Wspomnienia z mego życia/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Werner Siemens
Tytuł Wspomnienia z mego życia
Redaktor Franciszek Juliusz Granowski
Wydawca Franciszek Juliusz Granowski
Data wydania 1904
Druk Aleksander Tad. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz M. S.
Tytuł orygin. Lebenserinnerungen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Harzburg, czerwiec 1891.

Od dwóch lat w końcu czerwca przyjeżdżam tu na parę tygodni, żeby nad pamiętnikiem tym popracować, a tym razem nie wyjadę ztąd, dopóki go nie skończę. Kilka razy probowałem w Charlotenburgu zabrać się do tej pracy, ale tam, gdzie wszystko pędzi naprzód, nie umiem myśli mojej zwracać ku przeszłości i nad nią jej zatrzymać. Przyzwyczajenie staje się drugą naturą. Nigdy, co prawda, nie mogłem myśli mojej oderwać zupełnie od zamiarów moich i planów i dlatego nigdy nie mogłem całą duszą cieszyć się obecną chwilą, tylko przelotnie odczuwałem jej szczęście. Z drugiej strony znowu życie, które jest w połowie rozmyślaniem i projektem, a czasem marzeniem, w połowie zaś wypełnione energiczną, świadomą swego celu działalnością, także wielki ma urok. Przynosi ono radości najczystsze i najpodnioślejsze, do jakich człowiek jest zdolny. Gdy jakieś prawo natury, dotąd tylko za mgłą duchowi naszemu ukazujące się, nagle jasno staje nam przed oczami, gdy znajdujemy klucz do kombinacyi mechanicznej, dotąd napróżno szukanej, gdy brakujące ogniwo łańcucha myślowego szczęśliwie się dopasuje, wtedy wynalazca doznaje uczucia radości z odniesionego zwycięztwa; samo to uczucie sowicie mu wynagradza poniesione trudy i stawia go na wyższym szczeblu życia duchowego. Upojenie to, co prawda, trwa zazwyczaj krótko. Samokrytyka wykrywa wkrótce ciemne plamy na odkryciu, prawdziwość jego podaje w wątpliwość, a przynajmniej w ciasnych zamyka je granicach; a co najczęściej niestety się zdarza, następuje poznanie, że odkrycie jest rzeczą bardzo starą, w nową szatę ubraną. Dopiero, gdy najsurowsza samokrytyka pozostawi ziarno zupełnie zdrowe, wtedy zaczyna się systematyczna ciężka praca nad wydoskonaleniem samego odkrycia, a potem walka o powołanie go do życia bądź w nauce, bądź w technice — i tu przepada większa część odkryć i wynalazków. Dlatego też praca wynalazcy daje wprawdzie chwile majestatycznej radości, ale i dłuższe nierównie chwile rozczarowania, nawet zwątpienia. Ogół w zasadzie zwraca uwagę tylko na tych wynalazców, którzy bez trudu wpadli na jakiś szczęśliwy i pożyteczny pomysł, wyzyskali go bez wielkiej pracy i doszli do sławy i majątku; albo na owych specyalistów polujących na wynalazki, których zadaniem życia jest stosowanie techniczne rzeczy znanych i zapewnianie sobie patentów. Ale nie tacy ludzie prowadzą ludzkość na nowe tory, nie oni pracują nad jej udoskonaleniem i zdobywaniem szczęśliwszych warunków bytu. To mogą osiągnąć tylko tacy, którzy bądź w cichej pracy naukowej, bądź w wirze działalności technicznej poświęcają całe swoje istnienie i każdą myśl postępowi samemu, jako najwyższemu celowi. Czy dany wynalazek znajdzie uznanie i zastosowanie praktyczne i czy stanie się źródłem majątku dla autora, to jest rzeczą czystego przypadku. Niestety przykłady, uwieńczone pomyślnym rezultatem, wpływają niezmiernie zachęcająco i ztąd ta armia wynalazców bez niezbędnego wykształcenia, bez samokrytyki rzucających się na pracę wynalazczą, która zwykle prowadzi ich do zguby. Zawsze miałem sobie za obowiązek zwracać tak zaślepionych ludzi z tej niebezpiecznej drogi, a kosztowało mnie to zawsze niemało czasu i trudu. Niestety, usiłowania moje rzadko kiedy odniosły pożądany skutek; tylko wyraźna przegrana i nędza doprowadza niekiedy tych wynalazców do uznania swego błędu.
Dwa zwłaszcza pomysły wynalazcze nieskończoną ilość razy już poprowadziły na manowce, nawet zgubiły ludzi o wybitnych zdolnościach i odznaczających się w zakresie właściwej im działalności, to jest wynalazek t. zw. perpetuum mobile, czyli maszyny samodziałającej i samowytwarzającej energię; i drugi; kierowanie balonami. Zdawałoby się, że prawo zachowania energii tak się już ugruntowało w świadomości ogółu, że wytwarzanie siły pracującej z niczego powinno uchodzić za równie niemożebne, przeciwne naturze, jak wytwarzanie materyi; a jednak pokolenia całe przeminą, zanim taka podstawowa prawda, jako taka, ogólnie przyjętą zostanie. Jeżeli kto raz ulegnie temu nieszczęsnemu obłędowi, jakoby znalazł drogę do konstruowania maszyn pracujących wyłącznie na podstawie mechanicznej konstrukcyi, bez udziału żadnej energii z zewnątrz doprowadzonej, ten popadł już w nieuleczalną chorobę umysłową, której nie pokona żadne nauczanie, ani nawet najboleśniejsze doświadczenie. To samo można powiedzieć o usiłowaniach, tyczących się kierowania balonami. Dla każdego umysłu mechanicznie wyszkolonego zagadnienie to przedstawia się bardzo prosto. Niewątpliwie możemy zbudować maszynę do latania, wzorując się na zwierzętach latających, o ile potrafimy zadosyć uczynić najgłówniejszemu warunkowi, a warunek ten jest: żebyśmy mieli maszyny równie lekkie i mocne jak mięśnie i kości zwierząt latających i żebyśmy nie zużywali więcej paliwa, jak one. Niech tylko mechanizm taki zostanie wynaleziony, a wtedy każdy zręczny mechanik zbuduje maszynę do latania w powietrzu. Ale wynalazcy zaczynają zawsze od końca: wynajdują maszyny do latania, nie posiadając siły potrzebnej do poruszania ich. Jeszcze gorzej dzieje się z kierowaniem balonów. W zasadzie zagadnienie to jest rozwiązane: każdy bowiem balon posiada w łódce mechanizm czyli urządzenie, za pomocą którego można balon w tę, czy w ową stronę powoli skierować, o ile powietrze jest spokojne, tj. bez wiatru. Ale odbywać się to może tylko powoli, gdyż nie posiadamy dosyć lekkich motorów, ażeby znacznej objętości balon szybko pędzić w powietrzu, a dopiero pod wiatr, a powtóre dlatego, że materyał balonu nie zniósłby oporu powietrza, gdyby nawet takie maszyny istniały. Kształt podłużny, nadawany przez owych wynalazców balonowi, ażeby ten lepiej pruł fale powietrza, podnosi jego ciężar przy tej samej objętości — niema więc znaczenia. To samo tyczy się pochyłych powierzchni, które mają wpływać na ulżenie ciężaru.
Oprócz tych dwóch zagadnień, jest jeszcze wiele innych, na które wynalazcy tracą czas i pieniądze, nie rozumieją bowiem, że dotąd technika nie posiada środków na ich przeprowadzenie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Werner von Siemens i tłumacza: anonimowy.