Radża i jego żona

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rabindranath Tagore
Tytuł Radża i jego żona
Pochodzenie Głodne kamienie
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Drukarz Poznańska Drukarnia i Zakład Narodowy T.A.
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Tłumacz Jerzy Bandrowski
Tytuł orygin. সদর ও অন্দর
Raja and Rani
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
RADŻA I JEGO ŻONA



Bipin Kisore nie urodził się na dobrego gospodarza, to też umiał dwa razy lepiej pieniądze trwonić, niż je zarabiać. Naturalnem następstwem tego musiało oczywiście być, że nie mógł długo mieszkać w domu, w którym się urodził.

Był to delikatnie zbudowany młody człowiek ujmującej powierzchowności, mistrz, co się tyczy muzyki, głupiec w interesach i zupełnie pozbawiony zdolności do walki o życie. Toczy się gościńcem życia gdzieś przed siebie, jak koło z wozu Dżagannatha.[1] Nie mógł też długo prowadzić życia w tak wielkim stylu, do jakiego przywykł.
Na szczęście jednakże Radża Czittarandżan, znalazłszy się dzięki procesowi, wygranemu w sądzie opiekuńczym, znowu w posiadaniu swego majątku, nosił się z gorącem życzeniem założenia teatru amatorskiego. Oczarowany najzupełniej gładką powierzchownością i wielkiemi muzykalnemi zdolnościami Bipina, przyjął go z radością na swój dwór.
Czittarandżan miał wykształcenie uniwersyteckie. Nie pozwalał sobie nigdy na żadne wykroczenia. Mimo, iż był synem bogatych rodziców, jadał i sypiał zawsze o tym samym czasie a nawet na tem samem miejscu. A naraz oddał się Bipinowi tak, jak inny oddaje się pijaństwu. Nieraz jedzenie stygło i robiło się późno, a Radża wciąż jaszcze przysłuchiwał się Bipinowi lub rozprawiał z nim o jakiejś operze. Dewan[2] zauważył, iż jedyną wadą nienagannego zresztą charakteru jego pana jest zbyt wielka słabość, jaką ma dla Bipina Kisore.
Rani[3] Basanta Kumari robiła o to swemu małżonkowi wyrzuty, twierdząc, że traci czas ze zbankrutowanym nicponiem. Im prędzej się go z domu pozbyć potrafi, tem jej będzie przyjemniej.
Radżę w duchu ta pozorna zazdrość młodej małżonki bardzo cieszyła. Uśmiechał się na myśl, iż kobieta uznaje na ziemi tylko jednego, jedynego mężczyznę — tego, którego kocha, a na zasługi innych mężczyzn jest ślepa. Że jest cały szereg takich, których zasługi są godne uznania, o tem kodeks kobiecy nie wspomina. W oczach kobiety jedynie dobrym i godnym jej względów jest ten mężczyzna, który jej wyśpiewał do ucha formułę przysięgi ślubnej. Jeśli jej mąż przyjdzie na obiad, choćby tylko chwilę później niż zwykle, odchodzi prawie od zmysłów ze strachu i niepokoju, ale czy ludzie jej męża mają co wziąć do ust, to ją nic a nic nie obchodzi. Możnaby podobnie bezmyślną stronniczość płci piękniejszej potępiać, Czittarandżanowi jednak nie wydawała się bynajmniej tak nieprzyjemną. To też nieraz wygłasza w obecności małżonki przesadne pochwały na cześć Bipina tylko po to, aby wywołać w ten sposób jej zachwycający wybuch gniewu.
Ale to, co dla dostojnej pary stanowiło żart, było gorzką rzeczywistością dla biednego Bipina. Jak to zwykle bywa, służba uważała za miarodajne dla siebie postępowanie pani i starała się też we właściwy sobie bezlitosny, rafinowany sposób zaniedbanie biednego pasorzyta jeszcze powiększyć. Ku wielkiemu zmartwieniu i cichemu bólowi Bipina zupełnie o jego potrzebach zapominano.
Rani wyłajała pewnego dnia służącego Pute:
— Stale wykręcasz się od roboty; co robisz przez cały dzień?
— Maharani raczy wybaczyć — wyjąkał biedny chłopak, któremu kazano obsługiwać Bipina — ale ja jestem przez cały dzień zajęty obsługiwaniem Bipina Babu, stosownie do rozkazu Maharadży.
— Twój Bipin Babu jest prawdopodobnie wielkim panem, co? — zadrwiła Rani.
Więcej nie było trzeba. Pute zrozumiał wskazówkę. Już na drugi dzień po obiedzie zapomniał sprzątnąć ze stołu Bipina naczynie, to znów zapomniał potrawy przykryć, tak że Bipin musiał je jeść zimne. Często musiał niewprawną dłonią sam myć swe naczynie, a jeszcze częściej nie dostawał wogóle nic do jedzenia. Jednakże skarżyć się i odgrywać rolę denuncjanta, to nie leżało w jego charakterze, a także nie był zdolny do poniżania się aż do małodusznych kłótni ze służbą. Udawał, że niczego nie widzi, brał wszystko za dobrą monetę. Tak tedy w miarę, jak zyskiwał w oczach Radży, w Rani wzbudzał niechęć, która wkońcu nie znała już żadnych granic.
Nareszcie po wielu próbach opera Subhadraharan była gotowa do wystawienia. Na dziedzińcu pałacu zbudowano scenę. Radża gra rolę Kryszny, Bibin Ardżunę. O, jakże cudownie śpiewał, jak pięknie wyglądał. Pijani radością słuchacze klaskali w dłonie.
Po przedstawieniu przyszedł Radża do Rani i spytał, jak się jej podobało.
Rani odpowiedziała:
— Bipin istotnie grał rolę Ardżuny świetnie! Poznać po nim potomka szlachetnego rodu. A jaki on ma piękny głos!
— A ja ? — zapytał Radża żartem — Jakże ja wyglądałem? Czyż nie jestem piękny? Nie mam wspaniałego głosu?
— O, ty, to zupełnie co innego! — odpowiedziała Rani i zaczęła znowu rozwodzić się szeroko nad aktorskiemi talentami Bipina Kisore.
Teraz się znów karta odwróciła. Ten, który dotychczas zwykł był wychwalać, zaczął krytykować. Radża, dotychczas niestrudzony w wychwalaniu wobec swej małżonki szumnemi mowami pochwalnemi Bipina, przyszedł nagle do przekonania, że ludzie bezmyślni przecie trochę zanadto znów rozpływają się nad niewątpliwemi zresztą jego zaletami. Cóż nadzwyczajnego właściwie jest tak w jego wyglądzie zewnętrznym jak i głosie? Prawda, że on sam. Radża, dotychczas należał do tych bezmyślnych ludzi, ale teraz nagle w tajemniczy sposób przejrzał i przyszedł do rozumu.
Od następnego dnia jak najstaranniej już pamiętano o posiłku dla Bipina. Rani zauważyła nawet raz wobec Radży:
— To faktycznie niesprawiedliwość, że Bipin Babu musi mieszkać razem z podurzędnikami w budynku administracji; prawda, że dziś jest w nędzy ale to mimo wszystko człowiek z towarzystwa. Radża wykrzyknął krótko „Ha!“ i zmienił temat rozmowy. Rani zaproponowała, aby z okazji uroczystości odłączenia jej pierworodnego powtórzono jeszcze raz operę. Radża udał, że tego nie dosłyszał.
Kiedy Radża raz złajał Pute za niestaranne nakrycie stołu, służący odpowiedział:
— I cóż ja mogę począć? Z rozkazu Rani cały dzień muszę być na usługach Bipina Babu.
Rozgniewało to Radżę, to też zawołał bardzo podnieconym tonem:
— Ba, Bipin Babu to istotnie wielki pan! Nie może to sobie sam umyć naczynia?
Służący nie dał sobie tego dwa razy mówić i Bipin popadł znowu w swój dawny beznadziejny stan.
Rani lubiła pieśni Bipina; były one przecudne, to nie ulegało żadnej wątpliwości. Zwykle wieczorami, kiedy Radża wraz z Bipinem oddawał się muzyce, przysłuchiwała się z drugiego pokoju. Ale wkrótce po tych wypadkach Radża znów wrócił do swego dawnego rozkładu dnia i Bipina wieczorem nie wzywano. Radża Czittarandżan miał zwyczaj obchodzić w południe cały swój dom, aby się przekonać, czy wszystko jest jak być powinno. Pewnego dnia, przyszedłszy do „zenany“ trochę wcześniej, zastał żonę pogrążoną w jakiejś lekturze. Kiedy jej zapytał, co czyta, zmieszała się trochę, ale, opanowawszy się szybko, odpowiedziała:
— Uczę się na pamięć kilku piosenek ze śpiewnika Babu Bipina. Od chwili, kiedy tak nagle wyrzekłeś się swej ulubionej namiętności, zupełnie już nie mamy w domu muzyki. Biedactwo! A przecie ona sama robiła wszystko, co było w jej siłach, aby mu tę namiętność obrzydzić.
Następnego dnia Radża Bipina odprawił, nie zastanawiając się ani na chwilę nad tem, gdzie biedaczysko dostanie kęs chleba.
To jednak nie było jedynem jego zmartwieniem. On się do Radży przywiązał naprawdę i szczerze. Służył mu więcej z miłości niż dla zapłaty. Zapłata, jaką otrzymywał, była dla niego niczem w porównaniu z przyjaźnią pana. To też, choć sobie łamał nad tem głowę, w żaden sposób nie mógł odgadnąć powodu tak nagłego oddalenia przez Radżę. — „Przeznaczenie! Takie, widać, było przeznaczenie!“ — powiedział sobie. A potem, westchnąwszy ciężko, wziął mężnie i w milczeniu swą starą gitarę, zapakował ją do pudła, ostatnie dwie szóstki, jakie jeszcze miał w kieszeni, da Pute’mu na piwo i poszedł w daleki, daleki świat, gdzie nie miał ani jednej dobrej duszy.


Przypisy

  1. Dżagannatha. „Pan świaia“, przydomek Wisznu (Kryszny), a zwłaszcza imię wielkiego posągu tego boga w świątyni Puri w Orissie, ustawionego na wozie, ciągnionym w czasie Świąt przez pobożnych.
  2. Krajowiec, marszałek wielkiego dworu, pośredniczący w stosunkach z krajowcami.
  3. Żeńska forma słowa „Radża“.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rabindranath Tagore i tłumacza: Jerzy Bandrowski.