Ody Horacjusza/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł Ody Horacjusza
Pochodzenie Ody Horacjusza
zbiór Pisma zapomniane i niewydane
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Zakładu Nar. Imienia Ossolińskich
Drukarz Drukarnia Zakładu Narodowego Im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa, Kraków
Tłumacz Henryk Sienkiewicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały rozdział Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział Pism jako ePub Pobierz Cały rozdział Pism jako PDF Pobierz Cały rozdział Pism jako MOBI
Cały zbiór Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór Pism jako ePub Pobierz Cały zbiór Pism jako PDF Pobierz Cały zbiór Pism jako MOBI
Indeks stron


ODY HORACJUSZA.
I, 5.

Quis multa gracilis te, puer...

Jakiż to chłopiec, wonnościami zlany,
Wpośród zieleni, u stóp ciemnej groty,
Bawi się z tobą senny — rozkochany?
Ty mu swe złote rozpuszczasz uploty
Na skromną odzież...
Heu! Nieszczęśliwy!
Ileż on razy łzami się zaleje
Na zdradę twoją wówczas, gdy burzliwy
Auster się w ciemnych głębiach rozszaleje!
................
Kto dziś, konając z szczęścia na twem łożu,
Zawsze cię wierną ujrzeć się spodziewa,
Nie wie, co cisza na burzliwem morzu,
Kiedy śpią żagle i wiatr nie powiewa.
Jam już spokojny! Mnie ślubna tablica
I odzież, zmokła w burzach życia, broni,
Nie oczarują mnie twe cudne lica,
Pierś twa nie znęci i uśmiech nie zgoni.
„Nowiny“, r. 1878, nr. 20.





I, 5.
DO PYRRY.

Quis multa gracilis te, puer in rosa etc.

Cóż to za chłopiec, różą woniejący,
Pieści się z tobą w chłodnym cieniu groty
I tchnienie traci w pieszczocie gorącej,
A ty swe złote rozpuszczasz uploty

Na białe giezło? Hej-że — nieszczęśliwy!
Ileż on razy łzami się zaleje
Na zdradę twoją, gdy nagle burzliwy
Wicher się w ciemnych głębiach rozszaleje...

Kto dziś, w twe cudne z wiarą patrząc oczy,
Zawsze cię wierną ujrzeć się spodziewa,
Nie wie, co cisza na morskiej roztoczy,
Kiedy śpią żagle i wiatr nie powiewa.

Ja wiem!... jam dawno w zmokłe szaty moje
Przybrał ofiarnej świątyni podwoje —
I dziś dlatego innym klęski wróżę,
Żem zaznał ciszy i przecierpiał burze.
„Świat“, r. 1908, nr. 11.





I, 11
AD LEUCONOEN.

Tu ne quaesieris, scire nefas...

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,
Jaki nam koniec zgotują bogowie —
I babilońskich nie badaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy...
A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia, — czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to — i... klaruj swe wina.
Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina;
Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.[1]





I, 22.
DO ARISTIUSA FUSKUSA.

Dulce ridentem Lalagen amabo,
Dulce loquentem.

Fusku, człek z czystem sumieniem, jak dziecię,
Może bez broni wędrować po świecie;
Nigdy mu bowiem w drodze się nie przyda
Ni ostra włócznia dzikiego Numida,
Ani zatrutych strzał pełne kołczany.

Fusku, poczciwy człek, lub zakochany,
Choćby przez Syrtów wędrował odmiały,
Czy przez Kolchidy grzbiet, śniegami biały,
Czy nad Hydaspem, gdzie w skwarnym upale
Leniwe płyną ociężałe fale,
Wszędy bezpieczny. — Wieść niepróżno niesie,
Że gdy raz błąkam się w sabińskim lesie
I, rozśpiewany na cześć mej dziewczyny,
Brnę coraz dalej w nieznane gęstwiny,
Nagle wychyla się wilk z matecznika
I na mój widok, jak zmyty, pomyka.

Więc chociaż straszny był, jak te potwory,
Których siedliskiem są apulskie bory,
Lub jako bestja jaka w kraju Juby,
Jednak — bezbronny - uniknąłem zguby.

Rzuć mnie w step śnieżny, gdzie z drzew nie dolata
Cieplejsze tchnienie wiosny, ani lata
I gdzie mgła wieczna wisi nad równiną, —
Rzuć mnie w pustynię, gdzie od żaru giną
Ludzie wśród spiekłych skalistych bezdroży, —
Gdziekolwiek każe mi iść wyrok boży,
Czy nieba będą sroższe, czy łaskawsze,
Ja mą szczebiotkę[2] będę kochał zawsze,
Moją szczebiotkę o różanej twarzy,
Co słodko śmieje się i słodko gwarzy.
„Tygodnik Ilustrowany“, r. 1914, nr. 15.





I, 23.
DO CHLOE.

Vitas hinuleo me similis, Chloe etc.

Jako sarenka, pomykasz przede mną,
Co w dzikich górach szuka nadaremno
Zgubionej matki — i trwoży się w duszy,
Gdy wiatr zaszemrze, lub kiedy poruszy
Jaszczurka wrzosów różowych gęstwiną...

Dyć ja rozedrzeć cię nie chcę, dziewczyno,
Jak luty tygrys, albo lew z Getuli.
Przeczże się dzierżysz wciąż sukni matuli,
Gdy ci czas nadszedł, w którym, choć się drożą,
Dziewczęta muszą poczuć wolę bożą?
„Świat“, r. 1908, nr. 11.





III, 26.
DO WENUS.

Vixi duellis nuper idoneus etc.

Byłem ci niegdyś, jak ulał, dla dziewek,
W zapasach z niemi nie bez chwały szczerej;
Dziś mój wojenny dawny przyodziewek
I lutnię wieszam w świątyni Wenery

Hej! hej! tam złóżcie ów wszelaki statek:
Pochodnie, łuk mój i drążki, któremi
Drzwi podważałem panieńskich komnatek,
By lube żądze ukoić za niemi.

...Dziś piękna Chloe w oczy mi się śmieje,
A więc cię błagam, boska Cypru pani,
Zanim doreszty łeb mi posiwieje,
Oćwicz batożkiem tęgo skórę na niej.
„Świat“, r. 1908, nr. 11.





Epodon, 2.

POCHWAŁY ŻYCIA WIEJSKIEGO.
(Vitae rusticae laudes.)

TRANSKRYPCJA Z HORACJUSZA.

Beatus ille, qui procul negotiis i t. d.

„Szczęśliwa dola spokojnego człeka,
Któren, od wszelkich kłopotów zdaleka,
Wieśniaczą sochą ojcowski łan orze
I krając skiby pod ozime zboże,
Nie wie, co lichwa i co... hipoteka.
Trąba go grzmiąca nie budzi na wojnę,
Nie straszy burzą morze niespokojne,
Ni też nie wzdycha w przedsionkach bogaczy,
Aż się pan zbudzi i przyjąć go raczy,
Zaliż nie milej jemu wczesną wiosną
Patrzeć w ogrodzie, jak jarzyny rosną,
I jako wino wspina się na tyki,
Lub słuchać miłej wieczornej muzyki,

Gdy, pobrzękując, trzoda do dom wraca,
Słońce zachodzi i kończy się praca?
Szczęśliwy wieśniak! To raz bursztynowe
Miody podbiera, — to w wańtuchy nowe
Pakuje wełnę po owieczek strzyży,
To, gdy owocna jesień się przybliży,
Czerwone jabłka i soczyste grusze
Pieszczą mu oko i radują duszę.
Na południowych przymurkach, wśród sadu,
Znajdzie też źrzałe kiście winogradu:
Tak wszelki owoc, który ziemia rodzi,
Zysk mu przyniesie i pracę nagrodzi.
A jeśli w cieniu lip, albo topoli,
Zechce odpocząć, wówczas wszelkich boli
Snadnie zapomni i zwolna zatonie
W takim spokoju, jak na matki łonie.
U stóp mu płyną chłodne wody rzeki,
Szemrzą ruczaje wśród słonecznej spieki
I świegot ptasi, mącąc wiejską ciszę,
Senną piosenką do snu go kołysze.
A kiedy zima zwykłym rzeczy biegiem
Z chmurnego nieba świat zasypie śniegiem,
On chwyta oszczep i z pieskami żwawo
Hajże na dzika do kniei z obławą!
Albo też drozdom zdradne sieci stawia,
Rad, gdy zajączka ujmie lub żórawia,
Któren, odstawszy niebacznie od stada,
Na łup się skusi i w sidło zapada.
Przy tych zabawach na miedzach swej wioski
Nawet miłosnej zapomni człek troski.

A cóż dopiero, kiedy zacna żona,
Co strzeże domu i dziateczek grona,
Czeka w świetlicy, wierna, jak Sabinka,
Gdy strudzon wraca — i drew do kominka
Coraz dorzuci, — a gdy mąż się zjawi,
Sutą wieczerzę wnet przed nim zastawi:
Z świeżego doju mleka dzbaniec duży,
Albo nalane do glinianych kruży
Złociste wino, a przy niem na stole
Dymiące miski. — ...Jać sto razy wolę
Proste potrawy i cienkusz mój stary,
Niż wasze wszystkie ostrygi, homary
I morskie ryby i zamorskie wina.
Lepiej smakuje mi też baranina,
Lub comber koźli, niż pawie języki,
Albo pantarki z upalnej Afryki,
Jońskie jarząbki i bażancie udka...
Lepiej oliwki z własnego ogródka,
Niżeli wschodnie wasze muszkatele.
Skromne biesiady! lecz oczy weselę
Przy nich, gdy ujrzę przez okno, jak trzody
Wracają na noc do swojej zagrody
Lub — gdy już dzienne skończone mozoły —
Idą leniwym krokiem do dom woły,
Ciągnąc za sobą pługi przewrócone.
Wówczas zwołuję czeladkę i żonę;
Wokół ogniska zbiera się gromada
I o jutrzejszym dniu idzie narada“...

Tak mówił lichwiarz.[3] Więc myśleli głupi,
Że sobie jaki Oblęgorek kupi.
Lecz on, zebrawszy gotowy kapitał,
Skrzętnie o dobre lokaty wypytał
I, biorąc procent, jak zwykł, od sta dwieście,
Rzekł: „Niema głupich!“ — i pozostał w mieście.
„Kurjer Warszawski“, r. 1909, nr. 182.





Przypisy

  1. Z papierów rodzinnych. (Przyp. wyd.)
  2. Lalage — szczebiotka od lalageo — szczebiocę.
  3. Alfius, znany lichwiarz za czasów Horacjusza.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: Henryk Sienkiewicz.