O życiu, dziełach i zasługach Ks. Piotra Skargi/V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Czesław Pieniążek
Tytuł O życiu, dziełach i zasługach Ks. Piotra Skargi
Wydawca Towarzystwo im. Piotra Skargi
Data wydania 1912
Druk Drukarnia Zakładu Nar. im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
V.

Nie tylko w sprawy publiczne wglądał, nie tylko o nie się troszczył, nie tylko cnotę patryotyczną krzewił, nie tylko grzechy w sprawach narodowych popełniane gromił, ale spoglądał bacznie w życie codzienne, w duszę ludzką się wciskał i siał w nią Boże ziarna prawego żywota. Karcił pychę, zbytki, a szczepił miłość bliźniego, skromność, miłosierdzie, zamiłowanie nauki, bogobojnej oświaty. Był piastunem politycznego zdrowia narodu i piastunem uczciwego życia ludzkiego.
Przypominał tę prawdę, że życie huczne, zbytkowne, psuje dobre obyczaje, a niszczy mienie człowieka i przez to niszczy dobrobyt całego narodu. A naród biedny, zniszczony zbytkami, nie może mieć ni powagi u innych, ni siły do stworzenia dla siebie należytej obrony, przed zapędami wojennymi sąsiadów.
Przypomina, jaka była skromność w życiu za dawnych czasów, a wytyka zbytki, które od niedawna nastały:
Pierwej rzadki miał piwo w domu, a teraz winem piwnice wasze wonieją. Pierwej samodziałki boki wasze pokrywały, a teraz aksamity i jedwabie. Pierwej proste wozy i siodła, a teraz złote kolebki i karety. Pierwej zwykłe potrawy, a teraz ptaki i kapłony. Pierwej jedna misa wszystkim, a teraz półmisków kilkadziesiąt. O! najmilsza ojczyzno! Zbytkują dzieci twoje, źle dostatków używają: na grzechy, na utratę, na próżności“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wszystko zjemy i przeczęstujemy. Sąsiad do sąsiada chodząc, jeżdżąc ziemianin do ziemianina, dom wszystek wyniszczą, zjedzą, spiją, zdepczą końmi... I tak dzieci wychowują i synów nauczają do strat, marnotrawstwa, próżnej chwały. Im kto lepiej częstuje, lepsze wino roztacza, im więcej sług chowa, tem większy i dostojniejszy szlachcic. Jedzą z nim, piją, chwalą hojność, dostatek; a gdy wioski mu w długach zabiorą, ucieka każdy od niego. I tak siebie gubią, rodziny swe, królestwo niszczą. Nie na toć Bóg dał majętności, abyś wszystko zjadł i jako wielki błazen rozrzucał, ale abyś ubogich karmił, ojczyźnie służył. Co aksamitów, kitajek i jedwabiów podrze Polska, można by za to obronne zamki budować, kościoły, szpitale i nędzę ludzką zaopatrywać“.

Zbytkami, wystawnością bezmierną, a nie cnotą, pracą, zasługą, dodawano sobie powagi i znaczenia. Nastał zwyczaj jeżdżenia we wspaniałych powozach, zaprzęganych w sześć koni, więc Skarga na to:
Jeśli to nie szaleństwo sześć koni zaprzęgać, a dwa uciągnąć mogą“.
Ten zbytek, to marnotrawstwo gubi lekkomyślników, wyrządza szkodę narodowi, a jest też grzechem przeciw miłości bliźniego.
Jest to wielki grzech, dla gości sto złotych na jeden stół utracić, a ubogim nic nie włożyć! Co za pożytek masz, gdy pana częstujesz, a on mówi: lepsze ja mam wino w domu. Ubogich jedną potrawą uczcisz, a Bóg ci powie: Jać zapłacę, mnieś to częstował“.
A miłość bliźniego, miłosierdzie dla nieszczęścia ludzkiego i nędzy, przenikały na wskróś świętobliwego kapłana. Okazywał to czynem, wypowiadał to słowem kaznodziejskiem, krzewił w sercach ludzkich.
Ty, któryś zdrowy, ratuj schorzałego; któryś nie upadł, podaj rękę leżącemu; któryś bogaty, nie opuszczaj ubogiego“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Bez miłosierdzia inne cnoty są, jako dom bez jednej ściany, ptak bez jednego skrzydła, potrawa bez soli, mowa bez prawdy“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Chrześcijaninowi nie godzi się być skąpym“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Im więcej miłości ku ludziom się szerzy, im kto dobroć swoją bardziej na biednego wylewa, tem większą miłość Bogu okazuje“.
Równie, jak uszlachetnienie serca ludzkiego miłością Boga, ojczyzny i bliźniego, troszczył się też Skarga o rozwój umysłu; o krzewienie oświaty, nauki.
Były to czasy, w których oświata w Polsce zakwitła szczęśliwie. Potęga Polski za Jagiellonów, jej powaga w Europie, wzrost dobrobytu, przez odebranie Krzyżakom przystępu do morza, wszystko to sprawiło, że naród garnął się do nauk, krzewił oświatę, bo miał i potrzebny do tego spokój i sposobność i środki wszelkie. Rozwijały się szkoły w kraju i tysiące po naukę do nich spieszyły.
A że Polska była gościnną, więc z najdalszych krajów przybywali tu ludzie po chleb, po naukę, lub z ciekawości i roznosili po świecie dobre wieści o królestwie Jagiellonów. Skutkiem tego zwiedzali Polskę i najznakomitsi uczeni cudzoziemscy, zawierali znajomości z naszymi, a nasi wyjeżdżali też za granicę, poznawali nauki, które kwitły wówczas we Włoszech, we Francyi, a po części i w niemieckich krajach.
Przez to przybywało Polsce coraz więcej ludzi światłych, uczonych, znakomitych w mowie i w piśmie, i Polacy słynąć zaczęli z uczoności w szerokim świecie.
I nastały wreszcie w XVI. w. takie piękne czasy, że je „złotym wiekiem“ nazwano. Wtedy to uczony Niemiec, zwany Just, z Lipska, pisał tak o Polsce: „O! Polsko! stałaś się miłośniczką nauk i sztuk, które od nas zbiegły, a u ciebie zrazu schronienie, a teraz już stałą siedzibę znalazły“. Jeden z uczonych francuskich wyraził się, że Polska jest krajem szczęśliwym, że inne narody zazdroszczą jej potęgi, wielkości i powagi w świecie.
Nasi uczeni, pisarze, poeci, zasłynęli w świecie, jak oto Mikołaj Kopernik i wielki poeta Jan Kochanowski. Mnożyły się książki, budziła się chęć czytania, oświata docierała do dworków drobnej szlachty, do warstatów rękodzielniczych, do chat włościańskich.
Wiek cały jaśniało takie słońce nad Polską, aż zaczęły je zaćmiewać chmury po zgonie króla Batorego, gdy za Zygmunta III. rozpasały się polityczne zawieruchy, kłótnie, poniewieranie prawa, zamachy na powagę władzy królewskiej.
Książki szły zwolna w zaniedbanie, bo czas trawiono na wrzaskliwych wiecach, czyli sejmikach, a i na bankietach wiecowych, które urządzano, by sobie jednać pomocników do czynienia w sejmie przekory, czyli, jak to dziś się mówi, opozycyi.
Widzi to Skarga, lęka się, że naukę i prawdziwą oświatę zniszczy, strawi ta gorączka, co powstała z rozpolitykowania się narodu. Widzi to Skarga, że w miarę zaniku zamiłowania do nauki, rośnie zarozumiałość i przewrotność, jak to zwykle bywa, że im mniej ktoś naprawdę umie, tem zarozumialszy.
Widzi to Skarga i upomina, karci, do nauki i czytania nawoływa:
Czytaniem odganiajcie matkę wszystkich grzechów: próżnowanie. Odganiajcie ojca wszystkiego ubóstwa duchowego: lenistwo, które wam skarbów mądrości zbierać nie dopuści“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nie mów, że drogie księgi, a pieniędzy nie masz. Masz na co próżnego, a na książki nie masz. Odkładaj na tydzień kilka groszy, a zbierzesz. Odkładaj to, co przepić masz, albo przegrać, albo na próżnych szatach i zbytkach swoich i żony twej tracić masz“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wielka sromota, gdy w domach nie znajdziesz ksiąg, ani rozmów mądrych, jeno psy, ptaki, kufle, stoły, beczki, piękne szklenice, karty, na których drogi czas tracą“.
Zarozumialców, pyszałków, co z lekceważeniem spoglądali na dzieła najznakomitszych uczonych, przechwalając się, że dość własnego mają rozumu i własnej mądrości, gromi Skarga i poucza, że:
fundamentem ludzkiej mądrości jest: swojej mądrości nie ufać“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ta jest droga do rozumu, złożyć swój rozum, a mieć się za maluczkiego“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Są ludzie, którzy mają mądrość, ale ziemską, bydlęcą i djabelską. Ziemska jest, która ma rozum tylko na dostawanie i zatrzymanie i rozmnożenie dóbr świeckich, doczesnych, a nie pomni Boga i bliźniego. Bydlęca zaś mądrość jest, która ciała tylko pilnuje, a pokarmy i rozkosze jego zaopatruje. Trzecia mądrość djabelska, która dowcip swój obraca na zdrady i szkody ludzkie, przez kłamstwa i oszukiwania, szukając sławy i dobrego mienia“.
Tak nauczał ludzi, tak nauczał naród, takie drogi wytyczał Polsce, tak strząsać usiłował grzechy wszelakie z narodu i ludzi, tak wiódł ku prawdzie, ku cnocie, ku zgodzie, ku uczciwości, ku oświacie ten nauczyciel narodu, mistrz, piastun dobra publicznego, prawdziwe słońce duchowe, jaśniejące nad Polską!
Wrażenie wywierał tak wielkie, taka była potęga wymowy jego kaznodziejskiej, że nawracali się nie tylko różni „nowinkarze“, odszczepieńcy, ale nawet żydzi, tatarzy przyjmowali wiarę chrześcijańską.
Owi odszczepieńcy przybywali na kazania Skargi z wielkiej ku niemu niechęci, nie mogąc mu wybaczyć, że siłą swej wymowy odwodzi ich od błędów heretyckich. Zdawało im się, że usłyszą nie jedno, z czegoby mogli sobie potem szydzić, a przez to śród swoich powagę Skargi osłabiać i okazać, że ów kaznodzieja nie taki znowu potężny, skoro na nich wpływu nie wywarł.
Nikt odszczepieńcom wstępu do kościoła nie wzbraniał, więc szli nieraz całemi gromadami. Czekają niecierpliwie, rychło Skarga pojawi się na ambonie. Ukazuje się na niej kaznodzieja, o postawie skromnej, i zaczyna mówić spokojnie, cicho, jakby nieśmiało. Nie jeden z „nowinkarzy“ tłumi uśmiech szyderczy, bo trudno mu zrozumieć, jak taka mowa spokojna, cicha, może wstrząsać sumieniami ludzkiemi.
Ale stopniowo coraz głośniejsze padają słowa z ambony, Skarga się ożywia, głos mu potężnieje, na twarzy i w oczach widnieje silne uniesienie ducha, ogarnia go zapał, wstępuje weń natchnienie Boże i oto z ust padają teraz słowa takie płomienne, że rozpalają wiarę w niewiernych, cnotę w grzesznikach.
Słuchaczom biją serca, piersi wydają westchnienia, głowy się pochylają kornie, w popiół rozsypuje się szyderstwo, z którem tu „nowinkarz“ przybył, a rozpala się wiara i pragnienie oczyszczenia z grzechów.
Pochylała się głowa królewska, pochylały głowy najmożniejszych panów, dumnych, hardych; z ócz ich spływały łzy, gasła w duszy pycha i żądza samolubnego szukania korzyści dla siebie ze sprawy publicznej. Budziło się w nich poczucie sprawiedliwości i miłości ojczyzny. Pięściami uderzali się w piersi skruszeni, podniesieni na duchu, uszlachetnieni.
Jeden z najprzedniejszych panów, książę Lew Sapieha, kanclerz wielki litewski, przybywać musiał dość często na dwór królewski do Krakowa.
Obowiązkiem było senatorów i dostojników, udawać się z królem do kościoła, na kazanie i nabożeństwo, więc też i książę Lew Sapieha towarzyszył królowi, ale że był wiary luterskiej, więc tylko, do bramy kościoła odprowadzał króla, a potem szedł do swego luterskiego zboru.
Zdarzyło się pewnego razu, że wiedziony ciekawością, poszedł z królem do kościoła, aby posłuchać kazania Skargi, o którym słyszał tyle uwielbień śród katolickich panów. Jakoż poszedł, ot, byle coś usłyszeć, obojętny, w luteraniźmie twardy. Aliści w czasie kazania zaczyna się wzruszać, ogarnia go siła wymowy kaznodziei, wciska mu się w duszę, dziwnie ją przeobraża i książę zostaje w kościele przez całe nabożeństwo, a gdy się skończyło, składa publicznie wyznanie wiary katolickiej, wyrzeka się luteranizmu i przed Skargą pokornie się pochyla z wdzięczności, że go swą wymową do wiary ojców nawrócił.
A stąd się brała ta potęga słowa, że był u Skargi nie tylko niepospolity rozum, ale i serce wielkie, miłości pełne dla świata i ludzi, i z serca jego płynęła prawda do serc ludzkich. Nazywał św. Jana „kaznodzieją miłości“ i sam był takim, bo rozumiał „rozmaite płakanie i zasmucenie ludzkie“.
Stąd się brała ta potęga słowa, że życiem świętobliwem stwierdzał to, czego nauczał, że wiarę miał potężną i prawdę ukochał i prawdę głosił, nie bacząc na nikogo, nie oszczędzając grzechu, czy on wyrósł pod królewską purpurą, czy pod wspaniałą szatą magnata, bo wolał nosić z Chrystusem koronę cierniową, niż z królami tego świata, złotą“.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Czesław Pieniążek.