Eryk XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Eryk XIV
Pochodzenie zbiór Poemat
Wydawca nakładem autora
Data wydania 1924
Druk Księgarnia „Ogniwo”
Drukarnia L. Bogusławskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
„ERYK XIV“
I.

Szyby carskich pałaców, jak kry, się rozprysły
Od wód Białego Morza po zielony Krym —
Kraśne sztandary, ostre gwizdy
Rozpruły płachtę niebios jak armatni dym.

Martwe kamienie placów
Poczuły ucisk twardy
Stóp,
Gdy wirujące race
I wściekłe petardy
Strąciły kości gorące
W tlejący grób.


Zdmuchnął latarni żółtych rząd
Zwycięstwa dech, gnający pułki,
W stolicy rozhulanej krwią zlane zaułki,
Jak w usta, skoczył biały trąd.

Pełgające w księżycu srebrzyste bagnety
Rozwidniły żałobę stratowanych miast,
Dekrety czarnych liter urosły w sztachety,
Grodzące uśmiech ludzi od uśmiechu gwiazd,

Na wymiecione trwogą, północne ulice
Wychynął głodny żeru, zwinny szary szczur,
Zza zdań, regulujących płace w respublice,
Wysuwa sine palce mór.



II.

W stolicy, Rzymie, Londynie, Tokio, New-Yorku, Brukseli
Dzień nudy wstaje powszedniej po dusznej nudnej niedzieli
I, jak wczoraj, jak jutro, i jak w każdy dzień,
Mąż o rzymskim profilu i w czarnym krawacie
Na trybunę podąża pod lamp białe blaski,
O narodów wolności — mówi — o traktacie,
O racji, demokracji, o długów zapłacie — —
(Oklaski).

Za sto lat, Europo, znów ten dzień powitasz,
Jako tęczę wschodzącą Nowego Przymierza,
Gdy tłum z szklistą źrenicą podpalał Ermitaż,
A rudy żołdak gwałcił Venus Velasqueza.

Na mównicach, w stolicach na krzyż Go rozpięto
Tysiąc razy, lecz nigdy w tak płomiennej glorji,
Gdy na dymach zwichrzonych, jak skrzydła wiktorji,
Wzlatywał nad czarnego chama gorzkie święto.


Zwęglona chmura wyżej, gwiazdy gasząc, niosła,
Gdzie kometa zwisała, jak złocista frendzla,
A w salach tlały płótna natchnionego pędzla,
Krzesła inkrustowane i Matka Bolesna.

W piwnicy, gdzie śmierć straszy i lęgną się myszy,
Mały chłopiec, gryzący zimne palce z głodu,
Ujrzał białą gołąbkę w nieba jasnej ciszy
Ponad głowami narodu.

Klękajcie, parlamenty,
Piszące kodeksy:
Oto jest Święty
Alexy.

Zza Wołgi, zpoza Krymu, zza Białego Morza,
Zza równi bezgranicznych, gdzie wiatr, płacząc, hula
Dźwiga się w strasznej glorji Aureola Boża —
(U szyi carewicza ołowiana kula).



III.

Za kurtyną szmer powstał i puchnął i wzrastał,
Jakby lodu chlipały pękające nurty,
W obcym chłodnym teatrze, jak w tysiącznych miastach,
Nawała zdarła tysiąc kurtyn.

Słowa szybkie, skaczące, wyrazy, jak grom,
We frenezji, w szaleństwie, w ekstazie pośpiechu
W uśmiechy, które usta drą,
Przerzucał, jak sztylety, Czechow.

Imię wąskie złowieszcze, jak oczy chimery,
I mściwe ruchy małych rąk,
W dźwięczący patos spiął i sprzągł
Król w furji — jak Archanioł: — Eryk.

W ten dzień, w buntu godzinie,
Gdy w piersi wpijał dłonie krwawe,
(W Berlinie, czy Brukseli, Rzymie czy Londynie)
Ocknął się pośród kukieł i martwych zabawek.


Ludzie! Widzowie!! W drzemce siest
Patrzcie, jak Rudy Szatan z foteli powstaje
I królowi jad śmierci w ukłonie podaje
I króluje w ulicach, który Bestją jest.

W teatrach czarny płomień zażegł,
Zielone gwiazdy miota w kraj —
Pod kolumny obłoków zakłada ekrazyt,
Allons, allons... Vive la canaille!
— — —

Na piętrze już najwyższem, na ciemnej galerji,
Gdzie, jak skok, się zaczaił stłumiony dech Boży,
Rozdarł się spazm kobiecy, drwiący szloch histerji — —
Car, który umarł, ożył.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.