Opieka (Jankowski)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Jankowski
Tytuł Opieka
Podtytuł Bajka familijna
Pochodzenie Antologia bajki polskiej
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
OPIEKA.
(BAJKA FAMILIJNA).

Małpy nie byle:
orangutangi, szympansy, goryle
i inne — małpiego rodzaju
przedstawiciele i przedstawicielki
raz na łące przy ruczaju
urządziły kongres wielki
w familijnej ważnej sprawie,
którą zaraz wam wyjawię.
Lub nie! by łacniej odwinąć rzecz z motka

zacznę od środka.
Otóż po długiej w naradach niezgodzie
wstał pawian stary, znany w całym rodzie
jako pieczeniarz i pasibrzuch sławny,
rajca, gdy trzeba i trefniś zabawny,
w każdziutkiej sprawie i w każdym urzędzie
miał synekurę swą własną na względzie...
Więc i dziś na się patryarchy rolę,
wziąwszy w te słowa, zagajał swawolę:
»Szanowne małpy! sza! cicho! bez waśni!
Spokoju więcej, a rzecz się wyjaśni!
O cóż nam chodzi? Chodzi o to przecie,
by za mąż wydać drogie nasze dziecie,
ten, że tak rzekę, klejnot cenny, drogi,
obecnej tutaj tej matki niebogi
i szanownego od tego rodzica,
Wydać i wydać — to wielka różnica!
Czasy dziś ciężkie, wszystkim boki chudną
i między ludźmi o męża dziś trudno...
Do wydać znowu za byle cherlaka,
lepsze panieństwo, niźli dola taka!
Z tych, których znamy, z okolicznej młodzi
(sądzę, że każdy z mem zdaniem się zgodzi)
żaden niezdatny na męża dla Loli:
wszyscy cherlacy, bankruci i — goli.
Toż młodzież!!! W stadjum pierwszej życia drogi
łysina świeci i trzęsą się nogi.
Nie, nie!... mąż taki, to istna zagłada...
Bo wszakże zważyć i na to wypada,
że chociaż nasza Lola jest prześliczna,
lecz wątła, blada, lecz — neurasteniczna,
lecz z zarodkami wszelakiej newrozy,
wiotka — jak palma, czulsza — od mimozy.
Przeto i męża trzeba co się zowie,

męża, co służyć jej będzie na zdrowie,
męża, co małpią odrodzi nam rasę...
no! przytem także i zasili kasę...
Szeroko o tem dziś głoszą uczeni
w doktrynie, co się stirpikultem mieni
i dla krwi zyski rokuje konieczne,
kiedy się rasy skrzyżują dwie sprzeczne.
Słowem, mój pomysł do tego wprost zmierza,
by za innego Lolę wydać zwierza,
z odmiennej rasy, z innego gatunku,
ot! za bankiera!... jednak przy warunku
że brunet, zdrowy i z nabitym trzosem«...
»Hurra...« krzyknęły małpy gromkim głosem,
aż się zatrzęsły okoliczne lasy:
— Tak! z innej rasy!
Dobrze powiada!
Oto mi rada
zdrowa i szczera! —
— Tak! za bankiera
wydamy córę!
W górę go, w górę! —
krzyczą rodzice.
I długo jeszcze echo w okolicę
niosło okrzyki i małpie zachwyty.
I stanął projekt jak skała niezbity...
A w tydzień potem gody sprawiono:
została Lola bankiera żoną
w wierze dziecięcej...
I rączo małpie pląsały pary,
jedzono suto, pito bez miary,
pawian — najwięcej!
— — — — — — — — — — — —
Snadnie czas w sidła tysiąc zmian pęta:
w roczek coś Lola powiła bliźnięta

i tutaj właśnie mej dramy początek...
To nie dzieci! to — potwory!
Ani do ludzi, ani, do małpiątek!
Fe!... bachory!...
Pokręcone czarne włosy...
A nosy, nosy...
O zgrozo, nigdy, jak świat stoi światem
małp nie widziano z czemś równie garbatem.
To czyjaś ręka jej dzieci urzekła,
to — rasa z piekła!
O, dolo, dolo!...
O biedna Lolo...
A tu małpy sprośną zgrają
już palcami wytykają —
jak cień chodzą za ofiarą,
dręczą, męczą wszelką miarą.
Kompromisy, drwiny — kpiny
i afronty bez przyczyny
i bez racyi
krocie obelg, konfrontacyi,
że nieledwie już z turbacyi
Lola blizka jest waryacyi...
Aż w rozpaczy
raz uchodząc od siepaczy
gdzieś nad rzekę zbiegła w szale
i skoczyła w mętne fale:
pod kołderką nurtów chłodną
śmierć znalazła niezawodną.
— — — — — — — — — — — —
Daj to biesu,
związki dla zysków i dla interesu.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Jankowski.