Ojciec (Coppée, tł. Zagórski, Z teki Chochlika)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor François Coppée
Tytuł Ojciec
Pochodzenie Z teki Chochlika
Data wydania 1882
Wydawnictwo Księgarnia F. H. Richtera
Drukarz Drukarnia Ludowa we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Włodzimierz Zagórski
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

OJCIEC.
z Coppé’go.

Co dzień po szynkach wyprawiał hulankę.
Wracał pijany i bił swą kochankę!
Losów ich stuła nie związała księdza:
Skuły je razem rozpusta i nędza,
I — strach pomyśleć — dzieliła z nim łoże,
Z obawy jeno, by nie spać na dworze!


Wściekła, rozżarta, tak jak kundys dziada,
Tak ona gacha, bywało, opada,
Gdy wracał do dom; — wtedy bezlitośnie
Katował człek ów tę dziewkę, i sprośnie
Kipiała izba ich bójką i swarem,
I byli nocnym sąsiadów zegarem.
A potem zgiełk ten w straszną tonął ciszę;
Rzekłbyś, że słychać jak tam zbrodnia dysze!



Aż dnia pewnego w onem gnieździe grozy,
Hańby i nędzy — gdy grudniowe mrozy
Srożej ścisnęły ich doli kajdany,
Zrodził się syn im — gość niepożądany!
Skroń pocałunkiem cierpkim powitana,
Ach — a tak jasna i niepokalana!

 
Mężczyzna wrócił znowu do dom spity;
Lecz zatrzymawszy się w progu jak wryty,
Szklannem się okiem zapatrzył w tę, która
Kolebkę dziecka huśtała ponura,
Żałośne jakieś śpiewając piosenki,
I na tę matkę już nie podniósł ręki.

 
Wtedy ta jędza widząc, że on stoi
U drzwi pokorny, jak ten co się boi,
I chce coś począć a niby się waha,
Wzrok pełen jadu zwróciwszy na gacha,
I z ust zsiniałych gniewne miotąc słowa:

 
No — wrzaśnie — Tatku! Bijże! Jam gotowa!
I czegoż czekasz? Czy ciebie kto trzyma?
Czy chleb potaniał? Czy mniej srogą zima?
Czyżem mniej głodna, zziębnięta i chora?
A ty mniej spity dziś może niż wczora?



Pijak nieczuły tak jak drewna kawał,
Obelg tych nawet słyszeć się nie zdawał,
I wzrok wlepiwszy w kolebkę dziecięcia,
Wzrok czuły, głupią czułością bydlęcia,
A potem zwolna zwróciwszy się do niej,
Trwożliwy prawie, jak ten co się broni,
Kiedy mu ciężkie zarzucają winy:


„„Cyt! — szepnie — Nie chcę obudzić dzieciny!““






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: François Coppée i tłumacza: Włodzimierz Zagórski.