Najsmutniejszy Anioł

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Władysław Bandurski
Tytuł Najsmutniejszy Anioł
Wydawca Księgarnia „Przeglądu Katolickiego“
Data wydania 1914
Druk Drukarnia „Przeglądu Katolickiego“
Miejsce wyd. Warszawa; Łódź; Wilno; New York
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


Ks. BISKUP BANDURSKI


Najsmutniejszy
Anioł.
Najsmutniejszy Anioł grafika.png
WARSZAWA — 1914
Nakładem księgarni „PRZEGLĄDU KATOLICKIEGO.“ Warecka 11
Składy główne:
ŁÓDŹ — ul. Św. Andrzeja 3. RADOM — ul. Lubelska 33.
WILNO — Księgarnia Zapaśnika, Dominikańska 5.
NEW YORK — The Polish Book Importing Co. Inc.





Najsmutniejszy Anioł grafika 2.jpg




Gdy się Rok stary żegna z ziemią, patrzą na niego Anioły niebieskie.
Wiedzą one dobrze, iż wraca on z ziemi w krainę wieczności z kartą spisanych swych czynów.
Czasem karta ta jasna i piękna, zda się kwitnie bławatami i liljami — czasem ponura i szpetna, bo znać na niej ślady łez i krwi.
Bywa zaś tak, iż gdy ma na sobie znaki szczęścia, rozrzucanego wśród ludzi — nie jednakowo znaki te są pisane. Dla jednych miał rok więcej szczęścia, dla drugich — mniej…
A gdy wraca w wieczności fale, idą Anioły i pytają:
— Roku stary! Cóżeś dał ziemi?
— Dałem tam na południu dostatek, ciszę, spokój… Więc Anioł krainy szczęśliwej uśmiecha się, dotyka skrzydła starca i mówi:
— Byłeś dobry dla mego narodu i ziemi… Dziękuję Ci; złotem piórem zapiszę twe imię.
— Dałem ludowi z nad morza powietrze najmilsze i najzdrowsze, zbiory najobfitsze, żadną klęską go nie dotknąłem! — mówi Rok stary, a wtedy Anioł tego ludu woła z podziękowaniem:
Jakże dobry byłeś, Roku mój! Kocham Cię szczerze.


— Dałem pracy dość ludowi w innej krainie, nikt się nie żalił, że głodny, nikomu krzywdy cierń nie skaleczył serca…
A więc Anioł tego ludu składa dziękczynne serce i mówi z uśmiechem:
— Jakimże ty Ojcem byłeś dla mojej ziemi? Jakże Cię tam będą wspominali?…

I tak po kolei Anioł każdego ludu i każdej ziemi wita wracającego starca z ziemi, a każdy prawie uśmiecha się, słysząc, co Rok stary opowiada…
Lecz jeden Anioł stoi blady i cichy.
Nie zbliża się i nie pyta…
Spojrzał Rok stary w jego oczy, łzami zalane i pochyliwszy się nizko, szepcze:
— Płaczesz o biedny Aniele ludu najnieszczęśliwszego na ziemi! Czyżem winien, iż się tak stało?… Nie ja to wyciskałem łzy niewinnie gnębionym, nie ja gasiłem im światła… nie ja wydzierałem ziemię… nie ja!…
A Anioł stoi blady i cichy…
Skrzydła jego opuszczone nizko, dłonie jego splecione w niemym bólu, na piersi jego cierni gałązka.
Więc rzeknie Anioł ludu dalekiego z nad morza:
— Czyż nie przyjdzie ku nam z tej ziemi wracający Rok taki, który przyniesie wieść weselszą? Czyż zawsze tylko ztamtąd ból i cierpienie?
— Nie jam winien! — powtarza Rok stary, srodze zasępiony. — Już dawno to było, gdy poprzednicy moi wracali z tej ziemi pięknej z oznakami sławy i chwały przejasnej.
I tyle tych krzywd zniesionych tam, w czasów fali, iż góra z nich urosła wielka… i tyle tam ofiar już składa się na szalę sprawiedliwości, iż zda się, przeważą — a przecież… oto niosę na karcie tej znak bijący nową krzywdą… znak, którego nic nie zatrze i nic nie zmaże.
Spojrzały Anioły na kartę, trzymaną w rękach starca, a na niej widniał wielki napis:

„Nowa Września! Wywłaszczenie z ziemi!“



— Nowa Września? Wywłaszczenie? — wyszeptały Anioły wszystkich ziem i ludów i smutek oblał ich czoła.
A jeden Anioł złożył ręce, jak do modłów, mówiąc ze wstydem i bólem:
— Mój lud to czyni!…
I szept żałosnej skargi płynął w około:
— Jego lud to czyni…
A Anioł ów płakał, mówiąc:
— Mój lud wydziera mowę dzieciom polskim.
I szept żałosnej skargi płynął w około:
— Jego lud to czyni…
A Anioł znów żalił się smętnie:
— Mój lud gotów bez chwili zastanowienia wytępić naród podbity za to, że chce we własnym języku modlić się do Boga, że milsza mu pieśń, pamiątka, obyczaj rodzimy, niż niemiecka mowa i katechizm niemiecki.
— Państwo, co obmyśla w imię litości schroniska dla niemych stworzeń, a nawet lecznice dla zwierząt, bez wstydu woła równocześnie: „Zagłada polskiemu żywiołowi! Odebrać Polakom ziemię! Niech giną z głodu i nędzy!“
— Zaliż zmyje tę plamę nienawiści, niesprawiedliwości i gwałtu z kart swej historji?
A szept innych Aniołów odpowiadał:
— Czyli zmyje tę krzywdę?…
A Rok stary stał jak skazaniec potępiony, a barki jego uginały się tak pod ciężarem tych skarg, jakby go przygnieść miały…
A cichy, milczący Anioł płakał łez rzęsistych strugą i mówił:
— I tyle lat przeszło, a zawsze to samo niosą mi z ziemi Ojczyzny mej drogiej!… Niemcy chcą zabić naród, a naród żyje… Przemoc chce ducha zgnębić, a duch się wzmacnia, przemoc chce wydrzeć mowę i wiarę z serc miljonów, a miljony bronią się i skarbów nie dają…
— Lecz ja nie płaczę nad ludem mej ziemi, ale się smucę łzami męczonych dziatek i troską ojców rodziny, pozbawionych dachu i z gleby swojskiej wygnanych.
— Biedny Aniele!… — szepczą w około duchy jasne.
— Smutny Aniele!… — mówią duchy, otaczające Anioła Polski.
A on, wskazując na kartę Roku starego, gdzie czerni się, jak plama wielka słowo: „Nowa Września!“ „Wywłaszczenie!“ „Zagłada!“ mówi:
— Tu nadzieja lepszej doli!… Nie zginie naród, który umie bronić najdroższych skarbów!… Nie zginie lud, który wierzy w Chrystusa, z krzyża czerpie siłę i moc niezwyciężoną, a cierpiąc ufa w sprawiedliwość Bożą… Lecz biada, o! biada Niemcom, którzy tyle łez wycisną i tyle krzywd z sobą poniosą!
Więc Anioł ludu z nad morza stał jak skamieniały… Oblicza jego nikt nie widział, bo zakrył je skrzydłem…
I gdy Rok stary staczał się w wieczności fale, nie Polski Anioł był najsmutniejszy, choć zabrał z sobą smutnemi słowy zapisaną kartę, ale ten był najsmutniejszy, który krył oblicze skrzydłem, a szeptał cicho:
— Sprawiedliwości szala kiedyż to odważy?


I gdy Rok stary zanikał już w wieczności falach, a ku dziecinie Nowego Roku zwróciły się oczy Aniołów, pytających, co niesie ludom na ziemi, jeden Anioł nie pytał, ani się nie zbliżał… Stał jak posąg martwy z zakrytem obliczem…


A nad nim niby echem gnane kędyś z oddali dzwoniły skargi dzieci polskich, które powtarzały:
Nie będziemy Niemcami! Zostaniemy Polakami!


A w koło niego spadały, jak rosa rzęsista łzy matek biednych, które mówiły:
I życie damy w ofierze, a dzieci nasze zniemczyć nie zezwolimy…
I szła za nim długa procesja wydziedziczonych i wyrugowanych z gleby ojczystej, smutnych, ale mężnych i nieugiętych, którzy wołali potężnym głosem:
Siłą i gwałtem wydzierasz nam, krzyżaku, ukochaną ziemię, ale od duszy polskiej ci wara!


I szły Anioły dalej za śladem Nowego Roku, a jeden Anioł stał w bólu jakby skamieniały…
Ten był najsmutniejszy!…




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Bandurski.