Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi II/Całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Fraszki
Podtytuł Księgi II
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie Tom I
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Całe Fraszki
Pobierz jako: Pobierz Całe Fraszki jako ePub Pobierz Całe Fraszki jako PDF Pobierz Całe Fraszki jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

FRASZEK

JANA KOCHANOWSKIEGO.

KSIĘGI II.



Ku MuzomDo JadwigiO rozwodzieDo PlutaEpitaphium SobiechowiNa lipęNa więniecNa różąDo paniejNa łakomegoDo PetriłaZ greckiegoDo przyjacielaDo tegożDo Stanisława MeglewskiegoO KoźleNa PiotraDo JanaO kapelanieO drugimOfiaraDo doktoraDo gospodarzaZ greckiego IIO kaznodzieiDo Piotra KłoczowskiegoEpitaphium Andrzejowi Bzickiemu, kastelanowi chełmskiemuTegoż małżonceDo fraszekOfiara IINa tożZ greckiego IIIDo dziewkiDo Jędrzeja PatrycegoDo doktora IIDo WojtkaDo snuZ greckiego IVNa fraszkiDo Wojtka IIO starymDo fraszek IIDo BartoszaDo AnakreontaNa obraz Andrzeja PatrycegoNa zachowanieDo doktora IIIZ greckiego VOfiara IIIO Łazarzowych księgachDo JędrzejaZ greckiego VIDo JostaNagrobek Pawłowi ChmielowskiemuDo Stanisława PorębskiegoZ greckiego VIIDo MarcinaDo nieznajomegoDo Jędrzeja IIDo StanisławaO BekwarkuDo WędyO AleksandrzechDo HannyNagrobek Mikołajowi TrzebuchowskiemuTemużDo doktora MontanaNagrobek opiłej babieDo WeneryDo dziewki IIO rozkoszyNa historyą trojańskąNagrobek Adrianowi doktorowiDo swych rymówDo AnnyDo przyjaciela IIDo boginiejDo Andrzeja TrzecieskiegoNa rym nierozmyślnyNa pszczoły budziwiskieDo gościaDo pszczółOdpowiedźDo doktora IVO fraszkachO nowych fraszkachZ AnakreontaDo Anny IIO PelopieNagrobek mężowi od żonyO miłościO RzymieDo doktora VNa ChmuręNagrobek AnnieDo Mikołaja MieleckiegoDo wojewodyDo MontanaNagrobek Stanisławowi Zaklice z  CzyżowaDorocie z Michowa, żenie jegoDo drużbyDo FranciszkaNa most warszewskiNa tenżeNa tenże IINa słownik Mączyńskiego




KU MUZOM.

Panny, które na wielkim Parnasie mieszkacie,
A Ippokreńską rosą[1] włosy swe maczacie:
Jeślim się wam zachował jako żyw statecznie,
Ani mam wolej z wami rozłączyć się wiecznie.
Jeśli królom nie zajźrzę pereł, ani złota,
A milsza mi daleko, niż pieniądze, cnota;
Jeśli nie chcę, żebyście komu pochlebiały,
Albo na mię u ludzi niewdzięcznych żebrały:
Proszę, niech ze mną zaraz me rymy nie giną,
Ale kiedy ja umrę, ony niechaj słyną.



DO JADWIGI.

Wróć mi serce, Jadwigo, wróć mi, prze Boga,
A nie bądź przeciwko mnie tak barzo sroga,
Bo poprawdzie samego serca, krom ciała,
Niebaczę, żebyś jaki pożytek miała;

A ja trudno mam być żyw, jeśliże muszę
Stracić lepszą część ciała, a owszem duszę.
Przeto uczyń tak dobrze: albo wróć moję,
Albo mi na to miejsce daj serce swoje.



O ROZWODZIE.

Przyszedł chłop do biskupa, chcąc się rozwieść z żoną,
Pytają go, czemuż tak w oczu twych mierzioną?
Atolim jej nie zastał dziewicą, ksze[2] miły;
A biskup mu zaś powie: o błaźnie opiły,
Przychodzi to na króle, i wysokie stany,
A nie przynoszą takich plotek przed kapłany.
I ty chłopie, jeslić się tak dziewice chciało,
Mogłeś do Kolna[3] jechać: tam ich jest niemało.



DO PLUTA.

Ten próżny wacek, Pluto, poświęciłem tobie,
Już tam miej i pieniądze i ten wacek sobie.
Dziwna rzecz, jako ciężko czczą nosić kaletę,
A dziwniej, jako cięży, wydawszy monetę.



EPITAPH. SOBIECHOWI

Wszyscy ludzie, którzy cię za żywota znali,
Siła o twych pieniądzach, Sobiechu, trzymali;
Alem ja tego doznał w twej własnej potrzebie,
Że nie tyś miał pieniądze — one miały ciebie.



NA LIPĘ.

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie,
Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawyższej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potem szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie,
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.



NA WIĘNIEC.

Ten wianeczek ruciany piękna Greta wiła,
Aby weń nadobnego Klimka przystroiła.
A jako więniec, tak się miłość jej zieleni,
A chocia więniec zwiędnie, miłość się nie zmieni.



NA RÓŻĄ.[4]

Nadobny sobie kwiat Wenus obrała,
Kiedyby jego krasa dłużej trwała;
Lecz, co zakwitnie, jako słońce wznidzie,
To zasię spadnie, ledwe wieczór przydzie.
Rwi, panno, różą za nowego kwiata,
A pomni, że tak bieżą twoje lata.



DO PANIEJ.

Słyszcie pani, te fraszki, co teraz czytacie,
Jeśli podlejsze waszych, jeszcze nie wygracie.
Mam ja drugie, co je rad na sztych puszczę z wami,
A moim być na wierzchu, to ujrźrzycie sami.



NA ŁAKOMEGO.

Nienagorzej tego Bóg oddzielił, któremu
Nie dawszy państwa, nie dał, by zajźrzał drugiemu;
Ale dał taki umysł, że na swem przestawa,
A dla lepszego mięnia w trudność się nie wdawa.
Ów się w dziale, mem zdaniem, dał oszukać marnie
Co nigdy syt nie będzie, chocia zewsząd garnie.



DO PETRIŁA.[5]

Dawnoć nie stoi owa rzecz, Petriło,
A przedsięć igrać z niewiastami miło.
Wyjadłeś wszytki recepty[6] z apteki,
Dla tej ociętnej[7] i niestałej deki.[8]
Wielka część ludzi nie będzie wierzyła,
Że co, nie stojąc, przedsię stoi siła.[9]



Z GRECKIEGO.[10]

Nie znam się ku tym łupom:[11] ktoli to szalony
W Marsowym domu przybił ten dar niezdarzony?

Widzę całe szyszaki, tarcze nieskrwawione,
Widzę drzewa[12] i groty nic nienaruszone.
Gore mi twarz przed wstydem, a pot przez mię bije:
Raczej gmach[13] i łożnicę tem niechaj obiję,
A mój kościół przyszlachci łupy skrwawionemi;
Srogi Mars rychlej się da ubłagać takiemi.



DO PRZYJACIELA.

Nie frasuj sobie, przyjacielu, głowy,
Chociaś zawiedzion omylnemi słowy;
Poczekaj jeszcze, a przypatrz się pilnie,
Jeśli prawdziwie, czy mówią omylnie,
Że białegłowy na to się ćwiczyły,
Aby nas za nos prostaki wodziły?
Ja nic nie twierdzę, ale mi ty powiesz,
Kiedy się też sam pewnej rzeczy dowiesz.
A ja przestanę na twoim wyroku,
Jako mam trzymać o tej kości z boku?[14]



DO TEGOŻ.

Albo z nas szydzisz, albo sam wiłujesz,[15]
Kota się boisz, a kotkę miłujesz.

Więc kota[16] nie chcesz, a chcesz ciągnąć[17] kotkę,
Wierę cię ludzie będą mieć za plotkę.[18]



DO STA. MEGLEWSKIEGO.

Meglewski, na mą duszę,
Zawżdy się rozśmiać muszę,
Wspomniawszy na naszego
Gospodarza dobrego.
Ja sobie brząkam w stronę,
Pieśń przyśpiewając onę,
A dla twojej ochoty,
Jeszczem tu od soboty.
Panie, nie życz mi szkody,
Jeszcześ tu ode śrzody.



O KOŹLE.

Kozieł,[19] kto go zna, piwszy do północy,
Nie mógł do domu trafić o swej mocy;
Ujźrzawszy kogoś: — Słuchaj panie młody,
Proszę cię, nie wiesz ty mojej gospody?
A ten: Niech cię znam, tedy się dowiewa. —
Jam, pry,[20] jest Kozieł. — Idźże spać do chlewa.



NA PIOTRA.

Nie przeto pytam, Pietrze, gdzie się chcesz przechodzić,
Abych się miał na jednę drogę z tobą zgodzić,
Ale gdziekolwiek ty chcesz, to mnie tam nie w drogę,
Bo twego kiepstwa słuchać już dalej nie mogę.



DO JANA.[21]

Janie, mój drużba,
Jeślić się służba
Dobrze niepłaci,
Nie jużci traci
Cnota swe myto;
Ale sowito
Bóg zwykł nagradzać
Temu, kto zdradzać
Nie zwykł nikogo.
Przeto choć srogo
Szczęście się z tobą
Obchodzi, sobą
Nic nie trwóż, ale
Trwaj rowien skale,
Której nie mogą
Nawietszą trwogą
Poruszyć wały,
Kiedy powstały
Na morzu wielkiem.
Także we wszelkiem
Nieszczęściu i ty
Bądź niepożyty,

A trwaj statecznie,
Bo nie już wiecznie
Fortuna służy,
Komu podruży,[22]
Ani porzuci,
Kogo zasmuci.



O KAPELANIE.

Królowa do mszej chciała, ale kapelana
Doma nie naleziono, bo pilnował dzbana.
Przyjdzie potem nierychło w czerwonym ornacie,
A królowa: Ksze miły, długo to sypiacie.
A mój dobry kapelan na ono łajanie:
Jeszczem ci się dziś nie kładł, co za długie spanie?



O DRUGIM.

Co się wam widzi ten drugi?
Księże, nie bądź ze mszą długi.
Bo, to łacno odniesiecie,
Nie będzie jej, jeśli chcecie.



OFIARA.[23]

Tę sieć Mikołaj świętym ofiaruje,
Bo mniej w starości codzień mocy czuje.
Teraz pod wodą grajcie, ryby, śmiele!
Mikołaj zdycha, sieć wisi w kościele.



DO DOKTORA.

Nie wiem, podobnoli to co ku rozumowi,
Posyłać (a źle i rzec) fraszki doktorowi.
Chciawszy się też popisać z rozumem u niego,
Za fraszkę prawie stanie mój rozum przy jego.
A tak cię niechaj prózno doktorem nie zowę,
Wypraw z tego wątpienia moję prostą głowę.



DO GOSPODARZA.

Rad się widzę u ciebie, gospodarzu miły!
Ale wypić tak wiele nie mej słabej siły;[24]
A gdy mi każesz pełnić[25] sobie albo komu,
Jakobyś rzekł: Nie chcę cię mieć długo w tym domu.



Z GRECKIEGO.[26]

Nie z Messany, nie z Argu tu zapaśnik stoję,
Spartę sławną ja mięnię za ojczyznę swoję.
To forlelni;[27][28] ja jako słusze[29] na krew miłą
Lacedemońskich synów, mam zwycięstwo siłą.[30]



O KAZNODZIEI.

Pytano kaznodzieje: Czemu to, prałacie,
Nie tak sami żywiecie, jako nauczacie?

(A miał doma kucharkę); i rzecze: Mój panie,
Kazaniu się nie dziwuj, bo mam pięćset[31] na nie;
A niewziąłbych tysiąca, mogę to rzec śmiele,
Bych tak miał czynić, jako nauczam w kościele.



DO PIOTRA KŁOCZOWSKIEGO.

Nie chcę cię Pietrze, do Włoch drugi raz prowadzić
Trafisz sam: a mnie też czas o sobie poradzić.
Jeśli mi w rewerendzie, czy lepiej w sajanie,[32]
Jeśli mieszkać przy dworze, czy na swoim łanie.
Ty będziesz wczas[33] do tego, a dokądeś młody,
Użyj świata za czasu i pięknej swobody.
Co wadzi, póki lata nie zajdą leniwe,
Widzieć szeroki Dunaj, widzieć Alpy krzywe,
Albo gdzie w pośrzód morza sławne miasto leży,
Albo gdzie pod dawny mur bystry Tyber bieży.
Dojedź i do Parthenopy,[34] a ujźrzysz te lasy,
Gdzie złotej rózgi szukał Eneasz przed czasy.
Tamże i piekło będzie, i ogromna skała,
Z której wieszcza Sybilla odpowiedź dawała.
Jedź w dobry czas, abych cię zaś oglądał zdrowo,
A donieś to mojemu Jedrzejowi słowo,
Że, dokąd go nie widzę, musi mię być teszno:[35]
A tak, łaskawli na mię, niechaj bywa[36] spieszno.



EPIT. ANDR. BZICK. KAST. CHEŁM.

Możem się nieowszejki[37] skarżyć na te lata,
Jakokolwiek jest przedsię godności zapłata.
Jędrzej Bzicki w tym grobie leży położony,
Który, acz nie w majętnym domu urodzony,
Jednak za dowcipem swym, którym go był hojnie
Bóg obdarzył, a on im szafował przystojnie,
Był wziętym u wszech ludzi, siedział w pańskiej radzie
Co mu więtszą cześć niosło, niż złoto w pokładzie.[38]
Do Turek posłem chodził, Labirynty prawne,
Jeśli jednemu[39] w Polszcze, jemu były jawne.
Umarł prawie na ręku u życzliwej żony
I leży pod tym zimnym marmurem zamkniony.



TEGOŻ MAŁŻONCE.

Anna z Pilce, dwu mężu zacnych pochowawszy
I dwu synu, jako dwu źrzenic, opłakawszy,
I z mężów kasztelanka, i z rodu, w tym grobie
Leży, który za zdrowia gotowała sobie.
Białagłowa uczciwa i serca wielkiego,
By u śmierci okrutnej było co ważnego.



DO FRASZEK.

Fraszki moje, (coście mi dotąd zachowały),[40]
Nie chcę, żebyście kogo źle wspominać miały.

Lecz jeśli wam nie gmyśli cudze obyczaje,
Niechaj karta występom[41], nie personom łaje.
Chcecieli chwalić kogo, chwalcież, ale skromnie,
By pochlebstwa jakiego nie uznano po mnie.
To też wiedzcie, że drudzy swej się chwały wstydzą
Podobno, że chwalnego[42] w sobie nic nie widzą.



OFIARA.[43]

Paphijej[44] swe źwieciadło Lais poświęciła.
Nie chce się widzieć, czem jest; nie może, czem była.



NA TOŻ.[45]

Gładkość od ciebie, Wenus, ale nie trwa w mierze,
Bo co ty dasz, to zasię znienagła czas bierze.
Ponieważ tedy widzę, że mię ten dar mija,
Weźmiż i świadka daru swego, o Paphija!



Z GRECKIEGO.[46]

W tym grobie piękna Timas leży pogrzebiona,
Którą przed szlubem wzięła czarna Persephona.
Na jej mogile wszytki rowiennice razem
Swe lube włosy ostrym ustrzygły żelazem.[47]



DO DZIEWKI.

Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała;
Daj, czego prózno dawać potem będziesz chciała,
Kiedyć zmarski[48] twarz zorzą, a gładkie źwierciadło
Okaże to na oko, że cię siła spadło.
Już tam służyć nie będą te pieszczone słowa:
Stachniczku, duszo moja! — rychlej: Bądź mi zdrowa,
Marya łaski pełna! — a w ręku pacierze,
Na jakie przy kościele baba pieniądz bierze.
Teraz możesz lelią piękny włos otoczyć,
Teraz możesz zaśpiewać, możesz w tańcu skoczyć;
Po chwili przydzie druga, którą przejdziesz[49] laty,
I rzeczeć: Weźm ty kądziel; przystojniej mnie z swaty.



DO JĘDRZ. PATRYCEGO.

To nie grzeczy, Jędrzeju, że zarazem i ty
Na febrę stękasz i ja łeb noszę zawity;
Lepszy fortel rodzeni Lakonowie[50] mają,
Co sobie jednej dusze wzajem pożyczają.
Czemu nam też Bóg takiej zgody nie pozwoli,
Aby wżdy jeden cieszył, gdy drugiego boli?



DO DOKTORA.

Mówiłem ci: Nie noś mi tych fraszek, doktorze,
Które tam czasem słyszysz w biskupiej komorze:

Bo fraszek, jako sam wiesz, mam z potrzebę[51] doma,
Statku tam raczej nabierz obiema rękoma.



DO WOJTKA.

Pytasz: nie tesznoli mie tak samego siedzieć?
Teszniej mie, Wojtku, z tobą, kiedyś to chciał wiedzieć.



DO SNU.

Śnie, który uczysz umierać człowieka,
I ukazujesz smak przyszłego wieka:[52]
Uśpi[53] na chwilę to śmiertelne ciało,
A dusza sobie niech pobuja mało.
Chceli, gdzie jasny dzień wychodzi z morza,
Chceli, gdzie wieczór gaśnie pozna zorza,
Albo gdzie śniegi panują i lody,
Albo gdzie wyschły przed gorącem wody.
Wolno jej w niebie gwiazdom się dziwować,
I spornym biegom[54] z bliska przypatrować.
A jako koła w społecznem mijaniu,[55]
Czynią dźwięk barzo wdzięczny ku słuchaniu.[56]
Niech się nacieszy nieboga do woli,
A ciało, które, odpoczynek woli,
Niechaj tymczasem tesknice nie czuje,
A co to nie żyć, wczas się przypatruje.



Z GRECKIEGO.[57]

By się wszytka nawałność morska poruszyła,
By wszytek Ren zebrana moc niemiecka piła;
Nigdy nie będą mogli rzymskiej sile szkodzić,
Dokąd cesarz przeważny wojsko będzie wodzić.
Tak i dęby korzenia swego się trzymają,
A suchy nikczemny list[58] wiatry obijają.



NA FRASZKI.

A cóż czynić? pijaństwo zbytnie zdrowiu szkodzi,
Gra też częściej z utratą, niż z zyskiem przychodzi,
A nadzieje zaś niemasz wzajemnej miłości,
A owa na swą szkodę suszy barzo kości.
Wy tedy, co kto lubi, moi towarzysze!
Pijcie, grajcie, miłujcie — Jan fraszki niech pisze.



DO WOJTKA.

I owszem, miły Wojtku, zjednaj się z tą panią,
Niech nie woła za tobą, ani też ty za nią.
Chwalę cię, że tam w sercu nie chcesz nic zostawić,
Ale zaraz przyjaźni skutkiem chcesz poprawić.
Idź corychlej, boć wieczór; a tego jednania,
Ile po rzeczy baczę, będzie do świtania.[59]



O STARYM.

Stary miał priapismum, nieukładną mękę,
Lecz była młodej żenie ta niemoc na rękę,
Bo się pan często parzył w przyrodzonej wannie,
Co więcej, niźli jemu, pomagało Hannie.
Potem go uleczyli mądrzy doktorowie;
A pani w płacz nieboga: Biadaż mojej głowie!
Kiedyś ty, mężu, stękał, jam się dobrze miała,
A kiedyś ty zasię zdrów, ja będę chorzała[60].



DO FRASZEK.

Fraszki, za wszeteczne was ludzie poczytają
I dla tego was pewnie uwałaszyć mają.
A tak ja upominam: Nie mówcie plugawie,
Byście potem nie były z wałachy na trawie;
A mówcie przykładem mego Mikołajca:
Co to niesiesz? — Gospodze[61] z odpuszczeniem: jajca.



DO BARTOSZA.

Bartoszu łysy, a z hiszpańską brodą;
Godzienby[62] łaski za swoją urodą,
Ale panienki na cię nie łaskawy,
Tak powiadają, żeś nogieć[63] wąchawy[64];

I tej łysiny i tej czystej brody.
Co jeśli tak jest, szkodać i urody



DO ANAKREONTA.

Anakreon zdrajca stary,
Niemasz w swym łotrostwie miary.
Wszytko[65] pijesz, a miłujesz,
I mnie przy sobie zepsujesz.
Już cię moje strony[66] znają,
I na biesiadach śpiewają,
Dobra myśl nigdy bez ciebie.
A tak, słyszyszli co w niebie,
Śmiej się: bo twe imię dawne
I dziś między ludźmi sławne.



NA OBRAZ ANDR. PATR.

Na wszytkiem Patrycemu ten obraz jest rowny,
Chyba to[67], że ten milczy, a owo wymowny.



NA ZACHOWANIE[68].

Co bez przyjaciół za żywot? więzienie,
W którem niesmaczne żadne dobre mienie.
Bo jeślić się co przeciw myśli stanie,
Już jako możesz sam przechowaj, panie,
Nikt nie poradzi, nikt nie pożałuje;
Takżeć jeślić się dobrze poszancuje[69],

Żaden się z tobą nie będzie radował;
Sam sobie będziesz w komorze smakował.
Co ludzi widzisz, wszytko podejźrzani,
W oczy cię chwali, a na stronie gani.
Nie słyszysz prawdy, nie słyszysz przestrogi,
Być wierę miały urość na łbie rogi.
Uchowaj Boże takiego żywota,
Daj raczej miłość, a chocia mniej złota.



DO DOKTORA.

Nie trzeba mi się wiele dowiadować,
Kędy ty chodzisz, doktorze, miłować,
Bo która z tobą w wieczór pobłaznuje,
Każda nazajutrz piżmem zalatuje.



Z GRECKIEGO[70].

Ani w młodej rozkoszy, ani w starej, widzę;
Owej prosto żałuję, a tej się zaś wstydzę.
Złe niedoszłe, ale też złe przestałe grona,
Nalepsze, gdy doźrzeją; także też i żona.



OFIARA[71].

Ten pas Greta, podstarzawszy sobie,
Poświęciła, można Wenus, tobie.
Tomku złoty, twoja wie kaleta,
Skąd dostała tego pasa Greta.



O ŁAZARZOWYCH KSIĘGACH.

Coć wymyślili ci heretykowie?
(Bo tak filozof Luterana zowie)
Łazarz on święty, kiedy znowu ożył,
Napisał księgi, w które wszytko włożył,
Cokolwiek widział, abo co i słyszał
Na onym świecie, gdy pod ziemią dyszał.
Ale ich nie chciał pokazać nikomu,
Ani obcemu, ani swoim w domu.
Aż gdy miał umrzeć, na ten czas tam wskazał
Po filozofa i temuż ukazał
One swe księgi, ale zawiązane,
I nad to jeszcze zapieczętowane.
I rzecze kniemu: ja śmierć bliską czuję,
A tak cię temi księgami daruję,
Gdziem wszytko włożył, com widział i słyszał,
Na onym świecie, gdym pod ziemią dyszał.
Ale cię proszę, byś ich nie otwierał,
Aż kiedy także sam będziesz umierał.
Bo tam nic niemasz, czego żywym trzeba:
Wszytko się plecie coś około nieba.
Przeto tym czasem inszych rzeczy pytaj,
A moje księgi przy skonaniu czytaj.
A przeczytawszy oddasz je drugiemu
Filozofowi także uczonemu.
I tak do końca niech się podarzają[72],
A przed skonaniem tylko je czytają.
Tamże przywiedzion mój Filozof ktemu,
Że przysiągł dosyć uczynić wszytkiemu.

Łazarz wtem skonał: wziął Filozof księgi,
Dawnoby w nich był, by nie dla przysięgi.
Owa tak długo leżał w tym rosole[73],
Że one księgi rozłożył po stole.
Pocznie wartować, ali papir goły:
Ba to, pry[74], pismo nie z głębokiej szkoły.
Więc jako czytał, tak też trzymał o tem,
I podał drugim filozofom potem.



DO JĘDRZEJA.

A cóż radzisz, Jędrzeju? (wszak mogę w twe uszy
Bezpiecznie wszytko włożyć, co mi serce kruszy)
I sam już baczyć możesz, że moje posługi
U tej paniej nie ważne, które zna czas długi
I stateczne, i wierne; a kiedyby chciała
Prawdę mówić, rychlej z nich cześć, niż lekkość[75] miała,
Jakiem ja dary dawał? jakiem rymy składał?
A dziś mię wstyd: bom więcej, niż było, przykładał.
Równałem często jej płeć ku rumianej zarzy,
A ona kramną barwę[76] nosiła na twarzy.
Chwaliłem jej niegodne chwały obyczaje,
Więc mi też mą nieprawdę fałszem dziś oddaje.
Przeto póki gniew świeży w mem sercu panuje,
Póki człowiek swą krzywdę, i wzgardzenie czuje,

Ratuj mię jako możesz, a wyrwi z niewoli:
Nie wiesz, jako niewdzięczna miłość w sercu boli.



Z GRECKIEGO[77].

Nie sądź mię za umarłą, gościu mój miły!
Śpiewaczki mityleńskiej[78], z tej to mogiły.
Człowieczych to rąk sprawa, a taka praca
Rada się w krótkim czasie wniwecz obraca.
Lecz jeśli mię chcesz pytać o rymy moje,
Którym boginie dary przydały swoje,
Wiedz, iżem śmierci znikła[79]; a póki słynie
Lutnia i mówne gęśli, Safo nie zginie.



DO JOSTA.

Twój mi brat, Jostcie, powiada o tobie,
Żeś łaskaw na mię, czego życzę sobie,
Bo twoja przyjaźń, którego zwyczaje
U ludzi chwalne, świadectwo mi daje,
Żem dobry człowiek; ani ty miłujesz,
Jedno w kim cnotę i stateczność czujesz.
Przeto, żebyś też wiedział serce moje,
Ślę te do ciebie krótkie rymy swoje,
Które miej jako pewny zakład[80] jaki,
Żem jest i chcę być twój na czas wszelaki.



NAGROB. P. CHMIELOWSK[81].

Wiatry z północnem morzem na mię się zmówiły,
Aby mnie niewinnego gardła pozbawiły.
I nakoniec dowiodły swego, bo stargawszy
Białe żagle i okręt w kęsy zdruzgotawszy,
Przybiły mię do brzegu pustego na desce,
Tamżem został, bo wyszcia nie dawało miejsce.
A ty, co tędy płyniesz po głębokiej wodzie,
Umiej o Chmielowskiego powiedzieć przygodzie.



DO ST. PORĘBSKIEGO.

Jeśli co ważne jest świadectwo moje,
Porębski złoty, skotopaski twoje
W tej wadze u mnie, żeby się mógł do nich
Teokryt przyznać, tak ja trzymam o nich.



Z GRECKIEGO[82].

Alkon, patrząc na syna, kiedy go smok srogi
W poły trzymał, wyciągnął acz z bojaźnią rogi[83]
I nie uchybił celu; bo strzała zwierzęciu
Prawie w gardle utknęła przy samem dziecięciu,
A sprawiwszy, co myślił, wedle dębu tego
Łuk zawiesił, znak szczęścia i oka miernego[84].



DO MARCINA.

Filozofi, co nad nas uszy lepsze mają,
O dziwnie wdzięcznych głosiech w niebie powiadają;
Którym ja, jako prostak, we wszem wiarę dawam,
Ale na twej muzyce, Marcinie, przestawam.



DO NIEZNAJOMEGO.

Nie masz o co stać, bych cię wpisał w swoje karty,
Bo tam statku niewiele, a snadź wszytko żarty,
Ale możeszli wytrwać, gdy będą kpić z ciebie,
Powiedz imię corychlej, chcę cię mieć u siebie.



DO JĘDRZEJA.

Który mój nieprzyjaciel i człowiek tak srogi
Trzymał cię po te czasy, Jędrzeju mój drogi,
Kiedym ja nabarziej smutny potrzebował,
Abyś mię był w mym ciężkim frasunku ratował?
Serce mi bowiem żarły troski nieuśpione,
Jakie nieleda komu mogą być zwierzone.
By mi cię wżdy nakoniec odesłał był cało,
Nie takby mię nieszczęście moje frasowało.
Ale cię na żal więtszy tak do mnie wyprawił,
Że i serce i duszę przy sobie zostawił.
Co nie wiem jeśli czujesz: ale to czuć prózno,
Kiedy serce i dusza od człowieka rózno.
Com się tedy nadziewał[85] pociechy od ciebie,
To cię sam cieszyć muszę, zapomniawszy siebie.
A lekarstwa inszego niewiem tej chorobie,
Jeno gdzieś zgubę stracił, tam jedź po nię sobie.

A tego się wystrzegaj, byś, chcąc serca dostać,
Nie musiał tam nakoniec i sam potem zostać.



DO STANISŁAWA.

Powiedz mi, gdzie się chowasz, bracie Stanisławie!
Bom cię tak długo szukał, ażem ustał prawie;
Jakożeś mię był prosił na obiad do siebie,
Takżem cię ani widział i jadam bez ciebie.



O BEKWARKU.

By lutnia mówić umiała,
Takby nam w głos powiedziała:
Wszyscy inszy w dudy grajcie,
Mnie Bekwarkowi niechajcie[86].



DO WĘDY.

Miło patrzać na łąki, kiedy się odzieją,
Miło patrzać na zdroje, kiedy wodę leją;
Dobra lecie śmiotana, dobra szołdra[87] zimie,
Kiedy uschnie na wietrze abo w gęstym dymie;
Dobry więniec bluszczowy — nad wszytko[88] multanki,
Kiedy grasz, Węda, w lesie, zabywając Hanki.



O ALEKSANDRZECH.

Aleksander sławną Troję skaził,
Aleksander Persy z państwa zraził

Aleksander[89] ufrasował żaki,
Aleksander[90] powadził Polaki.



DO HANNY.

Na palcu masz dyament, w sercu twardy krzemień,
Pierścień mi, Hanno, dajesz, już i serce przemień.



NAGROB. MIK. TRZEBUCHOW.

Kości twe, Trzebuchowski, zamknęła w tym grobie
Żona, którąś zostawił w żałości po sobie;
Pamięć twoja w jej sercu zawżdy będzie trwała,
Póki teskliwa dusza nie odbieży ciała.



TEMUŻ.

By Bóg duszę za duszę chciał od nas przyjmować
A mógł człowiek swym zdrowiem cudze odkupować,
Ile mi kolwiek wieku naznaczono w niebie,
Dałabych była wszytko, mężu mój, dla ciebie.
Lecz iż na taki frymark śmierć nierada zwoli,
A zachować swą srogość jednostajnie woli:
Muszę trwać w ciężkim żalu i trosce po tobie,
A moja wszytka radość legła z tobą w grobie.



DO DOKTORA MONTANA[91].

Pierwszą, wtórą i trzecią, czwartą wieś i piątą,
Szóstą także i siódmą, ósmą i dziewiątą,

Niewiem, miły doktorze, w której masz krainie;
Jam tylko był w dziesiątej[92], która przy Lublinie.



NAGROBEK OPIŁEJ BABIE[93].

Czyj to grób? Bodaj zdrów pił. Czyja to mogiła?
Jeno rychło, jużbych dwie tymczasem wypiła.
Nie chcewa się rozumieć. Nalejże mnie sporzej,
Wściekła babo, nie pijęć do ciebie. Tem gorzej.
Imię twoje chcę słyszeć. A szatan ci potem
Wiedzieć, kto w tamtym grobie, a kto w owo tym?
Miejże się tedy dobrze. A jako bez piwa?
Przyuczaj się. Nie byłam trzeźwia jako żywa.



DO WENERY.

Wenus, nie odnawiaj mi już przeszłej nadzieje,
Niech się mój nieprzyjaciel (wszak wiesz kto) nie śmieje
Bo lepsza pewna wolność, niż rozkosz wątpliwa,
Ta zawżdy ze mną, a z tej często nic nie bywa.
A nasze troski w niwecz, w niwecz i staranie,
Którem to sfałszowane kupujem kochanie.
Podejźrzany mi twój śmiech i twe słodkie słowa,
Boję się, by nie była znowu jaka zmowa.
Jako chcesz; aleć tego pełne będą karty,
Chociać mój płacz u ciebie śmiech tylko a żarty.



DO DZIEWKI[94]

A co wiedzić, gdzie chodzisz, moja dziewko śliczna,
A mnie tymczasem trapi teskność ustawiczna;

Jakoby słońce zaszło, kiedy niemasz ciebie,
A z tobą i w pół nocy zda się dzień na niebie.



O ROZKOSZY.

Rozkoszy na świat szczerej nie podano,
Ale do każdej żółci przymieszano.
Skąd cię potyka, co twej duszy miło,
Masz przyjąć i to, co nie kmyśli było.



NA HISTORYĄ TROJAŃSKĄ.

Nie dopiero to wiedzą, że dobrze miłować;
Ważył się przedtem Parys przez morze żeglować
Dla nadobnej Heleny, którą jemu była
Za złote jabłko piękna Wenus namięniła.[95]
Nie dbał, chocia pogonia miała być za niemi,
Choć miał tego przypłacić braty rodzonemi,
Nakoniec swym upadem i wszytkiego domu;
Smakowała mu miłość, niewiem jako komu.



NAGROBEK ADRIANOWI DOKT.

Śmierci, to nie śmiech, już nam bierzesz i doktory;
A jakoż tu może być dobrej myśli chory?
Bóg żegnaj, Adryanie! nie pomogą zioła,
Komu się na śmierć bierze, musi wsiadać[96] zgoła.



DO SWYCH RYMÓW.

Rymy głupie, rymy nieobaczne,
W których jako we zwierciedle znaczne

Me szaleństwo, idźcie w ogień wszytki,
A zatłumcie mój postępek brzydki,
Za który się długo wstydać muszę.
Serdecznego żalu tu nie ruszę,[97]
Bo ten w twardym dyamencie ryto,
Aby wiecznie trwał, czego mnie lito.[98]
O przyczynę, przebóg, nie pytajcie,
Ani mi tej rany odnawiajcie.
Niewdzięczność mię ludzka potępiła,
Bodaj się źle wrychle zapłaciła.



DO ANNY.

Wczora, czekając na twe obietnice,
I zabywając niejako tesknice,
Napisałem ci krom rozmysłu wszego
Ten rym niegładki, skądbyś serca mego
Frasunk poznała i myśl utrapioną,
Anno, twojemi słowy zawiedzioną,
Bom ustawicznie rachował godziny,
A szukał twego mieszkania[99] przyczyny.
Chciałemli czytać, tom nic nie rozumiał,
Chciałemli zagrać, tom począć nie umiał;
Nakoniec wziąwszy we mdłą rękę piórko,
Pisałem: — Ojca prawdziwego córko,
Nieprawie słowna! — a w tem mię sen zmorzył,
Gniew upokoił, nadzieję umorzył.



DO PRZYJACIELA.

Jednego chcieć i nie chcieć, to społeczność[100] prawa;
Gdzie się myśli nie zgodzą, tam przyjaźń dziurawa.
Iż tedy na mem zdaniu ty przestać nie raczysz,
Przestanę ja na twojem, owa się obaczysz[101].



DO BOGINIEJ.

Bogini, która miłością szafujesz,
A ludzkie serca według swej frasujesz
I cieszysz myśli, — jeśli niewdzięczności
I ty nie lubisz w uprzejmej miłości,
Sfolguj mi mało: owa się wyłamię
Z tej niepobożnej niewolej, która mię
Tak sfrasowała, że i zdrowia nie mam,
I o rozumie toż nakoniec mniemam.
Już mię nie wracaj ku pierwszej wolności,
Bo nie wiem bych żyć umiał bez miłości.
Tylko pan inszy niech mi rozkazuje,
Jednaż ta, co jest uprzejmość, nie czuje.
A ja, gdy zbędę jarzma tak ciężkiego,
Na znak twej łaski, i ulżenia swego,
Postawię palmę złotą w twym kościele,
Która ten napis poniesie na czele:
Tobie, o można Wenus, jestem dana,
Żeś zbyć pomogła niewdzięcznego pana.



DO ANDRZEJA TRZECIESKIEGO

Bógżeć zapłać, Jędrzeju, żeś mię dziś upoił,
Boś we mnie niespokojne troski upokoił,

Które mi serce gryzły, jako to być musi,
Gdy człowieka niewdzięczność opętana dusi.
Wiem dobrze, że nie długo ze mną tej rozkoszy,
Bo to wszytko po chwili trzeźwia myśl rozproszy;
Ale witaj mi ta noc wolna od frasunku!
Któż wiedział, by tak wiele należało w trunku?



NA RYM NIEROZMYŚLNY.

Kto mi każe rym pisać nierozmyślnie, taki
Ma wolę przyjąć, chocia będzie ledajaki.[102]



NA PSZCZOŁY BUDZIWISKIE.
Do J. M. P. W. wileńskiego[103].

Patrzaj, jako płodnych pszczół niesłychane roje
Okładły, zacny panie, miodem ściany twoje;
Dobry to znak, jeśli Bóg dał wieszczą myśl komu,
Że dostatek i wieczne potomstwo w twym domu.



DO GOŚCIA.

Bądź ptaka, bądź zająca szukasz po tym boru,
Gościu, słuchaj mej rady, stąp mało do dworu;
Pewniejsza tu zwierzyna, gdzie pełne piwnice,
Abo gdzie pszczoły noszą miód za okienice.



DO PSZCZÓŁ.

Powiedzcie, piękne pszczoły, wszak wam na tem mało,
Co was tu mimo ule do izby wegnało?



ODPOWIEDŹ.

Dla pijanic źle się z tem odkryć leda komu.
Tobie w ucho powiemy: Czujem tu miód w domu.



DO DOKTORA.

Arcydoktorem cię zwać każdy może śmiele,
Bo ty nie tylko umiesz zleczyć niemoc w ciele,
Ale i na dobrą myśl masz fortelów wiele:
Wino, lutnią, podwikę; to mi to wesele.



O FRASZKACH.

Prózno mnie do dziewiąci lat swe fraszki chować,
Jako ksiąg mądrzy ludzie zwykli poprawować;
Bo tu moją pilnością już nic nie przybędzie:
Bych kreślił i nadkreślił — fraszka fraszką będzie.



O NOWYCH FRASZKACH[104].

Nic teraz po mych fraszkach, bo insze nastały,
Których poczet na każdy dzień widzę niemały,
Więc je na pargaminie nadobnie pisano,
A niektóre i złotym prochem posypano.
U każdej orzeł i pstra czysta sznura długa,
Spytajże Arystarcha: fraszka, jako druga.



Z ANAKREONTA[105].

Podgorski źrzóbku, czemu patrząc krzywo
Oczyma na mię uciekasz pierzchliwo?

Mnimasz, żem prostak: ja na cię osobny
Rząd myślę włożyć, i muńsztuk ozdobny.
A potem wsiadwszy zatoczyć[106] na dworze:
Ty się tam pasiesz, nie wiem gdzie, po borze,
Skacząc samopasz od miejsca do miejsca,
Bo jeszcze niemasz po swym plecu jejsca[107].



DO ANNY[108].

Królowi rowien, a jeśli się godzi,
Mówić co więcej, i króla przechodzi,
Anno, kto siedząc prawie przeciw tobie,
Przypatruje się coraz twej osobie
I słucha twego śmiechu przyjemnego,
Co wszytkich zmysłów zbawia mię smutnego.
Bo skoro namniej wzrok skłonię ku tobie,
Słowa nie mogę domacać się w sobie,
Język mi zmilknie, płomięń się w mię kradnie,
W uszu mi piszczy, noc przed oczy padnie,
Pot przez mię bije, drżę wszytek i bladnę,
Tylko że martwy przed tobą nie padnę.



O PELOPIE.[109]

O Pelopie ten głos był, że go ojciec srogi
Uwarzył i dał na stół, gdy czestował bogi.

I zjedli mu tam byli między sobą ramię,
Czego, kiedy zaś ożył, miał widome znamię.
Ale Pindarus nie chce zwać obżercą boga,
Bo sprosna mowa pewna do upadu droga;
A powiada: Gdy bogi Tantalus czestował,
Wtenczas mu się Neptunus syna rozmiłował
I uniósł go do nieba, gdzie potem i drugi
Był przyniesion Trojańczyk dla tejże posługi.
Wiem, co posługą zowiesz; zły mu był warzony,
Także chciał spatrzyć, jako smakuje pieczony.



NAGROBEK MĘŻOWI OD ŻONY.

Mężu mój miły, ty już leżysz w grobie,
A ja trwam jeszcze na świecie po tobie.
Ale co żywę[110], umrzećbym wolała,
Bom tylko na płacz wieczny tu została.



O MIŁOŚCI[111].

Kto naprzód począł miłość dziecięciem malować,
Może mu się zaprawdę każdy podziwować;
Ten widział, że to ludzie bez rozumu prawie,
A wielkie dobra tracą przy tej głupiej sprawie.
Tenże nie darmo przydał na ramięnia pierze,
Bo tam częsta odmiana: to gniew, to przymierze.
Strzały znaczą, że nagle człowieka ugodzi,
A z onej rany żaden zdrowo nie odchodzi.
We mnie strzały mieszkają i ten bożek mały,

Ale mu pewnie wszytki pióra wypadały[112],
Bo się nie da wypłoszyć nigdziej z serca mego,
Ani mi odpoczynku pozwoli żadnego.
Co za roskosz masz mieszkać w suchych kościach moich?
Zaby[113] już nie czas przenieść gdzieindziej strzał swoich?
Lepiej swej mocy na tych nieukach skosztujesz,
Bo już nie mnie, ale mój tylko cień frasujesz,
Który jeśli zatracisz, kto tak śpiewać będzie?
Z moich tych prostych rymów jesteś sławny wszędzie,
Które rumianej twarzy i oka czarnego
Nie zamilczą u paniej i chodu snadnego.



O RZYMIE[114].

Jako wszytki narody Rzymowi służyły,
Póki mu dostawało i szczęścia i siły,
Także też, skoro mu się powinęła noga,
Ze wszytkiego nań świata uderzyła trwoga.
Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły —
Tak zawżdy trwalszy owoc dowcipu, niż siły.



DO DOKTORA.

Nie mam ci zacz[115] dziękować, mój miły doktorze,
Żeś mię samego z gośćmi zostawił w komorze,

Bom się im żadną miarą nie mógł wykuglować[116],
Musiałem się, jako bóbr, jajcy odkupować.



NA CHMURĘ.

Prózno Chmurę szczujecie memi wierszykami,
O tym właśnie rzeczono: karmion ten wronami.



NAGROBEK ANNIE.

Za twoję dobrą wolą, którąś w domu swoim
Zawżdy okazowała, Anno, gościom twoim,
Za dobrą myśl i one uczciwe biesiady,
Godnabyś przetrwać była trzystoletne dziady.
Ale nam tych roskoszy sroga śmierć zajźrzała,
A ciebie prawie z naszych rąk nagle porwała.
I chodzisz teraz brzegiem niepamiętnej wody[117],
A my nieszczęścia płaczem i swej znacznej szkody.
Mieccie kwiatki na ten grób panny i młodzieńcy,
A jej szlachetne kości przyodziejcie wieńcy.



DO MIKOŁAJA MIELECKIEGO.

Na swe złeś mię upoił, mój dobry Starosta,
Bo czegoś snadź nie wiedział, toć opowiem sprosta.
Mnimasz ty, że ja tobie kłaniam się dla tego,
Iżeś syn Wojewody, nie wiem tam jakiego.
Albo że się masz dobrze, a złota na tobie,
I na tych dosyć widzę, które masz przy sobie.
Fraszka u mnie twe herby, i wsi pełne kmieci:
Hańba (mówią Grekowie) bohaterskie dzieci.

A pieniądze takie są, że je i źli mają,
I co wiedzieć, jako ich drudzy używają.
Ale wiesz, co mię trzyma, i garnie ku tobie?
To, iż przodków swych zostać[118], masz za lekkość sobie,
A coć Bóg dał z łaski swej, tem szafujesz bacznie,
Służąc panu[119] i rzeczy pospolitej znacznie.
Chudymi nie brakujesz[120], ale kto cnotliwy,
W jakimkolwiek bądź pierzu, temuś ty chętliwy.
To jest grunt: insze rzeczy, których się chwytają
Ludzie prości, jako dym, wiatry roznaszają.



DO WOJEWODY.

Nie są, Wojewodo zacny, czasy po temu,
Abych, czyniąc zwyczajowi dosyć dawnemu,
Uszy twoje lutnią bawił, albo pieśniami:
Coś inszego człowiek musi mieć przed rękami.
Widząc okiem, co się dzieje, zewsząd powstają
Srogie wiatry, zewsząd strachu ludziom dodają
Chmury czarne, gradu pełne i trzaskawice[121].
Oracz pola bogu zleca i swe winnice,
A pasterz, multanki pod płaszcz kryjąc za czasu,
Wraca bydło ku domowi z pustego lasu.
We wsiach zielem kurzą; każdy o sobie czuje;
I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.
Przeto niedziw, że umilkły me głośne strony,
Widząc niebo rozgniewane, i wiek strwożony.

Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,
Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje.
Raz chmury panują, i grom srogi, a potem
Bóg obdarza świat pogodą i słońcem złotem.
Owa jeszcze dobrze będzie; a co drugiego,
Padnieli źle, więc rozumem podeprzeć tego.



DO MONTANA.

Jako Lais zwierciadło Paphiej oddała,
Kiedy prze lata[122] pierwszej gładkości stradała:
Tak Jan tobie, Montanie, słojki twe oddawa,
Bo co mu po nich, kiedy piżma w nich nie stawa[123]?



NAGROBEK ST. ZAKLICE Z CZYŻOWA.

Tu Stanisław Zaklika położył swe kości,
Nietylko z przodków swoich, lecz i z swej dzielności
Dobrze znaczny, bo w krajach postronnych strawiwszy
Młodość swoję i królom panom swym służywszy,
Ostatek wieku swego pospolitej rzeczy
Oddał, której, swych utrat nie mając na pieczy,
Darmo zawżdy rad służył, bo jako nagrody
Od tej, od której wszytko[124], chcieć za swoje szkody?
Cnota na czci ma dosyć; tą Zaklika słynie,
Wszytko insze, jako dym albo mgła przeminie.



DOROCIE Z MICHOWA, ŻENIE JEGO.

Nie chciałam cię, mężu mój, zostać[125] twoja żona,
Ale i w ziemi leżę z tobą pogrzebiona.

Nigdy, nigdy prawdziwa miłość nie umiera,
Lecz i w ogień włożona do kości przywiera.
Dziatki, miejcie się dobrze, mnie z mym miłym wszędy
Mężem dobrze być musi, bez niego nikędy.



DO DRUŻBY.

Zaryadres królewic, jako żyw nie znawszy,
Tylko piękną Odatę przez sen raz widziawszy,
Miłował ją serdecznie i tak chodził o tem,
Że musiała być jego poślubioną potem.
Toż się i mnie przydało[126], drużba[127] mój cnotliwy,
Że nigdy cię nie znawszy, zawżdym był chętliwy
Do twego towarzystwa; a nie mam w pamięci,
Bych cię (co też niemała pobudka do chęci)
I przez sen kiedy widział, ale pismo twoje
To ciebie oznajmiło, i przed oczy moje
Przyniosło, żem cię w głowę lepiej wlepił sobie,
Niżby mi cię był posłał w twej własnej osobie
Wroty sen rogowemi[128], gdy poczyna świtać,
A Tytan[129] swoje konie w łąkach każe chwytać.
Przeto tego bądź pewien, że cię z tymi liczę,
Którym ja sercem prawem wszego dobra życzę.
A to węzeł jest mocny, i nad insze trwały,
Który pięknej pamięci córki zawiązały.



DO FRANCISZKA[130].

Ani Ulisses, ani Jazon młody,
Choć o nich siła starzy nabajali,
Tak wiele ziemie snadź nie objechali,
Jako ty, który od Tybrowej wody
Szedłeś, Franciszku, przez różne narody,
Aż tam, gdzie nigdy lata nie uznali,
I ogniów palić ludzie nie przestali,
Prze mróz gwałtowny i prze wieczne lody.
Więc i w to nie wierz, aby w tej krainie
Medea jaka i Circe nie była,
Któraby ludzi obracała w świnie.
Tak się tu dobrze druga wyćwiczyła,
Żeby tę samę, co tak bardzo słynie,
W niedźwiedzia Circę łatwie obróciła.



NA MOST WARSZEWSKI

Nieubłagana Wisło, prózno wstrząsasz rogi,
Prózno brzegom gwałt czynisz i hamujesz drogi;
Nalazł fortel król August, jako cię miał pożyć[131],
A ty musisz tę swoję dobrą myśl położyć[132],
Bo krom wioseł, krom promów już dziś suchą nogą
Twój grzbiet nieujeżdżony wszyscy deptać mogą.



NA TENŻE.

To jest on brzeg szczęśliwy, gdzie na czasy wieczne
Litwa i Polska mają sejmy mieć spółeczne.
A ten, który to wielkiem swem staraniem sprawił,
Aby już więc żadnego wstrętu[133] nie zostawił,
Wisłę, która niezawżdy przewoźnika słucha,
Mostem spętał; bród wielki, ale droga sucha.



NA TENŻE.

Nie woła dziś przewoźnik: Wsiadaj, kto ma wsiadać,
Niebezpieczno się wozić, gdy mrok pocznie padać.
Słysz, mam ja zegar w mieszku[134], który póki bije,
Póty też i gospodarz, co go nosi, pije.
A ty śpi, przewoźniku, niedbając na goście;
Byś i darmo chciał przewieść, ja wolę po moście.



NA SŁOWNIK MĄCZYŃSKIEGO[135].

Żebyś do szkoły nie po wszytko chodził,
Ale sam czasem drugiemu dogodził,
Wielką mieć pomoc z tych ksiąg, gościu, będziesz,
Gdy nad łacińskim językiem usiędziesz.
Nie bądźcie hardzi swym żakom, mistrzowie,
Wszytko tu najdzie, co wy macie w głowie.



Przypisy

  1. wodą ze źródła Pegaza na stoku helikońskiej góry.
  2. księże.
  3. Kolonia (poeta czyni aluzyę żartobliwą do 11,000 dziewic, których zwłoki spoczywają, według podania, w kościele Ś-tej Urszuli w Kolonii).
  4. naślad. z Antol. łacińskiej.
  5. przekład z Marcyalisa.
  6. lekarstwa.
  7. krnąbrnej, upornej.
  8. sztylet.
  9. kosztuje wiele.
  10. przekład z Antol. greckiej.
  11. nie uznaję tych łupów.
  12. drzewca, oszczepy.
  13. pokój.
  14. kobiecie, stworzonej z żebra adamowego.
  15. szalejesz.
  16. mowa o karze średniowiecznej ciągnienia kota na powrozie przez wodę (patrz: Fraszki I O kocie).
  17. przywabić (kobietkę przymilającą się).
  18. kłamcę.
  19. przygoda ta spotkała Kozła, ziemianina lubelskiego (patrz „Dworzanina” Górnickiego).
  20. rzecze.
  21. do samego siebie.
  22. okaże się przyjemną (od druh, drużyć).
  23. treść wzięta z Antol. greckiej.
  24. nie na moje słabe siły.
  25. spełniać za zdrowie.
  26. przekład z Antol. greckiej (wiersz Damagitasa).
  27. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku — winno być: fortelni.
  28. podstępni.
  29. przystoi.
  30. odniosłem zwycięstwo siłą.
  31. złotych.
  32. suknia żołnierska
  33. w samą porę dla ciebie.
  34. Neapol.
  35. tęskno.
  36. przybywa.
  37. niezewszystkiem.
  38. w skarbcu, w skrzyni.
  39. komu.
  40. czegoście mi dotąd dotrzymały.
  41. występkom.
  42. godnego chwały.
  43. treść wzięta z Antol. greckiej (wiersz fil. Platona).
  44. Wenera, zwana tak od Pafos, miasta poświęconego jej na Cyprze.
  45. przekład z Antol. greckiej (wiersz Juliana Egipcyanina).
  46. treść wzięta z Antol. greckiej (wiersz Safony).
  47. na znak żałoby.
  48. zmarszczki.
  49. przewyższysz.
  50. Kastor i Polluks.
  51. ile mi potrzeba.
  52. życia.
  53. tryb rozkazujący (uśpij).
  54. biegom ciał niebieskich w różnych kierunkach
  55. sfery niebieskie we wspólnem mijaniu się.
  56. muzykę światów, podług pojęć Pitagorasa.
  57. przekład z Antol. greckiej (wiersz Klinagora)
  58. liść.
  59. po tej fraszce w egzemplarzu berlińskim następuje fraszka „O proporcyej” (pomieszczona w dod. „Dobrym towarzyszom gwoli)”.
  60. po tej fraszce w egzemp. berlińskim następuje fraszka „O gościu” (pomieszczona w dod. „Dobrym towarzyszom gwoli”).
  61. wołacz liczby pojed. od gospodza = pani.
  62. godzienbyś.
  63. nikczemnik, nicpoń.
  64. węszący.
  65. wciąż.
  66. struny.
  67. chyba w tem jest różnica.
  68. wziętość u ludzi.
  69. powiedzie.
  70. przekład z Antol. greckiej (wiersz Onesta).
  71. przekład z Antol. greckiej (wiersz Simonidesa z Keos).
  72. obdarzają.
  73. kłopocie.
  74. prawi, mówi.
  75. niesławę.
  76. kupną farbę.
  77. przekład z Antol. greckiej (wiersz Tylliosa).
  78. Safony.
  79. uchroniłam od śmierci tj. jestem nieśmiertelna.
  80. dowód.
  81. sekretarz króla Zygmunta Augusta; zmarł w Szwecyi.
  82. przekład z Antol. greckiej (wiersz Gneusa Lentula).
  83. łuk rogowy.
  84. celnego.
  85. spodziewał się.
  86. zostawcie mnie Bekwarkowi.
  87. szynka wędzona.
  88. dudy z kilku piszczałkami.
  89. Aleksander de Ville-Dieu, zm. w r. 1240. Napisał gramatykę, która w opracowaniu Głogowczyka miała kilka wydań w Krakowie.
  90. Aleksander Jagiellończyk.
  91. lekarz nadworny biskupa krakowskiego, F. Padniewskiego.
  92. nazwa wsi pod Lublinem.
  93. treść wzięta z Antol. greckiej (wiersz Antypatra z Sydonu).
  94. naślad. z Antol. greckiej (według S. Zatheya).
  95. wymieniła jako nagrodę.
  96. do łodzi Charona, która przewozi dusze na drugi świat.
  97. nie wspomnę o bólu
  98. zamiast luto = co mi przykrość sprawia.
  99. zwłoki, nieprzybycia.
  100. związek przyjaźni.
  101. opamiętasz się.
  102. po tej fraszce w egzempl. berlińskim następuje fraszka „O Gąsce” (pomieszczona w dodatku „Dobrym towarzyszom gwoli”).
  103. do Mikołaja Radziwiłła.
  104. mowa tu o przywilejach królewskich.
  105. przekład z Anakreonta, Carmen LVIII.
  106. harcować.
  107. jeźdzca.
  108. przekład z Safony, pieśni III-ciej.
  109. weszło tu kilka myśli z Pindara (z księgi I Olimpiady).
  110. chociaż żyję.
  111. przekład elegii Propercyusza.
  112. powypadały.
  113. czyby.
  114. fraszka ta ogłoszona była w słowniku łacińsko-polskim Mączyńskiego z r. 1564.
  115. zaco.
  116. wykręcić się.
  117. t. j. Lety.
  118. gorszym być od przodków.
  119. królowi.
  120. nie pogardzasz.
  121. grzmotu.
  122. wskutek lat.
  123. zabrakło.
  124. t. j. Rzeczypospolitej.
  125. rozłączyć się z tobą.
  126. przydarzyło.
  127. druh.
  128. według starożytnych, sny wchodzą do duszy śpiącego dwiema bramami: rogową (sny, które się mają sprawdzić) i bramą z kości słoniowej (złudzenia senne).
  129. Helios, bóg słońca.
  130. jeden z nielicznych sonetów Kochanowskiego.
  131. opanować, okiełznać.
  132. zaniechać hardości.
  133. przeszkody.
  134. t. j. pieniądze.
  135. fraszka wzięta przez J. Przyborowskiego ze słownika Mączyńskiego, wydanego w r. 1564.

Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.