszelkich szlachetnych popędów; jednocześnie zaprzysięgał służebnictwo wieczne tak zwanej Damie wyboru swego serca. Wybór ten nie zawsze w zwyczajnych odbywał się warunkach. Godfryd de Rudel, rozkochał się w Melizandzie hrabinie Trypolitańskiej, tylko na wiarę tego, co o niej opowiadali pielgrzymi wracający z Antiochii — niemniej przecież do śmierci wiernym jej pozostał. Choć znów i wierność ta, niekoniecznie znaczyła to samo, co dziś znaczy. I tak, Agnieszka z Nawarry, żona hrabiego de Foix, jawnie utrzymywała stosunek miłosny ze znanym Truwerem Wilhelmem di Machaut. Ten. kiedy jej raz zarzucił niewierność, posłała mu swego spowiednika, który zaręczył, że mu się ona wcale nawet dla męża“ nie przeniewierzyła. Niemniej ten ostatni czcił ją jak Bóstwo: powszechnie bowiem używała sławy jednej z najcnotliwszych kobiet swego czasu. Nierównie przebieglej poradziła sobie inna jakaś dama, której nazwisko przemilczały dzieje. Ta bowiem, na gorącym przez kochanka schwytana uczynku, najspokojniej mu tylko rzekła: — Widzę, żeś mię już kochać przestał, skoro chętniej wierzysz własnym oczom, niżeli memu zapewnieniu.—
W takito sposób pojmowane stosunki sercowe, znajdowały się pod wyłączną opieką tak zwanych Dworów Miłości; drażliwe zaś co do tej rzeczy w rodzaju przytoczonych wyżej pojęcia, podpadały pod władzę zwoływanych w takim razie Sądów, które doraźnie sprawę rozstrzygały, i to ze wszystkiemi skutkami nieodwołalnych raz na zawsze wyroków. Obowiązywało tam bowiem prawodawstwo. usposobione rozstrzygać najosobliwsze wątpliwości. Kodeks ten liczył trzydzieści dwa artykuły. Pomiędzy innemi znajdowały się w nim za podstawę przyjęte następujące zasady: „Równie wolno jest dwóm kobietom kochać jednego, jak jednej dwóch.“ — „Małżeństwo nie jest żadną prawną wymówką przeciwko miłości.“ — Stosownie do tego ostatniego zalecenia, nie wolno tam było mężowi zanosić skargi, choćby tylko na obojętność własnej żony. Bowiem, właśnie raz w podobnej sprawie, ale w której stroną obrażoną był nawet mężczyzna, słynna ze swej biegłości w tem dziwnem prawoznawstwie hrabina Szampanii, po niemałym namyśle, wygłosiła przekonanie następujące: „W miłości wszystko ma być łaską; że zaś w małżeństwie wszystko jest już obowiązkiem, tedy miłość nie może istnieć między małżonkami.“ — Na to królowa, w którą tem wyrok ugodził, kiedy jej go obwieszczono, rzekła tylko w pokorze ducha: — „Boże nas uchowaj od tego, abyśmy się ośmielić mieli iść wbrew sądom hrabiny Szampanii!“ —
Z tego wszystkiego łatwo przyjść do wniosku, że przy tak rozluźnionych pojęciach o moralności, obyczaje nareszcie ucierpieć musiały. Ustawy ludzkie najprzezorniejsze, usadowione na silnych podstawach bezpośredniego pożytku, oraz wzajemnego między ludźmi bezpieczeństwa, z postępem czasu zużywają się i wołają o naprawę; cóż dopiero takie jak ta, wisząca w powietrzu, na pajęczej nici jakiejś przywidzianej ugody i nadczłowieczego niemal wysiłku! Z obyczajami zaś, jak wiemy, sztuka też idzie w nierozłącznej parze; toćże to przecię natchnienie chwili ją rodzi, kształci zaś i pożądaną czyni społeczne upodobanie.
Więc też i tu, stosownie do wymagań okoliczności, zwolna poezya Prowansalska rozszczepiła się i rozeszła w dwie różne strony. Jedną pociągnęli dalej bogobojni czciciele cnoty kobiecej, wyidealizowanej do przesytu; drugą, zwolennicy płochych miłostek, swawolnie nasługujący rozpustnym wpływom dworu w Awinionie. Jednocześnie też, w rzeczach Wiary, pierwsi zostali przy oderwaniu się od świata, idąc szlakiem kwiatowym uprawianym przez uczniów Ś-go Franciszka z Assyżu, wprost ku zachwytom Ś-tej Teresy, które nie miały mieć już w sobie nic ziemskiego — w poezyi zaś miłosnej, ku podobnie ascetycznym objawom, za jakich przykład służyć miał w przyszłości stosunek Michała Anioła z Wiktoryą Colonną; drudzy zaś, z coraz chłodniejszym na rzeczy poglądem, z niewiarą nietylko w cnotę kobiecą ale nawet w przedmioty od niej świętsze, z uzdolnieniem swojem badawczem, krytycznym zmysłem, skłonnością do łatwego szyderstwa, sami nie wiedząc o tem, torowali drogę przyszłemu wskrzeszeniu pogańskich pojęć na dworze Medyceuszów, a dalej Odrodzeniu Sztuk i Nauk, i wreszcie Reformacyi.
Kiedy nastał Petrarka, rozdwojenie to w pierwiastkach dopiero istniało; niemniej rozbrat między niemi był wyraźny. Wypadało wybór zrobić — on poszedł drogą pośrednią. — Sztukę jak wiemy, w upadku już zastał. A przecież, jak bądź (przyznać to trzeba), nie zupełnie się oparł wpływom rozkładającym przesady w kolorycie i rozlicznych w formie nadużyć; niemniej, rzecz pewna, poezyę, acz na krótko, znów na słoneczne wyprowadził szlaki — bezdroża i manowce zostawiając dla tych, których powabami swych pomysłów za sobą pociągnął[4] — i tu, przypuszczalnie, wykształcenie jego klasyczne zdrowym mu było doradcą. — Obyczaje też zastał w upadku. I tu również nie łatwo mu przyszło od społecznej uchronić się zarazy; a przecież, ideałem serce sobie uświęciwszy, niemniej w ascetycznie mglistym się nie zbłąkał. Powiemy, że tu znowu Platon był mu na straży? Więc przypatrzmy się nawiasowo, w jaki to sposób on Mędrzec mu radził. Oto co czytamy w „Biesiadzie,“ jako niby słowo spisane żywcem z nauk Sokratesa: — „Kto szuka prawdy, powinien, z wczesnych lat. upatrzyć sobie w ludzkiej istocie jakiej kształt Boski. Do tego kiedy się przywiąże, uznać ma, iż ta piękność jedna, siostrą jest wszystkich drugich na całym świata obszarze. Wtedy się przekona o wspólnej wszystkich ich jedności. Następnie zaś, porównawszy wartość dusz ożywiających te ciała, przyjdzie do przekonania, że po nad wdzięki znikome nierównie są wyższemi dary ducha niepożyte. Te zaś, kiedy w czynach niepospolitych i w mądrych prawach rozważać pocznie, widnokrąg wiedzy umoralniającej dziwnie mu się rozszerzy, a razem w porównaniu, piękność zewnętrzna wyda mu się rzeczą podrzędnej wagi. Ztąd prosta droga w sferę myśli podniosłej, której córami są: wytworne uczucia, uszlachetniające sztuki i wszechstronna wiedza. Tam zaś króluje Piękno Przedwieczne i Wiekuiste, bo ani stworzone, ani zniszczalne, i równie nie znające pomniejszenia jak wzrostu... Ku niemu tedy jedynie dążyć należy... Gdyż, podobnie jak rozważanie jego przymiotów ma być życia tutejszego celem, — tak nadzieja oglądania go w jego Chwale zupełnej, życia tego najświetniejszą winna być nadgrodą.“ — Więc jak widzimy, ten przepis mądrego Mistrza, jeśli kto, to chyba Dante tylko jeden, z głębokiego przekonania, w zupełności życiu swemu narzucił[5]. Bo co do Petrarki, to ten, bodaj czy się nie zatrzymał w połowie drogi, na stanowisku, które idealizm jego do jedynego objawu piękna przykuło; — a tak, mimowolnie ku Laurze jego wrócimy, innych na niego wpływów moralnych nie szukając dalej.
Co większa, przypuścimy owszem: że nawet smak wykształcony tej niezwykłej kobiety, mógł mu być jedyną nicią przewodnią pośród owych kwiecistych gąszczy poezyi Prowansalskiej. tyle już za dni jego wybiegłych górą w las nazbyt niebotyczny, dołem zaś pozarastałych tarniną i chwastem. Gdyż jeśli tak dalece mógł
przemożnym się okazać wpływ bierny kobiet wyobłocznionych i wypromienionych jak była Beatrice, lub nigdy nie bywałych jak Fiammetta, lub wprost naśladowczo przywidzianych jak te niepoliczone Selvaggie, Acerby i Giocondy — to cóż dopiero takiej jak Laura, wyraźnej, dotykalnej, głęboko wrażliwej, całkiem po ziemsku przystępnej wszelakim niepokojom, a jednak tyle mającej czystego serca i pogodnej duszy, że stosunek z nią, acz podobnie jak z tamtemi oderwany, same tylko przedstawiać mógł i musiał korzyści. Więc kiedy mówi nam Petrarka, że ją ujrzał po raz pierwszy w dzień Wielkiej Skruchy i powszechnego Umartwienia; to nie uważajmy tego za zmyślenie poetyckie, ale raczej za opatrznościową jakąś zapowiedź przyszłego dwojga dusz związku, który do ostatka próbą męztwa miał pozostać i nigdy niepokalanym zachwytem. Więc kiedy nam opowiada, że się to stało w kościele; to koniecznie widnieje nam owa Laura na tle tego otoczenia, które symbolizuje niejako skłonności jej wyboru, a razem służy za przedwstęp do ogarnienia wszystkich wygranych dobroczynnego jej w przyszłości wpływu. Tak jest; prostota owego budownictwa pierwotnego, skromna powaga tych niewiadomo przez kogo rzeźbionych Świętych Dziewic wysmukłych, nareszcie całkiem jeszcze duchowe piękno owych malowideł dniejących w światłach złocistych, wydają nam się tłem najwłaściwszem dla tej, która mimo pokus wszelakich, zawsze dostojną zostać miała, pogodną i ponad wdzięki ciała piękną; więc też pewnie i tyle rozumną być musiała, ile godną czystego kochania.
I przestańmy się także gorszyć po dzisiejszemu, że była cudzą żoną, a Petrarka księdzem. Toćże wspomnijmy, że nawet w czasach większej surowości, Święty Bernard, mimo iż samego Abelarda gromem przekleństwa za naukę jego zmiażdżył, niemniej miłość ku niemu Heloizy za cnotę jej policzył. Gdyż wiedzmy to: wieki owe Odrodzeniem już brzemienne, niespokojnie, wzorem niby chameleona, w najsprzeczniejsze barwy pojęć i stosunków grają, tak, że jak niegdyś w Zamęcie Przedwiecznym, potrącają się tam i niemal w parze nieraz idą: samolubstwo i poświęcenie, pycha i pokora, powaga i płochość, rozwiązłość i skrucha. W tym względzie, za modłę rzekłbym, posłużyć może życie Bokkaczia, tego świetnego umysłu, który wraz z Dantem i Petrarką godzien jest Triumwiratu zasługi w sprawie wytworzenia literackiej Włoszczyzny. Jednak on tyleż od nich dwóch odstaje, ile za to społeczeństwa swego nieodrodnym jest synem. Gdyż jeśli Dante w niebo uciekł, a Petrarka w obłoki, to ten przy ziemi ile mógł się trzymał. Człowiek osobliwszy — nieustannie to na wozie bywający to pod wozem; naprzemian: to wykwintniś, to obdartus; to dworak, to pustelnik; to rozpustnik, to teolog; to kostera i pijak, to znów zawzięty humanista. Dekamerona pisał, a Dantego uwielbiał; z Petrarką się przyjaźnił, a w Laurę jego wierzyć nie chciał; córy królewskiej był kochankiem, a nie miał za co sprawić ciepłego odzienia[6]. Do dworów poważnych posłował, a na tych dworach trefnisiem bywał; z najuczeńszymi ludźmi stał na równi, a czasem lata całe przepróżniaczył; Boską komedyę wykładał, a obelżywie z kobiet szydził; pobożne hymny tworzył i swawolne piosenki, epopeje i uliczne satyry, pasterskie romanse, mistyczne alegorye i rozpustne zwrotki; słowem człowiek dziwny, bardzo dziwny. — Ale najlepiej podobno i jego i społeczeństwo tamtoczesne z Dekamerona poznamy. — Ciężkie to były chwile. Po miastach Włoskich żarły się stronnictwa; najazdy obcych kraj zalewały; Stolica Piotrowa gdzieś daleko zgorszenie tylko szerzyła — a tu, w sercu świata, człowiek lichego rodu ale wielkiej duszy, sam jeden dawał przykład starej Rzymskiej cnoty — padał, wzmagał się, znów padał — aż się już i nie podniósł więcej. Klęski po klęskach, nędza za nędzą — w ślad za wojną głód na ludzi, pomory na bydło. Wreszcie przyroda, niby z wrogami wewnętrznymi w zmowie, zsyła im w pomoc trzęsienia ziemi, szarańczę. powodzie. Nie koniec na tem — nadciąga zaraza[7].. Powietrze to, zwane Czarną Śmiercią, w niedługim czasie wyludniło blisko trzecią część Europy! Ziemia Włoska osobliwszą stała się jego pastwą. W Pizie ubyło siedmdziesiąt osób na sto, miejscami została tylko dziesiąta część ludności — w Trapani wszyscy mieszkańcy wymarli. Wśród przerażenia ogólnego, Biczownicy dniem i nocą przeciągają po opustoszałych obszarach, ludzie najbezbożniejsi o życiu przyszłem dumają; opamiętanie się, modlitwa, pokuta, wchodzą na porządek dzienny. Obaczmy jednak, co się to we Florencyi dzieje, podczas gdy umiera tam dziennie ludzi po kilka tysięcy. Oto, siedm swawolnych dziewczątek, trzech kochanków swoich „na nabożeństwie“ napotkawszy, umawiają się z nimi, aby od tych utrapień uciekając, na jakiś czas się na wieś schronić[8]. Jakoż, pomysł ten w czyn zamieniwszy, postanawiają dalej, w obawie nudów, kolejno różne sobie opowiadać zdarzenia — i tu dopiero rozpoczyna się szereg powieści jedna od drugiej rozpustniejszych. w których, pękając od śmiechu, kobiety zwodzą mężów a nawet kochanków, często bardzo z pomocą lub kosztem swych własnych spowiedników a szczególnie Mnichów, i zwykle rzecz się kończy porażką i zawstydzeniem pokrzywdzonych, a za to dank świetny bierze przebiegłość i wytarte czoło. — Mówiąc nawiasem, pomimo niezaprzeczonej zkądinąd utworu tego wartości, któż dziś pojąć i usprawiedliwić zdoła wzmiankowane już wyżej upodobanie Petrarki do tych płochych a tak zarazem cynicznych opowieści, pochodzących z czasu, który mu przecię najboleśniejszą życia jego stratę koniecznie przypominać musiał. — Ale idźmy dalej. Niejaki Piotr Petroni Kartuz ze Syenny, dręczony zgorszeniem jakie szerzył Decamerone, w godzinie śmierci zaklął towarzysza swego Joachima Ciani, aby wszelkiemi sposoby starał się zawrócić Bokkaczia. I oto, stało się jedną rażą: że Bokkaczio nietylko wyznał żal swój z powodu tej księgi, nietylko pilnie począł wycofywać ją z obiegu, ale jeszcze ku powszechnemu zdumieniu, głośno się jej wyparł[9]. Poczem znowu widzimy Petrarkę, wysławiającego ten nowy zwrot przyjaciela[10].
Takiemto było to społeczeństwo przejściowe, samo niezbyt pewnie świadome środków naprawy, a niemniej szukające ich przeczuciem, źródło mającem w uczuciu. I mimo wszelkich pozorów, o wiele może lepsi byli ci ludzie tak do ostateczności pochopni, aniżeli to bywa w epokach rozważnego działania, grzeszących za to sercowym rozstrojem — czy też może tylko zastojem; bowiem smutno to jest wyznać — ale bodaj czy nie bliższą jest opamiętania rozpusta, niż brak namiętności — tak jak w sferze ducha, ta druga rozpusta, niewiara, z pewnością bliższa jest wiary od zobojętnienia. A o zobojętnieniu nikt wtedy nawet nie myślał. Bo nie było ani połowicznych, ani przeciętnych. I nie wstydzono się być sobą, dziś takim, jutro innym — bo natchnienia dobre przychodziły prędzej czy później Bóg wie zkąd i kiedy, a człowiek skłonny był im ulegać, mając serca na wyrost. Jednem słowem, chcąc tych ludzi zdrowo dziś osądzić, wypadłoby samym sobie ująć zdrowia, a może tylko pewnego chłodu, i uzdolnić się nieco do gorączki pojęć. Właściwej wyłącznie wielkim fermentacyom, przetrawiającym stare pierwiastki na pożytek przyszłych pokoleń. Gdyż, jeśli niewątpliwie przynosi człowiek na świat z sobą ściśle równą miarę złych i dobrych popędów, i dopiero okoliczności na jedną lub drugą stronę równowagę tę przechylają — tedy niemniej rzeczą jest pewną, że bywają czasy, w których sama chwiejność owych wpływów usposabia umysły do oglądania się na nieprzewidziane pomoce sił, wyższych ponad okoliczności. Dzieje się to bezwiednie; bo też i sumienia nie mają wtedy jasnej samowiedzy — niemniej, w tym popędzie zachowawczym znaleźć można klucz do zrozumienia niejednej, na pozór nierozwikłalnej dziś zagadki.
Tak naprzykład — zawsze jeszcze z powodu Laury — do kobiet owoczesnych wróciwszy, przekonamy się, że jak świat światem, kobieta czysta, bywała zawsze dobrym duchem ludzkości. Różnemi czasy dużo się o jej prawa spierano; ale jest jedno prawo, którego nikt nigdy ani zaprzeczyć, ani odjąć jej nie zdoła — prawo rozumu jej serca — prawo słodkiego, dobroczynnego, zwykle bardzo jej pożądanego, a czasem nawet całkiem bezwiednego, wpływu.
W tem miejscu, zaledwie śmiem przytoczyć szczegół, stanowiący o nagłym zwrocie w życiu słynnego Rajmunda Lulle. Mędrzecto był jak wiemy, astrolog, alchemik, nawet czarnoksiężnik jak mniemano — ale daleko więcej podobno rozpustnik i szalbierz. Aż oto znagła — ujrzawszy raz modlącą się dziewczynę, której już nawet nigdy więcej napotkać nie miał, rozdaje biednym wszystkie swoje niezbyt uczciwie pozgarniane skarby, zrywa ze światem, i resztę życia poświęca nawracaniu niewierzących. Ekscentrycznością to może nazwiemy — ale oto przykład, nieco więcej dający do myślenia. W istocie, nie znam cudowniejszej legendy, jak jest, niezbitemi przecież dowodami stwierdzona, rzeczywistość dziejów umysłu i serca Jacoponego z Todi. Byłto prawnik wielce wzięty, a że do tego i w środkach niewybredny, pieniądze tedy zebrał znaczne, i lubił wesoło używać świata. I nic mu do szczęścia nie brakło, bo nawet bez przeszkody pojął młodą i bardzo ładną żonę, którą jedną ponad siebie kochał. Tymczasem, trzeba zdarzenia, że na jakiejś zabawie sufit się nad nią zawalił, i zabił ją na miejscu. Kiedy w rozpaczy, chcąc się w niej życia docucić, suknię na niej rozerwał, z największem zdumieniem, na nagiem jej ciele, ostrą znalazł włosiennicę. Ten cios. w jednej chwili najcenniejszego pozbawiający go skarbu; to niespodziane odkrycie tyle surowych obyczajów u osoby pozornie światowej; przekonanie wreszcie, że ostrością pokuty nie swoje okupywać musiała winy, tak piorunująco na niego podziałały, że majętności wszystkie na przytułki i szpitale rozdawszy, w łachmany się na urągowisko przyodział, i poszedł na tułaczkę tęskną po świecie, z prostaczkami i nędzarzami tylko obcując — obłąkanego nawet udając, ażeby, pod tą szatą przybraną, surowe najmożniejszym ludziom wypowiadać mógł prawdy. Był to zresztą nie małego znaczenia poeta — jak o tem jeszcze na innem miejscu powiemy; po nim to pozostało słynne „Stabat Mater.“ Często płaczącym go widywano; na zapytania zaś odpowiadał wtedy: „Tego płaczę, że Miłość jak należy kochaną na ziemi nie jest.“

Oczywiście, mowa tu o Miłości, będącej przystanią ciszy dla serc bez ratunku rozdartych, czy też, mówiąc po dzisiejszemu, zachwianych umysłów, — dla której rozkosz staje się cierpieniem, a cierpienie rozkoszą — słowem, o takiej, w której, zdaniem Ś-tej Teresy „umiera się z nieumierania,“ — i oczywiście także daleko do niej owemu nadobłocznemu zachwytowi Dantego, a jeszcze dalej prawie całkiem ziemskiemu uczuciu Petrarki. Niemniej, to ostatnie nawet oczyszczeniem jest duszy—ta zaś, co je pobudziła, niewątpliwie przynajmniej życia jednego stała się mistrzynią. — Tak to nawet pojmowali współcześni, w prostocie ducha którą uszanować należy — bo ona streszcza w sobie głęboką Wiarę w Słowa Zbawiciela: „Ze dużo ma być przebaczone tym, co dużo kochają.“ — Oto, na lat parę przed zgonem Petrarki. Mnich jakiś Dominikan[11], o czystości uczucia prawiąc, nie wahał się z Kazalnicy powiedzieć co następuje: Wiedzcie to bracia, że dotąd jeszcze żyjący Mistrz Petrarka, miał kochankę duchową imieniem Laurę. Ta, kiedy umarła, jeszcze jej się stał wierniejszym — całe zaś życie i po zgonie jej tak rozgłośnie ją sławił, że już ona chyba wieki żyć będzie. To, co się tyczy ciała, A co do duszy, to za tę tak długo i gorąco się modlił, tyle z myślą o niej dobrego zdziałał, — że gdyby była najgorszą nawet na świecie kobietą, jużby ją uczynkatemi[12] wykupił z rąk Szatana. Ale przecięż wszystkim jest wiadomo, że i bez tego umarła prawie Świętą.“
Takto przedstawia się nam Laura w czasach, w których przecię coś bliższego o niej wiedzieć musiano. Dla tego strzeżmy się uważać ją za Złotą jakąś Legendę jedynie; owszem, była ona kobietą z krwi i z kości — ale miała duszę rozmiłowaną w Pięknie Przedwiecznem, męztwo pozostania czystą, i siłę woli, zdolną zmusić geniusz kochanka do uwiecznienia dziejów ich Miłości — a tem samem i jej obok niego. —




Przypisy

  1. Dante pięknie to nazywa „il gran vermo,“ to jest wielkim Sumienia Robakiem.
  2. Rzeczy tu zaszły tak daleko, że w mieszaninie pojęć tamtoczesnych, nie wahano się nawet sięgnąć w tym względzie znacznie w tył, poza przyjście Chrystusa. Nieznany dziś twórca pieśni „Dies irae“ (przypuszczalnie Tomasz da Celano † 1250), stawia Sybillę tuż obok Dawida (Teste David cum Sybilla). Nie od rzeczy też będzie przypomnieć tu Wirgiliusza, w którego piątej sielance (Ecloga Pollio), mniemano czytać wyraźną przepowiednie narodzenia się Boga z Dziewicy. Z tego nawet powodu, a także z przyczyny opisu piekła w Eneidzie, wziął go Dante za przewodnika po swoich otchłaniach. Jednocześnie też, powszechnie uważano wtedy Senekę za ucznia Piotrowego.
  3. Tak słynny Vidal z Castelnaudary pierwszy tam otrzymał Żloty Fijołek.
  4. Petrarka, — powiada Cantu, — znalazł roje naśladowców, którzy w wyślizganej przez niego formie Sonetu, podczas kiedy ojczyzna jak na mękach cierpiała, narzekaniami na żyjące kochanki, lub ckliwem opłakiwaniem ich zgonu, coraz niesforniej udręczali poczucie dobrego smaku i społecznych wymagań.
  5. Stał się w tym względzie niedościgłym wzorem dla tych, co w niego jak w słońce patrzyli, i jak Petrarka, również na bezdroża ich zawiódł. Nie dalej jak Bokkaczio (w życiorysie Dantego), wchodząc niby w pojęcia jego mistyczne, nie waha się twierdzić, co następuje: „Sądzicie, że poezya to koniecznie opowiadanie rzeczy bajecznych i niemożebnych; a ja wam powiadam: poezya, to teologia.“ Następnie próbuje rozliczne myty z wiarą godzić, i w tym przedmiocie takie naprzykład stawia teorye: — Jeśli mówimy, że Saturn miał mnóstwo dzieci, które wszystkie zjadł z wyjątkiem czterech, to rzecz tę należy tak rozumieć: — Czas rodzi i niweczy wszystko, wyjąwszy Jowisza, to jest ogień; Junonę — to jest powietrze; Neptuna — wodę i Plutona — który jest ziemią.
  6. Właśnie na ten cel, zapisał mu Petrarka w testamencie pięćdziesiąt cekinów.
  7. 1348 roku. Jest to ta sama, której Laura padła ofiarą. W samym Awinionie, w ciągu trzech miesięcy, wymarło wtedy 120,000 ludzi.
  8. Na dni dziesięć — ztąd nazwa „Decamerone“; a także i od tego, że każda z osób, (których jest również dziesięć), dziesięć razy głos tam zabiera.
  9. Resztę życia, jak wiadomo, przebył nawet na łonie kościoła.
  10. Tak przynajmniej twierdzą niektórzy, z powodu sonetów 21-go i 22-go.
  11. Szczegół ten podaje Tiraboschi, w Historyi Literatury, Tomie IV. ks. 3.
  12. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – uczynkami temi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Felicjan Faleński.