Pieśni Petrarki/Rozdział I/§ 2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Felicjan Faleński
Tytuł Pieśni Petrarki
Data wydania 1881
Wydawnictwo nakładem tłumacza
Drukarz Józef Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Indeks stron
§ 2. Charakter Petrarki, — jego zacność i powaga. — Ujemne jego strony. — Kilka bliższych o nim szczegółów.

Z tego co się dotąd o Petrarce powiedziało, widzieć można jasno: że to był przedewszystkiem i prawie wyłącznie człowiek uczuciowy, gorący czciciel prawdy i wszelakiego piękna, entuzyasta wszystkiego co wzniosłe, ojczyzny swojej syn jak rzadko przywiązany, zawsze do poświęceń gotowy, szlachetny, odważny, więcej o drugich dbały niż o siebie. Z lat wczesnych przyjaciół sobie jednać umiał, i tych coraz więcej zyskiwał, a żadnego nigdy nie stracił. Dziś nawet pojąć już trudno, jak on mógł, w pośród tylu a tak sprzecznych i powikłanych z sobą spraw owoczesnych, — żadnej z nich nie unikając, — z każdej dobre wynieść imię, nikomu się nie narazić, a przecież, ile było w jego możności, na swojem postawić. Toćże (jeden z mnóstwa wziąwszy przykładów), kiedy Rienzi nieszczęśliwy, przez Karola IV-go zdradliwie Awinionowi wydany, ciężko potępiony, już miał gardło dać; na wstawienie się Petrarki nie tylko życia mu nie wzięto, ale mu na wet zaufanie dawne powrócono. Ten jednak przez Papieża klątwą był rażony, przez Cesarza jako wichrzyciel ścigany, a także Colonnów z Rzymu był wygnał, którym przecież Petrarka niemal wszystko co miał, zawdzięczał. A oto Colonnowie do końca życia przyjaciółmi mu zostali, Papież na jedno jego słowo winowajcę rozgrzeszył, a Karol IV-ty, jak się wyżej rzekło, Medyolanu dla niego zaniechał. Niemniej podziwu jest godnym stosunek jego z Awiniońskim dworem. Temu on nigdy (zasłużonej zresztą) pogardy nie szczędzi, pomstą Bożą mu wygraża, rozpasanie jego pod pręgierz stawia, w słowach nie przebierając, — wyraźnie jakby Arnolda z Brescii szedł śladem, Sawonarolę przed sobą z tumanów przyszłości wyzywając; — a przecież, pomiędzy przemożnemi owego świata, nikt mu prawdomównym być nie przeszkadzał; z Papieży zaś, żaden nieprzyjazny mu nie był, — owszem, wszyscy go wielce czcili. Bowiem takato była powaga tego odważnego a nieskazitelnego męża, o którym płocho sobie dziś mniemamy, że on jedynie Laurę swoją kochał i nic więcej. — Kiedy jeszcze przytem na uwagę weźmiemy: ile to on prawd gorzkich społeczeństwu swemu wypowiadać się nie wahał; jak najezdniczych cudzoziemców nie szanując, pogardliwie się o nich w pieśniach swoich na cały świat rozgłośnych wyrażał:[1] — to koniecznie zapytamy: — jakiemiż środkami ten człowiek działał, żeby ani u siebie ani na obczyźnie zguby sobie nie zgotować, lub choćby nie przysposobić? Oto poprostu miłością bezgraniczną, — miłością ziemi rodzinnej, miłością świętej zgody, miłością wspomnień starej Rzymskiej cnoty i chwały, miłością uciśnionej braci, nareszcie miłością spokoju, do którego wszyscy w owym czasie, jakby ku zbawieniu, ręce wznosili. To kiedy bywało: książętom włoskim zatargi bratnie, ucisk słabszych, najazdy najemników obcych na oczy wymiata. — czyni to z takiem namaszczeniem, jakby nie tyle poetą był, ile stróżem prawowitym domowego ogniska, które, iż jest zagrożone, wniebogłosy o to woła, zarazem gałązką oliwną złe wszelakie zażegnywąjąc[2]. To kiedy znowu synowi ludu buławę spraw Stolicy Świata w dzielną dłoń powierza, jedynie bohatera w nim widzi, nie pytając: zkąd się wziął? byle był dostojnym; jakoż i był nim istotnie ten, zaprawdę przyjaźniejszej gwiazdy godzien, syn prostego dorożkarza[3]. Niebawem też. ku Rienzemu owemu zbiegają się zewsząd ludzie dobrej woli. Florencya, Sienna, Perugia przysyłają mu żołnierzy — Gaeta 10,000 dukatów zapomogi: sprzymierzają się z nim Viscontowie i Wenecyja: Joanna Neapolitańska i Cesarz Ludwik chlubnie posłów jego przyjmują. Nie twierdzę ja, że to wszystko Petrarka zdziałał; chcę tylko powiedzieć, że on człowieka tego odgadł, duchem własnym przeniknął, a czcią swoją wielce nzacnił; i doprawdy, chyba jedynie na losach jego się zawiódł — ale nie na nim.
Takimto on się zawsze okazywał współbraci swej przyjacielem, a ojczyzny doradcą. Czci powszechnej syt był, jak drudzy chleba powszedniego. Więc też, mimo że z możnemi rad przestawał nigdy korzyści z tego innych, jak nie swoich, nie szukał. Dumnym był, jak przystało na tego, który z tego tylko chciał urosnąć, co go bolało. Kiedy go Karol IV-ty, ku uczczeniu jego obywatelskich zasług, hrabią swego państwa chciał zrobić, on tę godność, tak samo jak później Kochanowski nasz kasztelanię, bez wahania odrzucił. Ofiarowanej mu też przez Papieża infuły Biskupiej, przyjąć nie chciał. Majętności znów dziedziczne, przez Florentynów sobie powrócone, jedni twierdzą, że całkiem wzgardził, drudzy, że wziął co było jego, — ale krzywdy rodzicielskiej niesfornemu miastu zapomnieć nigdy nie zdołał. To jeśli mu za zawziętość policzymy, przekonamy się znagła: że jednak, na tej duszy jak dyament czysty w blaski bogatej, skazy niektóre były zwykłym rzeczy ziemskich trybem, — boć przecię i na słońcu plamy znaleźć nie trudno.
Tak jest — nie był od nich wolnym ten mąż niepospolity. A naprzód, nazbyt przesadne, jak się pokaże miał o sobie mniemanie. Ale powiedzmy szczerze, — tyle zewsząd bezwzględnej czci objawów, komużby wreszcie w głowie nie zawróciło? Bowiem przyznać to trzeba, na drogach zawodu Petrarki, rzadkim dla poetów trafem, róże się tylko słały kolcami ku dołowi; a powodzenie tak łatwo człowieka coraz więcej wymagającym czyni! I nic to jeszcze, że on czasy w których żył, na równi z wiekiem żelaznym stawiąc (jak nawet i było), zniechęcony, w swych pismach uczonych, po Olimpijsku, szczególnie z wybranymi takimi jak: Homer, Cycero, Wirgiliusz, Warron, obcować raczy, z nimi rozmowy ma poufne, listami ich obsyła, swój im klasycyzm nieposzlakowany zaleca; — nic to jeszcze, że chcąc się do nich dostroić, uczciwe nazwisko ojcowskie samowolnie przeinaczył — bo tu tylko, co najwięcej, pedanteryę próżną zarzucićbymu się godziło; — ale gorzej daleko, że on Dantego, w którym przecięż choćby równego sobie winien znać był Mistrza, całe życie bardzo lekceważył, udawał że dzieł jego nigdy nie czytał, a indziej znowu o nim wzmiankując, rad był usterki jego uwydatniać jedynie, bacznie za to przemilczając wszystko, co go zalecać mogło. Snadź potężny cień starego poety, młodemu, słońce chwały zasłaniał, — tak mu się przynajmniej wydawało; — irritabile genus vatum, — już to takim on był po łacinie.
Gdyż zresztą Muza jego Włoska, i on w niej, o wiele inni są — tam nawet ujrzymy go i dla Dantego uprzejmiejszym[4]: — tu, chcieliśmy jedynie, nic nie tając, człowieka przedstawić, jakim był w całej swej istocie.
Jako jeden z przykładów niepomiernego o sobie mniemania Petrarki, dość tu przytoczyć ustęp z „Rozmowy z Św. Augustynem“[5]. Prawda mu się tam zjawia w promieniach Rajskich, i tak się do poety odzywa, — „Tyś mię to cudownym pomysłem a sztuką, w twojej Afryce odtworzył; ty, coś godzien być policzony obok Amfiona Tebańczyka.“ — Tu tedy, pomijając już nieprzyzwoitość kadzidła, prawda owa świetlana z sobą się samą jak rzadko rozmija, — przekonamy się o tem przy rozbiorze „Afryki.“ Ale takto podobno o Afryce owej wszyscy naonczas mniemali, skoro Petrarka za nią aż uwieńczonym został; ztąd też i mniej się dziwnem wyda, że z jej powodu[6] taką słabość powziął do siebie ten człowiek, tyleż, a może i więcej, na rzecz drugich słaby.
Na szczęście, to go tylko przeżyło, co on mniej ceniąc, mniej się też z tego sam zachwalał. A tak, ponieważ sąd późniejszy zapomnieniem tę jego pychę skarał, z jego zaś skromności potomność potężnie zyskała — nie liczmy mu tedy za winę tego, co już i za zły przykład służyć dziś nie może.
Drugim zarzutem przeciw Petrarce, jest niezbyt przykładne jego życie. Pominąwszy już to, że duchownym będąc, kobietę rozgłośnie kochał i to jeszcze cudzą żonę, miał on i inny stosunek nierównie mniej platoniczny, którego owocem było dwoje dzieci: syn i córka. Rzecz ta po dzisiejszemu gorsząco wygląda; ale w owym czasie powszechnego obyczajów rozprzężenia, uważano ja za coś tak mało grzesznego, że Klemens VI-ty osobną bullą syna jego uprawnił. Będziemyż tedy surowsi od jemu współczesnych? Do tego kara tu bodaj czy nie prześcignęła winę! Bowiem dzieci te Petrarka bardzo starannie wychowywał, — a mimo to, syn zgryzotą mu był tylko i hańbą, jak to sam nieszczęśliwy ojciec, z boleścią ciężką, po jego zgonie wyznaje[7]. Córki zaś, acz mu ta pociechą była, że jednak głośno się do niej przyznać nie mógł, wstydem i wyrzutami trawiony, nigdy przy sobie mieć nie chciał; kiedy zaś za mąż wyszła, ostatniem woli swej rozporządzeniem, zięciowi[8] połowę mienia swego przekazując, trwożliwie go prosi, ażeby drugą połowę, wraz z jego błogosławieństwem, zechciał oddać „wiadomej mu osobie.“

Był Petrarka wysokiego wzrostu, okazałej postawy, bystrych oczu, żywej cery, i w ogóle powierzchowności zdradzającej niepospolite dary umysłu. O sobie sam powiada: „Powierzchowności byłem, która w późniejszych raczej podobać się mogła latach. Bowiem, przy twarzy młodocianej a bardzo żywem spojrzeniu, siwieć począłem nie mając jeszcze skończonych lat dwudziestu pięciu; w czem jedynie ta myśl mię pocieszała (dodaje naiwnie), że podobnie przedwcześnie postarzeli Cezar i Wirgiliusz.“ — W młodości, lubił się ubierać starannie, mieć zawsze utrefione włosy, obuwie nosić bardzo obcisłe. W porę jednak spoważniał. Następnie, kiedy się działalności wielostronnej całą duszą, poświęcił, za dewizę sobie przyjął: „solus sibi, totus omnibus.“ W starości mawiał często: „uniosła mię młodość, ale mię wiek podeszły poprawił.“ — Zawsze miał bardzo skromne potrzeby. Rzadko jadał częściej, niż raz na dzień. Nie lubił wina, żył prawie wyłącznie jarzynami owocami. Kiedy się zaś postami umartwiać zaczął, bywało, prócz suchego chleba i wody nic nie brał w usta, — a to zwłaszcza od czasu, kiedy się do Arquy schronił. Tam bowiem, całkowicie prawie ze światem zerwawszy, o życiu przyszłem coraz chętniej rozmyślając, ziemskie swoje sprawy, jakby przed wyjazdem w daleką a bezpowrotną podróż, porządkował. wyznania swoje spisywał, w piersi się bił ze skruchą, wołając z Psalmistą: „Delicta juventutis meae et ignorantias meas ne memineris!“ — Tam także dawne pisma swoje wygładzał, objaśniał, pożytek ich jak mniemał wielce tem wzmacniając; tam i księgi swoje ukochane dopełniał i w ład stosowny szykował mając je późniejszym klasycyzmu miłośnikom przekazać w spuściznie. Księgi te, jedynym życia jego były zbytkiem; grosz ostatni gotów był zawsze poświęcić na nabycie jakiej rzadkości, — przy sobie zaś tłumy przepisywaczy zręcznych nieustannie żywił, a nawet wszędzie wodził z sobą, by ich na każdą potrzebę mieć pod ręką Zdrowiem się zawsze cieszył wybornem. Tylko na lat kilka przed zgonem, jak sam to opowiada: — „bądź skutkiem wieku, bądź kary za grzechy, a zapewne z obu tych przyczyn razem wziętych“ — począł gorączki doświadczać bardzo uporczywej, i tę, z przerwami pewnemi, cierpiał blisko trzy lata. Aż razu jednego tak się osobliwie wzmogła, że zawezwani przez jego przyjaciół lekarze, stanowczo oświadczyli: jako Petrarka w żaden sposób nie zdoła przeżyć pierwszej po północy — radząc mu oraz, aby się strzegł zasnąć choć na chwilę, jeśli pragnie doczekać wschodu słońca. Poeta rozgniewany[9] za drzwi ich wyprawił, poczem obróciwszy się do ściany, na złość im — jak powiada — zasnął twardo i dopiero późno z południa obudził się zdrowy jak ryba. Odtąd rok jeszcze cały najlepszego używał zdrowia, — aż nareszcie — jak się już wyżej rzekło, — nocy pewnej bezsennej, nad ranem, zdrzymnął się na wieki...




Przypisy

  1. Niemców nazywał zwykle „grubymi służalcami“. Niemniej dosadnie o francuzach powiadał, że to są tylko „wyniszczone półgłówki“.
  2. W Canzonie XVI
  3. Nazywał się on właściwie Nicolò di Lorenzo. — to jest poprostu, Mikołaj syn Wawrzyńca.
  4. Sonet 246-ty.
  5. Do contemptu mundi. Z tym świętym był on w ogóle bardzo poufale. I tak, w Sonecie 32-im zapowiada z całą mocą przekonania: że go potrafi pogodzić z Platonem.
  6. W Canzonie XII-tej zapewnia, że Afryka na wieki nieśmiertelność mu zabezpieczy.
  7. W jednym z Listów tak zwanych „Seniles:“ Lib. 1. Ep. 2.
  8. Był nim wzmiankowany już wyżej da Brossano.
  9. Petrarka całe życie, równie jak Montaigne i Moliere, szydził sobie ze sztuki lekarskiej. Z tego nawet powodu, w znacznie już późniejszych czasach, dziwak jakiś chciał mu własnym kosztem w Padwie pomnik wystawić, pod warunkiem wszakże, iż na nim położy napis taki. — Francisco Petrarchae, Medicorum hosti infensissimo. — Miasto jednak na to się nie zgodziło.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Felicjan Faleński.