Słownik prawdy i zdrowego rozsądku/W

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Bartoszewicz
Tytuł Słownik prawdy i zdrowego rozsądku
Data wydania 1905
Drukarz Jan Cotty
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały słownik
Pobierz jako: Pobierz Cały słownik jako ePub Pobierz Cały słownik jako PDF Pobierz Cały słownik jako MOBI
Indeks stron
W.

Wagony służą do przewożenia towarów, ludzi i bydła. Towary składa się w nich w miarę miejsca, — każde bydlę zajmuje wyznaczoną przestrzeń. Tylko przewóz ludzi odbywa się bez względu na to, czy jest dla nich miejsce, czy go niema.
Wanda, królowa, stanowcza przeciwniczka polityki Koła polskiego. Starał się o nią jakiś książę niemiecki Rytygier; nie mogąc się od niego odczepić, postanowiła skończyć samobójstwem. Ponieważ jednak za jej czasów nie było aptek, ani zapałek siarkowych, ani tramwaju elektrycznego, a i prochu jeszcze nie wynaleziono, rzuciła się nieszczęśliwa do Wisły, nie uwiadomiwszy wprzód o swym zamiarze krakowskiej straży ratunkowej. Dziś żyją różne Wandy, ale nie słychać, aby która odmówiła ręki księciu niemieckiemu, a wiele z nich wychodzi nawet za niemieckich rajzenderów, nie mówiąc już o porucznikach.
Warszawa leży na lewym brzegu Wisły, na co zgadzają się wszyscy nasi geografowie, a w czem niektórzy upatrują skłonność znacznej części Warszawiaków do życia na lewą rękę. Mieszkańcy dzielą się na mężczyzn i kobiety, z dość sporą tych drugich przewagą (ostatni spis urzędowy wykazuje 15,760 więcej kobiet, niż mężczyzn), co też warszawianki (ob.) stosownie wyzyskać umieją. Statystyka dzieli jeszcze mieszkańców na stałych i „niestałych“ — ilość niestałych kobiet jest znacznie większa, co dobrze świadczy o płci brzydkiej. Warszawiacy odznaczają się zamiłowaniem do winta i totalizatora. Bardzo wielu między nimi jest myśliwych, łyżwiarzy, wioślarzy i t. p. Po przedmieściach i na dalszych ulicach spotykamy dużo nożowców, którzy pracują również i w ogrodzie Saskim. Starsi warszawiacy noszą bez wyjątku tytuł radców, usprawiedliwiony najczęściej tem, że udzielają rad swym żonom, a te ich naturalnie nie słuchają.
Warszawa nie lubi placów i ogrodów, stara się więc je szczelnie zabudowywać. Przez zamiłowanie do elegancji znosi co roku parę starych stylowych budynków, co martwi zwolenników starzyzny, nierozumiejących ducha czasu.
O Warszawie można dużo pisać, co też autor Słownika czynił niejednokrotnie. Nie chcąc się powtarzać, a nie mogąc również wypowiedzieć wszystkiego, co ma na sercu, woli przejść do innego przedmiotu a tym są: Warszawianki
Warszawianki. Istoty, mające prawo do noszenia tej nazwy, dzielą się na dwa główne działy: pobielane i au naturel. Ten ostatni rodzaj więcej jest na targach małżeńskich poszukiwany i dochodzi czasami do cen bajecznych. Dział pobielany rozgałęzia się jeszcze na: własnowłose i cudzowłose; własnozębne i cudzozębne, różowane i żyłkowane, z biustem naturalnym i podrabianym, Battistinistki i Anzelmistki i t. d. Warszawianki obu działów posiadają przeważnie małe nóżki, drobne rączki, są zgrabne, rozmowne i dowcipne. Mało między niemi gęsi, dużo gołębic, turkawek, kokoszek, łabędzi. Pawice chodzą w niedzielę o g. ½ 1-szej do kościoła Św. Krzyża, potem przeciągają przez ogród Saski, lub każą się wozić w aleje Ujazdowskie; rozmawiają one żargonem nadsekwańskim, szeleszczą ogonami i cuchną aptekarskiemi wyrobami z Paryża. Warszawiacy wielce sobie chwalą rodzaj „szwaczek“ — są to podobno bardzo ładne, miłe i sprytne aniołki, — brak czasu nie dozwolił wszakże autorowi Słownika przekonać się o ile pod tym względem warszawiacy są prawdomówni.
Na zakończenie przytoczę mało znany wierszyk, napisany przed laty przez jakiegoś przeciwnika i zwolennika zarazem warszawianek, — nie przyjmując za treść jego odpowiedzialności. Wyraża się on tak o Warszawiance:

Jadowite ócz jej strzały,
Serce pełne gadów, węży,
Każda swego Jasia, Stasia,
Pod pantoflem swym ciemięży.


Każda mówiąc o miłości,
Okiem w inną stronę strzela;
I jak Ewa tak ulega
Słowom węża kusiciela.

Z jej usteczek koralowych,
Wciąż wygląda djablik mały;
Chce by do jej drobnych nóżek,
Plackiem padał naród cały.

Ubiór modny jej marzeniem,
Ideałem zaś fryzura;
Cukierkami się objada,
U Clotina, Loursa, Toura.

Lubi flircik i ślizgawki,
Teatr, spacer, cyrki, bale;
Całą piersią chce oddychać,
W hucznym życia karnawale,

Lecz choć wszystkie są zdradliwe,
I złośliwe jakby żmijki;
To pomimo to jednakże,
Bardzo lubię te bestyjki.

I pragnąłbym, aby w niebie,
Gdy opuszczę życia szranki,
Dał Piotr święty mi pokoik
Obok jakiej Warszawianki.

Od siebie autor Słownika doda jeszcze, że znał i zna w Warszawie kobiety tak wielkiego serca i takiego poczucia obowiązków, że żart i satyra powinny stać przed niemi z odkrytą i pochyloną głową.
Wawrzyn, to samo co liście bobkowe. Używa się ich zarówno do potraw mięsnych, jak do wieńczenia poetów i artystów.
Wdowa recydywistka choroby panieńskiej. Patrz pod: mężobójczyni, ugór, wędzonka i t. d.
Wegetarjanie, ssaki roślinożerne o niewykształconem podniebieniu. Obchodzą się bez jaj, mięsa, a nawet mleka, — bez tego ostatniego zazwyczaj dopiero od drugiego roku życia. Dla zasady żenią się z kobietami bardzo chudemi. Życie ich jest wegetacją, ztąd pochodzi ich nazwa.
Wenera, kobieta pogardzająca strojami. Dla tej wyjątkowej cnoty starożytni zrobili ją bóstwem, pomimo bardzo podejrzanego prowadzenia się.
Weksel, kawałek papieru, mający dopóty pewną realną wartość, dopóki nie jest opatrzony podpisami. „Żyrantami“ wekslowymi są ludzie dobrzy albo dobroduszni. Kto jest bez zajęcia, podpisując weksle łatwo się może doczekać zajęcia. Protest wekslowy więcej znaczy, niż wszelkie inne, choćby olbrzymie i zbiorowe protesty.
Węgiel, rzecz kopalna. Można spalić na węgiel drzewo, serce, pieczeń i tym podobne przedmioty. Spaleniznę najmniej znać na sercu kobiecem, stąd tak wielu mężczyzn daje się na nie łapać; najzwyklejszym objawem tej spalenizny jest flirt, który bywa podwójny, potrójny, poczwórny i t. d., stosownie do ilości nadających się osobników męskich. W Warszawie do najdroższych przedmiotów płaconych na wagę złota, należy węgiel kamienny.
Węgry lub wągry, tasiemiec nierogacizny, najwięcej rozpowszechniony w Austrji. Wyrządza wielką szkodę ludom słowiańskim, wrzynając się w ich ciało. Węgierska literatura cieszyła się wielkiem powodzeniem w Warszawie; firma Fukierów do dziś dnia zajmuje pierwszorzędne miejsce między jej wydawcami.
Wichrzycielami nazywają konserwatyści wszystkich ludzi biednych, którzy pragną jako tako jeść i jako tako się przyodziać.
Wieczysty ruch (perpetuum mobile), patrz: język babski.
Wiedeń, raj patrjotów galicyjskich, wielka targowica, na której sprzedają się interesy krajowe, a nabywają się ordery i tytuły. Przed laty 222 niejaki Sobek, zostający pod pantoflem swej baby, za jej namową ochronił to miasto piersią swoją i swoich towarzyszy przed nawałą barbarzyństwa, za co wdzięczni panowie Wiednia, potomkom jego zabrali trzecią część ich włości.
Wieki średnie dzielą historycy na trzy okresy (od r. 476 do 1492) — obecnie przeżywamy okres czwarty. Oznakami jego są: pojedynki, ordynacje, gorsety i inne tortury, komisje kolonizacyjne...
Wieś, patrz pod: pachciarz, Magda, Burek, piachy, złe drogi, koguty, wrony, sieczka, kura na jajach, żur, mięso krowie, muchy, gruszka w polu, bydło w szkodzie, żaby, komary, bąki, poczta raz na tydzień i t. d. Przed laty znany był wiersz o rozkoszach wiejskich, którego pierwsze zwrotki brzmiały:

Wsi spokojna, wsi wesoła,
Ciebie wielbię pod niebiosa:
Rano spędzam muchy z czoła,
Wieczór spędzam muchy z nosa.

Ze spokojem niezrównanym
Dnie i noce mile cieką —
Mleko słodkie pijam rano,
Wieczór piję kwaśne mleko.


Wzrok wybiega het w parowy
I na wrażeń moc obfitą —
Rano widzę: żyto, krowy...
Wieczór widzę krowy, żyto...

Dalszych zwrotek autor „Słownika“ nie pamięta.
Wint, środek do przemiany ludzi łagodnych na pasjonatów. Najgrzeczniejszem wystąpieniem takiego chwilowego pasjonata jest słodkie zapytanie, skierowane do spółgrającego: „Pan dobrodziej zapewne pierwszy raz w życiu widzi karty; czy pan rozróżnia już damę od króla?“ Wyrażenia więcej poważne: „Trzeba być zieloną małpą“, „Rozumniejszych do Tworek pakują“, i t. d., i t. d.
Wielbłąd, ssak przeżuwający, bezrogi. Jestto wielkie zwierzę, niezgrabne, łagodne, cierpliwe. Wielbłądy w postaci ludzkiej są bardzo poszukiwane na mężów, gdyż mają wszystkie przymioty wyżej wyliczone, z wyjątkiem tym jedynie, że bywają często rogate. „Bogaczom zapamiętałym trudniej do Boga iść, niż wielbłądowi przez igielną dziurę“ (Seklucjan).
Wieprz, rzeka lub „kwiczoł szczecisty“, rodzaj eunucha, ma wartość dopiero po śmierci.
Wiercibrzuch, patrz pod: polityk.

Wierszorób, spokojny warjat. Dowodzi np. rymami, że na wiosnę bywa zielono, a w zimie śnieg. Lubi porównywać się z orłem lub słowikiem. Majaczy o usteczkach, czarnych oczach, falujących łonach. Ma pretensję do każdej dziewczyny, aby się w nim kochała i potępia każdą mężatkę, niechcącą dla niego zdradzić swojego męża. Ma się za poetę zapominając, co już stary Dmochowski powiedział:

Nie wszysko jest poezją, co się nią nazywa,
Są to rymy, są słowa, lecz na duchu zbywa.

Wino robiono dawniej z winnych jagód. Kupiec winny rzadko bywa niewinny. Patrz pod: lura, ocet, borówki, spirytus, gliceryna.
Wisła, rzeka, płynąca w trzech państwach, stąd też i nad brzegami jej mieszkają trzy narody: krakowski, warszawski i wielkopolski, żywiące nawzajem dla siebie nieprzyjazne uczucia. Jeżeli np. chce kto drukiem zmiażdżyć w Warszawie choćby warszawiaka, ale mieszkańca Krakowa, to, jako największej dla niego obelgi, używa wyrażenia: ty krakowiaku! — w Krakowie tego sposobu polemiki redakcje nie dopuszczają, natomiast w ogólnem przekonaniu mieszkańców stolicy Piastów i Stańczyków, warszawiak uchodzi za coś niesłychanie marnego, za stworzenie, mające o tyle rację bytu, że da go się czasem „naciągnąć“ na cele publiczne. To też „porządni krakowianie“ nigdy nie przyjeżdżają do Warszawy, jeżeli nie mają interesu — stąd zaledwie setna ich część zna Warszawę, a niema ani jednego, któryby nie był przynajmniej raz na rok w Wiedniu.
Włochy, państwo i zarazem przystanek kolei warszawsko-wiedeńskiej. Warszawa lubi włoską operę, a nie lubi cygar włoskich, choć te ostatnie są i tanie i dobre, a ta pierwsza jest i zła i droga.
Wniosek, rodzaj domku z kart, bo naprzód bywa stawiany, a potem obalany.
Woda jest dobra, zwłaszcza w postaci zdrobniałej: wódka, wódeczka, wódziunia. Ludzie doświadczeni twierdzą, że woda jest najlepsza z darów Bożych, ale skromność nie dozwala im najlepszych rzeczy pragnąć i dlatego też poprzestają na piciu rzeczy gorszych, jak: piwo, wino, likier, porter i t. d.
Wodociąg, członek stowarzyszenia Eleuterja, pomimo to stojący zawsze na niepewnych nogach. Miasta nie posiadające wodociągów nie zawsze mają dobrą wodę, ale zawsze jakąś mają; miasta z wodociągami często nie mają żadnej wody. W Warszawie wodociąg ma o tyle byt zapewniony, że Wisła prawdopodobnie prędko nie wyschnie.
Wojewoda, wielki dygnitarz w dawnej Polsce. Wojewodowie pozostawili olbrzymie potomstwo, w przeciwieństwie do chudopachołków. Co szlachcic, choćby z żydów pochodził, albo miał dziada ekonomem, zawsze przy pomocy heraldyków za umiarkowaną cenę znajdzie w swym rodzie wojewodę lub kasztelana, a rzadko dziś o szlachcica, coby się powoływał na biednych przodków.
Wojna sposób na przeludnienie. „Wojny domowe“ na większą skalę należą już do historji, za to mniejsze wojny domowe spotykać można codziennie tak w chatach jak i w pałacach. Zwycięstwo w nich zazwyczaj bywa po stronie płci słabszej.
Wół tytularny małżonek. Z oznak małżeńskich pozostały mu tylko rogi.
Wróbel, ptak tak nazwany z powodu, że należy do rzędu wróblowatych. Jest wzorem miłości małżeńskiej.
Wydział — kilku lub kilkunastu panów, wybranych na to, aby za innych coś robili. Zazwyczaj jednak zawodzą pokładane w nich nadzieje, a stąd powstaje obecnie przysłowie: „Jeszcze nikt nie widział, by co zrobił wydział.“
Wyjec, afrykańska małpa szerokonosa z chwytnym ogonem; wieczorami napełnia lasy przeraźliwym wyciem. Wyjce afrykańskie, patrz pod: opera. Galicyjski wydział krajowy otacza młodych wyjców płci obojga szczególną protekcją, udzielając im zapomóg na kształcenie strun głosowych.
Wykład publiczny, środek na bezsenność.
Wynalazca — człowiek, nie mający nic wspólnego ze Szczepanikiem.
Wyścigi, jedyna wielka finansowa operacja warszawska, w której biorą zarówno udział przedstawiciele czoła społeczeństwa, jak i innych podrzędniejszych jego członków. Jednego dnia Lafirynda po Flondrze i Zdechlaku (synu Sankiulota) przybiega do mety o pół głowy przed Oberwańcem, synem Kolumba i Putyfary, a na drugi dzień tenże sam Oberwaniec bije o dwie długości Lafiryndę. Każdy taki dziejowy wypadek (a jest ich dziennie 7 do 8) sprowadza obrót kilkunastu tysięcy rubli. Prócz wyścigowych koni wyścigowe damy (grzeczne przy starcie, kosztowne przy finishu), wyścigowe programy i wyścigowi dziennikarze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Bartoszewicz.