Mowa X. Wacława z Sulgostowa, kapucyna podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych M. Eufrazyi od św. Eliasza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł Mowa X. Wacława z Sulgostowa, kapucyna podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych M. Eufrazyi od św. Eliasza
Podtytuł (ze świata Tekli Janeczko) w kościele Karmelitanek bosych w Krakowie, na Wesołej, r. 1902 d. 2 maja.
Data wydania 1902
Wydawnictwo nakładem autora
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
PL Edward Nowakowski-Mowa X. Wacława z Sulgostowa, kapucyna podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych M. Eufrazyi od św. Eliasza P01 Our Lady of the Gate of Dawn.jpg
MOWA
X. WACŁAWA Z SULGOSTOWA, KAPUCYNA
podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych
M. Eufrazyi od św. Eliasza
(ze świata Tekli Janeczko)
w kościele Karmelitanek bosych w Krakowie, na Wesołej, r. 1902 d. 2 maja.
separator poziomy
Czcij ojca twego i matke,
Abyś żył przez długi czas.
(Deut. V, 16).

Życie nasze jest wielkim, nieocenionym darem, bo stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo Boskie i przeznaczeni do nieba. Długie zaś życie, jak sam Pan Bóg objawil, jest nagrodą.
Życie to jednak ludzkie, chociażby było jak najdłuższe, czemże jest, gdy przeminie?
Chwileczką przelotną!
A czemże jest w stosunku do wieczności, do której ludzie stworzeni?
Żadnego tu nie może być porównania, bo wieczność trwa zawsze, zawsze i nigdy, nigdy się nie kończy.
A jednak to życie ludzkie na ziemi, chociaż wobec wieczności jest jakby niczem, wielkie, bardzo wielkie ma znaczenie i wielką ma doniosłość, bo równoważy wieczność i bo od tego tu życia, na ziemi, zależy ta wieczność cała.
Jakie tu życie — taka tam za grobem i wieczność.
Szczęśliwy, kto przeżyje życie na ziemi pobożnie, świątobliwie, z Bogiem w sercu.
Szczęśliwy! bo go czeka wielka nagroda w wieczności, w niebie — bez miary i granic. I jak Zbawiciel objawił, my tu na ziemi nie możemy nawet wyobrazić sobie tego wiekuistego szczęścia w niebie.
A chociaż dopiero w niebie ostateczna nastąpi nagroda, lecz jeszcze i tutaj na ziemi, nieraz Pan Bóg, dla zachęcenia do wytrwałości, dla pobudzenia do większej świątobliwości i jako zapowiedź przyszłej w niebie nagrody, obdarza za wierność Sobie swoich wybranych w szczególniejszem ubłogosławieniu łaskami wielkiemi i niezwykłemi darami, a w liczbie tych niekiedy i długiem życiem, jak to sam objawił.
Takimi darami niezwykłymi i łaską bardzo wielką wraz z błogosławieństwem szczególnem obdarzył Pan Bóg ciebie, czcigodna matko Eufrazyo, gdy dozwolił tobie dożyć uroczystości jubileuszu twego, 50-letniej rocznicy solennych ślubów twoich zakonnych, a w klasztorze tym 54 lat pobytu.
50 lat przeżyć w zamknięciu klasztornem, w najściślejszej klauzurze, w najsurowszej Karmelitanek bosych regule, w najzupełniejszem odosobnieniu od świata i ludzi, nieustannej ofierze, w nieustannem poświęceniu się, w nieustannej modlitwie; w świętej zaprawdę, ale zarazem i nader trudnej służbie zakonnej, wymagającej największego wysiłku i bezgranicznego zaparcia się — trzeba codzień, niemal co chwilę umierać sobie, przezwyciężać siebie we wszystkiem, wyrzekać się bez względu na wszystko, w najmniejszej nawet rzeczy osobistości swojej i swojej woli — ponosić zawsze w nieustannem srogiem umartwieniu jakby nieustanne męczeństwo natury swojej ludzkiej i żyć jakby w ciągłem nieustannem konaniu, jakby za życia być pogrzebanym w grobie, i jak św. Teresa mówiła: umierać — umrzeć nie mogąc.
Ach! któż zdobędzie sie na takie poświęcenie się, na takie życie?
Ten tylko, kto umiłuje Jezusa całem, niepodzielnem sercem.
Kto z Jezusem ukrzyżowanym sam pragnie być ukrzyżowanym.
Ten tylko, kogo sam Pan Bóg do tak ofiarnego, świętego, nadprzyrodzonego i zaiste cudownego życia powoła i obdarzy i wesprze stalą łaską swoją skuteczną.
Taki ze świętą Teresą woła: cierpieć albo umrzeć, i woli ponosić największe, najdotkliwsze cierpienia i najsroższe katusze, niżeli posiąść wszystkie ziemskie pociechy i rozkosze.
Świat tego pojąć nie może; świat lubi się bawić i używać życia i dogadzać sobie we wszystkiem; zajęty wyłącznie sprawami doczesnemi, nie chce pamiętać o nieśmiertelności duszy, o wieczności, o zbawieniu, o Bogu, o śmierci i sądzie po śmierci.
Ale Zbawiciel powiedział: Świat się będzie weselił, a wy się smucić bedziecie, ale smutek wasz w radość się obróci (Ś. Jan XVI, 20).
Przeżyłaś więc, czcigodna matko Eufrazyo, takiego życia ofiarnego lat 50 — współukrzyżowana z ukrzyżowanym Jezusem. Nieraz może i uczułaś cały ciężar krzyża, nieraz może i niejedną łezkę żałosną wylałaś — nieraz może i ścisnęło się biedne serce twoje boleścią, jak mieczem ostrym przeszyte, — nieraz może musiałaś aż do dna wypić kielich goryczy — nieraz może z Jezusem w Ogrojcu w smutku pogrążona powtarzałaś: smutna dusza moja aż do śmierci — a może nieraz, przytłoczona na wałem ucisków, sądząc się być opuszczoną i czując całą niemoc swoją, w trwodze o wytrwałość wołałaś: o Jezu mój! ratuj mnie!
Ale oto już przeszły, przeminęły te lat 50 — jakby chwilka przelotna, zaiste jakby senne marzenie.
Na tej łez dolinie wszystko, ach! wszystko przeminie i tylko jedna wieczność nigdy nie przeminie.
Tam w tej wieczności Ojciec Niebieski hojnie ciebie wynagrodzi za twoją ofiarę, za twoje poświęcenie się, za twoje prace, z miłości świętej szczerem i mężnem sercem podjęte w klasztorze,
— za twoją czułą pobożność do Matki Bożej, — za te twoje koronki codzienne i różańce święte, za te twoje po milion, milion razy bez liczby wciąż powtarzane: Zdrowaś Maryo! Zdrowaś Maryo!
— za twoje wierne wedle sił twoich naśladowanie we wszystkiem twojej matki św. Teresy,
– za twoje wytrwałe, gorliwe i usilne wypełnianie twoich ślubów zakonnych.
O! wielka, wielka czeka ciebie, czcigodna matko Eufrazyo, tam w niebie nagroda, że wedle przyrzeczenia Zbawiciela ani sobie nawet teraz wyobrazić nie możesz.
Ale i tutaj, tutaj na ziemi w tem twojem życiu zakonnem, krzyż ciężki dźwigając, ileż musiałaś zarazem doświadczyć i pociech niebieskich? — — Szłaś wprawdzie po drodze cierniem usłanej, aleś szła ślad w ślad za Jezusem, z Jezusem twoim najściślej zjednoczona — —
Codzień przyjmując w Najświętszym Sakramencie Jezusa, zawsze piastując go w sercu twojem w nieustannej adoracyi i w bogobojnem uwielbieniu,
– w chóralnych kanonicznych pacierzach twoich, w uroczystych kościelnych nabożeństwach, wyśpiewując chwałę Bożą,
— w aktach strzelistych i w westchnieniach, wznosząc się duszą twą do nieba,
— prowadząc życie anielskie — już tu na ziemi musiałaś nieraz odczuć w sobie to, co aniołowie czują w niebie!
I ileż razy w rozczuleniu, w rozrzewnieniu, w zachwyceniu wzlatując na skrzydłach najgorętszej modlitwy twojej ponad poziom tego doczesnego życia i korząc się przed Majestatem Boskim, musiałaś błogosławić Bogu, że ciebie wyprowadził cudownie ze świata i policzył do swoich wybranych, powołując do służby świętej w tym świętym Karmelu, w tym najmilszym zakonie, Matce Bożej poświęconym, żeby przeto zapewnić tobie tem większe szczęście w niebie.
O! czcigodna i najdroższa matko Eufrazyo! błogosław Bogu w dziękczynieniu najserdeczniejszem za wszystko, za wszystko — i za cierpienia krzyżowe i za niebieskie natchnienia. Wytrwaj odważnie na krzyżu ofiary twojej twego poświęcenia się z milości ku Jezusowi aż do końca — usque ad finemusque ad finem! I módl się dalej i dalej, jak święci zawsze się modlili, ufając całem sercem, że Pan Bóg wysłucha pokorne twoje modlitwy i w nieskończonem miłosierdziu swojem zbawi duszę twoją.
A teraz wznieś z głębi serca twego błagalną, gorącą prośbę, aby Matka Przenajświętsza na tę uroczystość twoją, twego jubileuszu 50-letniej rocznicy profesyi twojej zakonnej, z nieba pobłogosławila tobie i ubłogosławiła łaską niebieską, macierzyńską opieką swoją najczulszą wszystkie chwile życia twego, jakie ci jeszcze Pan Bóg dla dokonania w zupełności twojej ofiary całopalnej przeznaczy tu na ziemi, na tym smutnym łez padole.
Ach! módl się i za Ojca naszego świętego, któremu Pan Bóg cudownie życia przydłuża. Módl się z wdzięcznością i za naszego najdostojniejszego, najdroższego pasterza, Księcia Kardynała, który łaską swoją i opieką troskliwą zaszczyca wasz klasztor.
Módl się i za Kościół prześladowany w nieszczęśliwej Litwie, gdzie już trzeciego z rzędu biskupa wileńskiego za obronę wiary św. wywieziono właśnie teraz na wygnanie.
Módl się czule i za ten wasz kochany klasztorek, w którym poświęciłaś się Bogu i w którym te 50 lat z Bogiem przeżyłaś i do którego sam Pan Bóg Opatrznością swoją świętą dla zbawienia i uświątobliwienia twego, jakby za rękę ciebie przyprowadził tu miłościwie.
A ja z tego miejsca świętego całem sercem, całą duszą błogosławię ci błogosławieństwem kapłańskiem i proszę ciebie wzajemnie o twoje do Matki Bożej za mną w św. modlitwie wstawienie się.
A teraz słóweczko i do was, coście przybyli do tego na ustroniu Karmelu dla wzięcia udziału w jego niezwykłej, podniosłej uroczystości, i przeto jednocząc się w modlitwach waszych z modlitwami pobożnych Karmelitanek bosych, bierzecie udział także i w błogosławieństwie, które dziś opromienia ten Karmel dla zasług 50-cioletniego poświęcenia się w nim Bogu w świętej służbie czcigodnej matki Eufrazyi.
Błogosławieństwo to, które i na Was spłynie, napełni duszę waszą łaską Boską, i w sercach waszych wznieci miłość ku Bogu świętą — tę miłość, która życie ziemskie przeistacza w życie niebieskie i czyni ludzi miłemi i coraz milszemi Bogu.
Wszak dobrze wiecie, że Karmel to zakon poświęcony Matce Bożej, żeby był jakby odblaskiem na ziemi chwały niebieskiej i żeby swoją ofiarą i swojem poświęceniem się w naśladowaniu ofiary i poświęceniu się Matki Bożej – był jakby tarczą ochronną i przebłagalną, zadośćczynną, pokutną ofiarą za winy ludzkie.
Biorąc więc udział w modlitwach i w błogosławieństwie spoczywającem nad Karmelem, starajcie się zdobywać także i wy sami na ofiarę, na poświęcenie się i na pokutę w życiu waszem, rozbudźcie w sercu waszem najczulszą pobożność do Matki Bożej, pamiętając, że Matka Boża jest i naszą Matką, przekazana nam przez Zbawiciela naszego na krzyżu.
A ta pobożność i gorliwość o chwałę Matki Bożej, która właściwie się wyraża przez Jej naśladowanie, jak zapewniają Ojcowie Kościoła, jest znamieniem, zapowiedzią zbawienia wiecznego.
O! Matko nasza Niebieska, my dzieci Twoje całem sercem, całą duszą miłujemy Ciebie, cześć ci oddajemy wspólnie z całem niebem — u stóp Twoich blagamy, pobłogosław nas tu wszystkich zebranych, aby to błogosławieństwo Twoje zapewnilo nam wszystkim wieczne w niebie zbawienie. Amen.

L. J. Xtus et B. V. M.!
Przewielebny i Drogi Ojcze Wacławie!
Na ogłoszenie drukiem «Mowy» Twojej, która, jak wszystkie Twoje inne wzniośle i słodziutko skreślona, a która będzie miodem pokrzepiającym pobożne dusze, poświęcone życiu kontemplacyjnemu w zaciszu św. Karmelu, z błogosławieństwem pozwalam.
Z prowincyałatu Braci Mniejszych Kapucynów.
W Sedziszowie, 10 maja 1902.
L. 45.
(L. S.)
br. Floryan z Haczowa
Prowincyał.
 
Mowa niniejsza nie zawiera nic przeciwnego wierze św. katolickiej.
Ks. Stan. Spis
Cenzor.

L. 2415.

POZWALAMY DRUKOWAĆ.
Z Konsystorza Książęco-Biskupiego.
W Krakowie, dnia 13 maja 1902 r.
X. Jan Kard. Puzyna.
(L. S.)
Kraków. — Nakład autora. — Druk W. L. Anczyca i Sp. — 1902.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.