Gospoda pod Aniołem Stróżem/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sophie de Ségur
Tytuł Gospoda pod Aniołem Stróżem
Rozdział Posag
Data wydania 1887
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni K. Łukaszewicza
Druk Drukarnia „Gazety Narodowej“
Miejsce wyd. Lwów
Tytuł orygin. L'auberge de l'Ange Gardien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XII.
Posag.

Obadwaj tedy udali się do oberży, gdzie zastali urzędników sądowych. Moutier oświadczył im, w jakim celu przybył generał, ale pisarz stawiał wielkie trudności, z czego wywiązała się dość żywa rozmowa.
— Czy pan mnie uważasz za łotra i filuta? zapytał generał. Więc nie mam prawa odebrać tego, co mi chciano zrabować a w dodatku i pozbawić życia.
— Łaskawy panie, odparł pisarz, mam obowiązek czuwania i strzeżenia tego domu, dopóki śledztwo nie zostanie ukończone, a przytem nie wiem zgoła, jakie przedmioty należą do pana. Zresztą jestem odpowiedzialny za to wszystko, co się tu znajduje.
Generał doręczył mu spis przedmiotów i oznaczył miejsce, gdzie takowe powinny się znajdować. Pisarz sądowy udał się do wskazanego pokoju, w którym pomieszczone były wskazane rzeczy. Jakoż przyniósł je wszystkie generałowi, który mu za fatygę ofiarował 20 franków. Pisarz z początku stanowczo nie chciał przyjąć podarku, lecz się w końcu zgodził, gdy go zapewniono, że nikt wcale nie wątpi o jego uczciwości i nieposzlakowanej sumienności, jako urzędnika.
Moutier zabrał wszystkie przedmioty i odniósł je do gospody wraz ze szkatułką i podróżnemi pakunkami.
W gospodzie pod Aniołem Stróżem, generał zawołał Jakóba i Pawła do swego pokoju, gdzie pokazał im wszystko, co mieściło się w wielkiej szkatule. Było też tam około tuzina złotych zegarków z łańcuszkami rozmaitej ceny, niektóre nawet ozdobione brylantami i dyamentami, dalej portfel napełniony banknotami i worek dukatów. Wszystko to bardzo nierozsądnie pokazywał generał także i Bournierowi, przez co obudził w nim wrodzoną chciwość. Szkatuła była zrobiona ze srebra, pozłacana, obejmowała nadto wszelkie przedmioty, potrzebne do toalety oraz zastawę stołową.
Jakób i Paweł byli istotnie oślepieni tem bogactwem i za każdym nowym przedmiotem, wydobywanym ze szkatuły, wydawali okrzyki podziwu, szczególniej zdumiewał ich przepych zegarków.
Generał wziął jeden z nich najmniejszy, przypiął doń łańcuszek a wkładając oba przedmioty do pudełka, rzekł do Jakóba:
— Ten zegarek Moutier odda twojej ciotce Elfy, a te dwa zegarki, były one zwyczajne i ze srebrnemi łańcuszkami, wam podaruję; ale nie mówcie mu, że wam je pokazywałem, boby mię strofował.
— Wszak panie generale, podarunek ten pochodzi od pana?
— Bynajmniej, Moutier ofiaruje go wam w dniu swego ślubu.
— Kiedyż on je kupił? dopytywał się ciekawie Jakób. Zkąd wziął na kupno pieniędzy. Wszak sam mówił, że jest ubogim.
— Dla tego właśnie nie miał pieniędzy, że je wszystkie wydał na przygotowania weselne, odparł generał.
— Jakimże sposobem mógł wydać wszystkie pieniądze na podarunki weselne, kiedy wcale jeszcze nie wiedział, czy się ożeni lub nie.
— A tymczasem tak było rzeczywiście. Byłoby niegrzecznie z twej strony, gdybyś temu, co mówię nie wierzył.
— Przecież panie generale, jeżeli to pan ofiarujesz nam te podarki, należy koniecznie podziękować panu za nie.
— Ty mały uparciuchu! zawołał wesoło generał. Skoro ci mówię, że tak jest...
Niemógł dokończyć, bo Jakób i Paweł pochwyciwszy go za ręce, pomimo oporu generała serdecznie je ucałowali. Generał rzucał się to w prawo to w lewo, wywijał w rozmaity sposób, usuwał się, groził że będzie wołał o pomoc, że sprowadzi policyę, że ich zapakuje do kozy, aż wreszcie udało mu się wyrwać z uścisków uszczęśliwionych dzieci. Następnie zarumieniony i zgrzany wrócił do izby gościnnej, w której zastał Moutier, Elfy i jej siostrę.
— Moutier, rzekł głosem surowym, chodźno do mojego pokoju, mam coś z tobą pomówić.
Moutier ze zdziwieniem patrzył na generała, który z założonemi w tył rękami, głośno sapiąc, chodził tam i napowrót wielkiemi krokami.
— Co panu jest panie generale? zapytał wyglądasz pan...
— Jak głupiec, dokończył generał, tak jest, jak głupiec, który pozwolił się wyszydzić takim dwom małym łotrom, jednemu dziewięcioletniemu a drugiemu sześcioletniemu. Kiedy mówię, oni mi wcale nie wierzą, a kiedy chcę odejść przytrzymują mię gwałtem. Czy to słusznie?
— Ależ panie generale, nic wcale nie rozumiem... Co się tedy stało?
— Zapytaj pan tych dwóch małych łotrów, rzekł generał, którzy paleni są chęcią opowiedzenia dziwnych a cudownych historyi.
— Zacny panie Moutier, rzekł ze śmiechem Jakób, najserdeczniej panu dziękujemy za te złote zegarki, które nam pan chcesz podarować w dniu swego ślubu.
— Ja? złote zegarki? zawołał zdumiony Moutier... Czy oszalałeś mój chłopcze. Zkądże wziąłbym złote zegarki dla dwóch takich jak wy filutów, kiedy sam nie posiadam żadnego. I jakżebym wreszcie mógł kupować weselne prezenta, skoro nie wiedziałem, czy będę obchodził dzień tak uroczysty w swojem życiu?
— Przekonaj że się pan, panie Generale! Wiedziałem dobrze, dodał Jakób, że to pan jesteś tym ofiarodawcą...
— Milcz ty papugo, przerwał mu zniecierpliwiony Generał. Zabraniam ci mówić, a tobie Moutier słuchać tego paplę. Jesteś tylko Feldfeblem a ja Generałem. Teraz zaś chodź ze mną, bo chcę się z tobą rozmówić.
Moutier nadzwyczaj zdziwiony poszedł za Generałem do jego pokoju.
Skoro się obaj tam znaleźli, Generał z trzaskiem zamknął za sobą drzwi a następnie wcisnął w rękę Moutier pugilares napełniony pieniądzmi.
— Weź to, zawiera on twój majątek. Są tam pieniądze przeznaczone na wyprawienie wesela i urządzenie przyszłe domu. Tutaj oto jest zaraz zegarek dla Elfy, a tutaj dla ciebie. Do stu kartaczy! zawołał Generał, gdy Moutier wzbraniał się przyjąć podarków. Przecież potrzebujesz mieć zegarek, bo nie będziesz się ciągle pytał żony: A która tam godzina? Ci zakochani, to o bożem świecie nie wiedzą. Te dwa zegarki przeznaczone są dla chłopców, ale to nie ja, tylko ty im je ofiarujesz. Rozumiesz? Nie ja... Powiadam ci to po raz ostatni. Bo dlaczegożbym im miał je dawać! Wszak się nie żenię. Wreszcie nie ja znalazłem tych chłopców, nie ja ich uratowałem, nie ja powierzyłem ich tym zacnym kobietom i nie ja w ten sposób zapewniłem im przyszłość. Rzeczywiście są to kobiety godne uwielbienia; będą niezawodnie szczęśliwe, to ci najsolenniej zaręczam. Dobrze się znam na tem i upewniam cię, że choćbyś sto lat wędrował po świecie, nie znalazłbyś takich poczciwych istot i takiej miłej, dobrej i dzielnej narzeczonej. Rzeczywiście mocno nad tem boleję, że jestem hrabią rosyjskim Durakinem, generałem, i że mam już 63 lata; bo gdybym był młodszym o lat 30, a do tego francuzem i feldfeblem, niezawodnie miałbyś we mnie szwagra, bobym się w tej chwili z panią Blidot ożenił.
Moutier nie mógł powstrzymać się od śmiechu, na myśl, że stary generał z białemi jak śnieg włosami, czerwoną, pucałowatą twarzą i olbrzymiej korpulencyi, mógłby zostać jego szwagrem. Generał był w jak najlepszym humorze, obaj się też szczerze uśmiali a do tego tak serdecznie i tak głośno, że w jednej chwili do pokoju wbiegła pani Blidot, Elfy i dwaj chłopcy. Zdjęci prawdziwym podziwem zatrzymali się na progu, bo rzeczywiście widok to był niezwykły. Generał aż się przewracał po kanapie, tak śmiał się nieustannie a Moutier aż się wesprzeć musiał na stoliku, na którym leżały biżuterye i kupy złota.
Generał wnet zerwał się mówiąc:
— Śmiejemy się, ponieważ... ha! ha! ha! moja dobra pani Blidot... ha! ha! ha! bo mógłbym... ha! ha ! ha! zostać szwagrem Moutier... ha ! ha ! ha! zaślubiając panią, pani Blidot. ha! ha! ha!
— Mnie zaślubić! zawołała Blidot! ha! ha! ha! A to byłoby komiczne... ha! ha! ha!
Elfy zaledwie usłyszała ostatnie wyrazy generała, równie śmiać się zaczęła i za jej też przykładem poszły i dzieci... Wesołe ha! ha! ha! długi czas rozlegało się w pokoju generała.
Generał pierwszy uspokoił się, tylko Moutier i Elfy, śmiali się jeszcze, skoro tylko spojrzeli na generała; w końcu sprawiło mu to pewną przykrość, że tak hucznym śmiechem przyjmują jego projekt ożenienia się.
— Właściwie, nie wiem doprawdy, rzekł, z czego tu się tak śmiać? Bardzo wielu rosyan poślubiło francuzki, niektórzy byli nawet w moim wieku, a przytem chociaż to hrabiowie, żyli szczęśliwie z mieszczankami; nie widzę zatem powodu, dlaczego mój projekt taki śmiech wywołał. Czy rzeczywiście jestem już tak stary, tak brzydki, tak głupi, tak zły, że jedna z kobiet nie chciałaby mię pojąć za małżonka? Powiedz że mi Moutier, czy nie mógłbym się ożenić tak dobrze jak i ty?
— Zapewne generale, zapewne, odpowiedział Montier, przygryzając usta; tylko że stanowisko pańskie o wiele przenosi nasz stan, i ztąd też wydaje się niezmiernie komicznem, aby hrabia, generał i człowiek tak kolosalnie bogaty, mógł zostać moim szwagrem. Z tego się właśnie śmiejemy.
— Wreszcie, rzekł generał, wszak to tylko żart, i najniezawodniej pani Blidot nie zgodziłaby się nigdy na to.
— Niezawodnie, że nigdy, odpowiedziała pani Blidot ze śmiechem. A dlaczego pan wyłożyłeś tak wszystko złoto, kosztowności i pieniądze. Co pan będziesz robił z tylu zegarkami?
— Co będę robił? powtórzył generał, zaraz pani zobaczysz. Elfy, oto jest zegarek twój, Moutier zabierz ten, gdyż do ciebie należy. Jakóbie, Pawle, chodźcie tu moje dzieci, oto zegarki, jakie wam wasz przyjaciel Moutier ofiaruje, a pani Blidot raczy przyjąć ten, i nie odmawiać mi, każdy bowiem zegarek, ma wyryte nazwisko tego, do którego należy.
— O panie generale jakże jesteś dobrym, zawołała Elfy. Umiesz z taką delikatną grzecznością obdzielać prezentami, że niepodobna ich odmówić.
— Dziękuję panu, panie generale rzekł Moutier i zgadzam się zupełnie z Elfy, że jesteś człowiekiem nieograniczonej dobroci. Ale jakim sposobem wszystkie te podarunki już naprzód były przygotowane?
— Mój przyjacielu, odpowiedział generał, mówiłem ci, żem się nieco błąkał po szerokim święcie. Skoro wybrałem się tutaj, byłem pewny, że stosunek twój z Elfy, dojdzie do zamierzonego a upragnionego celu, bo nie tajnem mi równie było, że tylko brak pieniędzy, powstrzymał cię od oświadczenia się o rękę takiej ślicznej i dobrej dzieweczki. Otóż postanowiłem przeszkodę tę usunąć ofiarując ci posag. Przy tej sposobności i prezenta ślubne zakupiłem w Paryżu. Wyjechałem prawie tego samego dnia, co i pan, chcąc nawet pana wyprzedzić, by tym sposobem zawiązać stosunek znajomości, z pańską piękną narzeczoną, z panią Blidot i chłopcami, gdy tymczasem ten niegodziwy Bournier, zapakował mię do ciemnicy. Przyniosłem ze sobą i twój posag i 3.000 franków przeznaczono na wyprawienie wesela. Łotr to wszystko widział a oprócz tego i moje 10.000 franków w złocie i resztę przedmiotów. Zapewne więc teraz zrozumiecie, w jaki sposób przyszedłem do posiadania tych zegarków i dlaczego na nich wyryte są wasze imiona i nazwiska.
— Doskonale zrozumieliśmy, rzekł Moutier, i o dobroci pana, ani ja, ani Elfy, nigdy nie zapomnimy.
— Brrr! Dość tego mój przyjacielu, przerwał generał. Teraz chodźmy na kolacyę, przy której jeszcze z godzinkę pogadamy a następnie udamy się na spoczynek z tem błogiem przeświadczeniem, żeśmy wesoło dzień spędzili.
Pani Blidot pobiegła do garnków, o których zupełnie zapomniała, Elfy z Moutier nakryli do stołu, Jakób zaś i Paweł poszli do piwnicy, dla przyniesienia wina; tylko generał założywszy w tył ręce, stał na środku gościnnej izby przypatrując się krzątającym.
— Dobrze Moutier, rzekł, zabieraj się raźnie do czekających na ciebie obowiązków. No, ja sobie teraz usiądę, a ty Jakóbie nalej mi wina, bo chciałbym wypić zdrowie, za pomyślność mieszkańców gospody pod Aniołem Stróżem!
Jakób spełnił rozkaz.
— Hurra! Niech żyje gospoda pod Aniołem Stróżem i jej mieszkańcy, zawołał generał duszkiem spełniając szklankę. Piwnica wcale dobrze zaopatrzona, dodał smakując. To wyśmienite wino Moutier; z prawdziwą przyjemnością takiem winem pije się zdrowie.
Z apetytem spożyto kolacyę i po krótkiej gawędce, wszyscy udali się na spoczynek.
Jakób i Paweł podłożyli sobie zegarki pod poduszki, Elfy długo przypatrywała się swojemu, i słuchając jak idzie, zasnęła z zegarkiem w ręku. Pani Blidot i Moutier prawie to samo uczynili, a po przebudzeniu się pierwszem ich zdaniem było zobaczyć, czy też zegarki dobrze idą.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Sophie de Ségur.