Słownik prawdy i zdrowego rozsądku/Warszawianki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Bartoszewicz
Tytuł Słownik prawdy i zdrowego rozsądku
Data wydania 1905
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne W – wykaz haseł
W – całość
Indeks stron
Strona w Wikisłowniku Strona w Wikisłowniku

Warszawianki. Istoty, mające prawo do noszenia tej nazwy, dzielą się na dwa główne działy: pobielane i au naturel. Ten ostatni rodzaj więcej jest na targach małżeńskich poszukiwany i dochodzi czasami do cen bajecznych. Dział pobielany rozgałęzia się jeszcze na: własnowłose i cudzowłose; własnozębne i cudzozębne, różowane i żyłkowane, z biustem naturalnym i podrabianym, Battistinistki i Anzelmistki i t. d. Warszawianki obu działów posiadają przeważnie małe nóżki, drobne rączki, są zgrabne, rozmowne i dowcipne. Mało między niemi gęsi, dużo gołębic, turkawek, kokoszek, łabędzi. Pawice chodzą w niedzielę o g. ½ 1-szej do kościoła Św. Krzyża, potem przeciągają przez ogród Saski, lub każą się wozić w aleje Ujazdowskie; rozmawiają one żargonem nadsekwańskim, szeleszczą ogonami i cuchną aptekarskiemi wyrobami z Paryża. Warszawiacy wielce sobie chwalą rodzaj „szwaczek“ — są to podobno bardzo ładne, miłe i sprytne aniołki, — brak czasu nie dozwolił wszakże autorowi Słownika przekonać się o ile pod tym względem warszawiacy są prawdomówni.
Na zakończenie przytoczę mało znany wierszyk, napisany przed laty przez jakiegoś przeciwnika i zwolennika zarazem warszawianek, — nie przyjmując za treść jego odpowiedzialności. Wyraża się on tak o Warszawiance:

Jadowite ócz jej strzały,
Serce pełne gadów, węży,
Każda swego Jasia, Stasia,
Pod pantoflem swym ciemięży.


Każda mówiąc o miłości,
Okiem w inną stronę strzela;
I jak Ewa tak ulega
Słowom węża kusiciela.

Z jej usteczek koralowych,
Wciąż wygląda djablik mały;
Chce by do jej drobnych nóżek,
Plackiem padał naród cały.

Ubiór modny jej marzeniem,
Ideałem zaś fryzura;
Cukierkami się objada,
U Clotina, Loursa, Toura.

Lubi flircik i ślizgawki,
Teatr, spacer, cyrki, bale;
Całą piersią chce oddychać,
W hucznym życia karnawale,

Lecz choć wszystkie są zdradliwe,
I złośliwe jakby żmijki;
To pomimo to jednakże,
Bardzo lubię te bestyjki.

I pragnąłbym, aby w niebie,
Gdy opuszczę życia szranki,
Dał Piotr święty mi pokoik
Obok jakiej Warszawianki.

Od siebie autor Słownika doda jeszcze, że znał i zna w Warszawie kobiety tak wielkiego serca i takiego poczucia obowiązków, że żart i satyra powinny stać przed niemi z odkrytą i pochyloną głową.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Bartoszewicz.