Elegie Jana Kochanowskiego/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Brodziński
Tytuł Przedmowa
Pochodzenie Elegie Jana Kochanowskiego
Data wydania 1829
Wydawnictwo A. Gałęzowski i Komp.
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Kazimierz Brodziński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Przedmowa.

W niewielu już tylko zamożniejszych bibliotekach postrzegać się dają łacińskie poezye Jana Kochanowskiego. Zaczém literatura Polska przyjdzie do stanu pożądanego, aby mogła wydać zbiór celniejszych łacińskich swoich poetów, przyjmie zapewne publiczność z pobłażaniem niniejszy przekład elegij książęcia poetów polskich, przez który pragnąłem oddać hołd drogiéj jego pamięci, na jaki zdobyć się mogę.
Powszechności dzisiéjszéj, zwróconéj do smaku Anglików i Niemców, do poezyi sentymentalnéj, nie może podobać się dawny naśladowca starożytnych, po łacinie miłość opiewający, pełny zużywanych obrazów greckiéj mitologii. Każdy jednakże wiek ma swoje zalety i wady, swoje oddzielne cechy; naszemu zaś ta jest najwłaściwsza, że wszystkie płody ludzkiego rozumu i czucia, umié oceniać według ducha narodu i czasu, który je wydał; że się chroni mody i pedantyzmu, i nie rodzaj, ale wartość poezyi ocenia. Kiedy Anglicy obok czci dla Szekspirów i Byronów dziś wydają i tłumaczą łacińskich poetów chrześciańskich, kiedy w Niemczech, we Francyi, Holandyi, gdzie nowi poeci, zapomienie dawniéjszych w obcym języku piszących, usprawiedliwiaćby mogli, poszukiwane są nowe tychże wydania i przekłady, godzien jest równie pamięci Jan Kochanowski, który pierwszy

Wdarł się na górę pięknéj Kaliopy,
Gdzie dotychmiast nie było śladu polskiéj stopy.

Chociaż sławę swoję wyłącznie polskim poezyom jest winien i każdy by wolał, aby elegie niniejsze w ojczystym był języku zostawił, przecież i te, zapewniają mu imię wśród celniejszych XVI wieku poetów. Pisał je po większéj części we Włoszech i Francyi, tudzież przy dworze Zygmunta Augusta; pisał w języku łacińskim, którym z cudzoziemcami obcował, który był powszechnym pod ów czas, i pisarzom szczególniéj sławę zapewniał. Opuściwszy obce kraje i dwór monarchy, ośmielony powodzeniem Reja i Górnickiego, zostawszy samotnym tylko rolnikiem, szczęśliwiéj do ojczystego— języka lutnię swoję nawiązał. Łacińskie jego poezye, krążyły tylko między przyjaciołmi, i dopiéro w roku jego śmierci 1584 wyszły z druku w Krakowie. Młodzieńcza swoboda, użycie świata według zasad Horacyusza, a najwięcéj duch elegików rzymskich, którzy w tym rodzaju zapewnie u Greków nie mieli wzoru, są treścią tychże poezyj. Jeżeli niekiedy naśladował, a mianowicie Tybulla, naśladowanie takie czyni mu zaszczyt, jak n. p. w elegii do Bacha. Mimo młodzieńczéj lekkości, już w tych elegiach, okazuje się przyszły miłośnik ojczyzny i rolnictwa, czuły ojciec Urszuli, męzki poeta rycerskiego ludu. Pod tym względem, godzien jest porównania z rzymskie mi elegiami Goethego, po którym nie Europa w tym rodzaju równego wydać nie mogła. Schlegeł z głęboką znajomością starożytnych elegików, ocenił ten utwór młodego poety, który przez lat kilkadziesiąt najrozmaitszemi płodami zajmuje. Oprócz Goethego, sami tylko Francuzi elegie w smaku rzymskich pisali. Lecz ani pieściwość i wytwór, ani lekkość i wolność obyczajów, nie stanowią jeszcze ducha téj poezyi; trzeba do niéj więcéj malownego języka i szlachetnéj prostoty, trzeba ażeby zużywane żale miłosne rozpogadzać wyższemi uczuciami, ażeby piękna i czysta dusza poety, upoważniała go do zwierzania się powszechności z tém, co najmniej narzucać przystoi. Mimo to, nowsi elegicy francuzcy, aż do śmieszności zajmowali publiczność swego narodu. Kiedy w Paryżu za czasów Cesarstwa, najsławniejszego w ów czas poetę elegicznego do Instytutu przyjmowano, Prezes przy nadzwyczajnym natłoku gości, rozprawiał z największą powagą o poetach erotycznych, a zatrzymując się nad różnemi ich zaletami, przyznał nakoniec palmę przyjmowanemu, winszował Francyi poety, bez którego nie miałaby elegij, winszował poecie, że przez szczęście do płci pięknej zyskał nieśmiertelność, a jako blizki przyjaciel, uwiadomił ciekawą publiczność, że ten dziś uwieńczony poeta, był zawsze w miłości szczęśliwy, lecz, że natem nieprzestal:
Seigneur! vous savez vaincre, et chanter la victoire.
Sam poeta rozbierał zalety i wady swoich poprzedników, z właściwym sobie wytwornym smakiem, a Tybul zasłużył u niego na ten jedyny wyrzut, że nie samę Cynthyą opiéwał; co się bardzo podobało, gdyż elegie francuzkiego Tybulla, pod jedném tylko imieniem Eleonory piękność opiewają.
Przy wydaniu elegij Kochanowskiego, należałoby także objaśnić, kto była Lidya w łacińskim języku sławiona, i czy umiała ten język, i czy była to samo co Hanna, znana z polskich pieśni poety ale mniéj ciekawi poprzednicy nasi mało nam zostawili szczegółów o życiu znakomitych ludzi, a tém mniéj o kochankach, którym poeci nieśmiertelność obiecywali.
Ważniejsze są może elegie łacińskie naszego Jana przeto, iż dają wskazówki o jego charakterze i stosunkach, że dotykają zdarzeń narodu godnych pamięci, że pisane są do Myszkowskich, Tęczyńskich, Tarnowskich i Radziwiłłów.
Dziesięć elegij w tłumaczeniu wypuściłem, niektóre, niezupełnie wiernie oddałem, w czém, znający oryginał zapewnie usprawiedliwić mię zechcą.
Jan Kochanowski, jako poeta polski, zawsze był od narodu ceniony i nietylko dla pierwszeństwa co do czasu, ale i dla istotnych zalet, zasłużył na imię książęcia poetów polskich. Sławny za życia, uwielbiany był i poźniéj w wieku XVII. w którym przecięż jego prostoty nikt już nie naśladował. Powiedzial o nim Paprocki:

Gdyby ludzkim językiem mówili bogowie,
Pewnoby z Kochanowskim przestali na mowie.

Wielu naśladowało go w samych tylko trenach, Sarbiewski wolał niektóre jego pieśni na łaciński język przekładać, a niżeli utrzymać po Kochanowskim upadłą mowę ojczystą. Po wskrzeszeniu nauk pod Stanislawem Augustem, do pierwszych środków ożywienia smaku należało wydanie dzieł Kochanowskiego.
Szanował go najwięcéj Krasicki i często zwracał na niego uwagę ziomków. Po doczekanym słabym zawiązku nowego bytu ojczyzny, Niemcewicz w r. 180S. pochwałą stosowną odświeżył pamięć pierwszego z poetów polskich i wieku XVI. w którym zajaśniał. Tak Kochanowski we wszystkich zmianach i wstępach smaku w narodzie odbierał cześć przynależną, i sądzę, że nigdy zapomnianym nie będzie, jakikolwiek weźmie nadal kierunek polska poezya.
Ponieważ jedyne, obszerniéj o Kochanowskim mówiące pismo Juliana Niemcewicza przed dwudziestu laty w Rocznikach Towarzystwa przyjaciół nauk drukowane, nie dosyć jest teraz upowszechnione, nie będzie może od rzeczy, załączyć tu krótką wzmiankę o jego życiu.
Polska sprawiedliwie szczyci się wiekiem XVI. w którym równie jak w innych oświeconych narodach obudziła się powszechnie czynność umysłowa, zapał do chwały naukowej, dotąd jedynie prawie orężem szukanej. W tym wieku, narody, które od Włochów nauki przejęły, zaczęły je bliżej do potrzeb życia publicznego stosować, i pod tym względem, Polszcze zaszczytne świadectwo oddać należy. Ta dążność, nie nadzwykłe geniusze szczególnym tylko darem natury się zjawiające, chlubę temu wiekowi przynosi.
Ten sam wiek stanowi we Francyi najważniejszą epoki literatury, bo w nim ustalił się język ojczysty, tak pięknie poźniéj rozwinięty, i smak na wzorach starożytnych wykształcony. To samo oznacza polską tych czasów literaturę wyjąwszy, że wiek XVII nie był postępem, ale cofnięciem się z drogi szczęśliwie zaczętej. Nauki we Włoszech kwitnące, spory religijne, zarówno na Polskę jak na Francyą pod względem nauk działały. zaszczytne łupy z wojny włoskiéj, księgi i uczeni pod Ludwikiem XII. do Francyi sprowadzeni, Katarzyna z domu Medyceuszów przy sterze rządu, przysposobiły Francyi smak starożytny, którym celowała, tak jak przyjmując dziś owoce badań i wyobraźni północnych narodów, zdoła je znowu po swojemu przekształcić i upowszechnić. Polacy nieprowadząc nigdy wojen dla oświecenia korzystnych, szukali go przez liczne do Włoch podróże, a Bona z domu także we Włoszech naukom życzliwego, wniosła do Polski pewną kulturę, lecz razem z nią równie Katarzyna z Medyceuszów, przedajność urzędów i zepsucie prostemu narodowi szkodliwsze, niżeli Francyi. Ludwik XII i Franciszek I. Zygmunt I i Zygmunt August, w obudwu narodach ze czcią są wspominani; w obudwu Kanclerzowie Państwa mieli sławę uczonych; zawsze pamiętni będą w dziejach obudwu narodów Hopital i Zamojski. Za Franciszka I. we Francyi, za Zygmunta w Polszcze wychodzić zaczęły akta publiczne w ojczystym języku, psalmy Marota i Kochanowskiego na obudwu dworach śpiewano. W jednym czasie Dubellay we Francyi, a Rej w Polszcze, pierwsi użyli wyrazu patrie, ojczyzna tyle uczuć obudzającego. Typhernas w Paryżu, Libanus w Krakowie, w jednym czasie wykładać zaczęli utrudzaną dotąd, naukę greckiego języka, razem Saint Gelais i Jędrzej Kochanowski tłumaczyli Wirgiliusza, Amyot Plutarcha, i równéj godzien pamięci Petrycy, Atystotelesa. Szereg polityków i mówców postawić może Polska przeciw znanym tego wieku pisarzom Francyi w wymowie, żaden w ów czas naród nie mógł się z nią porównać. Kiedy cnotliwy Hopital drżącą ręką kreślił prawa tolerancyi, cały naród polski za nią obstawał przed Henrykiem Walezym. Ciekaweby było bliższe, pod innemi względami porównanie Polski z Francyą w tym wieku, gdyby tu było miejsce po temu, nie czyni go chęć śmiesznéj chluby mierzenia się z najoświeceńszym narodem, ale bolesne zapatrzenie się, daleko poźniejszy wiek XVII. cofnął Polaków z drogi pomyślnie zaczętéj.
Nadto nigdy w Polsce niemiały nauki same przez się, tak powszechnego zapału, jak we Francyi; nigdy niezwróciły w ogólności baczności Polaków, zabiegi Greków o chwalę sztuk pięknych których czytali, ani Włochów u których się wychowali. Tak było nawet w złotym dla nauk wieku XVI. Talenta i ludzie uczeni, o tyle tylko ściągali uwagę, o ile na sprawy publiczne wpływali. Kopernik zdala zgiełków sejmowych ciała niebieskie rozpoznający, mniej był znany, niż każdy kto drobne pisemko w sprawie narodu ogłosił, albo mową na sejmie obrady zaburzył. Sam Kochanowski mówi:

Sobie śpiewam a Muzom, bo kto jest na ziemi,
Coby serce ucieszyć chciał pieśniami memi?

Żaden z poetów jako poeta, nieściągnął uwagi publicznej, jeśli go zdatność i przypadkowe stosunki do dworu, lub do posług panów niezbliżyły. W ubóztwie i mało znani żyli Klonowicz, Grochowski, Miaskowski; Rej z Nagłowic wesołości w towarzyskiém życiu, więcej niż pismom, wziętość swoję był winien.
We Francyi równie jak we Włoszech, poezya była przedmiotem szczególnym uwagi narodu i dworu. Zapal ten prowadził do śmieszności i pedantyzmu, lecz bez niego, nie byłoby bodźca do śledzenia wszelkich zamożności języka, kształcenia talentów, które tylko ciekawość powszechna ożywia. W równym prawie wieku był Kochanowski z Ronsardem, uznanym on, książęciem poezyi w swoim narodzie. Obadwaj usiłowali język swój przez starożytne udoskonalić, i trafili na czasy najskłonniejsze do smaku Greków i Rzymian. szczęśliwszym był na téj drodze Kochanowski, lubo Ronsarda za życia najwyższe na niéj zaszczyty spotkały. Ronsard był podziwem wieku swojego, w szczególném poważaniu u; kilku panujących Francyi. W uniwersytetach Niemieckich i Angielskich wykładano kolejno Homera i Ronsarda. Wszędzie wielbiony i przytaczany był le grand monsieur Ronsard, Homer du Vendemois. Wyniosła Elżbieta dyamentami płaciła jego poezye i upokorzona Marya Stuart przesłała mu skalę z srebra ulaną, wyobrażającą Parnas i źródło. Miasto Tuluza ulało dla niego srebrną Minerwę. Belon sławny Botanik ocalił życie w wojnie domowéj, wyrzeczeniem wśród żołdactwa że jest krewnym wielkiego Ronsarda. Wyższy nad swój wiek Montaigne stawia go przeciw całéy starożytności, i mówi; że on poezyę francuzką do najwyższego stopnia posunął. Sam wreszcie Ronsard pamiętał osobie śpiewając: że go Kaliope wykołysała, że rossignol od wyrazu Ronsard pochodzi. Nieznany jeszcze Tasso, drżącą ręką złożył księciu poetów w Paryżu Jerozolimę wyzwoloną, a Kochanowski w Elegii szczęśliwym się głosi, że w nim nowego Amfiona oglądał. Krótko trwała tak wielka wziętość, nie przeto tylko, że następny wiek Francyi większe wydał geniusze, lecz że język francuzki nie dal się połączyć ze starożytnemi, że nadętość i maniera na krótko tylko mamią, nadzwyczajnością, że Ronsard nie trafił w charakter narodu, który prędzej czy poźniéj, zawsze do tego wraca, co mu jest przyrodzone. Trwaléj się dochowała skromna sława Kochanowskiego, nie tylko przeto, że wiek po nim nastąpiony, nie wzniósł się wyżej,ale że pierwszy; od razu odpowiedzieć umiał duchowi języka i charakterowi narodowemu, że nie miał dumy tworzyć osobnej szkoły, ale poprostu szedł za natchnieniem. Kochanowski przejął się wyższym celem poezyi, zwłaszcza, gdy zaczął pisać po polsku, chociaż mniéj się zajmował krytyką. Charakter jego, i w ogólności całego narodu w wieku XVI. nierównie był bliższy poważnéj starożytnych prostoty, niżeli Francyi i wszystkich jéj ówczesnych poetów. Hopital był rzadkim pod tym względem wyjątkiem. Ztąd nietylko styl poetyczny, ale w ogólności smak starożytnych bardziej przystał i językowi polskiemu i poezyom Kochanowskiego. Zajmuje on nie tylko jako poeta, ale jako chrześcianin i obywatel, pełen uczuć najczystszych i zdań najzdrowszych, które zaszczepiać powołanym się sądził. Cala Plejada ówczesna W Paryżu, nieozwała się z podobnemi uczuciami, jakie pod gwiazdą, północną z zacisza swojego, śpiewak Czarnolasu ogłaszał:

I mnie...
Da miejsce Sarmacya pomiędzy wieszczami,
Gdy zazdrości i dumy nie mam w obyczaju,
Lecz piersią włada tylko wdzięczna miłość kraju.
..................
Przeto chciejmy wziąść przed się myśli godne siebie,
Myśli ważne na ziemi, myśli ważne w niebie:
Służmy poczciwej sławie, a jako kto moźe,
Niechaj ku powszechnemu dobru dopomoże;
Komu dowcipu, równo z wymową dostaje,
Niech szczepi między ludźmi piękne obyczaje;
Niechaj czyni porządek, rozterkom zabiega,
Praw ojczystych i pięknéj swobody przestrzega,
A ty, coć Bóg dał siłę i serce po temu,

Uderz się z poganinem.
Nie przegra kto na sławę frymarczy z żywotem.

Kiedy Ronsard z całą Plejadą zagasł przy poźniejszym blasku chwały naukowéj, jaki ciągle Francyi przyświeca, pamięć Kochanowskiego, należy do najdroższych wspomnień dawnej sławy narodowej. Czystość jego uczuć kazała mu się tego spodziewać i pragnąć:

A co mi za żywota ujmie czas dzisiejszy
To po śmierci nagrodzi z lichwą wiek poźniejszy,
I opatrzył to dawno syn pięknéj Latony,
Że popiół kości moich nie będzie wzgardzony.

Słodko i zaszczytnie jest dla ludzkości podobną ufność szanować. Kiedy we trzy wieki poźniéj, po upadku i rozproszeniu narodu, nawet język Kochanowskiego blizkim był zagłady, jednéj tylko czułéj Polce zostało, wyprzątać z ruin, oszczątki prochów sławnych Polaków, piaty zwycięzkich sztandarów, zardzewiałe zbroje, i inne marne, lecz pełne wspomnień pozostałki, wtedy i popioły Kochanowskiego, złożone zostały w urnie obok pamiątek tych mężów, których niegdyś do sławy zagrzewał. Tam się pomieściła cała ośpiewana wielkość; i tam może zakres szlachetnie pragnionéj nieśmiertelności.
Staranie się o koronę polską Henryka Walezyusza, zawiązało bliższe stosunki Francyi z Polską. Zaszczytne są świadectwa francuzkich pisarzów, o ówczesném oświeceniu Polaków, których pobyt w Paryżu, poselstwo znakomitego w swoim wieku Montluca dały poznać. Tém powodowany Henryk Walezyusz, udając się do Polski, przybrał do swego orszaku osoby mające wziętość naukową albo sławę z dowcipu. Przybyli z nim prócz innych: Gui du Faure de Pibrac, który przez pobyt w Padwie i na Trydenckim Soborze, wszedł z Polakami w stosunki; D’Amboise, który z rozkazu króla wydał opis Polski. Przybył i Desport najsławniejszy po Ronsardzie poeta niższy w talencie, lecz powabniejszy od Ronsarda i więcej narodowy.
Wzięty u monarchów, najwięcej przywiązał, się do Henryka. Weseléj niż Owidyusz lecz równie jako dworak zniewieściały, przykrzył sobie w śniegach północnych i barbarzyńskiéj dla niego ziemi Sarmatów.

Neuf mois entiers pour complaire a mon maistre.
Le grand Henry:
Pour ces deserts j’y la France laissée.

Po ucieczce z Henrykiem zostawił gładki i nie bez dowcipu ale dziwną lekkość dworaków francuzkich malujący wiersz: Adieu à la Pologne. Szydzi z barbarzyńskiéj gościnności Polaków, mówiąc, iż nigdyby nie wierzył, gdyby nie widział, że tyle pić mogą, że nie groźna postawa, zawsze uzbrojone i skrzydłami sterczące ramiona czynią ich niezwyciężonymi, ale same ubóztwo, że gdyby mieli porty, bogatsze miasta, głębokie rzeki, a szczególniej winnice, pewnoby ich męztwo daremne było [1]. A jakby zawiedzionemu na facyendzie, życzy Henrykowi berła w inszym kraju, gdzieby było więcéj gotowego bogactwa etc. Dla wielkiego króla, były wtedy do nabycia na tronie północnym sława i bogactwa. — Kochanowski bawił wtedy przy dworze, a jak wszyscy ziomkowie staropolskim zwyczajem przybyszów podejmowali, tak i on tém więcej pragnął zapewne uraczyć brata w Apolinie. Taka gościnność przez Desporta wyszydzona, najwięcej go obeszła. Napisał ztego powodu mniéj dowcipny, lecz zalecający się prostotą łaciński wiersz: Gallo crocitanti[2] Słusznie uciekał z Polski poeta, którego za sonnety do Dyanny i Hippolity trzy opactwa we Francyi czekały, któremu Henryk III. 10, 000 talarów na druk dzieła wyliczył, Karol IV. każdy wiersz hojnie opłacał, a książe de Joyeuse za jeden sonnet ofiarował opactwo czyniące 30, 000 franków.

Kiedy książe poetów polskich z podróży zagranicznych do kraju wrócił, i cząstkę majętności prawnemi sporami zagrożonéj odziedziczył, zyskał porękę u szkolnych w Padwie nabytych przyjaciół, którzy już wtenczas znakomite piastowali godności. Padniewski kanclerz, apotem biskup Krakowski przedstawił go Zygmuntowi Augustowi, który poetę wraz z Łukaszem Górnickim w kancellaryi swojej z pensyą 1200 złotych umieścił. Rodzaj tych obowiązków, powierzonych mu tylko dla biegłości w języku łacińskim, nie odpowiadał umysłowi Kochanowskie go, pragnącemu się czém inném zajmować. W owym wieku tylko stan duchowny albo rycerski do „fortuny prowadził, Kochanowski w obudwu nie miał upodobania. Przecięż gdy Myszkowski pieczęć koronną po Padniewskim objął, wyrobił Kochanowskiemu bogate probostwo Poznańskie, mimo, że go do stanu duchownego nakłonić nie mógł. Nadto za wpływem Jana Zamojskiego zakonnicy Sieciechowscy opatem go swoim obrali. Kochanowski porzucił krótko trzymane probostwo, nie przyjął bogatego opactwa, przestając na tém, że trzech najznamienitszych po sobie następujących kanclerzów względami swojemi go zaszczycali. Poezya była niezbędną jego serca potrzebą, którą za swoje powołanie uważał. Nie chciał przeto zaprzedać u dworu pożądańszéj nad wszystko swobody, ani pozbawić się szacunku dla siebie samego, używaniem dochodów’, które pobożność ojców na inny chrześcjański cel przeznaczała. Kochanowski nie był Desportem, pragnął on sławy z talentu tak, ażeby przezeń osobisty zyskał szacunek.
Opuściwszy dwór, osiadł na zawsze w dziedzicznéj majętności Czarnolasu, nie przyjąwszy i pożniej dostojności kasztelana Połanieckiego, mówiac: że nie chce, aby kasztelan zmarnował to, co Kochanowski oszczędzi. Przestał na skromnym, bez żadnego dochodu urzędzie wojskiego Sandomierskiego, który od wyprawy wojennéj uwalniał, a w czasie téjże do czuwania nad wewnętrznym porządkiem i spokojnością mięszkańców obowiązywał. Tak przepędza! Kochanowski dni spokojne dawno upragnione; połączony związkiem małżeńskim z Anną Podlodowską, był ojcem sześciu nadobnych córek, mieszkał przy grobach swych przodków, w sąsiedztwie krewnych, którzy miłością nauk celowali. Myszkowski i znakomite wkraju osoby, porzucały dwór, śpieszyły W dni pogodne do Czarnolasu, obchodząc się wtedy bez licznej czeredy służalców. Szczere i swobodne były u niego wiejskie zabawy, gdy kanclerz koronny był pewny że wojski Sandomierski nie myśli prosić o wyższy urząd, a Kochanowski podejmował W swojej zagrodzie tylko miłośnika nauk i przyjaciela. W tym wieku, W którym egoizm już bydź zaczął sprężyną uczuć i działań, nie mogli się ludzie dosyć wydziwić, że ten mąż będący na drodze do zrobienia świetnej fortuny, wolał ze szczupłej ziemi pożywienie swoje wygrzebywać. Sam Kochanowski w wierszu Marszałek, tak o tem mówi:

Mądrze to Bóg sprawił,
Kiedy ludzi różnemi sprawami zabawił,
  Ten stworzywszy część ludzi chciwych na pieniądze,
Mnie, za co mu dziękuję, stworzył bez téj żądze;
Więc, kto będzie chciw na grosz, i złoto miłował,

Ten będzie mojéj radzie wielce się dziwował
Nie wiedząc, żem ja zinszéj gliny ulepiony...
Nie chcę tobie wyliczać rozlicznéj przyczyny,
Czemu mimo się puszczam wielkie dziesięciny,
To tylko krótko powiem: dochody szczuplejsze
Ale myśl bezpieczniejsza, i serce wolniejsze.
Tylko jako któś mówi, nie trzeba sie zbraniać
Pługa jąć czasem abo i wołki poganiać,
Nie lenić się do domu nieść jagnięcia w łonie;
Albo jeśli mać kozki odbieźy na stronie.
Tak mój poeta śpiewał, a znać i po rymie,
Że sam roli nie orał, ani siedział w dymie,
Ale żywot spokojny i mierność miłował,
W czćm bym go rad jako i w rymie naśladował.

Swobodne i chwalebne życie Kochanowskiego dwoma pamiętnemi nieszczęściami zatrute było: śmiercią najdroższej córki Urszuli, którą najtkliwszemi opiewał rymami, i śmiercią brata żony, Podlodowskiego, który przeciw prawu narodów od Turków został zamordowany. Gdy w sprawie téj stawać miał przed królem Stefanem, nagle żyć przestał mając lat 52.



Przypisy

  1. Choinin i inni, pochlebniejsze dają świadectwo o stanie kultury i zamożności Polski w XVI wieku. Rokiem przed rzezią S. Bartłomieja, Torquato Tasso zwiedziwszy Francyą, taki daje jéj obraz: „Pośród pól żyznych wznoszą się miasta źle zbudowane, wązkie ulice, i posępne dolny, często z drzewa, źle budowane, w których ciemne i kręte schody, prowadzą do ciemnych i niewygodnych pokojów. Szlachta zawsze zbrojna, ciemieżąca swoich lenników, mdłéj postaci, i słabéj budowy ciała, oznaczająca się szaloną dumą i głęboką niewiadomością rozkazująca silnym wieśniakom. Mimo usiłowań Franciszka I. największa część kościołów, mało zawiera przedmiotów sztuki. ete. etc."
  2. Et tamen hanc poteras mecum requiescere noctem,
    Nec dubiis vitam committere, Galle, tenebris,
    State viri: quae causa fugae? non Trinacris haec est,
    Ora, nec infames funesto vespere terrae,
    Sarmatia est quam Galle fugis, fidissima tellus
    Hospitibus.
    ............
    Atque ego Galle quidem fateor, neque forsitan ipse
    lnficias ibis; vos summo hominumque, Deorumque
    Applausu exceptos, passimque agitata per urbes
    Adventu vestro convivia: nec puduisse
    Sauromatam pictis redimitum tempera sertis
    Ad cytbaram saltare rudem, Bacchoque madere.
    Quippe ut Galie fidem faceret tibi simplicis, atque
    Non fucati animi: quo confidentius et tu
    Laetum ageres convivam, epulis acceptus amicis.
    Tu vero ingratus fugitivus, Barbarus, hospes
    Officium in vitium trabis, et temeto conspergis,
    Non tantum me, sed propries etiam ebrie versus.
    Quod si peccaturus erem...
    Est quod agam meritas diis longa in secula grates.
    Hunc animi errorem in patria, non gallico in orbe
    Obiectum nobis: ubi Liber largius haustus
    Sanguine pensatur: funosaque coena...
    Vita emitur: neque sopitos semel expergisci
    Fas iterum est, sed producendi ad funera somni,
    Funera per summas volvenda cruenta fenestras....


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Brodziński.