Strona:Najsmutniejszy Anioł.pdf/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Lecz ja nie płaczę nad ludem mej ziemi, ale się smucę łzami męczonych dziatek i troską ojców rodziny, pozbawionych dachu i z gleby swojskiej wygnanych.
— Biedny Aniele!… — szepczą w około duchy jasne.
— Smutny Aniele!… — mówią duchy, otaczające Anioła Polski.
A on, wskazując na kartę Roku starego, gdzie czerni się, jak plama wielka słowo: „Nowa Września!“ „Wywłaszczenie!“ „Zagłada!“ mówi:
— Tu nadzieja lepszej doli!… Nie zginie naród, który umie bronić najdroższych skarbów!… Nie zginie lud, który wierzy w Chrystusa, z krzyża czerpie siłę i moc niezwyciężoną, a cierpiąc ufa w sprawiedliwość Bożą… Lecz biada, o! biada Niemcom, którzy tyle łez wycisną i tyle krzywd z sobą poniosą!
Więc Anioł ludu z nad morza stał jak skamieniały… Oblicza jego nikt nie widział, bo zakrył je skrzydłem…
I gdy Rok stary staczał się w wieczności fale, nie Polski Anioł był najsmutniejszy, choć zabrał z sobą smutnemi słowy zapisaną kartę, ale ten był najsmutniejszy, który krył oblicze skrzydłem, a szeptał cicho:
— Sprawiedliwości szala kiedyż to odważy?