Strona:Kazimierz Bartoszewicz - Słownik prawdy i zdrowego rozsądku.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
128

ani tramwaju elektrycznego, a i prochu jeszcze nie wynaleziono, rzuciła się nieszczęśliwa do Wisły, nie uwiadomiwszy wprzód o swym zamiarze krakowskiej straży ratunkowej. Dziś żyją różne Wandy, ale nie słychać, aby która odmówiła ręki księciu niemieckiemu, a wiele z nich wychodzi nawet za niemieckich rajzenderów, nie mówiąc już o porucznikach.
Warszawa leży na lewym brzegu Wisły, na co zgadzają się wszyscy nasi geografowie, a w czem niektórzy upatrują skłonność znacznej części Warszawiaków do życia na lewą rękę. Mieszkańcy dzielą się na mężczyzn i kobiety, z dość sporą tych drugich przewagą (ostatni spis urzędowy wykazuje 15,760 więcej kobiet, niż mężczyzn), co też warszawianki (ob.) stosownie wyzyskać umieją. Statystyka dzieli jeszcze mieszkańców na stałych i „niestałych“ — ilość niestałych kobiet jest znacznie większa, co dobrze świadczy o płci brzydkiej. Warszawiacy odznaczają się zamiłowaniem do winta i totalizatora. Bardzo wielu między nimi jest myśliwych, łyżwiarzy, wioślarzy i t. p. Po przedmieściach i na dalszych ulicach spotykamy dużo nożowców, którzy pracują również i w ogrodzie Saskim. Starsi warszawiacy noszą bez wyjątku tytuł radców, usprawiedliwiony najczęściej tem, że udzielają rad swym żonom, a te ich naturalnie nie słuchają.
Warszawa nie lubi placów i ogrodów, stara się więc je szczelnie zabudowywać. Przez zamiłowanie do elegancji znosi co roku parę starych stylowych budynków, co martwi zwolenników starzyzny, nierozumiejących ducha czasu.
O Warszawie można dużo pisać, co też autor Słownika czynił niejednokrotnie. Nie chcąc się powtarzać, a nie mogąc również wypowiedzieć wszystkiego, co