Don Garcja z Nawary/Akt pierwszy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Molier
Tytuł Don Garcja z Nawary
Podtytuł Czyli zazdrosny książę
komedja heroiczna w 5 aktach
Pochodzenie Dzieła / Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy »Bibljoteka Polska«
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI

Cały tom drugi

Indeks stron
AKT PIERWSZY.
SCENA PIERWSZA.
DONA ELWIRA, ELIZA.

DONA ELWIRA:
Nie, nie wybór, lecz skłonność jakowaś kryjoma
Rozstrzygnęła w mem sercu między nimi dwoma,
I, mimo wszystko, niemasz nic w księcia osobie,
Z czego pierwszeństwa praw o mógłby rościć sobie.
Na równi z nim, don Sylwjo oczom rozpościera
Wszystko, co może zdobić czoło bohatera;
Równy blask cnót rycerskich, równa świetność rodu,
Żadnego z nich przełożyć nie dała powodu;
I dotąd może trwałabym w onej rozterce,
Gdyby zasługę jeno ważyć miało serce;
Lecz ów głos, co z niebiosów duszę nam przenika,
Rozstrzygnął sam o losie mego zalotnika;
I, mimo obu książąt porówne zalety,
Dla don Garcji zadrgało me czucie kobiety.
ELIZA:
Jednak gwiazda, co jemu tak szczęśliwie płonie,
Dość nikłą snać tę miłość zbudziła w twem łonie,
Skoro twe oczy długo mogły wątpić o tem,
Który z dwóch jest twych uczuć łaskawszych przedmiotem.
DONA ELWIRA:
Och, Elizo, rywali tych wyścig tak żywy
Nie odbył się w mem sercu bez walki dotkliwej.
Jednego gdym widziała z nich, pierwszem pragnieniem
Było iść za mych uczuć tkliwem uniesieniem,
Lecz wraz w sercu mem biednem miękły te zamiary,
Gdym patrzyła na srogość drugiego ofiary;

I nie mogłam w niem stłumić uczuć moich głosu,
Że don Sylwjo lepszego niźli ten wart losu.
Wspominałam, co winna też, ze swojej strony,
Kastylskiej krwi jest córka po królu Leony,
Wspominałam i przyjaźń, co, przez długie lata,
Jego ojca wraz z moim wiązała jak brata;
Tak więc, im bardziej jeden władnął w mojej duszy,
Tern więcej żal mi było drugiego katuszy;
Współczucie me, litując się nad sercem chorem,
Głaskało jego rany tkliwości pozorem,
I chciało mu nagrodzić zbyt nikłą pociechą
To, iż drugiego czucia znalazły w niem echo.
ELIZA:
Lecz dziś, gdy wiesz o jego dawniejszej miłości,
Rzecz cała się układa już o wiele prościej;
Skoro, nim dla księżniczki miał tkliwe zamiary,
Dona Inez posiadła serca jego dary,
A zaś ciebie, dla której rzucił czucia pierwsze,
Przyjaźni węzły łączą z hrabianką najszczersze,
Sekret ten, raz odkryty, na zawsze niweczy
Względy, które dotychczas miałaś dlań na pieczy;
I możesz już bez obaw, wprzód zmywszy mu głowę,
Obowiązkiem przyjaźni pokryć swą odmowę.
DONA ELWIRA:
To prawda, że radością słuszną mnie przenika
Wieść, która dziś w don Sylwju odkrywa zmiennika;
Skoro przez nią me serce, do litości skłonne,
Dla swej słabości szańce znajduje obronne,
Wszelkich starań na zawsze może wzbronić jemu,
I, bez wyrzutów, całe oddać się innemu.
Lecz czyliż mogę w pełnej dziś tonąć radości,
Skoro inna znów troska w duszy mojej gości:
Skoro w Księciu zazdrości przywara niegodna
Najtkliwsze czucia moje zatruwa aż do dna,
I gotuje, gdy dumie dam folgę zbyt rączej,
Wybuch, co nas na zawsze, być może, rozłączy.

ELIZA:
Lecz, jeśli z ust twych nie wie o zwycięstwie swojem,
Czyż możesz się tak gorszyć jego niepokojem?
I to, co podsycało uczucia rywala,
Czyż dziw, że jego serce zazdrością rozpala?
DONA ELWIRA:
Nie, nie, jego posępnej zazdrości nic zgoła,
Ni jego szałów dzikich wymówić nie zdoła;
Zbyt łatwo mógł rozpoznać w każdym moim czynie,
Iż, z pośród obu, on jest kochanym jedynie
Wszakże i bez słów nawet są jakoweś środki,
By swojej lubej wydrzeć ów sekret tak słodki;
Westchnienie, żar rumieńca, wzrok smutkiem zamglony,
Wszystko to się wyznaniem może stać z jej strony;
Wszystko ma swą wymowę w miłości, i lada
Gest najlżejszy bezcenne znaczenie posiada,
Skoro płeć nasza, w więzy swojej czci ujęta,
W najtkliwszych chwilach nawet, wciąż o nich pamięta.
Wyznaję, iż z początku szukałam sposobu,
By równem okiem patrzeć na przymioty obu;
Lecz próżno przeciw serca wojować zapałom
I zbyt łatwo różnicę jest ocenić całą
Łask, których chłodny namysł jest główną przyczyną,
A tych, które z wezbranej duszy same płyną;
Jednym stateczną drogę sam rozsądek kreśli,
Drugie, ach! z serca biegą, bez woli, bez myśli,
Podobne wodzie owej, jak kryształ przejrzystej,
Co z źródeł głębi bieg swój odradza wieczysty.
Dobroć ma dla don Sylwja mamiła go próżno,
Mógł zgadnąć, co tu darem było, co jałmużną;
I oczy me, litosnych uczuć przeniewierce,
Bardziej niż sama chciałam, zdradzały me serce.
ELIZA:
Jednak, księżniczko, gdyby nawet twój kochanek,
Nie miał słusznych dla swojej zazdrości przesłanek,
Miłości to gorącej jest dowód, i pewno

Nie każda na twem miejscu byłaby zań gniewną.
Zazdrość, wyznaję, wówczas uczuciem jest wstrętnem,
Jeśli sroży się w sercu dla nas obojętnem,
Lecz wybuchy, co lękiem choćby próżnym płoszą
Tego co nam jest drogi, są dla nas rozkoszą:
To znak, iż w jego sercu żar uczuć nie gaśnie,
I, im bardziej zazdrosny, tem milszy nam właśnie.
Słowem, skoro ów książę, w przymioty tak strojny...
DONA ELWIRA:
Nie, w tym przedmiocie ze mną nie zaczynaj wojny,
Zazdrość wstrętnym potworem jest zawsze i wszędzie,
Plami swym jadem wszystko cokolwiek obsiędzie,
I im droższą nam miłość której ona dzieckiem,
Tern okrutniej nas rani swem żądłem zdradzieckiem.
Widzieć księcia, jak traci, w namiętności swojej,
Tę cześć, która kochankom prawdziwym przystoi,
Jak, wiecznie pogrążony w niewczesnej bojaźni,
Radością mą czy smutkiem zarówno się drażni,
Jak jednego postępku mojego inaczej
Jeno łaską rywala sobie nie tłómaczy:
Nie, nie; dłużej nad gniewem swoim już nie władam,
I jak się patrzę na to, szczerze ci powiadam:
Kocham don Garcję całą uczuć moich siłą;
Godzien jest, by szlachetne dlań serce zabiło;
Cały kraj patrzał na to, jak, w szczytnym zapale,.
Ze mnie jest wart, odwagą swą dowiódł wspaniale,
Jak uczynił, co tylko było w jego mocy,
By mnie wydrzeć z tyranów nikczemnych przemocy,
I ukryć, wprzódy własną zdobywszy je dłonią,
W tych murach, co od związków niegodnych mnie chronią.
Nie taję, iż radością to dla mnie niemałą,
Iż on, a nie kto inny, okrył.się tą chwałą;
Ileż-bo szczęścia serce kochające czuje,
Gdy wszystko winno temu którego m iłuje;
I wrodzona wstydliwość moc swą nad niem traci,

Skoro wie, iż, oddając się, dług jeno płaci.
Radam, iż, życie swoje ważąc, ceną taką,
Praw a zwycięzcy zdobył nademną niejako:
Szczęśliwam, iż w swej mocy trzyma mię to ramię;
I jeśli wieść, co krąży dokoła, nie kłamie,
Jeśli niebiosa b rata oto mi oddadzą,
Ach, wówczas pragnę, serca mego całą władzą,
By waleczna dłoń księcia, karząc zdrajców plemię,
Pomogła bratu memu odzyskać swą ziemię,
I za rodu naszego ujmując się sprawą,
Zdobyła sobie wieczne do wdzięczności prawo.
Mimo to jednak, jeśli, w swej zazdrości szale,
Uczucia moje będzie ranił tak wytrwałe,
Głuchy na głos mój co go daremnie przestrzega,
Napróżno się o donę Elwirę zabiega:
Kocham go, lecz zezwolić nie widzę sposobu
Na związek, coby męką stał się dla stron obu.
ELIZA: Jakbądź by można dziwić się srogości twojej,
Do twych uczuć książęciu nagiąć się przystoi;
I tak jawnie mu wolę swą jawisz w tym liście,
Że, skoro go przeczyta, pojmie oczywiście...
DONA ELWIRA:
Nie, Elizo, odmiennej pragnę użyć drogi,
I wolę mu udzielić ustnie tej przestrogi.
List jest łaską, co w sposób już nazbyt otwarty
Odsłania kochankowi wszystkie nasze karty.
Spiesz zatem i nie pozwól by mu go oddano.
ELIZA:
Wola twoja we wszystkiem będzie wysłuchaną.
Jednak, dziwić się muszę, gdy widzę, jak w świecie
Tyle przeróżnych odmian Bóg stworzył w kobiecie,
I jak to, co z nich jedną znieważa tak srodze,
Miłemby się znów innej wydało niebodze.
Co do mnie, dzięki niebu słałabym co ranek,
Gdyby zazdrosnym o mnie chciał być mój kochanek:
Niepokój jego szczęściem byłby mi prawdziwem;

I co dla duszy mojej jest ciosem dotkliwym,
To, że don Alwar troskać zdaje się zbyt mało...
DONA ELWIRA:
Otóż on sam z powrotem: coś się chyba stało.


SCENA DRUGA.
DONA ELWIRA, DON ALWAR, ELIZA.

DONA ELWIRA:
Ten powrót niespodziany cóż nam dzisiaj wróży?
Czy don Alfons przybywa? czy jest już w podróży?
DON ALWAR:
Tak, pani; brat ów, dotąd chowany w Kastylji,
Z objęciem praw swych świętych nie zwleka ni chwili.
Wprzód, don Ludwik, któremu, w głębokim sekrecie,
Nieboszczyk król przy śmierci powierzył to dziecię,
Los jego taił wiernym ludom długie lata,
By je skryć przed wściekłością zdrajcy Moregata;
I, mimo że ów tyran się o dziecię one
Upominał, chcąc niby oddać mu koronę,
Roztropność jego oprzeć się umiała święcie
Ukrytej w tem żądaniu zdradliwej przynęcie.
Lecz dziś, gdy łotr lud cały wzburzył przeciw sobie
Nowym gwałtem spełnionym na twojej osobie,
Szlachetny starzec mniema, iż pora nadchodzi,
W której swych praw najświętszych dopomnieć się godzi.
Począł działać w Leonie i dokonał cudu,
Zapewniając współudział tak możnych jak ludu,
Podczas kiedy Kastylja huf potężny zbroi,
By poprzeć pana w prawach do korony swojej.
O młodym księciu głoszą wszędy cudów wiele,
Lecz nie wprzód go ukaże, aż, na wojsk swych czele,
Jak piorun będzie gotów spaść na swego wroga,
Karcąc go w imię władzy danej mu od Boga.

Osacza się Leonę; don Sylwjo na przedzie
Odsiecz przez jego ojca użyczoną wiedzie.
DON ELWIRA:
Życie nam swą pomocą przywraca ów książę;
Lecz boję się, czy wdzięczność ta b rata nie zwiąże...
DON ALWAR:
Jednak, mimo iż owe gromy tak złowieszcze
Godzą w głowę tyrana, mimo to, dziś jeszcze
Krążą wieści w Leonie, że on, niezmięszany,
Z hrabianką Inez pragnie snuć małżeńskie plany.
DONA ELWIRA:
Widocznie w tem małżeństwie, na wypadek starcia,
Rodziny tak potężnej chce szukać poparcia.
Dawno nie miałam wieści i trwożę się o mą;
Lecz sądzę, że jej stałość jest najlepszą bronią.
ELIZA: Zbyt potężnie i honor jej i własne serce
Bronią przyjąć łaskawie tego przeniewiercę,
Aby...
DON ALWAR: Książę nadchodzi.


SCENA TRZECIA.
DON GARCJA, DONA ELWIRA, DON ALWAR,
ELIZA.

DON GARCJA: Przybywam tu, pani,
Podzielić się nowiną, tak radosną dla niej.
Twój brat, co gniazdo łotrów chce obrócić w zgliszcza,
Serca mojego chęci najgorętsze ziszcza;
Pozwala dłoni mojej, w wirze walk gorącym,
Hołd złożyć oczu twoich promieniom kuszącym,
I na tej drodze nabyć, gdy niebo pozwoli,
Chwałę, żem los twój zwrócił na szczęśliwszą kolej,
Żem dopomógł pokarać niewdzięczność tak krwawą,
I twej krwi to odzyskać, do czego ma prawo.
Lecz jeszcze bardziej cieszy mnie, w tej szczęsnej dobie,
Ze niebo króla zsyła nam w brata osobie,

I że w ten sposób mojej żarliwej ofiary
Nikt zgoła nie pomówi o inne zamiary,
I nie powie, że nęci mnie w osobie twojej
Urodzenie, co w prawa mnie do tronu stroi.
Tak jest; przed światem całym chciałbym dowieść w czynie,
Że nic w tobie nie widzę, prócz ciebie jedynie;
I często, jeśli mogę to rzec bez obrazy,
Serce moje twą świetność klęło po sto razy;
Po sto razy, w swych marzeń porywach zbyt śmiałych,
Życzyło wdziękom twoim losów mniej wspaniałych,
Aby jedynie mego dla cię serca tkliwość
Mogła nagrodzić doli twej niesprawiedliwość,
abyś z mojej dłoni przyjęła najmilej
To, do czego ci prawo daje krwi przywilej.
Lecz, skoro dzisiaj niebo, co wszystko odmienia,
Miłości mej wydziera jej ciche pragnienia,
Pozwól, pani, nadziei bym znalazł ostoję
W świetnych czynach, do których ramię dzisiaj stroje,
I abym, życie własne stawiając na karcie,
Brata twego i Stanów mógł zyskać poparcie.
DONA ELWIRA:
Wierzę, książę, że zdołasz, stając w naszej sprawie,
Czynów się blaskiem okryć w wojennej kurzawie;
Lecz to nie dość, gdy walczysz dla takiej zdobyczy,
Czy Stany me cię poprą i czy brat mój życzy;
Nie, książę; nim się godnym staniesz tej nagrody,
Potężniejsze przewalczyć trzeba ci przeszkody.
DON GARCJA:
Tak, pani, wiem; w szczerości nie jesteś mi dłużną:
Wiem, że serce me łaski twej żebrze napróżno;
I bądź pewna, że, nawet bez słówka z twej strony,
Świadom jestem przeszkody tej, tak niezwalczonej.
DONA ELWIRA:
Nieraz, gdy komu oczy porywczość zaślepi,
Widzi najgorzej, sądząc iż widzi najlepiej;

Lecz, skoro mówim o tem, czy chcesz wiedzieć, książę,
Co najłacniej uczucia me dlań zobowiąże?
DON GARCJA:
Słyszeć to z ust twych, łaską mi będzie niemałą.
DONA ELWIRA:
Kiedy mnie będziesz kochać, jak kochać przystało.
DON GARCJA:
Ach, czyliż jest na świecie coś takiego, pani,
Nacoby wraz mój płomień nie był gotów dla niej?
DONA ELWIRA:
Kiedy twa miłość będzie w tem szukać swej chluby,
Aby czcić, nie znieważać przedmiot sercu łuby.
DON GARCJA:
To jej troska największa.
DONA ELWIRA: Kiedy jej zapały
W zbronią ci wszelkiej myśli niskiej i zuchwałej.
DON GARCJA:
Zbyt uwielbiam cię, pani...
DONA ELWIRA: Gdy, za lada cieniem,
Przestaniesz mnie obrażać ciągłem podejrzeniem,
I kiedy wygnasz wreszcie tę straszliwą zmorę,
Co jadem swym zatruwa serce twoje chore,
Tę zazdrość, co w mych oczach, swą pasją okrutną,
Miłości twej oddaje przysługę zbyt smutną,
Przymioty jej niweczy cenne, w każdej dobie
Duszę mą przepełniając gniewem przeciw tobie.
DON GARCJA:
Ach, prawda, pani, prawda, że nieco zazdrości
Mimo wysiłki wszelkie, wciąż w duszy mej gości;
Ze rywal mój, choć zdała w tej chwili od ciebie,
Raz po raz serca spokój w zwątpień szale grzebie.
Słusznie czy nie, wciąż jeszcze podejrzenia żywię,
Że dusza twa ten odjazd odczuła dotkliwie,
I że, mimo mych starań, twe czułe westchnienia
Zbyt szczęsnego rywala gonią bez wytchnienia.
Lecz, jeśli posądzenie to przykrem jest pani,

Rozprószyć je, czyż rzeczą zbyt trudną jest dla niej?
Wyzwolić mnie z pod myśli tak czarnych przemocy,
Bardziej jest, pani, w twojej, niźli w mojej mocy.
Tak, ty możesz, w dwóch słowach kończąc me katusze,
Przeciw zazdrości ogniom uzbroić mą duszę,
I szczęścia mego pełną dając mi nadzieję,
Wzmocnić wiarę, co dzisiaj zbyt łatw o się chwieje.
Racz więc stłumić rozsiadłe w mem sercu zwątpienie,
I spraw, aby tych ustek czarowne zwierzenie
Dodało mi pewności, którejbym, bez pychy
Nadmiernej, nie mógł szukać w mej zasłudze lichei.
DONA ELWIRA:
Książę, tyranja twoja jest wprost niesłychaną:
W pół słowa serce pragnie by je rozumiano,
I nie lubi, gdy się kto natrętnie doprasza
Wyznań, od których broni się wstydliwość nasza.
Drgnienie serca, co zdradzi się by znakiem małym
Starczyć winno kochanka pragnieniom nieśmiałym,
I raczej własnych uczuć wprzód zaprze się ono,
Niżby je do wymowy zbyt jasnej zmuszono.
Nie powiem tedy, gdybym wybór jeszcze miała
Między tobą a Sylwjem, kogobym obrała;
Lecz, gdy mówię iż zazdrość niesłusznie cię trawi,
Sądzę iż trudno myśl swą wyrazić łaskawiej,
I że wyrok ten dla cię mieści dość słodyczy,
Byś wyczytał w nim wszystko czego serce życzy.
Lecz ten los nie wystarcza snać twojej miłości,
Jeszcze wyraźniej chce go słyszeć, jeszcze prościej,
I musiałabym, wszystko stawiając na karcie,
W żywe oczy, że kocham, wyznać mu otwarcie,
A kto wie, może za nic mając i to znamię,
Kazałbyś mi zaprzysiąc, książę, że nie kłamię!
DON GARCJA:
Tak jest, pani, przyznaję, sam nie wiem co czynię:
Odtąd, prawem mem będzie twa wola jedynie,
Nic nie pragnę już, cofam swe żądania płoche;

Wpierzę ci, że masz dla mnie przychylności trochę,
Że wzbudziłem twą litość mym ogniem tak żywym,
I nad wszelką zasługę czuję się szczęśliwym.
Stało się; z mą zazdrością zrywam już na zawsze:
Zwyciężyły ją słowa twoje najłaskawsze;
Wyrok twój, pani, sercu mojemu zbyt drogi.
Na wieki mnie wyzwala z tyranji tak srogiej.
DONA ELWIRA:
Wiele przyrzekasz, książę; wierzaj, strach mnie bierze.
Czy zdołasz wytrwać w swoich uczuciach w tej mierze,
DON GARCJA:
Ach, pani, niechaj starczy za zakład mej wiary,
Że tobie złamać słowo zbyt godnem jest kary,
I że chęć, by posłusznym być swojej bogini,
I najcięższe wysiłki lekkiemi uczyni.
Niech odwróci odemnie niebo łask swych zdroje,
Niechaj mnie piorun zwali tu pod stopy twoje,
Lub — jeśli ci potrzebne straszliwsze zaklęcie —
Niechaj na wieki gniew twój ściga mnie zawzięcie,
Jeśli miłość ma, bodaj wśród najcięższej próby,
Odważy się niebacznie podeptać te śluby,
I jeśli w duszy mojej kiedykolwiek zgrzeszę...


SCENA CZWARTA.
DONA ELWIRA, DON GARCJA, DON ALWAR,
ELIZA, PAŹ, który oddaje list donie Elwirze.

DONA ELWIRA:
Byłam już niespokojna; serdecznie się cieszę.
Niechaj goniec zaczeka.


SCENA PIĄTA.
DONA ELWIRA, DON GARCJA, DON ALWAR,
ELIZA.

DONA ELWIRA cicho na stronie:
Czyliż wzrokiem swoim

Nie zdradził już, że list ten zdjął go niepokojem?
By popadł w dawne błędy, potrzeba zbyt mało!
Głośno. Coś ci, widzę, przysięgę twą, książę, przerwało?
DON GARCJA:
Sądziłem, że z nim panią jakiś sekret wiąże
I nie chciałem przeszkadzać.
DONA ELWIRA: Zdaje mi się, książę,
Że dziwnie pomieszanym mówisz do mnie tonem;
Widzę cię w jednej chwili na twarzy zmienionym,
Cała postać tchnie jakimś lękiem czy zgryzotą:
Jakaż przyczyna tego? Możnaż spytać o to?
DON GARCJA:
Nic; w sercu czasem bólu dziwnego doznaje.
DONA ELWIRA:
To nieraz bywa gorsze niźli się wydaje,
I pomocy żądają rychłej te oznaki.
Powiedz, książę, czy często chwyta cię ból taki?
DON GARCJA:
Czasem.
DONA ELWIRA:
Biedny mój książę! Ha, wiem, jakiej pieczy
Potrzeba tu: weź list ten, to cię wnet uleczy.
DON GARCJA:
Ten list? Nie, ręka moja tknąć go się nie waży!
Zbyt jasno oskarżenie widzę w twojej twarzy.
Jeśli...
DONA ELWIRA:
Weź, książe, czytaj, zamiast stać jak struty.
DON GARCJA.
Bym potem za mą słabość znów cierpiał wyrzuty?
Nie, nie; pragnę ci, pani, dowieść oczywiście,
Że zgoła nic zdrożnego nie widzę w tym liście,
I, choć twa dobroć mi go oglądać nie broni,
Okażę, iż ni chwili nie zwątpiłem o niej.
DONA ELWIRA:
Jeśli to są twe szczere w tej mierze pojęcia,

Krzywdę bym mu czyniła, nastając na księcia;
I tak sądzę, że wszystko zrobiłam bez mała,
Ukazując ci rękę co list ten pisała.
DON GARCJA:
Woli twej chcę posłusznym być w każdej potrzebie,
Jeśli więc chcesz, bym list ten odczytał za ciebie,
Gotów jestem życzenie twe spełnić z ochotą.
DONA ELWIRA:
Tak, tak, książę, odczytaj za mnie; proszę o to.
DON GARCJA:
Z twego rozkazu pani, czynię to, i wnoszę...
DONA ELWIRA:
Wszystko, co tylko zechcesz; czytaj, książe, proszę.
DON GARCJA:
To pismo dony Inez: jej ręka mi znana.
DONA ELWIRA:
Tak. Bardzo mnie to cieszy, dla mnie i dla pana,
DON GARCJA czyta:
„Mimo dowodów mojej oczywistej wzgardy,
„Tyran mój kocha mnie zawsze:
„I aby zamiar swój wykonać hardy
„I względy moje pozyskać łaskawsze,
„Z tą samą zaciętością dziś sobie poczyna,
„Z jaką wprzód zdobyć ciebie chciał dla swego syna.
„Wszyscy, pod których tu przebywam władzą,
„W mej zgodzie widzą środki ratunku jedyne,
„I wszyscy związek haniebny mi radzą;
„Jednak, nim przyjmę go, wprzód raczej zginę.
„Niech cię, piękna Elwiro, prowadzą niebiosy,
„I ześlą ci szczęśliwsze, niźli moje, losy“
Dona Inez“,
Dusza jej trwa niezłomnie w prawości i cnocie.
DONNA ELWIRA:
Spieszę, by odpowiedzieć tej zacnej istocie.
Jednak, książe, postaraj się uzbroić lepiej,

Gdy znów kiedy niepokój próżny cię zaślepi;
Troski twe uśmierzyłam tym listem dowodnie,
I, na ten raz, rzecz cała minęła łagodnie;
Lecz otwarcie ci powiem, że mogą przyjść chwile,
W których się na dobroci nie zdobędę tyle.
DON GARCJA:
Jakto! czyż pani mniema...?
DONA ELWIRA: Wiem ja, co się święci;
Do widzenia. Przestrogę zachowaj w pamięci.
I, jeśli szczerą miłość masz ku mej osobie,
Daj mi dowód, jakiego wymagam po tobie.
DON GARCJA:
Tak jest, odtąd ufnością dla cię jeno stoję,
I raczej zginę, niżli złamię śluby swoje.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Molier i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.