Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III.

Za kurtyną szmer powstał i puchnął i wzrastał,
Jakby lodu chlipały pękające nurty,
W obcym chłodnym teatrze, jak w tysiącznych miastach,
Nawała zdarła tysiąc kurtyn.

Słowa szybkie, skaczące, wyrazy, jak grom,
We frenezji, w szaleństwie, w ekstazie pośpiechu
W uśmiechy, które usta drą,
Przerzucał, jak sztylety, Czechow.

Imię wąskie złowieszcze, jak oczy chimery,
I mściwe ruchy małych rąk,
W dźwięczący patos spiął i sprzągł
Król w furji — jak Archanioł: — Eryk.

W ten dzień, w buntu godzinie,
Gdy w piersi wpijał dłonie krwawe,
(W Berlinie, czy Brukseli, Rzymie czy Londynie)
Ocknął się pośród kukieł i martwych zabawek.