Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


męża, co służyć jej będzie na zdrowie,
męża, co małpią odrodzi nam rasę...
no! przytem także i zasili kasę...
Szeroko o tem dziś głoszą uczeni
w doktrynie, co się stirpikultem mieni
i dla krwi zyski rokuje konieczne,
kiedy się rasy skrzyżują dwie sprzeczne.
Słowem, mój pomysł do tego wprost zmierza,
by za innego Lolę wydać zwierza,
z odmiennej rasy, z innego gatunku,
ot! za bankiera!... jednak przy warunku
że brunet, zdrowy i z nabitym trzosem«...
»Hurra...« krzyknęły małpy gromkim głosem,
aż się zatrzęsły okoliczne lasy:
— Tak! z innej rasy!
Dobrze powiada!
Oto mi rada
zdrowa i szczera! —
— Tak! za bankiera
wydamy córę!
W górę go, w górę! —
krzyczą rodzice.
I długo jeszcze echo w okolicę
niosło okrzyki i małpie zachwyty.
I stanął projekt jak skała niezbity...
A w tydzień potem gody sprawiono:
została Lola bankiera żoną
w wierze dziecięcej...
I rączo małpie pląsały pary,
jedzono suto, pito bez miary,
pawian — najwięcej!
— — — — — — — — — — — —
Snadnie czas w sidła tysiąc zmian pęta:
w roczek coś Lola powiła bliźnięta