Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przemożnym się okazać wpływ bierny kobiet wyobłocznionych i wypromienionych jak była Beatrice, lub nigdy nie bywałych jak Fiammetta, lub wprost naśladowczo przywidzianych jak te niepoliczone Selvaggie, Acerby i Giocondy — to cóż dopiero takiej jak Laura, wyraźnej, dotykalnej, głęboko wrażliwej, całkiem po ziemsku przystępnej wszelakim niepokojom, a jednak tyle mającej czystego serca i pogodnej duszy, że stosunek z nią, acz podobnie jak z tamtemi oderwany, same tylko przedstawiać mógł i musiał korzyści. Więc kiedy mówi nam Petrarka, że ją ujrzał po raz pierwszy w dzień Wielkiej Skruchy i powszechnego Umartwienia; to nie uważajmy tego za zmyślenie poetyckie, ale raczej za opatrznościową jakąś zapowiedź przyszłego dwojga dusz związku, który do ostatka próbą męztwa miał pozostać i nigdy niepokalanym zachwytem. Więc kiedy nam opowiada, że się to stało w kościele; to koniecznie widnieje nam owa Laura na tle tego otoczenia, które symbolizuje niejako skłonności jej wyboru, a razem służy za przedwstęp do ogarnienia wszystkich wygranych dobroczynnego jej w przyszłości wpływu. Tak jest; prostota owego budownictwa pierwotnego, skromna powaga tych niewiadomo przez kogo rzeźbionych Świętych Dziewic wysmukłych, nareszcie całkiem jeszcze duchowe piękno owych malowideł dniejących w światłach złocistych, wydają nam się tłem najwłaściwszem dla tej, która mimo pokus wszelakich, zawsze dostojną zostać miała, pogodną i ponad wdzięki ciała piękną; więc też pewnie i tyle rozumną być musiała, ile godną czystego kochania.
I przestańmy się także gorszyć po dzisiejszemu, że była cudzą żoną, a Petrarka księdzem. Toćże wspomnijmy, że nawet w czasach większej surowości, Święty Bernard, mimo iż samego Abelarda gromem przekleństwa za naukę jego zmiażdżył, niemniej miłość ku niemu Heloizy za cnotę jej policzył. Gdyż wiedzmy to: wieki owe Odrodzeniem już brzemienne, niespokojnie, wzorem niby chameleona, w najsprzeczniejsze barwy pojęć i stosunków grają, tak, że jak niegdyś w Zamęcie Przedwiecznym, potrącają się tam i niemal w parze nieraz idą: samolubstwo i poświęcenie, pycha i pokora, powaga i płochość, rozwiązłość i skrucha. W tym względzie, za modłę rzekłbym, posłużyć może życie Bokkaczia, tego świetnego umysłu, który wraz z Dantem i Petrarką godzien jest Triumwiratu zasługi w sprawie wytworzenia literackiej Włoszczyzny. Jednak on tyleż od nich dwóch odstaje, ile za to społeczeństwa swego nieodrodnym jest synem. Gdyż jeśli Dante w niebo uciekł,