Żywot Jezusa/Rozdział XVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XVIII.
Instytucye Jezusa.

Najlepszą miarą tego, że Jezus nie utonął całkiem w ideach apokaliptycznych, jest fakt, że właśnie wtedy, kiedy się niemi najbardziej zajmował, z szczególną pewnością siebie zakłada podwaliny trwałego kościoła. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że sam z pomiędzy uczniów wybrał tych, których później nazywano przeważnie »apostołami«, albo »dwunastoma«; następnego dnia po jego śmierci stanowili oni zwartą korporacyę, która drogą wyboru uzupełniała liczbę brakujących[1]. Byli to dwaj synowie Jonasza, dwaj synowie Zebedeusza, Jakób syn Kleofasa, Filip, Natanael bar-Tolmeusz, Tomasz, Lewi syn Alfeusza albo Mateusz, Szymon Zelotes, Tadeusz albo Lebeusz i Judasz z Keriot[2]. Prawdopodobnie z liczbą tą wiąże się wspomnienie dwunastu pokoleń Izraela[3]. Owych »dwunastu« tworzy grupę wybranych uczniów, śród których pierwsze miejsce zajmuje po bratersku[4] Piotr; Jezus zdał mu pieczę nad dalszym rozwojem swego dzieła. Nic tu nie przypomina jakiegoś prawidłowo zorganizowanego duchownego kolegium; listy owych »dwunastu«, o ile nas doszły, są niedokładne i ze sobą sprzeczne; dwóch lub trzech, wymienionych w tych listach, nie odznaczyło się niczem. Co najmniej dwóch, Piotr i Filip[5], było żonatych i miało dzieci.

Jezus obwieścił owym dwunastu niezawodnie tajemnice, których rozpowiadać nie dozwolił[6]. Niekiedy wydaje się, jak gdyby umyślnie chciał osobę swoją otoczyć tajemniczością, najkardynalniejsze dowody dać po śmierci, objawić się w zupełności tylko uczniom, aby oni go potem światu wyjaśnili[7]. »Co wam w ciemności mówię, powiadajcie na świetle; a co w ucho słyszycie, obwołujcie na dachach«. To go chroniło od konieczności dawania zbyt wyraźnych objaśnień a zarazem stworzył niejako pośredników pomiędzy nim a opinią publiczną. A i to jest całkiem pewne, że udzielał apostołom wskazówek i tłómaczył im sens niektórych przypowieści, pozostawiając w niepewności lud co do ich znaczenia[8]. U uczonych owoczesnych pewna zagadkowość i dziwaczne łączenie pojęć było rzeczą zwykłą, czego dowodzą sentencye zawarte w Pirke Aboth. W kole zaufanych Jezus wyjaśniał, co w jego mowach i przypowieściach było ciemnem; a wtedy unikał wielu porównań, mącących myśl przewodnią[9]. Zdaje się, że wiele podobnych objaśnień starannie zachowano[10].

Jeszcze za życia Jezusa apostołowie wygłaszali kazania[11] nie oddalając się jednak zbytnio od niego. W tych kazaniach ograniczali się prawie zupełnie do zapowiadania zbliżającego się królestwa bożego[12]. Szli z miasta do miasta, podejmowani gościnnie, lub też, wyrażając się ściślej, stosownie do zwyczaju sami jako goście wstępowali do domów. Na wschodzie gość cieszy się wielkiem poważaniem; zajmuje on wyższe stanowisko, niż pan domu; gospodarz obdarza go największem zaufaniem. Tego rodzaju apostołowanie najbardziej sprzyja rozszerzaniu się nowych nauk. Daje się coś z ukrytego skarbu; spłaca się w ten sposób to, co się otrzymało; uprzejmość i dobre obejście dokona reszty, wszyscy są wzruszeni, cały dom nawrócony. Bez tej wschodniej gościnności niepodobna byłoby sobie wytłómaczyć owego rozszerzenia się chrześciaństwa. Jezus, który dużo wagi przywiązywał do starych zwyczajów, polecał uczniom, aby korzystali z tego bez wszelkich skrupułów, nawet w większych miejscowościach, mających gospody i gdzie zachodzenie w gościnę nie było już prawdopodobnie we zwyczaju[13]. »Praca jest warta nagrody« mawiał Jezus. Przyjąwszy gdzieś gościnę, mieli tam pozostawać, jeść, pić, co im podano, dopóki trwała ich misya.

Jezus życzył sobie, aby wysłańcy Ewangielii wygłaszali kazania, jak on, dobrotliwie i po przyjacielsku. Chciał, aby ich na każdym progu witano pozdrowieniem »Selam« i życzliwem słowem. Niektórzy uczniowie wahali się jednak, gdyż wówczas, jak i dziś, »Selam« na Wschodzie było oznaką wspólności religijnej i nie ważono się pozdrawiać w ten sposób osoby wątpliwej wiary. »Nie obawiajcie się« mówił Jezus; »jeśliby on dom tego był godny, niech nań przyjdzie pokój (Selam) wasz; a jeśliby nie był godny, pokój (Selam) wasz niech się wróci do was«[14]. Niekiedy istotnie przyjmowano apostołów źle a wtedy skarżyli się Jezusowi, który ich uspakajał. Ci, którzy wierzyli w wszechmoc swego mistrza, byli tą powolnością urażeni. Synowie Zebedeusza żądali, aby zesłał ogień niebieski na miasta niegościnne[15]. Jezus patrzył na ich zgorszenie z ironią i ułagodził ich słowami: »Nie przyszedłem dusz wytracać, ale zbawiać«.

Wszelkimi sposobami dążył do urzeczywistnienia zasady, że apostołowie — to on[16]. Sądzono też, iż objawił im moc czynienia cudów. Wypędzali demonów, prorokowali, tworzyli szkołę sławnych egzorcystów[17], choć niejeden takt przerastał ich siły[18]. Uzdrawiali także albo przez wkładanie rąk, albo przez pomazywanie olejem, co stanowi główny środek lecznictwa wschodniego[19]. Wreszcie umieli jak sztukmistrze obchodzić się z wężami i pić bez szkody trucizny.[20] Im bardziej oddalamy się od Jezusa, tem owa teurgia staje się wstrętniejszą. Kościół pierwotny uznawał ją w całej pełni, współcześni przykładają do niej wielką wagę[21]. Szarlatani wyzyskiwali łatwowierność tłumu; to bywa zawsze. Jeszcze za życia Jezusa wielu wypędzało dyabłów jego imieniem, choć nie należeli do jego uczniów. Prawdziwi uczniowie oburzali się na to i starali się temu przeszkodzić. Ale Jezus widział w tem dowód uznania dla siebie i postępował w tych wypadkach z całą łagodnością[22]. Należy zresztą wziąć pod uwagę, że podobne praktyki były właściwie rodzajem rzemiosła. Doprowadzając logikę do absurdu, niektórzy wypędzali dyabła za pomocą Belzebuba[23], księcia wszystkich demonów. Mniemali bowiem, że on jako dowódca legionów piekielnych ma istotnie nad nimi władzę, więc może zmusić do ustąpienia najzaciętszego demona[24]. Starano się nawet o to, aby od uczniów Jezusa kupić tajemnicę robienia cudów, która im została objawiona[25].

Już wtedy istniał zawiązek kościoła. Płodna idea potęgi złączonych ludzi (ecclesia) pochodziła, jak się zdaje, od Jezusa. Przejęty myślą idealną, że to, co stanowi obecność dusz, jest połączeniem się w miłości, oświadczył, że ilekroć kilku ludzi zbierze się w jego imieniu, tam i on będzie pomiędzy nimi. Dał kościołowi moc wiązania i rozwiązywania (to znaczy pozwalania na coś i niepozwalania), odpuszczania grzechów, napominania, modlenia się z wiedzą, że się będzie wysłuchanym[26]. Może wiele podobnych zleceń przypisano tylko mistrzowi dla uzasadnienia autorytetu kolektywnego, który miał zastąpić jego powagę. W każdym razie dopiero po jego śmierci potworzyły się osobne kościoły a pierwsze tego rodzaju instytucye wzorowały się na synagodze. Kilka osób, które Jezusa szczególnie umiłowały i które wielkie nadzieje w nim pokładały, jak Józef z Arymatei, Łazarz, Marya Magdalena, Nikodem, nie przyłączyło się prawdopodobnie do tych kościołów; wystarczało im owiane czcią i miłością wspomnienie, jakie po nim zachowali.

Zresztą w nauce Jezusa nie znajdujemy nawet śladu jakiejś etyki stosowanej, albo prawa kanonicznego, choćby najmniej określonego. Raz jeden wypowiada się tylko wyraźnie co do małżeństwa; nie dozwala na rozwód[27]. Niema żadnej teologii, żadnego symbolu. Spotykamy zaledwie kilka wzmianek o Ojcu, Synu i Duchu[28], z czego wysnuto potem Trójcę i Wcielenie; ale były to obrazy bardzo nieokreślone. Ostatnie księgi żydowskiego kanonu wspominają już Ducha Świętego, kiś rodzaj boskiego wcielenia, niekiedy uważane za jedno z Mądrością lub Słowem[29]. Jezus przykładał do tego wagę[30] i zapowiadał uczniom chrzest ognia i ducha[31], skuteczniejszy od Janowego; uczniowie też mniemali, że pewnego dnia po jego śmierci otrzymali go w postaci burzy i ognistych płomyków[32]. Zesłany od Ojca w podobny sposób Duch Święty objawi im wszelaką prawdę i zaświadczy ją wedle objawienia Jezusowego[33]. Dla określenia tego Ducha Jezus używał słowa »Peraklit«, które język syryjsko-chaldejski przejął z greckiego (παράκλητος): słowo to oznacza mniej więcej »rządcę«[34], »doradcę«[35], niekiedy »tłómacza prawd boskich«, »nauczyciela, mającego objawić ludziom zakryte jeszcze dla nich prawdy«[36]. On sam w stosunku do uczniów swoich uważał się za »Peraklita«[37] a Duch, którego przyjście po swej śmierci zapowiadał, miał go jedynie zastąpić. Było to tylko praktyczne zastosowanie idei, za którą dążyła przez stulecia żydowska i chrześciańska teologia, wytwarzając cały szereg ławników niebieskich jak Metatronos, Synadelfos lub Sandalfon i wszystkie personifikacye Kabały. Ale u Żydów były te kreacye czysto subjektywnemi spekulacyami, gdy tymczasem śród Chrześcian, począwszy od czwartego wieku, stają się one podstawą ortodoksyi i dogmatem.

Niepotrzeba zupełnie kłaść na to nacisku, jak dalekim był Jezus od stworzenia księgi religii, zawierającej kodeks i artykuły wiary. Nietylko sam nic nie napisał, ale wogóle pisanie ksiąg świętych nie było w duchu młodej sekty. Każdy mniemał, iż znajduje się w przededniu ostatecznego przewrotu. Przyjdzie Mesyasz, by zniszczyć Zakon i pisma proroków, a nie po to, by tworzyć nowe. Z wyjątkiem Apokalipsy Jana, jedynej, która uchodzić może za objawioną księgę młodego chrześciaństwa, wszystkie pisma apostolskie są pracami okolicznościowemi i nie mają pretensyi do stanowienia całości dogmatycznej. Ewangielie miały także z początku charakter czysto prywatny a znaczenie bez porównania mniejsze, niż tradycya[38].

Czyż sekta nie miała tedy jakich sakramentów, jakiego rytuału, jakich umówionych znaków? Miała jeden, który tradycya wyprowadza wprost od Jezusa. Mistrz lubował się w myśli, że jest chlebem nowym, lepszym od manny, chlebem, z którego ludzkość ma żyć. Idea ta, zalążek Eucharystyi, przybierała niekiedy w jego ustach szczególnie konkretną formę. Raz zwłaszcza, w synagodze w Kafarnaum, w chwili stanowczej posunął się do orzeczenia, które kosztowało go utratę kilku uczniów: »Zaprawdę mówię wam, nie Mojżesz wam dał chleb z nieba, ale mój Ojciec«[39]. I dodał: »Jam jest chleb żywota; kto do mnie przychodzi, łaknąć nie będzie, a kto wierzy w mię, nigdy pragnąć nie będzie«[40]. Słowa te wywołały głośne szemrania: »Cóż chce on powiedzieć przez słowa: Jam jest chleb żywota? Izaż ten nie jest Jezus, syn Józefa, którego my ojca i matkę znamy? Jakoż tedy ten powiada: iżem z nieba zstąpił?«. Ale Jezus odparł jeszcze silniej: »Jam jest chleb żywota; ojcowie wasi jedli mannę na puszczy a pomarli. Ten jest chleb z nieba zstępujący, aby, jeśliby go kto pożywał, nie umarł. Jam jest chleb żywy; jeśliby kto pożywał z tego chleba, żyć będzie na wieki; a chleb, który ja dam, jest moje ciało za żywot świata«[41]. Wtedy rozdrażnienie doszło do szczytu: »Jakoż nam ten może dać ciało swe ku jedzeniu?* Ale Jezus poszedł jeszcze dalej: »Zaprawdę wam powiadam, jeślibyście nie jedli ciała Syna Człowieczego i nie pili krwie jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto pożywa ciała mego i pije moję krew, ma żywot wieczny i ja go wskrzeszę w ostatni dzień. Albowiem ciało moje prawdziwie jest pokarm a krew moja prawdziwie jest napój. Kto pożywa mego ciała a pije moję krew, we mnie mieszka a ja w nim. Ten jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jako ojcowie wasi jedli mannę i pomarli. Kto pożywa tego chleba, żyć będzie na wieki«. Taka zaciętość paradoksalna zgorszyła wielu uczniów, więc stronili od niego. Jezus nie cofnął słów swoich, tylko dodał: »Duch ożywia. Ciało jest mdłe. Słowa, które wam mówię, to duch i życie«. Owych dwunastu pozostało mu wiernych pomimo tak dziwacznych mów. Dało to sposobność zwłaszcza Kefasowi do wykazania swej bezwzględnej uległości i do zawołania raz jeszcze: »Tyś Chrystus, Syn Boży!«.

Prawdopodobnie już wtedy istniał śród sekty jakiś zwyczaj, do którego słowa powyższe, tak źle przyjęte przez mieszkańców Kafarnaum, były aluzyą. Ale tradycye apostolskie bardzo się tu właśnie różnią między sobą i są może tendencyjnie niedokładne. Ewangielie synoptyczne podają tylko jeden akt uroczysty, który się stał podstawą mysteryjnego rytuału a który według nich zdarzył się w czasie Ostatniej Wieczerzy. Jan, który opowiedział zdarzenie w synagodze Kafarnaum, o tym akcie nie wspomina ani słowa, chociaż ostatnią wieczerzę opisuje bardzo szczegółowo. Widzimy, że Jezusa poznają po łamaniu chleba[42], jak gdyby to był charakterystyczny znak dla tych, którzy z nim bliżej obcowali. Po jego śmierci stało się to pietystyczną formą wspominania go przez uczniów; przewodniczący na mistycznej uczcie łamał chleb, błogosławił i dzielił się nim z obecnymi[43]. Możnaby przypuścić, że była to poprostu jego osobista maniera, gdy w chwilach podobnych stawał się niezwykle łagodnym i czułym. Niezbędnym warunkiem była obecność ryb na stole (co w uderzający sposób dowodzi, że rytuał ten powstał na brzegach morza Tyberyadzkiego[44]); bez ryb nie wyobrażano sobie później owej jerozolimskiej Wieczerzy Pańskiej[45].

Wspólne uczty dawały młodej społeczności najprzyjemniejsze chwile. Tam się wszyscy ze sobą spotykali; mistrz rozmawiał z każdym z osobna, wesoło i swobodnie. Jezus lubił tę chwilę i chętnie gromadził swą duchową familię w ten sposób dokoła siebie[46]. Łamanie się jednym kawałkiem chleba było symbolem wzajemnej łączności. Wtedy mistrz używał bardzo silnych wyrażeń, które potem zbyt dosłownie rozumiano. Jezus pojmował wszystko bardzo idealnie, ale wyrażał się w sposób nader zmysłowy. Chcąc wygłosić myśl, że człowiek wierzący będzie żył tylko z niego, że dla człowieka prawdziwej wiary jest on poprostu życiem (ciałem, krwią, duszą), mówił do uczniów swoich: »Jam jest waszym pokarmem«, co wyrażone figurycznie brzmiało: »Ciało moje jest waszym chlebem, krew moja napojem«. A potem, wyrażając się jeszcze bardziej obrazowo, dodawał, wskazując na stół: »Otom jest«, biorąc chleb do ręki: »to moje ciało«, wskazując zaś na wino: »oto moja krew«; wszystkie te zwroty są parafrazą zdania: »Jam jest wasz pokarm«.

Ten obrządek tajemniczy nabrał ważnego znaczenia jeszcze za życia Jezusa. Prawdopodobnie istniał już na jakiś czas przed ostatnią pielgrzymką Jezusa do Jerozolimy i był raczej wynikiem jakiejś ogólnej zasady, niż zwyczaju. Po śmierci Jezusa stał się wielkim symbolem społeczności chrześciańskiej[47], a głoszono, że został ustanowiony w najważniejszej chwili życia Zbawiciela. W konsekracyi wina i chleba chciano widzieć przedśmiertelną pożegnalną pamiątkę Jezusa przy rozstaniu z uczniami[48]. W sakramencie tym odnaleziono samego Jezusa. Ułatwiła to czysto duchowa myśl o obecności dusz, z czem się mistrz najczęściej słyszeć dawał, gdy np. mówił, że zjawi się osobiście śród uczniów[49] zebranych w jego imieniu. Jak to już powiedzieliśmy wyżej[50], Jezus nie miał nigdy jasnego wyobrażenia o tem, co to jest indywidualność. Doszedł do tego stopnia egzaltacyi, w którym idea wyraża wszystko a ciała się nie bierze wcale w rachubę. Gdy się kogoś kocha, gdy się dla kogoś żyje, stanowi się z nim jedną całość; żali on i uczniowie nie stanowili całości?[51]. Uczniowie przejęli się jego wyrażeniami. Ci, którzy przez długie lata żyli nim, widzieli go wciąż z chlebem w ręku, z kielichem »w świętych, czcigodnych rękach«[52], ofiarującego im samego siebie. On to był, którego spożywali, którym się poili; on to był prawdziwym barankiem Paschy, skoro dawny baranek został zastąpiony jego krwią. W naszych językach, gdzie każdy żąda bezwarunkowo odróżnienia wyrażenia ścisłego od przenośni, niepodobna uwydatnić tych wszystkich charakterystycznych właściwości stylu, w którym przenośnia, albo powiedzmy lepiej, idea, przybierała kształty zupełnie realne.


Przypisy

  1. Dzieje Apost. I, 15 i nast.; I Kor. XV, 5; Gal. I, 10.
  2. Mat. X, 2 i nast; Marek III, 16 i nast.; Łuk. VI, 14 i nast.; Dzieje Apost. I, 13; Papias u Euzeb. Hist. Eccl. III, 39.
  3. Mat. XIX, 28; Łuk. XXII, 30.
  4. Dzieje Apost. I, 15; II, 14; V, 2—3, 29; VIII, 19; XV, 7 Gal. I, 18.
  5. Co do Piotra patrz wyżej str. 130; co do Filipa patrz Papias, Polykrat i Klemens Aleksandryjski, cytowani u Euzeb. Hist. Eccl. III, 30, 31, 39; V, 24.
  6. Mat. XVI, 20: »Tedy przykazał uczniom swoim, aby nikomu nie powiadali, że on jest Jezus Chrystus«; XVII, 9; Marek VIII, 30; IX, 8.
  7. Mat. X, 26, 27; Marek IV, 21 i nast. Łuk. VIII, 17; XII, 2 i nast. Jan XIV, 22.
  8. Mat. XIII, 10 i nast.; 34 i nast.; Marek IV, 10 i nast.; 33 i nast.; Łuk. VIII, 9 i nast.; XII, 41.
  9. Mat. XVI, 6 i nast.; Marek VII, 17—23.
  10. Mat. XIII, 18 i nast.; Marek VII, 18 i nast.
  11. Łukasz IX, 6.
  12. Łuk. X, 11.
  13. Greckie nowo πανδοκεῖον przeszło do wszystkich języków semickiego Wschodu dla oznaczenia gospody.
  14. Mat. X, 11 i nast. Marek VI, 10 i nast. Łuk. X, 5 i nast. Porów. II List Jana, 10—11.
  15. Łuk. IX, 52 i nast.
  16. Mat. X, 40—42; XXV, 35 i nast. Marek IX, 40; Łuk. X, 16; Jan XIII, 20.
  17. Mat. VII, 22; X, 1; Marek III, 15; VI, 13; Łuk. X, 17.
  18. Mat. XVII, 18—19.
  19. Mar. VI, 13; XVI, 18; List Jakóba V, 14.
  20. Marek XVI, 18; Łuk. X, 19.
  21. Marek XVI, 20.
  22. Marek IX, 37—38; Łuk. IX, 49—50.
  23. Dawny bóg Filistynów, z którego Żydzi zrobili demona.
  24. Mat. XII, 24 i nast.
  25. Dzieje Apost. VIII, 18 i nast.
  26. Mat. XVIII, 17 i nast; Jan XX, 23.
  27. Mat. XIX, 3 i nast.
  28. Mat. XXVIII, 19; porów. Mat. III, 16—17; Jan XV, 26.
  29. Mądr. I, 7; VII, 7; IX, l7; XII, 1; Eccli. I, 9; XV, 5; XXIV, 27; XXXIX, 8; Judyt. XVI, 17.
  30. Mat. X, 20; Łuk, XII, 12; XXIV, 49; Jan XIV, 26; XV, 26.
  31. Mat. III, 11; Mar. I, 8; Łukasz III, 16; Jan I, 26; III, 5; Dzieje I, 5, 8; X, 47.
  32. Dzieje Apost. II, 1—4; XI, 15; XIX, 6. Porów. Jan VII, 39.
  33. Jan XV, 26; XVI, 13.
  34. Peraklitowi przeciwstawiano Katigora (κατήγορος), »oskarżyciela«.
  35. Jan XIV, 16; I List Jana II, 1.
  36. Jan XIV, 26; XV, 26; XVI, 7 i nast. Porów. Filon, De mundi opificio § 6.
  37. Jan XIV, 16. Porów. list wyżej cytowany.
  38. Papias, u Euzebiusza, Hist. eccl. III, 39.
  39. Jan VI, 32 i nast.
  40. W innem miejscu u Jana (IV, 10 i nast.) znajduje się podobne powiedzenie, które spowodowało takie same nieporozumienia.
  41. Cała ta rozmowa ma zanadto styl Jana, abyśmy mogli mniemać, iż jest wiernem odbiciem rzeczywistości. Wszelako zdarzenie samo, przedstawione w roz. VI, nie jest bez podstawy historycznej.
  42. Łuk. XXIV, 30, 35.
  43. Łuk. j. w.; Jan XXI, 13.
  44. Porów. Mat. VII, 10; XIV, 17 i nast.; XV, 34 i nast.; Marek VI, 38 i nast.; Łuk. IX, 13 i nast.; XI, 11; XXIV, 42; Jan VI, 9 i nast.; XXI, 9 i nast. Okolice morza Tyberyadzkiego są w Palestynie jedyne, w których ryba stanowi główny pokarm ludności.
  45. Jan XXI, 13; Łukasz XXIV, 42—43. Porów, najstarsze opisy Ostatniej Wieczerzy, podane lub skorygowane przez de Rossi’ego w rozprawie nad słowem ΙΧΘΥΣ (Specilegium Solesmense de dom Pitra, III, str. 568 i nast.). Myśl anagrammu ΙΧΘΥΣ łączyła się może z najstarszemi tradycyami o roli ryby w czasie uczty ewangielicznej.
  46. Łuk. XXII, 15.
  47. Dzieje Apost. II, 42, 46.
  48. I Kor. XI, 20 i nast.
  49. Mat. XVIII, 20.
  50. Patrz wyżej str. 203.
  51. Jan XII w całości.
  52. Bardzo starożytny kanon mszy greckiej i łacińskiej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.