Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/012

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sobie jednać umiał, i tych coraz więcej zyskiwał, a żadnego nigdy nie stracił. Dziś nawet pojąć już trudno, jak on mógł, w pośród tylu a tak sprzecznych i powikłanych z sobą spraw owoczesnych, — żadnej z nich nie unikając, — z każdej dobre wynieść imię, nikomu się nie narazić, a przecież, ile było w jego możności, na swojem postawić. Toćże (jeden z mnóstwa wziąwszy przykładów), kiedy Rienzi nieszczęśliwy, przez Karola IV-go zdradliwie Awinionowi wydany, ciężko potępiony, już miał gardło dać; na wstawienie się Petrarki nie tylko życia mu nie wzięto, ale mu na wet zaufanie dawne powrócono. Ten jednak przez Papieża klątwą był rażony, przez Cesarza jako wichrzyciel ścigany, a także Colonnów z Rzymu był wygnał, którym przecież Petrarka niemal wszystko co miał, zawdzięczał. A oto Colonnowie do końca życia przyjaciółmi mu zostali, Papież na jedno jego słowo winowajcę rozgrzeszył, a Karol IV-ty, jak się wyżej rzekło, Medyolanu dla niego zaniechał. Niemniej podziwu jest godnym stosunek jego z Awiniońskim dworem. Temu on nigdy (zasłużonej zresztą) pogardy nie szczędzi, pomstą Bożą mu wygraża, rozpasanie jego pod pręgierz stawia, w słowach nie przebierając, — wyraźnie jakby Arnolda z Brescii szedł śladem, Sawonarolę przed sobą z tumanów przyszłości wyzywając; — a przecież, pomiędzy przemożnemi owego świata, nikt mu prawdomównym być nie przeszkadzał; z Papieży zaś, żaden nieprzyjazny mu nie był, — owszem, wszyscy go wielce czcili. Bowiem takato była powaga tego odważnego a nieskazitelnego męża, o którym płocho sobie dziś mniemamy, że on jedynie Laurę swoją kochał i nic więcej. — Kiedy jeszcze przytem na uwagę weźmiemy: ile to on prawd gorzkich społeczeństwu swemu wypowiadać się nie wahał; jak najezdniczych cudzoziemców nie szanując, pogardliwie się o nich w pieśniach swoich na cały świat rozgłośnych wyrażał:[1] — to koniecznie zapytamy: — jakiemiż środkami ten człowiek działał, żeby ani u siebie ani na obczyźnie zguby sobie nie zgotować, lub choćby nie przysposobić? Oto poprostu miłością bezgraniczną, — miłością ziemi rodzinnej, miłością świętej zgody, miłością wspomnień starej Rzymskiej cnoty i chwały, miłością uciśnionej braci, nareszcie miłością spokoju, do którego wszyscy w owym czasie, jakby ku zbawieniu, ręce wznosili. To kiedy bywało: książętom włoskim zatargi

  1. Niemców nazywał zwykle „grubymi służalcami“. Niemniej dosadnie o francuzach powiadał, że to są tylko „wyniszczone półgłówki“.