Strona:PL Henryk Sienkiewicz-Pisma zapomniane i niewydane.djvu/486

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A cóż dopiero, kiedy zacna żona,
Co strzeże domu i dziateczek grona,
Czeka w świetlicy, wierna, jak Sabinka,
Gdy strudzon wraca — i drew do kominka
Coraz dorzuci, — a gdy mąż się zjawi,
Sutą wieczerzę wnet przed nim zastawi:
Z świeżego doju mleka dzbaniec duży,
Albo nalane do glinianych kruży
Złociste wino, a przy niem na stole
Dymiące miski. — ...Jać sto razy wolę
Proste potrawy i cienkusz mój stary,
Niż wasze wszystkie ostrygi, homary
I morskie ryby i zamorskie wina.
Lepiej smakuje mi też baranina,
Lub comber koźli, niż pawie języki,
Albo pantarki z upalnej Afryki,
Jońskie jarząbki i bażancie udka...
Lepiej oliwki z własnego ogródka,
Niżeli wschodnie wasze muszkatele.
Skromne biesiady! lecz oczy weselę
Przy nich, gdy ujrzę przez okno, jak trzody
Wracają na noc do swojej zagrody
Lub — gdy już dzienne skończone mozoły —
Idą leniwym krokiem do dom woły,
Ciągnąc za sobą pługi przewrócone.
Wówczas zwołuję czeladkę i żonę;
Wokół ogniska zbiera się gromada
I o jutrzejszym dniu idzie narada“...