Strona:O życiu, dziełach i zasługach Ks. Piotra Skargi.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Słuchaczom biją serca, piersi wydają westchnienia, głowy się pochylają kornie, w popiół rozsypuje się szyderstwo, z którem tu „nowinkarz“ przybył, a rozpala się wiara i pragnienie oczyszczenia z grzechów.
Pochylała się głowa królewska, pochylały głowy najmożniejszych panów, dumnych, hardych; z ócz ich spływały łzy, gasła w duszy pycha i żądza samolubnego szukania korzyści dla siebie ze sprawy publicznej. Budziło się w nich poczucie sprawiedliwości i miłości ojczyzny. Pięściami uderzali się w piersi skruszeni, podniesieni na duchu, uszlachetnieni.
Jeden z najprzedniejszych panów, książę Lew Sapieha, kanclerz wielki litewski, przybywać musiał dość często na dwór królewski do Krakowa.
Obowiązkiem było senatorów i dostojników, udawać się z królem do kościoła, na kazanie i nabożeństwo, więc też i książę Lew Sapieha towarzyszył królowi, ale że był wiary luterskiej, więc tylko, do bramy kościoła odprowadzał króla, a potem szedł do swego luterskiego zboru.
Zdarzyło się pewnego razu, że wiedziony ciekawością, poszedł z królem do kościoła, aby posłuchać kazania Skargi, o którym słyszał tyle uwielbień śród katolickich panów. Jakoż poszedł, ot, byle coś usłyszeć, obojętny, w luteraniźmie twardy. Aliści w czasie kazania zaczyna się wzruszać, ogarnia go siła wymowy kaznodziei, wciska