O początkach chrześcijaństwa/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Pawlicki
Tytuł O początkach chrześcijaństwa
Data wydania 1884
Wydawnictwo Księgarnia Gebethnera i Spółki
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Fr. Kluczyckiego i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

I. Przegląd systemów.


Wiek nasz jest przeważnie wiekiem historycznym. Nietylko żyjemy pełniejszem życiem politycznem, niż pokolenia przed nami; nietylko lepiej rozumiemy dzieje od przodków naszych; nietylko dajemy badaniom historycznym nadzwyczajną przewagę nad innemi naukami, lecz wszelkie nasze zapatrywanie się na świat i na sprawy ludzkie stało się historycznem. Aby uwydatnić tę niezmierną różnicę, jaka zachodzi między nami a ludźmi choćby wieku przeszłego, zatrzymam się przez chwilę nad jedną z nauk nowożytnych, która najwięcej przyczyniła się do wytworzenia tak stanowczej metamorfozy.
Lingwistyka w naszych czasach w niczem nie jest podobna do dawniejszej. Badano zawsze gramatykę i języki ale li tylko w celach praktycznych. Oznaczano najpoprawniejsze formy i najlepsze zwroty jakiegoś języka, wyjmując je z kilku autorów wzorowych. Co się zgadzało z tą sztuczną normą, to było prawdziwe i klasycznie, a co nie zgadzało się, to był błąd lub zboczenie. Nikt dawniej nie uważał języka za organizm żywy, który z tąsamą koniecznością, co inne organizmy powstaje, rozwija się, umiera, będąc w każdej chwili dokładnym ducha narodowego obrazem i wyrazem.
Jakże inaczej dzisiaj filologia pojmuje swoje zadanie, jak nowe i szerokie odsłoniła nam horyzonty.
Dzięki badaniom Boppa, Grimma, Potta, Benfeya, Ascoli, Corresio, de Gubernatis, Maxa Müllera, Curtiusa, Kuhna, Dubrowskiego, Miklosicza, ks. Malinowskiego i tylu innych, dowodzi ona, jak po rozdzieleniu się mowy ludzkiej na udzielne języki, każdy z nich podlegał najrozmaitszym fonetycznym, etymologicznym i syntaktycznym przemianom: jak pierwotny język aryjski zrazu stał się językiem Wedów, później sanskrytem klasycznym, w którym piewca Mahabaraty pisał swoją epopeę, a Kalidasa swoje dramata; a jeszcze później rozbił się w licznie narzecza nowożytne, któremi dzisiaj mówią ludy indyjskiego półwyspu; dowodzi, jak bogata, ale niezgrabna mowa plemion italskich ułożyła się w rubaszne wiersze Enniusza i Lucyliusza, następnie pod wpływem wzrastającej oświaty i zmienionych warunków historycznych, zabrzmiała klasyczną prozą Cycerona, a nareszcie ustąpiła przed mową ludową, która przez wieki cale przygłuszona, pod ożywczem tchnieniem chrześcijaństwa, zrazu w kościele, potem w literaturze, wytrysła pięknemi językami romańskiemi dokoła morza Śródziemnego[1].
We wszystkich tych badaniach wraca myśl jedna, która im daje wzrost i siłę, cel i kierunek, myśl genezy i rozwoju. Ona panuje dzisiaj wszechwładnie w naukach przyrodzonych; stworzyła fizyologią, morfologia, embryologią, i dała nowy impuls zoologii i botanice; ona nawet przyświeca astronomowi, gdy za pomocą, analizy spektralnej bada odległe nebulozy, tajemnicze zarody nowych światów.
Jeżeli ta myśl jedna zdziałała tak wielkie rzeczy w dziedzinie nauk przyrodzonych, to nierównie większych dokonała w umiejętnościach historycznych, i dla niej to wiek nasz nazywa się wiekiem historycznym. Razem z lingwistyką powstały liczne inne nauki; mitologia porównawcza, psychologia narodów, przedhistoryczna archeologia, które mimo młodości swojej szczycą się potężnemi zdobyczami i rozlewają światło niezmierne na pierwsze czasy ludzkości i początki cywilizacyi. Nic w tedy dziwnego, że zjednały sobie odrazu uznanie wyjątkowe, a chwałę tem większą, im większe są problemy przez nie poruszane. Jeżeli z wielkiem zajęciem przypatrujemy się punkcikowi, który po 26 lub 30 godzinach inkubacyi zjawia się w żółtku ptaszego jaja, bo to serce przyszłego pisklęcia, a jego pierwsze, rzadkie, ledwo dostrzegalne drgania, są zapowiedzią nowego żyjątka, to jakże wyrazić uroczysty nastrój ducha, z którym stawamy wobec owej chwili, gdy po raz pierwszy zakołatało serce ludzkości; wobec owej chwili jedynej, niezrównanej, gdy człowiek po raz pierwszy nad sobą ujrzał Stwórcę, pod sobą przyrodę i zawołał: jestem. Wtedy poczęła się cywilizacya! A jak życie pierwszego człowieka zaczęło się z pierwszem uderzeniem jego serca, tak każdy otwór ludzkiego ducha, sztuka czy umiejętność, system filozoficzny czy religijny, budowa społeczna czy polityczna, ma swoję myśl pierwszą, swoje serce, które zrazu niedostrzegalnym będąc punktem, prędko się wzmaga, rośnie, otacza silnym, misternie wykończonym organizmem. Uchwycić ten punkt pierwszy, doczuć się tego serca, jest zadaniem nowych nauk embryologicznych, które wszystkie razem można objąć wspólną nazwą nauki o początkach.
Szczytne zadanie, prawie niebotyczne. Niestety, trudne do spełnienia, bo napotyka na niezliczone przeszkody. Nie można rozprawiać o początku roślin lub zwierząt, a cóż dopiero o powstaniu cywilizacji lub religii, nie dotykając licznych interesów, a gdzie interes, tam zaraz budzi się namiętność. Przeróżne stronnictwa polityczne, filozoficzne lub religijne, zamieniły teoryą początków, w broń zaczepną lub odporną dla swoich poszczególnych widoków, a zapominając o tem, że teorya początków powinna była nauką indukcyjną, bez żadnych przesądów, bez żadnego dogmatyzmu, wnoszą do niej gotowe już idee, tem fatalniejsze, że pozbawione naukowej podstawy.
Niektórzy uczeni n. p. z góry są przekonani, że nie było objawienia, ani cudów, ani działania Bożego w przyrodzie lub dziejach, a gdy fakta historyczne świadczą przeciwnie, odrzucają je lub tłumaczą według swego widzimisię. Takie postępowanie musiało oczywiście naukę o początkach, zwłaszcza o początkach chrześciaństwa, zamienić w arenę, na której ścierają się rozliczne systemy, tłumaczące każdy po swojemu powstanie naszej religii. Zgadzając się między sobą w tem jednem, ze ona mieć musi początek czysto ludzki, są one w największej niezgodzie, ile razy przychodzi bliżej oznaczyć ten początek. Wtedy jedni do tej, drudzy do innej hypotezy się uciekają, a hypotez jest tyle, ile było narodów starożytności. Wkładem krytycznym tych systemów, a przygotowaniem nowego i prawdziwszego, zajmuje się osobna nauka, teologia porównawcza, najmłodsza latorośl na rozłożystem drzewie embryologii powszechnej. W Niemczech, Holandyi, Francyi, Anglii i Włoszech jest ona uprawiania z wielkiem zamiłowaniem, posiada własne czasopisma, osobne po uniwersytetach katedry, a nawet prywatne, bogato wyposażone instytucye, jak muzeum Guimet'a w Lionie lub fundacja Hibbert'a w Londynie. Dla mnie jest wielce pożądanem zadaniem streścić choć pokrótce owe studja, które dzisiaj za granicą zajmują wszystkie umysły wznioślejsze. Zmuszony bardzo obszerną rzecz wcisnąć w szczupłe ramy czasopisma, postaram się jednak, abym żadnego nie pominął systemu ważniejszego, a chcąc połączyć jasność z krótkością, przechodzić będę systemy embryologiczne chrześcijaństwa według cywilizacyi starożytnych, które im służą za podstawę.
Zaczynam od Wschodu, gdzie w trzech wielkich systemach religijnych po kolei szukano kolebki naszej wiary: w hebrajskim, perskim, indyjskim. Pod ich wpływem powstały trzy różne szkoły embryologów historycznych, które dla krótkości nazwiemy hebrajską, perską i indyjską. Najbliższa nam, bo i w naszym kraju mająca przedstawicieli swoich, jest szkoła hebrajska. Należy do niej wielu teologów protestanckich i spora liczba postępowych rabinów, a najzdolniejszym jej rzecznikiem jest Rénan. Według niego, już ośm wieków przed Chrystusem Izajasz prorok założył chrześciaństwo, a znaczenie historyczne Zbawiciela w tem się całe zamyka, że popularyzując naukę Izajasza, wydobył z niej niektóre praktyczne konsekwencye, i zidentyfikował siebie z Mesyaszem, zapowiadanym przez proroków[2]. Wielu protestantów i żydów prócz tego sądzi, że Chrystus Pan był uczniem rabinów i sam założył szkolę teologiczną taką, jakich wiele istniało podówczas w żydowskiej ziemi; że wszystkie zasady moralności, przezeń wygłaszane, znajdują się w Talmudzie, ze słowem: religia Chrystusową jest sztucznym ekstraktem cywilizacyi hebrajskiej[3]. Słysząc te uczone wywody, nie można oczywiście zrozumieć jednej rzeczy, i to najważniejszej, dlaczego żydzi odrazu występowali z tak niesłychaną nienawiścią przeciw chrześcijaństwu. Dla nich chrześcijanie, choćby zrodzeni z Abrahama, już nie są żydami, ani nauka chrześciańska nie jest odcieniem nauki mojżeszowej, lecz bałwochwalstwem. A wiadomo, jak obrzydliwą rzeczą było w ich oczach bałwochwalstwo. Liczne istniały szkoły żydowskie, jedne surowsze, drugie liberalniejsze w przestrzeganiu przepisów zakonu, a szkoły te wzajemnie nienawidzą się, prześladują, exkomunikują; uczniowie rabina Szamaja ścigają Hilelitów, a Faryzeusze intrygują przeciw Saduceuszom, ale gdy o Chrystusa lub o uczniów Chrystusa chodzi, wtedy wszystkie szkoły zapominają o swoich urazach, a wybuchają jedną wspólną nienawiścią przeciw Temu, którego nazywają zwodzicielem lub egipskim czarnoksiężnikiem [4]. Talmud tylu wymieniu rabinów, tyle szkól odmiennych, a spory ich uważa zawsze za sprawy domowe: tylko chrześcijan nigdy nie uważa za swoich[5]. Twierdzenie zatem, że szkoła rozwolniona Hilelitow lub drobniutka, zasklepiona w sobie sekta Eseńczyków lub Filon aleksandryjski, tłumaczący Mojżesza przez Platona, a Platona przez Mojżesza, lub na pół pogańscy Terapeuci przygotowali lub razem złożyli się na utworzenie naszej religii, nietylko nic nie tłumaczy, lecz sprzeciwia się temu, co najdawniejsze źródła podają o jej powstaniu[6].
Mimo to jest widocznem, że z rożnych teoryj o początkach chrześcijaństwa, żydowska jest najbliższą prawdy, a nie dawałaby powodu do polemiki, gdyby nie kryła w sobie grubego nieporozumienia. Jej wyznawcom zdaje się, niewiedzieć dla czego, że chrześcianie uważają religią swoję za niepozostającą w żadnym związku organicznym, koniecznym z religią Starego Zakonu. Tymczasem chrześcijanie zawsze mieli siebie za prawdziwych synów i spadkobierców patryarchów, zawsze nazywali Abrahama ojcem wiernych[7], zawsze powtarzali słowa Chrystusa, nie przyszedłem rozwiązać zakonu, lecz wypełnić (Mat. V, 17). Żaden chrześcijanin nie dziwi się ani nie uważa za wielkie odkrycie, że w Izajaszu lub innym proroku zawarta jest treść jego religii, bo wié, że księga Izajasza jest jakoby przedchrystusową ewanielią, a jeżeli nawet uczony Max Müller jest przekonany, że nie wszyscy jeszcze widzą w żydowskiej religii przygotowania i podstawy do chrześcijańskiej, to chyba o niechrześcijanach myślał:[8] Chrześcianie nigdy o tem nie wątpili.
Co zaś tyczy się mniemanego wpływu Talmudu na powstanie chrześcijaństwa, uważam wszelką polemikę za zbyteczną. Że w nim pod stosami drobiazgowych subtelności znajdują się nieraz klejnoty, nikt temu nie przeczy; że klejnoty te przypominają czasem z treści i z formy nasze ewanielie, rzecz bardzo naturalna, bo chociaż Nowy Testament pisany jest po grecku, to niemniej autorowie jego myśleli i czuli po żydowsku, wychowani w narodowo-biblijnej atmosferze swojej ojczyzny. Ale wpływu Talmudu na ewanielie nie było, bo Talmud zaczęto spisywać dopiero pod koniec drugiego stulecia, kiedy wszystkie księgi Nowego Zakonu już oddawna były znane, a kontynuowano go aż do piątego a może i szóstego pod ciągłym wpływem ewanielii i dysput z chrześcijanami. Chcieć zaprzeczyć tego wpływu, jest tosamo, co nie chcieć widzieć słońca wśród dnia białego. Wiemy od filozofa Celsusa[9], że już w pierwszej połowie drugiego stulecia, istniały pisma żydowskie polemiczne przeciw chrześcijanom, wiemy od Justyna Męczennika[10], że w tymże czasie w całem imperyum rzymskiem żydzi urządzali misye antychrześciańskie, wiemy, że św. Justyn z nimi dysputował, n. p. w Efezie z Tryfonem, a Tryfon nie jest to nikt inny, jak sławny rabin Tarfon, którego myśli i przygody często przytaczane są w obu Talmudach, jerozolimskim i babilońskim. Z Talmudu[11] także wiemy, ze Tarfon znał ewanielie i przeciw nim występował, cóż więc dziwnego, że z nich przywłaszczył sobie niejeden sposób mówienia, niejedno porównanie.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z systemem perskim. Wymyślił go Ernest Bunsen, syn sławniejszego Chrystyana, który niegdyś był pruskim ambasadorem w Rzymie i Londynie, i wsławił się jako archeolog i teolog. Synowi jego Ernestowi się zdaje, że religia chrześcijańską od niepamiętnych czasów wyznawali Persowie. Istota Najwyższa w trzech postaciach, Bóg Ojciec, Słowo odwieczne, Duch św. grzech pierworodny i upadek człowieka. Odkupiciel i Zbawienie wieczne, wszystko to znajduje się w Aweście, zkąd dostało się do Żydów podczas niewoli babilońskiej. Nie wszyscy jednak Żydzi przyjęli irańską religią, zbyt przeciwną semickiemu sposobowi myślenia. Tylko ludzie wyżsi, nie dbający o przesąd narodowy, zaczęli czcić Ormuzda, a gdy Cyrus pozwolił Żydom wrócić do ojczyzny, przenieśli oni nową wiarę perską z nad brzegów Eufratu do Palestyny. Tam zawiązała się tajna sekta, która przez wieki całe tak dobrze umiała się ukrywać, że nikt zgoła nie domyślił się jej istnienia. Dopiero pierwszy Bunsen odkrył jej ślady w Palestyńskich Eseńczykach i w Egipskich Terapeutach, potem nawet doczytał się jej wpływu w niektórych księgach Starego Testamentu, n. p. w Eklesiastyku i w księdze Mądrości, co więcej, cały przekład grecki Starego Testamentu, za Ptolemeuszów, ma tego wpływu być ciągłym dowodem. Wpływ ten przebija się także w szkole rabina Hillela i w pismach Filona. Tak istniała sobie sekta, przechowując sekretną mądrość Persyi, gdy nieprzewidziany wypadek wpłynął potężnie na jej losy. Wypadkiem tym według Bunsena było przystąpienie Chrystusa do sekty. Wielu znakomitych myślicieli i polityków należało do niej, nie zmieniając jej statutów, pierwszy Chrystus zaprowadził reformę radykalną, że gdy dawniej tylko wtajemniczonych i to w małej liczbie przypuszczano do wszystkich sekretów, Chrystus postanowił rozszerzyć działanie sekty i także masy oświecać. W tym celu ustanowił podwójne naliczanie, jedno popularne, przygotowawcze dla wszystkich, a drugie sekretne, dla kilku zaufanych adeptów. Miało to następstwa nieobliczone. Sekta w sobie zamknięta i bardzo wyłączna, ujrzała się na czele popularnego ruchu, który ciągle się wzmagał. Po śmierci mistrza trzej tylko nieuprzywilejowani apostołowie: Piotr, Jakób i Jan, byli w posiadaniu sekretu, reszta wiernych znała jedynie zewnętrzną powłokę, część popularną chrześcijaństwa. Ale gdy trzej apostołowie przypuścili do sekretu św. Pawła, ten, będąc natury gorętszej, w niepohamowywanym zapale apostolskim, nie umiał dochować sekretu, lecz wszędzie go rozgłaszał, czy w listach i kazaniach, czy za pomocą ewanielii św. Łukasza, wiernego ucznia swego. Tak tedy chrześcijaństwo rozpadło się na dwa wielkie obozy: gminy Pawłowe, obeznane z wszystkiemi sekretami nauki Chrystusowej, i gminy Piotrowe, złożone przeważnie z Żydów, a nie mające wyobrażenia o tajemnicach, które się kryły pod popularną szatą chrześcijaństwa. Powstały ztąd liczne nieporozumienia, niesnaski, nawet wojna zacięta. Uczniowie Piotra, Jana i Jakoba mieli stronników Pawłowych za heretyków, a ci znowu tamtych za chrześcijan małodusznych, niekompletnych, nie posiadających całej wiary Chrystusa. Stanęli Ebjonici z jednej strony, Marcyonici z drugiej, jako skrajna lewica i prawica, podczas gdy reszta wiernych zajęła stanowisko pośrednie, umiarkowane. Tymczasem kościół wzmagał się nieustannie, nareszcie czuł się dość silnym, aby módz wypowiedzieć sekret cały i pogodzić zwaśnione stronnictwa. Kazał przeto w połowie drugiego wieku ogłosić ewanielią Janową, która się odtąd stała duszą nauczania chrześciańskiego. Wiara Zoroastra przestała być tajemnicą, gdy ludy zachodnie były już dostatecznie przygotowane. Tym sposobem tłumaczy autor powstanie naszej religii i mniemane różnice, które upatruje między czwartą ewanielią, a trzema pierwszemi.
Hypotezę swoję wyłożył zrazu w dwutomowem dziele angielskiem: The hidden wisdom of Crist. London 1865, następnie w dziele niemieckiem: Die Einheit der Religionen, im Zusammenhange mit den Völkersvanderungen der Urzeit und der Geheimlehre, z którego dotąd ukazał się tylko tom I w Berlinie 1870 r.
Moglibyśmy sztuczną hypotezę zbyć krótką uwagą, że ewanielie nasze istniały już dawno przed wystąpieniem marcyonitów lub ebionitów, że wreszcie do tłumaczenia różnic jakie zachodzą między trzema pierwszemi a czwartą, nie potrzeba tak kolosalnego historyczno-mitologicznego wywodu, skoro daleko prościej tem się tłumaczą, że Jan Apostoł pisał w innych warunkach i w innym celu, niż reszta ewanielistów; że nareszcie czwarta ewanielia byłaby zupełnie zbyteczną, skoro ze sekretem już wygadał się Łukasz, uczeń i towarzysz Pawłowy. Jednakże teoryra Ernesta Bunsena tyle narobiła wrzawy między rokiem 1865-1870, tyle miała rozgłosu w swoim czasie w wielu czasopismach francuskich i niemieckich, n. p. w Revue des deux Mondes, że warto poświęcić jej rozbiór nieco szczegółowy.
Że religia perska ma z żydowską niejedno podobieństwo, jest rzeczą niewątpliwą. Ormuzd, bóg dobry, u Persów stwarza świat z niczego, a potem rośliny, zwierzęta i pierwszego człowieka. Jest także wzmianka o raju, w którym żyją pierwsi ludzie, o złym bogu Arymanie (Angro-mainjus), który na kształt szatana biblijnego, dochodzi do coraz większego wpływu i znaczenia; jest mowa o drzewie żywota, o wężu czy smoku, gubiącym ludzi, o jedzeniu owoców i utracie raju, o potopie, o niezliczonej hierarchii złych i dobrych duchów, o zbawcy, który przyjdzie na końcu wieków, nareszcie o zwycięstwie Ormuzda nad swoim ciemnym rywalem, poczem rodzaj ludzki odzyska stracone szczęście i pierwotną niewinność. Takie szczegóły, zgrabnie zestawione, robią nadzwyczajne wrażenie, a że dopiero za panowania Persów Żydzi wrócili z niewoli, wydaje się prawdopodobnem, że oni ztamtąd wynieśli większą część swoich tradycyj religijnych. Przypatrzywszy się jednak zbliska mniemanym podobieństwem, poznajemy w nich bardzo nieudaną karykaturę opowiadania mojżeszowego. Pomijam zupełnie, że niektóre z nich czytamy dopiero w Bundeheszu, książce bardzo młodej, napisanej już po upadku dynastyi Sasanidów, kiedy Islam rozwielmożył się w Persyi[12], bo gdyby nawet wszystko, co jest w Bundeheszu, było staroperskiego pochodzenia, to i wtedy jeszcze nikt nie uwierzy, żeby pierwsze stronnice biblii były naśladowaniem mitologii perskiej. Każdy bowiem z szczegółów przytoczonych, jest powiązany z takiem mnóstwem bajek niesmacznych, że odrazu przedstawia się tem, czem jest w istocie, przerobioną, nieraz zupełnie wykrzywioną formą pierwotnych tradycyj ludzkości, które w księgach żydowskich zachowały się w czystości, u innych narodów wyrodziły się w mitologiczne exageracye. Przypatrzmy się stworzeniu świata u Persów. Jego szczytem i koroną jest „wół jednorodny“ (Gans acvodato), a dopiero gdy ten umiera, otruty przez Arymana, wychodzi z jego boku pierwszy człowiek Gajomard (Gaja maretan). Jednakże i ten ginie z ręki Arymana, a wtedy wyrasta z niego drzewo, z którego owoców Ormuzd formuje naszych pierwszych rodziców. Ci zaś nie mieszkają w raju, upadek ich nie pociąga za sobą jego utraty, a przewinienie ich w tem, że piją mleko białej kozy i jedzą owoce, stworzone przez złego ducha. Wtedy to zaczynają czcić Arymana jako boga nieba i ziemi. Raj powstaje daleko później. Zakłada go na rozkaz Ormuzda król Jima, syn Wiwangwaty, i gromadzi do niego najdoskonalsze zwierzęta i najlepszych ludzi. Stworzenie psa zajmuje miejsce przednie w kosmogonii perskiej; jest to najlepsze, najczcigodniejsze zwierzę, a święta księga Persów daleko obszerniej rozprawia o obowiązkach, jakie mamy względem niego, niż o tych, które mamy względem naszych najbliższych[13]. Znają Persowie wielką powódź, ale przez nią Ormuzd nie zamierza ukarać rodzaju ludzkiego, lecz oczyścić ziemię z Karfesterów t. j. złych duchów, a przedewszystkiem utopić złego węża, dzieło Arymana, który oddawna jemu dawał się we znaki[14]. Te kilka punktów niech wystarczy, aby pokazać głęboką, zasadniczą różnicę pomiędzy kosmogonią perską a biblijną. Pierwsza jest niewątpliwie bardzo słabym odgłosem drugiej, a kto przyjmuje główny zakon mitologii porównawczej, że opowiadanie skomplikowane sztuczne i nienaturalne jest zawsze póżniejszem przerobieniem pojedynczego, prostego i naturalnego, ten ani chwili wątpić nie będzie o tem, że tradycja żydowska zachowała nam oryginał, a perska jego późniejszą parafrazę.
Jednakże dyskusye mitologiczne nie prowadzą nigdy do stanowczych rezultatów. Powinniśmy teoryą Bunsena sprawdzić, na kamieniu probierczym faktów pozytywnych i historycznych dokumentów, i zapytać, czy jest prawdziwem przypuszczenie, ze święta księga Persów jest bardzo stara, starsza od Mojżesza, a przynajmniej od niewoli babilońskiej.
Zend-awesta lub Awesta-zend, jak się nazywa u Parsów dzisiejszych[15] w dzisiejszym swym kształcie, nie jest starszą od Szapura II. t. j. wieku czwartego po Chrystusie (309-380). Na to zgadzają się wszyscy oryentaliści. Inne księgi święte Persów są jeszcze młodsze i powstały dopiero po inwazyi arabskiej i w części pod wpływem idei chrześcijańskich, jak dowiódł Spiegel w swojem znakomitem dziele: Eranische Alterthumskunde[16]. Nie myślę zaprzeczyć, jak to robili niektórzy, n. p. profesor holenderski Kern, że autor Awesty istniał rzeczywiście[17], twierdzę tylko, że jego system religijny nie był znany w Persyi, a tem mniej w Mezopotamii, gdy sroga ręka Nebukadnezara zapędziła tam Żydów na wygnanie. Twierdzenie moje opieram na takim dowodzie.
Chociaż Awesta, jak wszystkie księgi święte na wschodzie, pozbawiona jest wszelkiej chronologii historycznej, zkąd niektórzy umieszczali ją 1000 lub 1500 lat przed Chrystusem, zawiera ona jednak niektóre nazwiska i szczegóły topograficzne i geograficzne, na których można oprzeć prawdopodobny jakiś domysł o kraju lub czasie, w którym ona powstała. Z imion własnych dwa tylko przytoczę, Puruszaspę i Wistaspę. Pierwszy jest ojcem Zoroastra, drugi jest królem, który opiekował się jego nauką.
Że Puruszaspa brzmiał po grecku prawdopodobnie Prexaspes, jak domyśla się Gobineau, każdy uzna, kto wie, że Grecy według starej metody kaleczyli imiona greckie: z Kszajarsy zrobili Xerxesa, z Kambudszyji Kambyzesa, z Hakamanisa Achemenesa, z Darajavusa Daryusza. Podobnież Zaratustra zrobił się u Greków Zoroastrem, Ahura-mazda Ormuzdem, Angro-mainyus Arymanem. Bardzo więc prawdopodobnem jest, że Puruszaspa po grecku brzmiał Prexaspes. Tak w istocie nazywa się u Herodota dygnitarz dworski Kambyzesa, któremu król zastrzelił syna, chcąc dać dowód, że nawet po pijanemu celnie trafia z łuku. Chociaż tożsamość nazwisk nie dowodzi tożsamości osób, warto jednak zapisać, że ojciec Zoroastra nazywał się podobnież jak jeden z dworzan Kambyzesa.
Co do Wistaspy króla większość oryentalistów przyjmuje, że to ojciec Daryusza. Daryusz w napisie Behistunskim nazywa siebie synem Wistaspy a badania Floigla[18] wykazały, że Wistaspa był królikiem, po naszemu potężnym wasalem, na południu od morza Kaspijskiego. Tak więc ojciec Zoroastra nazywa się taksamo jak dworzanin Kambyzesa, który wedle tradycyi ułatwił wstąpienie na tron Daryuszowi[19], a król opiekujący się Zoroastrem, nazywa się tak jak ojciec Daryusza. Jeżeli szczególniejszy traf ten robi prawdopodobnym domysł, że Zoroaster żył dopiero za czasów Cyrusa i Kambyzesa i wtedy dopiero zaczął głosić swoję religią, to domysł ten zamienił się w pewność przez nowe odkrycia w ruinach Babilonu. Z wydobytych tam przed kilku laty napisów dwa szczególnie zmieniły zupełnie wyobrażenie nasze o powstaniu państwa Perskiego. Jeden z nich, odczytany przez oryentalistę Rawlinsona, jest proklamacyą Cyrusa do ludu babilońskiego, drugi odczytany przez niemniej uczonego Pinches, opowiada koniec Naboneda, ostatniego króla Babilonu i zajęcie miasta przez Cyrusa[20]. Z obu napisów dowiadujemy się, że Cyrus był już udzielnym królem w Assan, dawnej stolicy Elamitów, zanim wyruszył przeciw Medom, że następnie prawie bez boju zajął Babilon, bo ludność, oburzona na króla Naboneda, że zaniedbywał kult bożka Merodacha, wydała go Cyrusowi; że Cyrus zarówno jak syn jego Kambyzes, byli gorliwymi czcicielami Merodacha i z wielka wystawnością kult jego odnowili. Dawniej już, zanim znane były te napisy, Gobineau dowodził, że dopiero Daryusz podniósł Zoroastryzm do godności religii państwowej, teraz możemy śmiało dodać, że poprzednicy Daryusza byli jeszcze wyznawcami semickiego politeizmu. Daryusz opowiadając czyny swoje, w wielkim napisie na skale w Bechistun, kończy słowami: Wszystko, co zrobiłem, zrobiłem z łaski Ormuzda — podczas gdy w proklamacyi do ludu babilońskiego, powiedziano jest, ze bóg Merodach wyniósł Cyrusa na króla świata — o Ormuzdzie nie ma wzmianki najmniejszej[21].
Z indukcyi tej historycznej, której tylko główne punkta podać mogłem, wynika, że religia żydowska nie mogła podczas niewoli babilońskiej przekształcić się pod wpływem Zoroastryzmu, oraz że hypoteza Bunsena o powstaniu w owych czasach wśród Żydów tajnej sekty czcicieli Ormuzda jest pozbawioną wszelkiej chronologicznej podstawy. Gdybyśmy nawet nie chcieli dać wiary arabskim pisarzom, że Zoroaster był uczniem proroka Jeremiasza[22], to niemniej pewną jest rzeczą, że Zoroaster znał tradycye biblijne, bo już w VIII w. przed Chrystusem, za króla Salmanasara, po wzięciu Samaryi, Żydzi rozszerzali się po całej Asyryi i Medyi, a dochodząc wszędzie do zaszczytów i znaczenia, stawali się fermentem wielkiego ruchu religijnego, który zakończył się wystąpieniem Zoroastra. System Zoroastra, jak dowiódł Gobineau, jest synkretyzmem z pojęć semickich i perskich, a król Daryusz synkretyzm ten zarzucił różnym ludom swego państwa jako religią urzędową[23].
Od Persyi do Indyj niedaleko. Nie znalazłszy kolebki chrześcijaństwa w ojczyznie Daryusza, szukali jej niektórzy uczeni aż u podnóża gór Himalai. Wielbiciel i popularyzator Bunsena Emil Burnouf[24] chciał system jego uzupełnić odkryciem, że Zoroaster przerobił dziwniejszą religią Wedów, tak jak Żydzi przerobili Awestę. Źródłem więc pierwszem tak nauki Zoroastra, jak chrześcijaństwa, byłyby Wedy, owe przedhistoryczne hymny, przy których odgłosie nasi przodkowie aryjscy zawojowali indyjski półwysep. Hypoteza Burnoufa nie jest nowa: już w przeszłym wieku wystąpi z bardzo podobną Voltaire.
Dostawszy z Indyj francuzkich przekład rzekomego Ezurwedy, z pośpiechem go wydał pod tytulem: L'Ezour-Véda traduit du Sanscritam par un Brame (r. 1778). Obliczył nawet, że musiał powstać jakie cztery wieki przed Alexandrem W., a tak był zachwycony jego treścią, że nazywał go najcenniejszym ze wszystkich darów, jakie nam kiedykolwiek dostaly się od Wschodu. Przyjaciele Voltair'a odkryli w nim nawet prototyp chrześcijaństwa i wynosili pod niebiosa. Jednakże radość ta nie trwała długo. Anglik Ellis odszukał w Pondichery oryginał sanskrycki, i wtedy pokazało się, ze on był napisany dopiero w XVII wieku. Historya tej książki dosyć ciekawa. W r. 1606 zasłużony misyonarz włoski Roberto di Nobili pojechał do lndyj, aby tam opowiadać ewanielią. Przekonawszy się, że nawracanie klas wyższych nie robiło prawie żadnych postępów, bo rozbijało się o ich nieprzystępność dla cudzoziemców i nieprzełamaną kastowość, uczył się przez lat wiele w ukryciu nietylko nowożytnych języków indyjskich, lecz co zadziwia na czasy owe, nawet sanskrytu i starego narzecza Wedów. — A gdy już dobrze poznał wszystkie działy bogatej literatury i doskonale władał językami, przyjął strój i sposób życia bramanów i z nimi wchodził w bliskie stosunki. Miał powodzenie nadzwyczajne, a jak niegdyś św. Paweł prawił Ateńczykom o nieznanym bogu, któremu oni stawiali ołtarze, tak on głosił bramanom treść nowego Wedy, rozumiejąc przez to ewanielią. Aby ułatwić mu prace i lepiej przygotować umysły, jeden z uczniów jego napisał wierszem wspomniany Ezurwedam, a naśladując styl starożytnych Puranów (są to poezye religijno-dydaktyczne) mięszał dosyć dziwacznym sposobem sentencye ewanielii ze staroindyjską mądrością. Nie domyślał się poczciwiec, że 100 lat później praca jego we fracuskim przekładzie służyć miała w Europie do burzenia tejsamej religii, której on mozolnie torował drogę w swojej ojczyźnie[25].
Po tem zboczeniu wracam do Burnoufa. Jest on najmocniej przekonany, że wszystkie dogmata, symbole i ceremonie chrześcijańskie znajdują się w religii Wedów[26], a szczytem jego hypotezy jest identyfikacja Chrystusa z indyjskim bożkiem Agni. W starym rycie wedyjskim wydobywa się święty ogień przez tarcie dwóch kawałków drzewa (jest to zabytek przedhistorycznych zwyczajów), poczem zapała się na ołtarzu stos suchej trawy i gałęzi. W miarę jak ogień się wzmaga, kapłan polewa go poświęconem masłem i somą, owym napojem alkoholicznym, który w literaturze indyjskiej tęsamą rolę odgrywa, co w greckiej wino; a gdy nareszcie płomień silnie bucha w gorę, lud zebrany radośnie wita nowo narodzonego Agni, bożka ognia[27]. Wszystko to jasne i zrozumiale. Teraz przychodzi zastósowanie do chrześcijaństwa.
Agni w najdawniejszej mitologii indyjskiej dzieli się władzą swoją z dwoma innemi bożkami, ze słońcem czyli Savitri i Wiatrem czyli Waju. Wyobrażali sobie Indowie, że ogień rodzi się ze słońca, a przez powiew wiatru potężnieje w płomień. To oczywista Trójca chrześciańska, woła Burnouf: jest Bóg, który rodzi, jest Syn, który się rodzi, jest Duch, przez którego się wciela. Co więcej: Mitologia indyjska, jak grecka, chcąc uczcić wynalazek ognia, który umożebnił życie ludzkie na ziemi, dała mu początek niebieski. Bóg Twastri, który jest cieślą i kowalem, podobnież jak grecki Hefestos zrobił owe dwa kawałki drzewa, z których wyskoczyła pierwsza iskra, a że każdy bóg indyjski ma swoją, Maję, swoja nieśmiertelną towarzyszkę, więc i bóg Twastri mieć ją musi. Otóż Twastri, jego Maja i bóg Agni dostały się za pośrednictwem Persów do Żydów, a gdy w Palestynie oczekiwanie Mesyasza doszło do najwyższego stopnia, owe trzy pojęcia mitologiczne zamieniły się w trzy żywe osoby lub raczej z żyjącemi już się zrosły. Niebieski cieśla Twastri stał się św. Józefem. Maja Najświętszą Panną, a bożek Agni dzieciątkiem Jezus[28]. Jeżeli kult Chrystusa z niezmierną szybkością rozszedł się po zachodzie; jeżeli wzruszające ceremonie Wielkiego Tygodnia i uroczystość wielkanocna, tak są drogiemi dla ludów Europy; jeżeli św. Agnieszka tak wielce popularna jest w Rzymie; jeżeli na Wielkanoc zjadają ludy chrześciańskie tyle baranków, wszystko to się przedziwnie tłumaczy podobieństwem nazwisk, bo wielkanocny baranek czyli Agnus i Św. Agnieszka czyli Agnes przypominają ustawicznie ludom romańskim owe piękne czasy, kiedy ich przodkowie aryjscy czcili bożka Agni, dawcę ciepła i światła[29].
Tak więc cały żywot Chrystusa staje się szeregiem symbolicznych legend, utworzonych przez bujną wyobraźnię indyjską. Podwójne pochodzenie jego, odwieczne z Boga Ojca a doczesne z Niepokalanej Dziewicy, cudowne narodzenie w Betleemie wśród nadzwyczajnych zdarzeń, gwiazda przyświecająca królom Wschodu, przedwczesna wiedza w chłopięcym wieku, chrzest w Jordanie, Przemienienie na górze Tabor, cuda, odkupienie i wniebowstąpienie, wszystko to znalazł autor ku wielkiemu zdziwieniu swemu i naszemu dwa tysiące lat przed Chrystusem opiewano w Wedach[30].
A Chrystus historyczny? Ten zupełnie w mgłę się rozpływa, bo nic prawie o nim nie wiemy. Gdy odrzucimy z ewanielii wszystko, co jest legendą, to nie mamy dosyć materyału na ułożenie historycznego żywota. Biografie Chrystusa, które czy w dawnymi, czy w nowszych czasach ogłoszono, są to utwory wyobraźni, romanse, nic więcej[31] Mimo to Chrystus historyczny, tak autor sądzi, nic nie utraci ze swego majestatu, boć Agni jest największem objawieniem natury Bożej w fizycznym i moralnym świecie i słusznie wierzymy, że on kiedyś w pełności wcielił się w człowieka Jezusa, skoro w każdym z nas także Agni przebywa mniej lub więcej doskonałym sposobem[32].
Taka jest mniej więcej treść książki Burnoufa: La science des religions. Chociaż autor prawie na każdej stronnicy zaręcza, że twierdzenia jego są najpewniejsze, że opierają się na badaniach naukowych, że wyjęte są z niewątpliwych dokumentów[33], nie potrzeba bardzo obszernej znajomości sanskrytu, aby się przekonać, że hypoteza b. dyrektora szkoły francuskiej w Atenach, nie ma żadnej podstawy naukowej[34]. Na to zgadzają się, wszyscy znakomitsi indyaniści. Max Müller powiada, że tych, którzy wyprowadzają chrześcijaństwo z mitologii indyjskiej, nie należy brać na seryo, i że żaden fachowy liczony nie podpisałby twierdzeń Burnoufa. Żeby zaś sławne imię jego nikogo w błąd nie wprowadzało, dodaje coprędzej, że wielki Eugeniusz Burnouf nie zostawił ani syna, ani spadkobiercy swej nauki. W istocie Emil Burnouf, wielbiciel Bunsena, nie jest wcale spokrewniony z Eugeniuszem, niezrównanym mistrzem i tłumaczem filologii perskiej i indyjskiej[35]




.

Przypisy

  1. Treściwy a krytyczny wykład o metodzie i rezultatach nowożytnej lingwistyki znajdą czytelnicy u Delbrücka, Introduction to the study of language. Leipzig 1882 (Breitkopf and Härtel).
  2. Zob. Renana Marc Aurèle Paris 1882, p. VI. Vie de Jésus Paris, 1879, 16ième édition, p. 74-84, 105-3-112 a szczególnie p. 119-127.
  3. Hartman tak streszcza naukę liberalnych protestantów o Chrystusie: Jesus ist Jude, und nichts as Jude.... Die Lehre Jesu enthält nichts, als was er aus der talmudischen Bildung seiner Zeit überkommen hatte, selbst seine Gleichnisse sind zum Theil aus dem Talmud entlehnt, die kleineren Vergleiche auch wohl dem volksthümlichen Sprüchwörterschatz. (Die Selbstzersetzung des Christenthums und die Religion der Zukunft. 2. Auflage. Berlin 1874, p. 44).
  4. W rozmowie z Piłatem, Faryzeusze nazywają Chrystusa zwodzicielem: Domine, recordati sumus, quia seductor (ὁ πλάνος) ille dixit adhuc vivens. Taksamo u Justyna, dial. Tryph. 108. Talmud o magii Chrystusa: Annon filius Stadae (t. j. Chrystus) magiam ex Aegypto adduxit per incisionem in carne sua factam? (Szabbat fol. 104, 2) Kilka ustępów z Talmudu o Chrystusie przełożył Keim — Geschichte Jesu von Nazara. Tom I, p. 15-17. Oskarżyciele Pawła przed trybunem Lizyaszem składają się porówno z Faryzeuszów i Saduceuszów. Act Apost. XXIII. 6.
  5. O sporach Hillelitów i Szamaitów mówi Talmud pobłażliwie: Omnis contentio quae est propter Deum, in finem usque durabit. Quaenam est contentio, quae fit propter Deum? Illa est contentio Hillelis et Schammai. (Pirke abot V. 17), przeciwnie ewanielie każe Talmud palić, a w niebezpieczeństwie życia raczej do pogańskiej świątyni się chronić, niż do domu chrześcijańskiego (Szabat fol. 116a).
  6. O Hillelu, który z lekkomyślną łatwością zezwalał na rozwody, który lata całe spierał się z Szamajem, o to czy wolno jeść jaje, zniesione przez kurę w sobotę, który przez szpary patrzał na niejeden libertynizm, a skrupulatnie przestrzegał rytualnego umywania rąk, powiada Renan; że był le vrai maître de Jésus. (Vie de Jésus p. 1863, p. 35) a Geiger, że był prawdziwym reformatorem żydowstwa. (Das Judenthum und seine Geschichte. Część I, str. 104, wyd. z r. 1865). Racyonalista Keim gruntownie dowodzi, że nie był ani jednym ani drugim (Geschischte Jesu von Nazara. Tom I, str. 268-272). Tamże str. 305 zbija on przechwałki postępowych rabinów i pastorów, jakoby Eseńczycy głosili jakieś królestwo Boże lub spodziewali się Mesyasza, a trafnie chorobliwy ten objaw Mozanizmu nazywa zrozpaczeniem o własnym narodzie a egoistycznem pamiętaniem o sobie. Terapeuci nareszcie z upodobaniem modlili się do słońca.
  7. Codzień we mszy św. kapłan wspomina „munera pueri Tui justi Abel et sacrificium patriarchae nostri Abrahae“, a w W. sobotę modli się Kościół „ut in Abrahae filios et in Israeliticam dignitatem totius mundi transeat plenitudo.“
  8. „Wenn wir es einmal so weit gebracht haben, um in der judischen Religion eine Vorbereitung für die weltumfassende Religion Christi zu erkennen“ (Einleitung in die vergleichende Religionswissenschaft. Strassburg 1874, p. 36)
  9. Origen. contra Celsum I. 28, II. 13.
  10. Dial. cum Tryph. cap. 10, 17,108.
  11. Szabat fol. 116a.
  12. Eranische Alterthumskunde von Spiegel. III. Band, Leipzig 1878, p. 797.
  13. L'Avesta, Zoroastre et le Mazdéisme par Abel Hovelacque. Paris 1880, str. 337-356. Zob. także Spiegel. Eranische Alterthumskunde III, p. 657. Herodot I. 140. Geschichte des Alterthums von Max Dunker. Tom IV, p. 153 (4 wyd.).
  14. Że Potop, odgrywający przeważną rolę w tradycyjach żydowskich i chaldejskich, zupełnie jest nieznany autorowi Awesty, a nawet w późnym Bundeheszu nie zostaje w żadnym związku z losami rodzaju ludzkiego, wykazał Spiegel w Eranische Alterthumskunde, Tom I. p. 457, 476, 554.
  15. Awesta=zakon, prawo (Oppert i Harlez w Journal asiat. 1872, mars p. 293. 1876 décembre p. 487) zend=komentarz od źródłosłowu zan=znać, scire, γνῶσις. Awesta pisana jest w starszym języku, zend jest parafrazą lub przekładem, zrobionym dopiero za Kobada I (490-530). Wykazawszy, że część Awesty była już spisana za Xerxesa, a reszta przechowała się ustnie, zbija Spiegel tradycją o spaleniu ksiąg świętych perskich przez Alexandra W., chociaż poświadczonem jednomyślnie przez najdawniejszych perskich i arabskich pisarzy. (Zob. ich świadectwa u Spiegla III, 778). Jednakże kwestya to bardzo podrzędna, bo uczony oryentalista przyjmuje za pewną rzecz, że z politycznej katastrofy, pod którą runęła monarchia Achmenidów, Awesta wyszła znacznie uszczuploną (III, 777) i nader popsutą (III, 78l) zkąd zaraz po śmierci Alexandra prawowierni Persowie przygotowali nową redakcją (III. 781). Konkluzya, do której dochodzi Spiegel jest ta: „Alle unsere Quellen sind darüber einig, dass das Buch in seiner geschriebenen Form erst nach Alexander dem Grossen entstanden sei.“ (Eranische Alterthumskunde III, p. 778). Ta najdawniejsza jednak redakcya przepadła, taksamo druga zrobiona za Ardaszyra Papekana, założyciela dynastyi Sasanidów (226-240), ta zaś, która nas doszła, pochodzi z czasów Szapura II (309-380), który prześladując zarówno Manichejczyków jak i chrześcijan, pracował nad przywróceniem Masdeizmu (t. j. religii Zoroastra) do pierwotnej czystości. Wpływ jednak chrześcijaństwa był wtedy tak wielki, że mimo szalonej do niego nienawiści, redaktorowie Awesty naśladowali rozkład Starego i Nowego Testamentu na księgi i rozdziały. (Zob. Spiegel, Einleitnng in die traditionellen Schriften der Parsen, Leipzig 1856. Część II, p. 12 i nast.).
  16. Tom III, p. 794-797.
  17. Dzieło jego, napisane po holendersku, rozebrał pokrótce Hovelacque w wspomnianej już książce L'Avesta. Zoroastre et le Mazdeisme p. 86, 149.
  18. Cyrus und Herodot nach den neugefunden Keilinschriften. Leipzig 1881, p. 18-21.
  19. Histoire des Perses par le Comte de Gobineau. Paris 1869, Tom II, p. 54.
  20. Zob. Journ. Royal Asiat. Socie. Tom XII, p. 70, oraz Transactions Soc. Bibl. Arch. Tom VII, 1.
  21. Zob. Floigla książkę: Cyrus und Herodot, zwłaszcza str. 19.
    Według Gobineau religia perska została ułożoną przez Zoroastra, a urzędownie wprowadzoną przez Daryusza: Histoire des Perses, Tom II, p. 37-70.
  22. Floigl, p. 18.
  23. Trafnie powiada Gobineau, że król Daryusz I pracował całe życie swoje nad tem, aby: faire sortir des cultes anciens un culte nouveau, syncrétique, excluant les points extrêmes, se tenant dans une sphère moyenne (II. p. 49), o reformie zaś religijnej Zoroastra, ze ona wprowadziła do starożytnego Masdeizmu une foule des notions araméennes et même helléniques (II. p. 53).
  24. Szczególnie w dziele La science des religions. Paris 1876 a przedtem w Revue des deux mondes. Stosunek swój do Bunsena najjaśniej wyłożył w tym ustępie: Je ne crois pas qu'aucune de conclusions de M. Bunsen puisse être sérieusement contestée, car elles sont toutes appuyées sur les textes les plus précis, les plus variés, les plus authentiques, sur des faits généralement reconnus et sur les données les plus certaines de la science moderne: La consequence que nous pouvons en tirer, c'est que le christianisme est dans son ensemble une doctrine âryenne et qu'il n'a pour ainsi dire rien a démêler avec le judaisme. Il a même été institué malgre les juifs et contre eux... (Revue des deux mondes I. décem. 1865).
  25. Max Müller, Vorlesungen über die Wissenschaft der Sprache. Leipzig 1866, Tom I, p. 131, 370. Einleitung in die vergleichende Religionswissenschaft. Stassburg 1874, p. 29.
  26. Cette conclusion est-elle confirmée par l'étude comparative de Veda et des livres chrétiens? Elle l'est de la façon la plus complète, car non seulement les dogmes, mais les symboles et les rites chrétiens se retrouvent tont faits dans la religion vêdique. (La science des religions; p. 217).
  27. La science des religions p. 204, 205, 221-225.
  28. Tamże p. 228-238.
  29. Tamże p. 241: Puisque la théorie d'Agni est identique à la théorie du Christ et que les deux légendes se ressemblent pour ainsi dire de tout point, n'est-il pas naturel de se demander, si le symbole de l'agneau n'a pas eu une si grande fortune dans l'Eglise latine à cause de l'identité des deux noms? Zob. także p. 243-244.
  30. Tamże p. 229: On est sans doute fort surpris de trouver deux mille ans avant Jésus-Christ tous ces faits et beaucoup d'autres qui forment la majeure partie des récits évangeliques.
  31. Tamże p. 230: La partie légendaire des évangiles et des autres livres saints étant ôtée, il ne reste pas de matériaux suffisants pour composer une histoire réelle. Celles qu'on a publieés sont des oeuvres d'imagination et des romans.
  32. Tamże p. 230: Envisagé de la sorte, je ne crois pas que le Christ perde rien de sa majesté.
  33. Tamże p. 217: La science l'a démontré... s'il est établi... p. 214: Admettons comme démontré.... tout le monde admet aussi, puisque les monuments sont là pour le prouver...
  34. Jego dowody brane z archeologii religijnej, niemniej zadziwiają od mitologicznych. Wspomnę tylko, że w wizerunkach Jonasza i Orfeusza autor znalazł rzeczy, których żaden dotąd nie domyślał się archeolog. Bluszcz nad Jonaszem czy roślina ogórkowata, według Włochów, zamienia się przed wzrokiem Burnouf'a w asklepiadę (asclepias acida), z której Indowie robią napój Soma, a wieloryb w symbol ognia (p. 246-247), nie wątpi, że Orfeuszowi oddawano kult zupełny (p. 255): le culte d'Orphée a passé tout a fait dans les monuments chrétiens, chociaż wiadomo, że Chrześcijanie rzadko tylko wyobrażali Chrystusa w kształcie Orfeusza, już to, aby omylić policyą rzymska, już to dla pewnych przypadkowych podobieństw, nadających się do chrześcijańskiej symboliki. Orfeusz dzwięcznem graniem na lutni, wabiący do siebie dzikie zwierzęta, był alegoryą nauczania Chrystusowego. Oto, do czego sprowadza się kult Orfeusza w katakombach. Dziwię się, że autor pominął kult Ulisesa, którego także czasem widać na sarkofagach, jak przywiązany do masztu przepływa bezpiecznie koło Syren. Chrześcijanie widzieli w nim Chrystusa, a w maszcie z poprzecznym drągiem żaglowym obraz krzyża. Po tych próbkach archeologicznej samowolności mniej się zdziwimy, ze autor znalazł nawet sanskryt w katakombach (il y a du sanscrit dans les catacombes de Rome, p. 257). Opowiada, że w podziemnym cmentarzu Pretextata dwie chrześcijanki, Vibia i Alcestis, staja przed trybunałem Jowisza i żony jego, nad którą czytamy wyraz Abracura, imię „bogini chmur, małżonki Jowisza indyjskiego.“ Kto zwiedził malowidło na miejscu, wie, że nie znajduje się w chrześcijańskich grobach Pretextata, lecz obok w pogańskich, przy Via Appia. Wymalowano tam różne rzeczy alegoryczne, odnoszące się do wiary w nieśmiertelność duszy. Odwiedzałem je w r. 1881 i sprawdziłem wszystkie szczegóły podane o nich przez Rafała Garrucci w rozprawie: Tre sepolcri con pitture ed iscrizioni appartenenti alle superstizioni pagane del Bacco Sabazio i t. d. Napoli 1852 — i przez p. De Rossi w Bullettino dell' Instituto di corrispondenza archeologica — r. 1853 p. 87 i nast. Nad grobem Wybii są trzy obrazy: W pierwszym Pluton porywa Wybią, napis nieortograficzny: abreptio Vibies et discensio; na drugim Pluton siedzi na tronie z małżonką swoją; napisy: Dies piter i Abracura t. j. άβρά κούρα. Przed trybunałem. oprócz innych figur, Wybia, prowadzona przez Merkurego (napis: Mercurius Nuntius), obok Alcestis, sławna żona Admeta, która wyobraża tutaj cnoty małżeńskie Wybii, a zarazem zmartwychwstanie. W trzeciej scenie Wybia wchodzi do uczty błogosławionych (napis: inductio Vibiae). Trzy sceny przedstawiają oczywiście: śmierć, sąd, szczęście wieczne, które we wszystkich misteryach pogańskich odgrywają rolę przednią. Ubarwienie mitologiczne dowodzi, że to nie jest grób dwóch chrześcijanek, jak mniema Burnouf, Wybii i Alcesty, lecz poganki Wybii, a kto wszelkiej chce pozbyć się wątpliwości, niech idzie parę kroków dalej, do grobu Wincentego. Zobaczy tam siedm osób ucztujących, a nad nimi napis: septem pii sacerdotes, z których trzy mają frygijskie turbany, oznakę kapłanów Mitry. Ponad sklepieniem grobu czterowiersz łaciński, z którego dowiadujemy się, że tam pochowany Wincenty, kapłan bożka Sabazyusza: (t. j. Mitry) numinis antistes Sabazii Vincentius i t. d. Katakomby są z wieku IV, rozkładem znacznie różnią się od chrześcijańskich, a z pobliskim cmentarzem Prelextata, nie mają żadnego materyalnego połączenia. Oto sanskryt w podziemiach Rzymu, czytany przez Burnouf'a!
  35. „Aber sind dann diese Sätze von irgend einem Gelehrten von Fach unterschrieben“ (Einleitung in die vergleichende Religionswissenschaft p. 33) Eugène Burnouf hat weder einen Sohn, noch einen Nachfolger hinterlassen“ (p. 34).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Pawlicki.