Żywot Jezusa/Rozdział XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XV.
Początek legendy Jezusowej — Jego własne wyobrażenia o swej roli nadnaturalnej.

Jezus powrócił do Galilei, przestawszy zupełnie wierzyć w judaizm, przejęty już całkiem duchem rewolucyjnym. Myśli jego są teraz bardzo wyraźne. Niewinne aforyzmy pierwszych lat działalności proroczej, wzięte przeważnie od dawniejszych rabinów, piękne kazania na temat moralności z drugiego okresu, wszystko to zamienia się teraz na politykę zdecydowaną. Zakon ma być zniesiony; on sam go zniesie[1]. Przyjdzie Mesyasz; on nim jest. Nastanie królestwo boże; przez niego nastanie. Wie, że padnie ofiarą swej odwagi; ale królestwo boże nie może być osiągnięte bez przecierpienia gwałtu; prowadzą do niego zamieszki i kataklizmy[2]. Syn człowieczy wróci po śmierci w chwale, otoczony legionami aniołów; ci zaś, którzy go odtrącili, będą wytępieni.

Śmiałość podobnej koncepcyi nie powinna nas dziwić. Jezus oddawna uważał swój stosunek do Boga za stosunek synowski. U kogo innego byłaby to niesłychana zarozumiałość; ale on bynajmniej nie przeceniał siebie.

Najpierw przyjął tytuł »Syna Dawidowego«, choć prawdopodobnie nie wziął udziału w niewinnem oszustwie, które trzeba było popełnić dla nadania mu trwałości. Ród Dawidowy, jak się zdaje, wygasł już był oddawna[3]; Asmonejczycy, którzy stanowili ród kapłański, nie mogli się starać o podobny wywód dla siebie; ani Herod, ani Rzymianie nie przypuszczali na chwilę, aby gdzieś w pobliżu żył jakiś potomek owej starożytnej dynastyi. Ale od wygaśnięcia Asmonejczyków wszystkie umysły wierzą w przyjście nieznanego potomka królewskiego, który za lud swój pomści się na wrogach. Wierzono powszechnie, że Mesyasz będzie synem Dawidowym i że jak on urodzi się w Betleem[4]. Pierwotnie myśl Jezusa nie chyliła się bynajmniej ku temu powszechnemu mniemaniu. Wiara ogółu każe Dawidowi zajmować się sprawami całego narodu żydowskiego; królestwo boże Jezusa nie ma z tem nic wspólnego. Jezus uważał się za syna bożego, a nie za syna Dawidowego. Królestwo i wyzwolenie, które głosił, było zupełnie innej natury. Głos powszechny wywarł na nim jednak pewien gwałt. Bezpośrednią konsekwencyą mniemania »Jezus jest Mesyaszem«, było »Jezus jest synem Dawidowym«. Pozwolił tedy nadać sobie tytuł, bez którego nie mógł się spodziewać żadnych rezultatów po swej misyi. Zresztą, jak się zdaje, przyjął go dość chętnie, gdyż ktokolwiek go tym tytułem błagał o cud, czynił go natychmiast[5]. Tu, jak i w niektórych innych okolicznościach życia, Jezus przystosował się do wyobrażeń swego wieku, choć wyobrażenia te nie były jego wyobrażeniami. Ze swym dogmatem o »królestwie bożem« połączył wszystko, co rozpalało serca i wyobraźnię. W ten sam sposób przyjął chrzest Jana, choć nie był mu potrzebny.

Ale zaszła poważna trudność: było nią znane powszechnie narodzenie się Jezusa w Nazaret. Niewiadomo, czy Jezus walczył z tym zarzutem. Może mniej szermowano tym zarzutem w Galilei, gdzie twierdzenie, że syn Dawidowy musi być Betleemczykiem, nie było tak rozpowszechnione. Zresztą dla idealistów galilejskich tytuł »Syna Dawidowego« był już zupełnie usprawiedliwiony, skoro ten, któremu go nadano, miał opromienić chwałą lud i wskrzesić piękne dni Izraela. Może milczenie Jezusa upoważniło jego stronników do tworzenia owych fałszywych genealogii, które miały, wedle ich mniemania, wywieść go z królewskiego rodu?[6]. Czy wiedział coś o tych skomponowanych legendach, które kazały mu narodzić się w Betleem, szczególniej zaś o tej legendzie, która połączyła narodziny jego z popisem ludności przez legata cesarskiego Quirinusa?[7]. Tego nie wiemy. Nieścisłości i sprzeczności w genealogiach[9] upoważniałyby do mniemania, iż genealogie te tworzyła dusza ludu w różnych miejscach bez wiedzy Jezusa[10]. On sam własnemi ustami nigdy siebie nie nazwał Synem Dawidowym. Uczniowie, bezwarunkowo mniej od niego oświeceni, podawali o nim wiele przesadnych wiadomości; on zaś w większej części wypadków nic o tem nie wiedział. Weźmy wreszcie pod uwagę, że w ciągu pierwszych trzech stuleci istniały bardzo poważne frakcye chrześciańskie[11], które kwestyonowały królewskie pochodzenie Jezusa i autentyczność tych genealogii.

Legenda była tym sposobem owocem wielkiej konspiracyi, całkiem spontanicznej, a tworzyła się dokoła jego osoby jeszcze za życia. Każdy wielki wypadek w dziejach wywołał całe cykle podań a Jezus mimo najlepszej woli nie mógłby powstrzymać tej twórczości ludowej. Baczne oko byłoby już może wtedy spostrzegło zawiązek tych opowiadań, które chciały mu przypisać nadnaturalne pochodzenie, czy to wskutek odziedziczonych idei starożytnych, że człowiek niezwykły nie może być owocem połączenia się dwóch płci, czy też wskutek złego zrozumienia jednego rozdziału Izajasza[12], gdzie się doczytywano, że Mesyasz miał się narodzić z dziewicy; czy też wskutek pewnych wyobrażeń o »Tchnieniu bożem«, które sobie przedstawiano jako boską osobę a zarazem jako pierwiastek płodności[13]. Może już o dzieciństwie jego krążyły legendy, które w biografii służyć miały za dowód, że się w nim spełnił ideał mesyanistyczny[14], albo powiedzmy lepiej, że spełniły się przepowiednie, które wedle ówczesnej egzegezy alegorycznej miały się odnosić do przyjścia Mesyasza? Innym razem głoszono, że już od kolebki łączyły go stosunki z wielkimi ludźmi owych czasów, z Janem Chrzcicielem, z Herodem Wielkim, z chaldejskimi astrologami, którzy, jak powiadano, udali się wtedy w podróż do Jerozolimy[15], aby odwiedzić pewnego starca Symeona i staruszkę Annę, których świątobliwość długo żyła w pamięci ludu[16]. Bardzo nieścisła chronologia stanowi kanwę tych przeistoczonych wypadków[17]. Wszelako duch szczególnej dobroci i łagodności przenika te podania, które też dzięki temu stały się uzupełnieniem mów Jezusowych[18]. Szczególnie po śmierci Jezusa podania te poczęły się silnie rozwijać; zdaje się wszakże że już krążyły za jego życia i że powtarzano je z pobożną łatwowiernością i z naiwnym podziwem.

Że Jezus nigdy nie uważał siebie za wcielonego Boga, to żadnej a żadnej nie ulega wątpliwości. Idea podobna nie zgadzała się wprost z duchem żydowskim; a zresztą co do tego niema najmniejszego śladu w ewangeliach synoptycznych[19]; znajdujemy tylko napomknienia w niektórych ustępach ewangielii Jana, ale to nie może być uważane za echo myśli Jezusa. Niekiedy zdaje się, jakgdyby Jezus starał się o zapobieganie podobnej nauce[20]. Oskarżenie, że ogłaszał się Bogiem lub za równego Bogu, uważa nawet Jan w swej ewangielii za oszczerstwo Żydów[21]. W tej to właśnie ewangielii Jezus powiada o sobie, iż jest mniejszym od swego Ojca[22]. W innem miejscu wyznaje znowu, że Ojciec nie objawił mu wszystkiego[23]. Uważa się za coś więcej, niż za zwyczajnego człowieka; ale oddziela go od Boga dal nieskończona. On jest synem Boga; ale wszyscy ludzie są lub mogą się stać tem samem w różnym stopniu[24]. Wszyscy powinni codziennie wyznawać, że Bóg jest ich Ojcem; wszyscy po zmartwychwstaniu zostaną synami Boga[25]. W starym Testamencie zwano dziećmi bożymi istoty, które żadną miarą nie mogły uchodzić za równe Bogu[26]. Słowo »syn« posiada w językach semickich i w języku Nowego Testamentu bardzo rozległe znaczenie[27]. Zresztą pojęcie, jakie Jezus sobie wyrobił o »człowieku«, nie zawierało nic poniżającego, jak pojęcie chłodnych deistów. Według jego poetycznego poglądu na naturę jedno jedyne tchnienie przenika wszechświat: tchnienie człowieka jest tchnieniem Boga: Bóg mieszka w człowieku, żyje przez człowieka, i tak samo człowiek mieszka w Bogu, żyje przez Boga[28]. Wskutek swego transcedentalnego idealizmu Jezus nie wyrobił sobie nigdy jasnego pojęcia o swej własnej osobie. On jest Ojcem, Ojciec jest nim. Żyje w swych uczniach; gdziekolwiek jest, jest przy nich[29]; uczniowie jego stanowią jedność, jak on z Ojcem jedność stanowi[30]. Idea jest dla niego wszystkiem; ciało, warunkujące różność osobników, niczem.

Tytuł »Syn Boży« albo prościej »Syn«[31], stał się tym sposobem dla Jezusa równoznacznym z tytułem »Syn człowieczy« i jak ten ostatni synonimem »Mesyasza«, z tą jedynie różnicą, że Jezus zwał siebie »Synem człowieczym« a jak się zdaje nie nazywał siebie nigdy »Synem Bożym«[32]. Tytuł syn człowieczy wyrażał jego urząd jako sędziego; tytuł zaś Syn Boży jego współudział w boskich celach i jego władzę. Władza ta jest nieograniczoną. Ojciec dał mu wszechmoc. Ma prawo nawet znieść sabat[33]. Bóg zna wszystkich tylko przez niego[34]. Jemu jednemu dał Ojciec władzę sądzenia[35]. Natura jest mu posłuszna; ale ona jest posłuszna każdemu, kto wierzy i modli się; wiara może wszystko[36]. Pamiętajmy, że żadne prawo natury w pojęciu jego i jego słuchaczy nie rozgraniczało możliwości od niemożliwości. Świadkowie jego cudów dziękują Bogu, »że dał ludziom taką władzę«[37]. On odpuszcza grzechy[38]; on jest większy niż Dawid, niż Abraham, niż Salomon, niż prorocy[39]. Nie znamy formy ni miary tych twierdzeń. Nie możemy sądzić Jezusa według regułek naszych konwenansów. Podziw uczniów działał na niego porywająco. Z pewnością nie wystarczał mu obecnie tytuł »rabboniego«, którego używał z początku; nawet tytuł proroka lub wysłańca bożego nie odpowiadał już jego myślom. Teraz uważa się za istotę nadnaturalną i chce, aby mniemano, iż stoi do Boga w stosunku bliższym, niż reszta ludzi. Należy jednak i to uwzględnić, że wyrażenia takie, jak »nadludzki« lub »nadnaturalny«, wzięte z naszej małostkowej teologii, w podniosłem uświadomieniu religijnem Jezusa nie miało żadnego sensu. Dla niego przyroda i rozwój ludzkości nie były obszarami, leżącemi gdzieś po za Bogiem, opłakanemi rzeczywistościami, poddanemi pod ścisłe prawa empiryzmu. Dla niego nie było nic nadnaturalnem, gdyż nie istniała dla niego sama natura. Upojony bezbrzeżną miłością zapomniał o więzach, krępujących ducha ludzkiego; jednym skokiem przesadzał przepaść nieprzebytą dla innych, którą przeciętność ludzkich uzdolnień stwarza pomiędzy człowiekiem a Bogiem.

Niepodobna zaprzeczyć, że w tych twierdzeniach Jezusa tkwił zarodek, z którego później wyróść miała jego boskość[40] identyfikując go ze Słowem[41], czyli »drugim Bogiem«, czyli najstarszym synem Boga[42], lub aniołem Metatronowym[43], stworzonym przez teologię żydowską[44]. Powstała ona w celu złagodzenia zbytniej surowości starego monoteizmu; dodano Bogu niejako asesora, któremu — jak mniemano — Przedwieczny Ojciec powierzył rząd świata. Wierzono także, iż niektóre osoby są wcieleniem przymiotów i »sił« boskich; w tym czasie Samarytanie posiadali cudotwórcę imieniem Szymon, którego identyfikowano z »wielką siłą bożą«[45]. Prawie już od dwóch wieków spekulujące umysły Żydów chciały stworzyć personifikacye przymiotów boskich, lub pewne wyrażenia boskość malujące. Tym sposobem wspominane często w Starym Testamencie — »tchnienie boże« zaczyna być uważane za osobną istotę, za »Świętego Ducha«. Tak samo »Mądrość Boża« lub »Słowo Boże« stają się istotami odrębnemi. Był to zarodek procesu myślowego, który stworzył Sefirotów Kabały, Eonów Gnostycyzmu, Osoby chrześciaństwa, jednem słowem całą tę suchą mitologię istot oderwanych, do których musi się zwracać monoteizm, gdy chce do pojęcia »Bóg« wprowadzić wielość.

Zdaje się, że dla Jezusa pozostała obcą tego rodzaju teologia mędrkująca, która miała niebawem napełnić świat bezpłodnymi sporami. Metafizycznej teoryi o »Słowie«, jak ją mamy przedstawioną w dziełach Filona, współczesnego Jezusowi, albo w Targumach chaldejskich, albo już w »Księdze Mądrości«[46], nie spotykamy ani w Logiach Mateusza, ani wogóle u Synoptyków, którzy są przecież tak autentycznymi tłómaczami słów Jezusa. Doktryna o »Słowie« nie miała w rzeczywistości nic wspólnego z Mesyanizmem. To ewangielista Jan, lub jego szkoła, starali się później udowodnić, że Jezus był »Słowem«, dzięki czemu stworzyli całkiem nową teologię, bardzo różną od nauki o królestwie bożem[47]. Rola »Słowa« jest rolą Stwórcy, Opatrzności; ale Jezus nigdy nie twierdził, że stworzył świat i że nim rządzi. On ma tylko świat sądzić, odnowić. Uważał przedewszystkiem, iż będzie przewodniczył na sądzie ostatecznym i to mu przyznawali wszyscy chrześcianie pierwszych czasów[48]. Aż do tego dnia będzie siedział jako Metatronos po prawicy Boga, jako jego pierwszy minister a późniejszy mściciel[49]. Chrystus nadludzki z obrazów bizantyjskich, jako sędzia świata, siedzący w pośrodku Apostołów, którzy są mu równi i którzy stoją ponad Aniołami, gdyż aniołowie są tylko dla pomocy i usługi — oto dokładny wizerunek owych pojęć o »Synu człowieczym«, których bardzo wyraźne zarodki znajdujemy już w księdze Daniela.

W każdym razie młode chrześciaństwo nie miało na swe usługi ścisłej a przemyślanej scholastyki. Wszystkie idee powyższe, wzięte razem, nie ugrupowały się w duszy uczniów w jakiś jeden określony system, skutkiem czego w ich relacyach Syn Boży, coś w rodzaju zdwojenia bożego, działa zupełnie po ludzku. Przychodzi na niego pokusa; nie wie wielu rzeczy; poprawia sam siebie[50]; bywa zgnębionym, zniechęconym; błaga Ojca, aby mu oszczędził prób; jest poddany Bogu jak syn[51]. On, który ma świat sądzić, nie wie, kiedy ten sąd się odbędzie[52]. Szuka środków dla zabezpieczenia swej osoby[53]. Wnet po narodzeniu trzeba go ukrywać przed ludźmi potężnymi, którzy chcą go zabić[54]. Gdy wygania z opętanych dyabła, ten szydzi z niego i nie ustępuje odrazu[55]. Gdy czyni cuda, wysila się, jest wycieńczony, jak gdyby jakaś siła opuszczała go[56]. Są to wszystko cechy wysłańca bożego, człowieka, którego Bóg strzeże i popiera[57]. Nie można w tem żądać ani logiki, ani konsekwencyi. Chęć Jezusa, aby go uznano, oraz zapał uczniów, zwiększają tylko pełne sprzeczności wyobrażenia. Dla zwolenników mesyanizmu, dla żarliwych czytelników ksiąg Daniela i Henocha był on »Synem Człowieczym«; dla przeciętnych Żydów, dla czytelników Izajasza i Miszny, był on Synem Dawida; dla towarzyszów był on Synem Bożym, lub poprostu Synem. Inni go uważali, a uczniowie nie bronili, za zmartwychpowstałego Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza, według wiary ludu, że starożytni prorocy zmartwychwstaną, aby przygotować czasy Mesyaszowe[58].

Śmiałość tych twierdzeń opierała się na głębokiem przeświadczeniu, albo, powiedzmy lepiej, na nieznającym wątpliwości entuzyazmie. My, zbyt chłodni i powściągliwi, nie pojmujemy, jak można przejąć się w podobny sposób jakąś myślą i stać się jej apostołem. Dla nas, ludów nawskróś surowych, przeświadczenie opiera się na szczerości ze sobą samym. Ale to niema wielkiego znaczenia u ludów wschodnich, nie przywykłych do subtelności krytycznego ducha. Szczerość i kłamstwo to są dla nas pojęcia biegunowe, które się wzajemnie wyłączają. Na Wschodzie istnieje tysiąc przejść i połączeń. Twórcy ksiąg apokryficznych (np. Daniela i Henocha), ludzie nadzwyczajnej egzaltacyi, popełniali dla swoich celów i to bez najmniejszych skrupułów to, co nazwalibyśmy oszustwem. Dla człowieka Wschodu prawda materyalna niema żadnego znaczenia; on patrzy na wszystko ze stanowiska swych myśli, swych interesów, swych namiętności.

Historya byłaby niemożliwą, gdybyśmy się nie zgodzili na to, że szczerość należy pojmować rozmaicie. Wszystkie wielkie rzeczy robi lud; ale ludem nie można kierować bez zgody na jego idee. Czcić należy filozofa, który, wiedząc o tem, staje za szańcem swej wyższości w zupełnem osamotnieniu. Ale nie możemy ganić tego, który, poznawszy iluzye ludu, chce za pomocą nich na lud ów wpływać. Cezar wiedział o tem doskonałe, że nie był synem Wenery; Francya nie byłaby tem, czem jest dziś, gdyby przez tysiąc lat nie wierzono w buteleczkę świętej oliwy z Reims. Nam, ludziom bezsilnym, łatwo dziś zwać to kłamstwem i pysznić się z naszej trwożliwej uczciwości, patrząc z pogardą na tych, którzy w innych zupełnie warunkach umieli podjąć bój na życie i śmierć. Gdybyśmy zdołali tyle zrobić za pomocą naszej skrupulatności, ile oni za pomocą swego kłamstwa, mielibyśmy prawo sądzić ich surowo. Przedewszystkiem zaś należy silnie odróżnić czasy naszej społeczności, gdzie wszystko się dzieje w świetle refleksyi, od czasów owych naiwnie łatwowiernych społeczności, wyłaniających z siebie wiary, które panowały jednak całe wieki. Jeszcze nie powstało nic wielkiego, co nie opierałoby się na legendzie. Jedyną winowajczynią jest tu chyba tylko ludzkość, która chce być oszukiwaną.


Przypisy

  1. Na podstawie chwiejnego zachowania się bezpośrednich uczniów Jezusa możnaby temu twierdzeniu stawić pewne zarzuty. Ale proces Jezusa nie pozostawia pod tym względem żadnych wątpliwości. Przekonamy się, że Jezusa uważano za »uwodziciela«. Talmud przytacza ten proces jako przykład postępowania karnego przeciw »uwodzicielom«, którzy chcieli obalić zakon Mojżeszowy. (Talmud, jeroz. Sanhed. XIV, 16; Talm. Babil. Sanh. 43 a, 67 a).
  2. Mat. XI, 12: »A ode dni Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie gwałt cierpi, a gwałtownicy porywają je«. Łukasz XVI, 16.
  3. Niektórych uczonych, jak Hillela i Gamaliela, wywodzono wprawdzie z rodu Dawidowego. Wywód ten jest bardzo wątpliwej natury. Gdyby istotnie żył ród Dawida i gdyby ogół o tem wiedział, jakżeby to było możliwe, aby taki ród nie brał udziału w wielkich walkach owych czasów, żeby nie występował obok Sadokitów, Boëtuzów, Asmonejczyków, Herodów?
  4. Mat. II, 5—6; XXII, 42; Łukasz I, 32; Jan VII, 41—42; Dzieje Apost. II, 30.
  5. Mat. IX, 27; XII, 23; XV, 22; XX, 30—31; Marek X, 47, 52; Łukasz XVIII, 38.
  6. Mat. I, 1 i nast. Łukasz III, 23 i nast.
  7. Mat. II, 1 i nast. Łukasz II, 1 i nast.
  8. Dokonany przez Quirinusa spis ludności, z którym wiąże się legenda o podroży Józefa i Maryi do Betleem, odbył się przynajmniej o dziesięć lat później, niż według Łukasza i Mateusza narodzenie Jezusa. Według tych ewangielistów Jezus przyszedł na świat za panowania Heroda (Mat. II, 1, 19, 22: »A gdy się Jezus narodził w Betlehemie judskiem za dni Heroda, Króla« — »A gdy umarł Herod« — »Lecz gdy usłyszał, iż Archelaus królował w Judzkiej ziemi na miejscu Heroda, ojca swego«; Łukasz I, 5: »Był za dni Heroda, Króla Judzkiego, kapłan niektóry imieniem Zacharyasz«). Prócz tego spis ludności, uskuteczniony przez Quiriniusa, miał miejsce dopiero po ustąpieniu Archelausa, tj. w dziesięć lat po śmierci Heroda, więc r. 37 od bitwy pod Actium. (Józ. Flav. Ant. XVII, XIII, 5: »Ceterum ditione Archelai Syriae contributa, missus est a Caesare Quirinus, vir consularis, ut censum ageret bonorum in Syria et Archelai domum addiceret«; XVIII, I, 1: »Venit Quirinus etiam in Judaeam Syriae additam, ur eorum bona censeret et Archelai pecuniam addiceret«, także II, 1). Inskrypcyę, na której się opierano dla udowodnienia, że Quirinus dokonał spisu dwa razy, uznano za fałszywą (patrz: Orelli Inscr. lat. N. 623 z dopiskiem Henzena; Borghesi »Roczniki konsulów« do 742 r.). W każdym razie spis mógł być dokonany tylko w ziemiach, zamienionych na prowincye rzymskie a nie w teatrarchiach. Teksty, za pomocą których starano się wykazać, że spis nakazany przez Oktawiana Augusta przeciągnął się do czasów wielkorządcy Heroda, albo tego bynajmniej nie dowodzą, albo też pochodzą od autorów chrześciańskich, którzy te dane wyjęli z Ewangelii Łukasza. Najlepszym dowodem niehistoryczności faktu podróży rodziny Jezusa do Betleem są pobudki tej podroży. Jezus nie był potomkiem Dawida (patrz dalej roz. XV), a gdyby nawet nim był, to nie kazanoby jego rodzicom dla celów szacunku majątkowego czy podatkowego wędrować do miejscowości, którą ich przodkowie opuścili przed wiekami. Przez nałożenie na nich takiego obowiązku władza rzymska sankcyonowałaby niejako niebezpieczne dla siebie uroszczenia rodu Dawidowego.
  9. Obie genealogie są z sobą w sprzeczności a prócz tego nie zgadzają się z wykazami Starego Zakonu. Opowiadanie u Łukasza o popisie Quiriniusa zawiera anachronizm. (Porównaj [8]). Jest to rzecz całkiem naturalna, że legenda zahaczyła o to zdarzenie. Spis ludności oburzał Żydów i długo nie wychodził im z pamięci. Porów. Dzieje Apost. V, 37.
  10. Jul. Africanus (u Euzebiusza, H. E. I. 7) przypuszcza, że genealogie te są dziełem krewnych Jezusa, którzy uszli do Batanei.
  11. »Ebionici«, »Hebrajczycy«, »Nazarejczycy«, Tatian Markion. Por. Epif. Adv. haer. XXIX, 9; XXX, 3, 14; XLVI, 1; Teodoret, Haeret. fab. I, 20; Izydor z Pelusium, Epist. I, 371, ad Pansophium.
  12. Mat. I, 22—23 »A oto się wszystko stało, aby się wypełniło, co powiedziano od Pana przez Proroka, mówiącego: Oto Panna będzie brzemienna i porodzi syna a nazowią imię jego Emmanuel, co się wykłada: Bóg z nami«. (Izajasz VII. 14).
  13. Genesis I, 2: »A ziemia była niekształtna i próżna i ciemność była nad przepaścią, a Duch Boży unaszał się nad wodami«. W kwestyi podobnych pojęć Egipcyan patrz u Herodota III, 28; Pomp. Mel. I, 9; Plutarch, Quaest. Symp. VIII, I, 3; De Isid. et Osir. 43.
  14. Mat. I, 15, 23; Izajasz VII, 14 i nast.
  15. Mat. II, 1 i nast.
  16. Łukasz II, 25 i nast.
  17. Tak samo prawdopodobnie legenda o wymordowaniu niewiniątek odnosi się do jakiegoś okrucieństwa, które Herod popełnił w pobliżu Betleem. Porów. Józef. Flav. Ant. XIV, IX, 4.
  18. Mat. I i II; Łukasz I i II; Św. Justyn, Dial cum. Tryph. 78, 106, Protowang. Jakóba (apokr.) 18 i nast.
  19. Niektóre ustępy, np. w Dziejach Apost. II, 22, wprost wykluczają to pojęcie: »Mężowie Izraelscy! słuchajcie słów tych Jezusa onego Nazareńskiego Męża, od Boga wstawionego u was mocami i cudami i znamionami, które Bóg czynił przezeń pośrodku was, jako i wy sami wiecie«.
  20. Mat. XIX, 17: „Przecz mię zowiesz dobrym? nikt nie jest dobry, tylko jeden, to jest Bóg“. Marek X, 18; Łukasz XVIII, 19.
  21. Jan V, 18 i nast.; X, 33 i nast.
  22. Jan XIV, 28.
  23. Marek XIII, 35.
  24. Mat. V, 9, 45; Łukasz III, 38; VI, 35; XX, 36; Jan I, 12—13; X, 34, 35. Porów. Dzieje Apost. XVII, 28—29; Do Rzym. VIII, 14, 19, 21; IX, 26; II Kor. VI, 18; Galat. III, 26 i w Starym Testamencie Deuter XIV, 1, zwłaszcza Mądrość Salomon. II, 13, 18.
  25. Łukasz XX, 36.
  26. Gen. VI, 2; Hiob. I, 6; II, 1; XXVIII, 7; Psalmy II, 7; LXXXII, 6; II Sam. VII, 14.
  27. Syn dyabła (Mat. XIII, 38; Dzieje Apost. XIII, 10): Synowie tego świata (Marek III, 17; Łukasz XVI, 8; XX, 34); synowie światłości (Łukasz XVI, 8; Jan XII, 36); synowie zmartwychwstania (Łukasz XX, 36); synowie królestwa (Mat. VIII, 12; XIII, 38); synowie łożnicy (Mat. IX, 15; Marek II, 19; Łukasz V, 34); synowie zatracenia (Mat. XXIII, 15); synowie pokoju (Łukasz X, 6) i t. d. Pamiętajmy, że pogański Jowisz zwie się πατήρ ανὂρῶν τε δεῶν τε.
  28. Porów. Dzieje Apost. XVII, 28.
  29. Mat. XVIII, 20; XXVIII, 20.
  30. Jan X, 30; XVII, 21. Patrz zwłaszcza końcowe rozmowy u Jana, w szczególności zaś roz. XVII, gdzie pewna strona psychologii Jezusa jest dobrze uchwycona, choć ustępów tych nie można bynajmniej uważać za prawdziwe dokumenty historyczne.
  31. Odnośne ustępy są zbyt liczne, aby je tu przytaczać.
  32. Tylko w ewangielii według Jana Jezus mówi o sobie »Syn Boży« lub »Syn«.
  33. Mat. XII, 8: »Albowiem Syn Człowieczy panem jest i sabatu«. Łukasz, VI, 5.
  34. Mat. XI, 27: »Wszystkie rzeczy dane mi są od Ojca mego i nikt nie zna syna, tylko ojciec, ani ojca kto zna, tylko syn, a komuby chciał syn objawić«.
  35. Jan V, 22.
  36. Mat. XVII, 18—19; Łukasz XVII, 6.
  37. Mat. IX, 8.
  38. Mat. IX, 2 i nast.; Marek II, 5 i nast.; Łuk. V, 20; VII, 47—48.
  39. Mat. XII, 41—42; XXII, 43 i nast.; Jan VIII, 52 i nast.
  40. Patrz głównie u Jana roz. XIV i nast. Zachodzi jednak wątpliwość, czy jest to autentyczna nauka Jezusa.
  41. Filon. cytowany u Euzebiusza, Praep Evang. VII, 13.
  42. Filon, De migr. Abraham, § 1: Quod Deus immut. § 6; De confus. ling. §§ 14 i 28; De profugis § 20; De somniis, I, § 37; De agric. Noe § 12; Quis rerum divin. haeres, § 25 i nast., § 48 i nast. etc.
  43. Μετάδρονος; t. j. dzielący tron z Bogiem, rodzaj Bożego sekretarza, rejestrującego zasługi i grzechy: Bereszyt Rabba, V, 6 c; Talmud Babil. Sanhedryn, 38 b; Chagiga, 15 a; Targum Jonatana, Gen. V, 24.
  44. W tej teoryi o Logosie niema pierwiastków greckich. Porównanie z Honowerem Parsów także jest nieuzasadnione. Minokired czyli »boska inteligencya« jest już bardziej zbliżona do żydowskiego Logosu. (P. fragmenty księgi zatytułowanej Minokired, u Spiegla, Gramatyka Parsów str. 161—162). Ale rozwój nauki Minokiredu Parsów należy już do nowszych czasów; mogły tu oddziałać obce wpływy. »Inteligencya boska« (Mainyu Khratu) figuruje wprawdzie w księgach Zendów, ale nie stanowi podwalin żadnej teoryi; napotykamy ją tylko w kilku inwokacyach. Również mają pewną wartość zestawienia pomiędzy aleksandryjskiem »Słowem« a niektórymi punktami teologii egipskiej. Wszelako brak zupełny śladów, aby w stuleciach, poprzedzających Chrystusa, judaizm palestyński coś zapożyczył z Egiptu.
  45. Dzieje Apost. VIII, 10. (»Tenci jest ona moc Boża wielka«).
  46. IX, 1—2; XVI, 12. Porów. VII, 12; VIII, 5 i nast.; IX i wogóle od IX—XI. Takie ucieleśnienie Mądrości znajduje się i u znacznie starszych pisarzy. Przyp. Salom. VIII, IX; Hiob XXVIII.
  47. Jan, Ewang. I, 1—14; I List V, 7; Apokal. XIX, 13. Każdy może się przekonać, że wyraz »Słowo« znajduje się u Jana w ewangielii tylko na wstępie a z ust Jezusa nie słyszymy go w tej ewangielii nigdy.
  48. Dzieje Apost. X, 42
  49. Mat. XXVI, 64; Marek XVI, 19; Łukasz XXII, 69; Dzieje VII,  55; Do Rzym. VIII, 34; Efez. I, 20; Kol. III, 1; Hebr. I, 3, 13; VIII, 1; X, 12; XII, 2; I List Piotra III, 22; Patrz wyżej znaczenie Metatronosa żydowskiego.
  50. Mat. X, V w porównaniu z XXVIII, 19.
  51. Mat. XXVI, 39; Jan XII, 27.
  52. Marek XIII, 82;
  53. Mat. XII, 14—16; XIV, 13; Marek III, 6—7; IX, 29—30; Jan VII 1 i nast.
  54. Mat. II, 20.
  55. Mat. XVII, 20; Marek IX, 25.
  56. Łuk. VIII, 45—46. Jan XI, 33, 38.
  57. Dzieje Apost. II, 22.
  58. Mat. XIV, 2; XVI, 14; XVII, 3 i nast.; Marek VI, 14—15; VII, 28; Łukasz IX, 8 i nast. 19.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.