Strona:Najsmutniejszy Anioł.pdf/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

I tak po kolei Anioł każdego ludu i każdej ziemi wita wracającego starca z ziemi, a każdy prawie uśmiecha się, słysząc, co Rok stary opowiada…
Lecz jeden Anioł stoi blady i cichy.
Nie zbliża się i nie pyta…
Spojrzał Rok stary w jego oczy, łzami zalane i pochyliwszy się nizko, szepcze:
— Płaczesz o biedny Aniele ludu najnieszczęśliwszego na ziemi! Czyżem winien, iż się tak stało?… Nie ja to wyciskałem łzy niewinnie gnębionym, nie ja gasiłem im światła… nie ja wydzierałem ziemię… nie ja!…
A Anioł stoi blady i cichy…
Skrzydła jego opuszczone nizko, dłonie jego splecione w niemym bólu, na piersi jego cierni gałązka.
Więc rzeknie Anioł ludu dalekiego z nad morza:
— Czyż nie przyjdzie ku nam z tej ziemi wracający Rok taki, który przyniesie wieść weselszą? Czyż zawsze tylko ztamtąd ból i cierpienie?
— Nie jam winien! — powtarza Rok stary, srodze zasępiony. — Już dawno to było, gdy poprzednicy moi wracali z tej ziemi pięknej z oznakami sławy i chwały przejasnej.
I tyle tych krzywd zniesionych tam, w czasów