Bez tytułu (Sienkiewicz)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Sienkiewicz
Tytuł Bez tytułu
Pochodzenie Pisma zapomniane i niewydane
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Zakładu Nar. Imienia Ossolińskich
Drukarz Drukarnia Zakładu Narodowego Im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały rozdział Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział Pism jako ePub Pobierz Cały rozdział Pism jako PDF Pobierz Cały rozdział Pism jako MOBI
Cały zbiór Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór Pism jako ePub Pobierz Cały zbiór Pism jako PDF Pobierz Cały zbiór Pism jako MOBI
Indeks stron




BEZ TYTUŁU[1].

..................
..................
Sam nie wiem, jak mam weną poetyczną władać,
Jak wiersze, strofy, zwrotki i rymy układać:
Czy, szanując pojęcia, w sztuce prawidłowe,
Ubrać swe myśli w szaty trzynastozgłoskowe,
Czyli też, Słowackiego zachwycony sławą,
Porzucić heksametry, a pisać oktawą,
Czy nareszcie, sekstansu szanować zalety,
Czy rondo, madrygały — tercet lub sonety.
W tem wszystkiem — wieś — spokojność, powodzenie wróży,
Lecz nie wszystko przystoi na opis podróży.
A od niej zacznę, chociaż początek już wiecie,
Bośmy oba, z Konradem[2], siedząc przy bufecie —
On z moją torbą w ręku, ja nad bułką z szynką,
Promieniste spojrzenia zmieniali z Litwinką,

Jasną, bladą, błękitną, bardzo idealną,
Jak szept gajów litewskich. Jej buzię owalną
Niewinność tak spowiła w spokój i tęsknotę.
Żem pomimo nieśmiałość spytać miał ochotę,
Gdzie jedzie, jak daleko, którą wreszcie klasą, —
Gdy wtem głos matki zabrzmiał: „Lolu“. Ja, jak Tasso
Nieboszczyk, ucieszony dźwięcznością imienia,
Nie szukając już nawet jednego spojrzenia,
Siadłem i czekam. Wkrótce słychać świst szalony,
Chwila cicho; świst znowu: zadrżały wagony
I jedziem, coraz szybciej... i wreszcie szarawe
Obłoki dymu... skryły przed nami Warszawę.
Więc rozmowa się wszczyna... Wtem z drugiej przegrody
Jakiś głosik niewieści, dźwięczący i młody,
A pełny tych akcentów, po których i w piekle
Rozpoznałby Litwina, rzekł: „Jak skuczno wściijekle
Co? Długoż to tak będzie?“ — Na to ja: „Jeżeli
Za wolno jadą... krzyknę, może będą chcieli
Popędzić“. — I wysadzam głowę poprzez okno.
Patrzę: deszcz, konduktory i wagony mokną;
Więc krzyczę: „Poganiajcie, a będzie na piwo,
Tryngield na pierwszej stacji, tylko duchem, żywo,
Bo się panienka nudzi“. — „To aż cóś się dzieje“,
Rzeknie mama. „No, Lolu, pan się z ciebie śmieje!
Takie to koroniarze hitre, co? No, proszę!
Niedarmo starzy mówią: Do Litwy po grosze,
Do Korony po rozum“. Więc ja, zawstydzony
Własną hitrością, pytam dalej, z której strony

Litwy wyprowadzają swe gniazdo rodzinne —
Naturalnie, wielmożne i imieniem słynne,
Alem wkrótce zapłonął wstydem i sromotą
Bo ojczyzną mej nimfy jest... jest pińskie błoto.
..................
..................

„Rok Polski“, r. 1916, nr. 4.





Przypisy

  1. Jest to fragment niedokończonego poematu żartobliwego, napisany w r. 1869 w Bielicach pod Warszawą. (Przyp. wyd.)
  2. Konrad Dobrski, kolega uniwersytecki Sienkiewicza, słynny później lekarz warszawski. (Przyp. wyd.)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Sienkiewicz.