Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tembardziej więc pijanych napewno zawodzi:
na drugą stronę płotu omackiem przechodzi
i, że zdąża do celu, w jak najlepszej wierze
wsteczną drogę przedsiębierze.
I znowu płot się skończył — i znowu bez zmiany
tej, co przedtem omyłki nadużył pijany.
Tak się błąkał w ciemnościach nieświadom zawodu,
lecz kiedy wiatr silniejszy powiał od zachodu,
pragnąc opór stateczny dać srogiej wichurze,
na płot naległ i runął z nim razem w kałużę.

Filozofom, co idą pijani przy płocie,
nie życzę — kiedy runie, by zostali w błocie.



WIEPRZ.


Chociaż to racya ludzka niby jest najlepsza,
co sądzi o człowieku, spytano raz wieprza.
Ów więc ryj ze świńskiego unosząc naczynia,
— Hm!, — rzecze, — jako tako: nie najgorsza świnia.



OPIEKA.
(BAJKA FAMILIJNA).


Małpy nie byle:
orangutangi, szympansy, goryle
i inne — małpiego rodzaju
przedstawiciele i przedstawicielki
raz na łące przy ruczaju
urządziły kongres wielki
w familijnej ważnej sprawie,
którą zaraz wam wyjawię.
Lub nie! by łacniej odwinąć rzecz z motka