O tolerancji

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł O tolerancji
Podtytuł Sat. I 3.
Pochodzenie Wybór poezji, Satyry
Wydawca Filomata
Data wydania 1935
Druk Drukarnia Naukowa we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Paweł Popiel
Tytuł orygin. Omnibus hoc vitium est canioribus...
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały cykl Satyry
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl Satyry jako ePub Pobierz Cały cykl Satyry jako PDF Pobierz Cały cykl Satyry jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
O tolerancji (Sat. I 3).
Omnibus hoc vitium est canioribus...

Wszystkim ta wada jest wspólną śpiewakom, że w gronie przyjaciół,
Nigdy się na to nie zgodzą, gdy ich zaśpiewać poproszą,
Nieproszeni zaprzestać nie mogą. Sardyńczyk Tigellius,
Znany miał to do siebie. I Caesar acz zdolen przymusić,
Choćby na przyjaźń ojcowską i swoją go prosił, to przecież
Nicby nie wskórał, natomiast gdy chęć go wzięła od jajka
Aż do jabłek wywodził: „Bacchusie!“ to w tonie najwyższym,
Albo w najniższym, co czwarta na gęśli struna wydaje.
Nic podobnego do tego człowieka nie było. Częstokroć
Biegał jakoby przed wrogiem się chroniąc, czasami powoli
Stąpał jakoby w obrzędach Junony; raz dwieście przy sobie
Miał niewolników, lub dziesięć; to królów albo tetrarchów
Pełną miał gębę, to znowu: „Trójnożny stolik mi starczy,
Czystej soli miseczka i toga, co chronić od zimna,
Choćby wytarta zdołała!“ Miljony byś temu darował,
Oszczędnemu, na małem przestającemu, to w piątej
Dobie już nicby w schowankach nie było. Nocami do brzasku
Czuwał, całemi zaś dniami chrapał. Nie było zaiste
Nic tak w sobie sprzecznego. Niechajże kto powie: A cóż to?
Żadnych że przywar nie masz? Mam inne, zapewne nie mniejsze.
Maenius gdy nieobecnego strofował Novia, co znowu
Powie ktoś: Siebie to nie znasz, lub jako nieznany słowami

Myślisz nas zbywać? Ja sobie pobłażam, odrzeknie mu Maenius.
Głupiem i niecnem podobne sobkowstwo i godnem nagany.
Jeśli nieprzetartemi oczyma tak licho dowidzisz,
Czemuż tak bystrym wzrokiem przyjaciół wady wytykasz,
Równie jak orzeł, lub wąż z Epidauru? Lecz tobie przeciwnie
Zdarzyć się może z kolei, że inni dopatrzą twe winy.
Nieco jest obraźliwym, niesmacznym dla węchu tych ludzi,
Którzy nosami kręcą i śmiesznym się wyda, że toga
Spływa niezgrabnie i z chłopska strzyżony, trzewiki zaś w pięcie
Źle związane się kręcą; lecz zacny, że trudno lepszego
Męża nad niego i tobie życzliwy, lecz rozum ogromny
W ciele tem nieokrzesanem się kryje; nareszcie samego
Siebie wybadaj, czy jakich ci niegdyś przywar natura
Nie wszczepiła, lub nałóg szkodliwy; bo w rolach się paproć
Zaniedbanych rozkrzewia i później wypalać ją trzeba.
Przejdźmy do tego, że zwodzi zaślepionego kochanka,
Właśnie oo przykre w bogdance, i nawet sama ułomność
Miła mu, jak Balbinus lubuje się w Hagny polypie.
Chciałbym, żebyśmy w przyjaźni błądzili taksamo i raczej
Cnota błędowi takiemu nadała miano uczciwe.
Właśnie jak ojciec u syna, tak my przyjaciela słabością,
Jeśli ją ma, nie powinni się brzydzić; toż zezowategoi
Skośnie patrzącym ojciec nazywa, Robaczkiem zaś karła,
Jeśli ma syna takiego, jak w pół poroniony był niegdyś
Sisyph; tego Kulaszką, jak nogi ma krzywe, owego
Pieszczotliwie Piętaszkiem, bo wspak na piętach osadzon.
Nazbyt ściśliwie kto żyje: oszczędnym go nazwać. Ów nadto
Narzucający się, pływacz, uchodzić wobec przyjaciół
Pragnie za usłużnego. Zaś inny zbyt hałaśliwy,
Więcej niż wolno werydyk; niech prostym, i śmiałym się zowie.
Nadto gorączka: umieścić go w rzędzie ognistych. To wszystko
Sądzę, że ludzi zjednywa i węzły przyjaźni zacieśnia.
My zaś właśnie przymioty na wspak tłómaczymy i czyste

Raczej oszpecić pragniemy naczynie skorupą. Niech człowiek
Prawy i skromny, zupełnie obcuje z nami, to jego
Niedołęgą i tępym zowiemy. Ten wszelką zasadzkę
Stropił i złemu żadnemu nagiego boku nie poddał;
W takich to bowiem zwyczajach pędzimy żywot, gdzie ostra
Zazdrość panuje i zbrodnie; to miasto go tęgim i zdrowym,
Oraz przezornym, wolimy go skrytym i chytrym nazywać.
Jeśli kto prostodusznym (jak często i chętnie Maeceno
Przedstawiłem się tobie), że czasem czytającemu,
Albo zamyślonemu przerywa; natrętnym jest w mowie,
Pozbawiony zdrowego rozsądku, rzekniemy. Niestety!
Jak stanowimy zuchwale niesłuszne prawo na siebie!
Nikt się bowiem bez przywar nie rodzi i tenci najlepszym,
Który obciążon mniejszemi. Przyjaciel drogi jak słusznie
Wady niechajże porówna z przymioty, to wobec liczniejszych,
Jeśli rna więcej dobrego, niech skłoni się do mnie. Kochanym
Chcęli być prawem podobnem, niech waga będzie taż sama.
Taki co żąda by druha wrzodami własnemi nie zbrzydził,
Niechże pominie i jego brodawki; boć słusznem gdy pragnie
Pobłażania za grzechy, tosamo od siebie okazał.
Wreszcie gdy wada gniewu wytępić się nie da zupełnie,
Równie jak te, co trzymają się głupców, dlaczegóż osobną
Miarą i wagą się rozum nie posługuje i rzeczy
Jak się okaże nie sądzi, stosując karę do winy?
Jeśli kto sługę, któremu kazano misę uprzątnąć,
Przeto że resztki ryby i ciepłej liznął zaprawy
Przybił do krzyża, to w pośród rozumnych go więcej szalonym
Nad Labeona osądzą. Toż niegodziwszem, i większem
Jest przekroczenie następne: cokolwiek uchybił przyjaciel
(Jeśli mu nie darujesz, niegrzecznym okażesz się, przykrym),,
Już go nie cierpisz i zawdy unikasz, jak dłużnik Rusona;
Który, jak dla niebogi nadeszły smutne Kalendy,
Jeśli gotówki lub czynszu skądkolwiek nie wyrwał, nużące
Musi wysłuchać powieści i karku nadstawić, jak więzień.

Ten wezgłowie pijany zaplamił, lub czarę ze stołu
Zrzucił Euandra toczoną rękoma; to z tego powodu,
Albo że kurczę leżące na mojej stronie półmiska
Głodny zagarnął, to przeto już mniej się druhem łubianym
Stanie? Co pocznę, jeżeli popełnił kradzież, lub wiarę
W nim położoną zdradził, lub słowu danemu zaprzeczył?
Którym się zdało, że grzechy są równe, zobaczą trudności,
Kiedy się dotrze do prawdy; sprzeciwia się temu obyczaj
Rozum i sama potrzeba, słuszności matka i prawa.
Kiedy z dziewiczej się ziemi żyjące istoty zrodziły,
Niema i podła czereda, o żołądź i legowiska
Pięścią, pazurem, następnie maczugą, podobnież dalej
Bronią walczyli, stosownie jak ich nauczyła potrzeba,
Póki nazwisk i słów nie znaleźli, któremi znaczenie
Oraz i głosy wyrazić umieli; następnie ustała
Wojna, poczęli miasteczka zakładać i prawa stanowić,
Żeby kto nie był złodziejem, lub łotrem i nie cudzołożył.
Przed Heleną już bowiem popędy płciowe najpierwszym
Były do wojny powodem, lecz głuchą śmiercią polegli,
Których za chucią przygodną krążących, jak bestje w dzikości,
Zwalił na ziemię silniejszy, podobnie jak buhaj we trzodzie.
Prawa, że wynaleziono z obawy bezprawia, to musisz
Przyznać, gdy czasy i dzieje światowe badać zamierzasz;
Ani natura nie zdoła rozróżnić dobra od złego,
Równie jak dzieli swe dary, co szukać lub czego unikać.
Rozum się na to nie zgodzi, by tyleż i grzeszył taksamo,
Który się wdarł do cudzego ogrodu przez słabą zaporę,
Albo co nocą zrabował świętości boże; niech będzie
Pewne prawidło, co grzechom stosowną karę wymierza.
Żebyś rózeczki godnego, nie siekał biczem okrutnym.
Żebyś uderzył zaś prętem takiego, co gorsze zasłużył
Bicie, nie boję się wcale, gdy mówisz jako są równe
Kradzież i głośny rabunek i kosą podobną wycinać
Grozisz co wielkie i małe, byleby ci ludzie królować

Dozwolili. Jeżeli bogatym się staje, kto mędrzec
Dobrym szewcem, i pięknym nad wszystkich, nareszcie, i królem
Czemu pożądasz, co masz? To nie wiesz, co ojciec Chrysippus
Mówi. Postołów dla siebie i mędrzec nigdy nie zrobił,
Ani podeszew? A przecież i szewc jest mądrym. Dlaczego?
Przeto że chociaż i milczy Hermogen, pozostał najlepszym
Mistrzem! i piewcą; jak również Alphenus przebiegły rzuciwszy
Wszelkie rzemiosła narzędzia, choć warsztat zamknął, pozostał
Szewcem: i tak jest mędrzec w gałęzi wszelakiej najlepszym
Mistrzem on jeden i królem. Pociągną cię kiedy za brodę
Psotne chłopaki, to jeśli poskromić ich kijem nie zdołasz,
Sciśnie cię ciżba wokoło stojąca i biedny od gniewu
Pękniesz, zawstydzony, z potężnych królów największy!
Żeby nie długo rozprawiać; gdy ty za ćwiartkę do łaźni
Pójdziesz jak król, i żaden za tobą nie pójdzie towarzysz,
Krom niemądrego Crispina, to właśnie przebaczą mi drodzy.
Przyjaciele, jeżelim przeskrobał w czem, jako głupi;
Ja zaś chętnie przywary ich znosić będę z mej strony
I szczęśliwiej niż ty jako król, żyć będę jak prostak.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: Paweł Popiel.