Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Sygański
Tytuł Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego
Podtytuł po całym świecie a w szczególności w Polsce
Data wydania 1892
Wydawnictwo Nakładem ks. Michała Mycielskiego T. J.
Drukarz Drukarnia Wł. L. Anczyca i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ TRZECI.
Przeszkody, na jakie napotykało nabożeństwo do Serca Jezusowego w czasie rozwoju swego. 1677—1794 r.

Recz to charakterystyczna, że na pierwsze przeszkody natrafiła błog. Małgorzata (1677 r.) w samym zakonie Nawiedzenia, który przecież bądź co bądź do tego był przeznaczonym, ażeby podzielał z nią wspaniałe posłannictwo boże. Powodem tego oporu nie była bynajmniej nieroztropna i porywcza gorliwość Błogosławionej w spełnianiu powierzonej sobie od Boga missyi; przeciwnie było to dla niej nie małą przykrością, że tak nadzwyczajne posłannictwo P. Bóg jej porucza. To też tylko przy nadarzającej się sposobności odzywała się przed swemi siostrami zakonnemi o tem nabożeństwie, stanowczo twierdząc, iż ono do nabycia prawdziwej doskonałości jest wyśmienitym środkiem. Może w klasztorze w Paray-le-Monial nie kwitnęła karność i gorliwość pierwotna? I to nie. Klasztor w Paray-le-Monial cieszył się powszechnym szacunkiem u obcych i u zakonnic; nie nazywano go inaczej, tylko „ukochanym Paray“ albo „taborem przełożonych“ dla kwitnącej tamże wzajemnej miłości i ochoczego posłuszeństwa.
Nie była też powodem owego oporu pogarda i lekceważenie cnót i pobożności naszej Błogosławionej. Wysoko bowiem ceniono jej cnoty — nazywano ją świętą — ubiegano się o cząsteczkę z jej welonu, niby o kosztowną relikwię. Co więcej, powierzano jej najważniejsze urzędy zakonne: dozorczyni pensyonarek, mistrzyni nowicyuszek, a po dwakroć urząd asystentki; noszono się nawet z myślą wybrania jej na przełożoną domu, ale wyprosiła sobie i wymodliła u Boga uchylenie tego krzyża. Pomimo tego wszystkiego nie ustawało jednak ani się zmniejszało przeciwko niej i jej nabożeństwu pewne uprzedzenie, które łatwo zresztą da się wytłumaczyć.
O rzadkich przywilejach i łaskach, jakiemi P. Bóg zaszczycał tę wybraną duszę, oprócz jej przełożonych, nikt nie wiedział ani się domyślał; wszystko to okryte było grubą tajemnicą. Jej długie modlitwy wśród dnia i nocy, skupienie ducha w każdej porze i przy każdem zajęciu zagadkowy ubytek i szybkie odzyskanie sił, na czem się sztuka lekarska wcale nie znała; dalej wiadomość o niektórych drobniejszych wykroczeniach i nadużyciach w gronie sióstr czasami się wydarzających, o których Błogosławiona z wyraźnej woli Zbawiciela swą przełożoną ostrzedz musiała; nareszcie wydalenie pewnej postulantki, której przyjęcie do zgromadzenia tylkoby niełaskę możnej rodziny na zakon ściągnęło — wszystko to razem wzięte zakłócało spokojny tryb klasztornego pożycia, niepokoiło umysły, prowadziło do szemrania, nawet do powątpiewania i obawy, azali Małgorzata nie podlega złudzeniom złego ducha. I to było głównym powodem, dlaczego nabożeństwo do Najśw. Serca Jezusowego w samem gronie zakonnic Nawiedzenia na tak mnogie i twarde z samego początku próby wystawionem było, i dlaczego zapatrywano się na nie z takiem niedowierzaniem i uprzedzeniem pomimo tego, że św. założyciel zgromadzenia Franciszek Salezy dość jasną o niem wzmiankę czyni.
Zaledwie ucichła ta burza, i o nowem nabożeństwie rozeszła się wieść po świecie, aliści wnet posypały się przeciwko niemu nowe zarzuty i podejrzenia. Sprawcami tej nowej groźniejszej burzy, byli przedewszystkiem Janseniści. Sekta ta, której ojcem Kornel Janseniusz, profesor akademii Lowańskiej 1630 r. a później biskup Ipreński, datuje swoje istnienie od r. 1640. W grancie rzeczy nie była ona czemś innem tylko kalwinizmem osłonionym pozorami katolicyzmu, lubo nie przyznawała się wcale do tego powinowactwa. Wnet ona zalała całą Belgię, Holandyę, Niemcy i Włochy — i w chwili, kiedy w pismach Paschazego Quesnella (1671 r.) najwyższego dosięgła szczytu, przypada właśnie epoka pierwszych zawiązków nabożeństwa do Najśw. Serca P. Jezusa. Było ono wyśmienicie od opatrzności bożej obmyślanym środkiem i silną zarazem tamą przeciwko spustoszeniu, jakie ta sekta szerzyła dokoła. Zrozumieli to dobrze Janseniści i dlatego objawy tego nabożeństwa bacznem śledzili okiem i śpieszno im było, już w pierwszym zawiązku jego, osławić takowe, zohydzić, i tym sposobem raz na zawsze podkopać i obalić. Zawsze ci sekciarze deptali z pogardą to wszystko, co tylko nosiło na sobie cechę katolicyzmu i wewnętrznej pobożności. Uważali i słusznie cześć Serca Jezusowego, jako symbolu nieskończonej miłości Boga — Człowieka dla ludzi, za uroczyste zaprzeczenie błędnych swych doktryn o usprawiedliwieniu, a częste przystępowanie do komunii św., które to nabożeństwo usilnie poleca, za protest przeciw jansenistowskiej metodzie wstrzymywania się od komunii św. latami całemi, pod pozorem, że człowiek do niej należycie nigdy przygotować się nie może. Wreszcie cnoty, które to nowe nabożeństwo wiernym zalecało: czynna miłość bliźniego, pokora i prostota w służbie bożej, były potępieniem pychy, uporu i obłudnej surowości tych sekciarzy.
Prawda, że przeciwko Jansenistom wystąpiło niebawem wielu gorliwych kardynałów, jak Boschi i Gerdil; jak biskupi: św. Alfons de Liguory, Vanucci i Fumel; Jezuici: Benedykt i Ferdynand Tetamus, Marques, Faure, Mozzi, Goldhagen, Schauenburg i Hell, broniąc i rozszerzając cześć Serca Jezusowego z gorliwością apostolską, jak o tem obszerniej w znakomitem dziele ks. Nillesa S. J. doczytać się można[1]. Ale zanim to nastąpiło, burza jansenistowska miała czasu dosyć szumieć i szaleć przeciw nabożeństwu do Serca Jezusowego. Tak np. biskup z Konstancyi[2] otrzymał już w r. 1674 od Klemensa X breve, upoważniające go do wprowadzenia bractwa Serca Jez. w dyecezyi swojej. Z obawy atoli przed Jansenistami, przez lat 14 zwlekał z ogłoszeniem jego. W istocie zaraz po odczytaniu wspomnionego breve 25 stycznia 1688 r. podnieśli Janseniści przeciwko niemu swój głos[3]. Wiemy o tem z listów bł. Małgorzaty, która między innemi i to opowiada, że za poduszczeniem Jansenitów, wszystkim proboszczom miano zabronić zaprowadzenia nowych nabożeństw, a mianowicie do Najsł. Serca Jezusowego, drukarzom zaś zakazano drukować książek o tym przedmiocie. W miarę rozkrzewiania się nabożeństwa do Serca Jez. wzrastała także przeciwko niemu zawziętość i niczem nieubłagana nienawiść sekciarska. Książki, czasopisma, broszury i pisma ulotne jansenistowskie z owych czasów są przepełnione najnikczemniejszemi oszczerstwami przeciwko temu nabożeństwu, jego rozkrzewicielom i obrońcom. W nieustannej tej walce posługiwali się nawet podrabianiem lub fałszowaniem tekstu. Tak między innemi twierdzili, że ciału Chrystusowemu nie godzi się czci boskiej oddawać; że katolicy czcząc Zbawiciela naszego Serce, czczą je jako cząstkę jakąś Jego ciała od Bóstwa oderwaną, z Niem nie złączoną. Rewelacye czyli objawienia Świętych, podług ich pojęć, miały być poprostu zmyśleniem i sfałszowanym towarem, który jezuita Klaudyusz de la Colombière, po Kalwinie, Tomaszu Goodwinie, zwolenniku Socynianów, Nestoryanów i Kwakrów angielskich odziedziczył, a wielką wyprzedaż tego towaru powierzył Małgorzacie Alacoque i jej zakonowi[4]. W całym zawiązku nabożeństwa do Serca Jez. nic innego nie widzieli tylko odegrzane kacerstwo Nestoryusza. Czcicieli Serca Jez. nazywali faryzeuszami, Kafarnaitami, Alakoquistami, sercochwalcami itp. Z równą zapalczywością powstawali Janseniści przeciw obrazom Najśw. Serca: jedni zwali je „świętymi muszkułami“, inni upatrywali w nich „prawdziwy wizerunek Judasza“. W tej to nieszlachetnej walce odznaczyło się przedewszystkiem jansenistowskie czasopismo „Nouvelles Ecclésiastiques“ (Nowiny kościelne), przełożone później w Amsterdamie i Utrechcie na język flamandzki, w Medyolanie na włoski, które mówiąc, tu nawiasowo tak były budującem i pouczającem, iż w samym Rzymie i Paryżu publicznie ręką kata spalonem zostało. Na każdej niemal stronicy tych „Nowin“ spotkać się mogłeś z pełną zjadliwych przycinków krytyką, wymierzoną wprost przeciw temu nabożeństwu, jego rozkrzewicielom i obrońcom[5].

Tak rzeczy stały aż do r. 1729, kiedy Jan Languet, ówczesny biskup Swessioneński (Soissous), późniejszy arcybiskup Senneński (Sens), życie bł. Małgorzaty drukiem ogłosił, dedykował je królowej Maryi Leszczyńskiej, i zainteresował niem żywo świat uczony. W przydługiej, lecz gruntownie opracowanej przedmowie, broni porządku nadprzyrodzonego i życia mistycznego Świętych przeciw niedowiarkom swojego wieku, już podówczas podnoszącym głowę, i powołuje się w tem na powagę Bossueta. Nie przypadło to do smaku filozofom i Jansenistom. Podali sobie więc ręce i ogłosili zgodnie ów życiorys za tkaninę marzeń, urojeń, rażących dzieciństw, błędów i nadzwyczaj gorszących herezyj. W lat 24 potem (1753) biskup Languet zakończył swój doczesny żywot, a głośny encyklopedysta d’Alembert, wygłosił nad grobem nieboszczyka, jako członka akademii paryskiej, żałobną mowę, w której nie pominął i życiorysu Małgorzaty twierdząc stanowczo, iż to jest rzeczą niepodobną, ażeby owo dzieło z pod pióra tak światłego prałata wyjść mogło, lecz, że to być musiał utwór jakiegoś nieuka mnicha, którego ramocie prałat, członek akademii, zkądinąd wcale temu obcy, nazwiska swego użyczył. Któżby zresztą dzisiaj w XVIII stuleciu takim rzeczom mógł dawać wiarę, o jakich ów życiorys prawi?
Ale co tu bardziej jeszcze zadziwia, to ta okoliczność, że nawet niektórzy biskupi katoliccy, jak n. p. Daniel de Caylus sufragan z Auxerre, ganili tę książkę[6], zowiąc opowiedziane w niej objawienia poprostu „nieprzystojnością“, a książkę całą „nieprzyzwoitym romansem“[7], niejednemu zaś powieściopisarzowi i poecie, jak Pironowi, dostarczył on obfitego materyału do rozlicznych artykułów ulotnych, poematów i pamfletów, wyszydzających cześć Najsłodszego Serca Jezusowego. Wmięszali się w tę sprawę nawet prawnicy i adwokaci, chyba dlatego tylko, ażeby ulżyć nieco trudu i pracy zakrystyanom i kościelnym, którzy z inicyatywy dbałych o cześć Bożą plebanów, z jak największą starannością kościoły na uroczystość Serca Jez. przyozdabiać musieli. Tak między innemi w r. 1776, w wigilią uroczystości Najśw. Serca, proboszcz wraz z wikarym parafii St. André-des-Ares, odbiera akt urzędowy od komitetu kościelnego tejże parafii, wzbraniający obchodu rzeczonego święta. A nie był to jedyny wypadek w tym rodzaju. Inny protokół rady miasta z r. 1781 podpisany przez pięciu adwokatów, orzeka raz na zawsze, że komitet parafialny ma prawo sprzeciwienia się obchodowi święta nieprzyjętego, jak mówią, przez żaden synod. Pomiędzy bohaterami tej niechlubnej walki odznaczył się przedewszystkiem exoratoryanin Tabaraud, a znacznie później, bo w r. 1828 schyzmatycki Henryk Grégoire, biskup niegdyś w Blois, który w swojej „Histoire des sectes religieuses“, w osobnym rozdziale pod tytułem: Cordicoles, ou Histoire critique des dévotions nouvelles au Sacré Coeur de Jesus et au Coeur de Marie, wszystkie jansenistowskie, już dawno zapomniane brednie na nowo odgrzywa[8].
Zapomocą antireligijnej prasy jad sekty jansenistowskiej wcisnął się i do innych krajów katolickich. W samym „Wiedniu za rządów Maryi Teresy, ochmistrzami młodych arcyksiążąt byli Janseniści, duch tej sekty opanował z łatwością ukoronowane i głowy w Austryi, w Toskanii i elektoracie Kolońskim.
Na gruncie Jansenizmu wyrosło i dojrzało za panowania cesarza Józefa II (1780—1790), smutnej pamięci józefińskie ustawodawstwo, zamieniające Kościół katolicki w instytucyą państwową, i poddające biskupów, proboszczów, seminarya, zakony, nabożeństwa nawet parafialne, a przedewszystkiem dobra i majątki duchowne pod szczególniejszą opiekę i kontrolę cesarskiego rządu. Na pierwszem miejscu naturalnie paść musiały ofiarą nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego. Duchem reformatorskim owiany Józef II nazywał je „niedorzecznem i fantastycznem nabożeństwem“[9]; z tego powodu poznosił on jednym zamachem pióra wszystkie bractwa Serca Jez. w swem rozległem państwie. Gotowi na jego rozkazy urzędnicy zostali upoważnieni do wyrzucania z kościołów wszelkich wizerunków Serca Jezusowego a w razie niemożebności, do przekształcenia ich na inne, jak to n. p. miało miejsce w kościele pojezuickim w Insbruku 1791 roku[10]. Profesorom akademickim polecono z góry, ażeby rozkrzewianiu czci Serca Jez. energiczny stawiali opór. Kapłani ubiegający się o stopień doktorski osobną musieli składać przysięgę, że w Nabożeństwie do Najsł. Serca żadnego zgoła udziału brać nie będą[11]. Święto Serca Jez. wykreślono ze wszystkich kalendarzy liturgicznych; za rozdawanie jakichbądź książeczek o Sercu Jez. skazywano na grzywny lub więzienie. Między innymi pobożny i gorliwy kapłan wiedeński Maksymilian Hell, słynny matematyk i astronom cesarski, za rozdawanie zakazanych książeczek o Sercu Jez. zapłacił karę 500 złr. Patrycyusza Fasta, kanonika wiedeńskiego, skazano za takie samo przewinienie na 10 dniowy areszt i grzywnę 100 złr., zapewne na postrach innym kapłanom, gdyby któremu z nich przyszła ochota podobnej dopuścić się zbrodni. Niestety, znaleźli się i kapłani, którzy wraz z józefińskim rządem tępili nabożeństwo Serca Jezusowego. Wybitne między nimi miejsce zajął Marek Wittola, prałat-infułat w Bienku, proboszcz w Probstdorfie, który najprzód w czasopiśmie kościelnem „Wiener Kirchenzeitung“ przez całe pięciolecie (1784—1789), a później w swem smutnej pamięci dziele Neueste Beiträge zur Religionslehre und Kirchengeschichte, dowcipkował i szydził bezkarnie z nabożeństwa do Serca Jez., zowiąc je nieinaczej, tylko „Eingeweide-Andacht“ nabożeństwem do wnętrzności, a jego zwolenników „Herzler-Apostel“; wszystkie zaś jansenistowskie krajowe i zagraniczne pisma gorąco popierał i zachwalał.
Pomagali mu tej roboty Jan Huber, proboszcz w Sindelburgu, profesor filozofii na wszechnicy Monachijskiej i ksiądz Franciszek Gmeiner, profesor historyi kościelnej; a nawet, co przykro powiedzieć, niektórzy książęta kościoła. Tak n. p. hr. Antoni Colloredo, arcybiskup Ołomuniecki, listem okólnym z d. 26 lutego 1788 do kleru morawskiego i szląskiego, zniósł samowolnie wszystkie odpusty, jakie od Stolicy św. bractwu Serca Jezusowego nadane zostały. Inny prałat, Jan Morosini, biskup z Werony, wydał pod d. 4 stycz. 1782 tak klasyczny list pasterski o tem nabożeństwie, iż Józef II dekretem z dnia 20 lutego t. r. wszystkim go biskupom austryackim rozesłał i za wzór listów pasterskich postawił[12]. Tak więc nawet katolickiej Austryi nie zabrakło fałszywych głosów, ażeby spełniało się ustawicznie w dziejach ludzkości to, co już o Panu i Zbawcy naszym Jezusie prorokował Symeon starzec: „Oto ten położon jest na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą“[13].
Nigdzie jednak tak smutnej nie odegrano tragedyi przeciw nabożeństwu Najśw. Serca, jak w Toskanii. Liberalny Leopold II w. książę Toskański zamierzał reformy brata swego Józefa II przeprowadzić w swem księstwie. Unikając jednak pozoru samowładnego postępowania, działał z większą oględnością i użył trzech biskupów do przeprowadzenia wrzekomych reform[14]. Na życzenie w. księcia zwołali oni synody dyecezyalne. Największego jednak rozgłosu nabył biskup Ricci na pseudo-synodzie w Pistoi 15 września 1786, na którym ogłoszono aż 85 zdań, zarażonych jansenistowską nauką; mianowicie w tezach: 61, 62, 63, wyłuszczono jansenistowskie doktryny o Sercu Jez. w całej rozciągłości. Nie dosyć tego. Ricci wydał jeszcze w tymże samym duchu trzy listy pasterskie[15], przedłożył nawet do zatwierdzenia prowincyonalnemu synodowi we Florencyi 1787 r., 57 artykułów zawierających tak zwane gallikańskie swobody, niezgodne z duchem Kościoła. Większość wprawdzie biskupów krajowych oparła się stanowczo jego zachciankom, wszelako zgorszenie poprzednio przez niego dane, naprawionem nie zostało głównie dlatego, że reformatorskie dążności pistojskiego biskupa popierał głośny ze swej jansenistowskiej propagandy tygodnik florencki[16], który przez lat trzynaście z górą nieubłaganą toczył polemikę przeciwko wszystkiemu, co katolickie. Leopold II poznał wkrótce niebezpieczeństwo swych reform, i doczekał się tego, że oburzony niemi lud, uderzył po dwakroć (1787 i 1790) na pałac zaprzyjaźnionego z nim biskupa w Pistoi. Po śmierci Józefa II 1790 r., Leopold zajął tron cesarski, Ricci zrzekł się biskupstwa, a reformy jego upadły. Papież Pius VI potępił uchwały synodu pistojskiego, Ricci odwołał uroczyście swe błędy 1805, a pojednany z Bogiem i Stolicą św. r. 1810 życia dokonał.
Zły przykład Toskanii pociągnął za sobą inne miasta włoskie. I tak w Weronie 1782 skasowano wszystkie nabożeństwa brackie. W Neapolu i Genui zakazano urzędownie drukować, a już istniejących sprzedawać jakichkolwiek książek o Sercu Jezusowem. Nawet w Rzymie zawiązał się osobny jansenistowski komitet pod przewodnictwem Kamila Blaziusza, adwokata audytora Roty i Augustyanina Antoniego Georgi[17], do których przyłączył się niebawem kardynał Maryusz Marefoschi, sekretarz Propagandy. Rozrzucano na wszystkie strony nikczemne pamflety, nie rzadko nawet kardynałom dedykowane, jak n. p. wymienionemu wyżej Marefoschi’emu 1772. W zakładach naukowych teologicznych jak n. p. u Cystersów i Barnabitów w Rzymie 1773, a na wszechnicy w Pawii 1784 r., przedstawiono jako przedmiot teologicznych dysput, tezy tej treści: nabożeństwo do Serca Jez., jest niezgodne z postępem i o kacerstwo podejrzane[18].
Do ostatecznej podobno zawziętości pobudził przeciwników wydany w r. 1765 dekret św. Kongregacyi Obrzędów, pozwalający na odprawianie osobnej mszy i odmawianie osobnych pacierzy kapłańskich o Sercu P. Jezusa, jak o tem w następującym rozdziale obszerniej opowiem. Przeciwnicy nie mogąc zgoła zaprzeczyć istnienia rzeczonego dekretu, usiłowali ubliżyć przynajmniej powadze jego, dowodząc rozmaitymi sposobami, iż ów dekret potwierdza tylko nabożeństwo do „symbolicznego serca“. Pod tą zaś nazwą nie rozumieli bynajmniej cielesnego, fizycznego Serca Zbawiciela, zjednoczonego hypostatycznie z osobą Słowa, a tem samem godnego czci Boskiej, cultus latriae, jak mówią teologowie, lecz symboliczny, obrazowy znak miłości[19]. Największy atoli nacisk na to głównie kładziono, iż całe to nabożeństwo niczem innem nie jest, tylko zręcznym wymysłem zniesionego zakonu Jezuitów, który pod tą osłoną zamyśla na nowo skupić i zorganizować swe rozprószone, zawsze niespokojne siły[20]. A lubo powaga Piusa VI w bulli dogmatycznej „Auctorem Fidei“, pod dniem 28 sierpnia 1794, na korzyść nabożeństwa ogłoszonej, zażegnała chwilowo bezmyślne wrogów napaści[21], to jednak doniosłość tej bulli wkrótce i przygłuszoną została krwawemi zaburzeniami rewolucyi wielkiej (1792—1802), w której rodzinę królewską wymordowano: religię zbezczeszczono; kościoły znieważono, zrabowano i w peżynę obrócono; księży ścigano jak dzikie zwierzęta i mordowano bez litości; tysiące niewinnych ofiar więziono, topiono ścinano; rozpustną kobietę ubóstwiono. Łatwo się domyślić, że ta rozszalała burza nigdzie nie przeszła, nie zaczepiwszy w zuchwałym pochodzie swoim naszego nabożeństwa. W Nantes n. p. 1793 r. szlachetna rodzina de la Billière (matka z dwiema niezamężnemi córkami), przelewała na gilotynie krew najniewinniej dlatego jedynie, że w zamku swoim na wsi rozdawała pomiędzy lud obrazki Serca P. Jezusa[22]. Podobny los spotkał w Paryżu 1794 Wiktoryę de Saint-Luc.[23] Włosy stają na głowie na samo wspomnienie, co się to podówczas działo w stolicy Francyi. Rozbestwiony motłoch zbudował coś niby nakształt ołtarza, umieścił na nim obraz przedstawiający Serce Boga-Człowieka, i jakby na uwieńczenie swej piekielnej orgii, śpiewał przed nim pewien rodzaj litanii, którą chyba sam duch bluźnierstwa ułożył[24].
Następujący fakt rzuci także nie mało światła na ówczesny przewrót we Francyi. W haniebnym procesie królowej Maryi Antoniny[25], wizerunek Serca Jezusowego był przyczyną oskarżenia jej o zdradę. Jeden z oskarżycieli królowej, nazwiskiem Hebert doniósł, że znalazł w jej książce obrazek, przedstawiający serce płomieniste, strzałą przeszyte z podpisem: Jesu miserere nobis! Na podstawie tego oskarżenia rozpoczęto śledztwo przeciw królowej o zdradę stanu a następnie skazano na śmierć, wykonano wyrok d. 16 paździer. 1793.

Ostatnie a najpoważniejsze przeszkody, jak to opowiem niżej, pochodziły ze strony Stolicy św., i rozkrzewiania się nabożeństw jedynie kompetentnej i najwyższej powagi. Stolica św. w ogłaszaniu dekretów swoich zawsze bardzo ostrożna i oględna, nie zajmowała się bynajmniej tą sprawą gorączkowo i stronniczo. Owszem przez półtora wieku najuczeńsi teologowie rozbierali ją gruntownie i ostrożnie, prawie z pewnem niedowierzaniem i oporem, zanim rozstrzygnęli ją ostatecznie na korzyść i pociechę wiernych. Skoro więc po zwalczeniu tylu trudności cała ta sprawa pomyślny wzięła obrót, to nawet po ludzku rzecz biorąc, nie można na chwilę wątpić, iż tutaj widocznie jest palec Boży. Tyle o przeszkodach, na jakie napotykało nabożeństwo do Serca Jezusowego w czasie rozwoju swego. Przypatrzmy się już powolnym zdobyczom i świetnym tryumfom jego.






Przypisy

    Marguerite — Marie Alacoque. W tomie I o 640 stron., streszczony jest żywot Błogosławionej podług dokumentów współczesnych i wiarogodnych. Tom II o 618 stron mieści w sobie jej ascetyczne pisma i 135 listów o nabożeństwie do Serca Jezusowego.

  1. De rationibus festorum SS. Cordis Jesu et Purissimi Cordis Mariae. Oeniponte 1885, 2 volum. edit. V.
  2. Constances w Normandyi.
  3. Vie et Oeuvres. T. II. str. 297, list 119 pisany do Matki de Saumaise pod d. 7 maja 1690.
  4. Annali Ecclesiastici z d. 17 wrześn. 1784. Nilles T. I. str. 217.
  5. Nilles T. I. str. 244.
  6. Daniel str. 311.
  7. Nilles T. I. str. 220.
  8. Leroy, De SS. Corde Jesu ejusque cultu. Leodii 1882, str. 125.
  9. Sam nawet biograf Józefa II oburza się na to: „Von der Andacht gegen das Herz Jesu, o Gott! da lärmt er, dass es ganz abscheulich ist.
  10. Nie z pierwszym to zresztą w historyi naszego nabożeństwa spotykamy się tego rodzaju faktem. W r. 1774 powyrzucano w Rzymie z kościołów obrazy Serca Jez., mimowoli zapewne i wiedzy Klemensa XIV, w ostatniej pod ten czas już będącego chorobie. (X. Płochocki T. J. Kazania o nabożeństwie do N. Serca Jez. str. 185).
  11. Oto dosłowne brzmienie tej ciekawej przysięgi: „Spondeo, me religionem christianam a spuriis cultibus integram servaturum; disciplinas theologicas a jejunis scholasticorum opinationibus repurgaturum; veram, quae ad mentem Jesu Christi sit, theologiam exculturum illamque ad usus yitae humanae constanter et sollicite traducturum“.
  12. Nilles, Parergon ad historiam festi T. I. str. 218—236.
  13. Łuk. II. — 34.
  14. Oto ich imiona: Scypion Ricci, biskup z Pistoi. Mikołaj Sciarelli b. z Kolli. Józef Pannilini b. z Chiuzy-Piency.
  15. Pod d. 3 czerwca 1781, 5 października 1787, 18 maja 1788.
  16. Annali Ecclesiastici — Roczniki kościelne.
  17. O nim tak powiada kardynał Franzelin, de Incarnatione thesi 45: „Teologus aliis quidem editis libris clarus, sed in hac causa obcoecatus morbo epidemico, qui tune temporis grassabatur“. (Cf. Leroy str. 121).
  18. Nilles, T. I. str. 219.
  19. Nilles, T. I. str. 222.
  20. Nilles, T. I. str. 212.
  21. W powyższej bulli przeciwko fałszywym zdaniom nieprawego synodu pistoryjskiego wydanej, dowodzi najprzód Ojciec św., że przedmiotem czci Serca Jez. jest samo rzeczywiste ludzkie Serce, złączone z boską osobą Jezusa — ut est Cor Jesu, Cor nempe personae Verbi, cui inseparabiliter unitum est, sine praecisione a Divinitate adorabile. Następnie gromi surowo bezczelne Jansenistów wywody, jakoby cześć Serca Jez. zawierała coś przeciwnego dogmatom katolickiej wiary. Owszem cały wyrok jansenistowski przeciw nabożeństwu do Serca Jez. napiętnowany został jako gorszący, dla chrześcijańskiego serca wstrętny, Stolicę św. obrażający.
  22. Dalgairns, Das heiligste Herz Jesu. Mainz 1862. Einleitung str. 44.
  23. Leben der ehrwürd. Magdalena Barat. T. II. str. 46, Regensburg 1884.
  24. Franciosi S. J. Notions doctrinales et pratiques sur la dévotion au S. Coeur de Jésus. Paris 1873. str. 35.
  25. Córka Maryi Teresy cesarzowej Austryi, małżonka Ludwika XVI.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Sygański.