Król Ryszard III (Shakespeare, tłum. Paszkowski, 1924)/Akt trzeci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Shakespeare
Tytuł Król Ryszard III
Wydawca Wilhelm Zukerkandel
Data wydania 1924
Miejsce wyd. Złoczów
Tłumacz Józef Paszkowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
AKT TRZECI.



SCENA PIERWSZA.
Londyn. Ulica.
Odgłos trąb. Wchodzą: książę Walji. Gloster, Buckingham, kardynał Bourchieur i inni.

Buckingham. Witaj nam, książę, w Londynie, twym domu.
Gloster. Witaj, bratanku, panie myśli moich! —
Trudy podróży zasępiłyć humor.
Książę Walji. Nie, stryju; tylko mi przygody w drodze
Przykrą i ciężką uczyniły podróż:
Brak tu na moje przyjęcie mych wujów.
Gloster. Kochany książę, nieskażona prawość,
Właściwa twemu wiekowi, nie dała
Poznać ci jeszcze przewrotności świata;
Niczego więcej nie dostrzegasz w ludziach,
Jak tylko pozór ich zewnętrzny, który
Bogu wiadomo, rzadko albo nigdy
Nie chodzi w parze z sercem. Ci wujowie,
Których tu braknie, byli niebezpieczni:
Wasza Królewska Mość zwracałeś ucho
Do ich miodowych słów, a nie zwracałeś
Uwagi na ich wewnętrzną truciznę.
Niech cię, mój książę, Bóg od nich uchowa
I od podobnie fałszywych przyjaciół!
Książę Walji. Tak, od fałszywych przyjaciół; lecz oni
Wcale takimi nie są.

Gloster. Mości książę,
Major Londynu idzie cię powitać.
Wchodzi lord major ze swym orszakiem.
Major. Niech Bóg na Waszą Książęcą Mość zleje
Błogosławieństwo w zdrowiu i radości!
Ksiaię Walji. Dziękujęć, mój majorze — i wam wszystkim.
Wychodzi lord major ze swym orszakiem.
O wiele prędzej myślałem się spotkać
Z matką i z bratem Yorkiem. Co za ślimak
Z tego Hastingsa, że też nie przychodzi
Powiedzieć nam, czy przyjdą, czy nie przyjdą.
Wchodzi Hastings.
Buckingham. Otóż i zdąża nasz lord cały w potach.
Ksiażę Walji. I cóż, milordzie? idzie nasza matka ?
Hastings. Królowa matka Waszej Księcej Mości
I jej syn, Bogu wiadomo dlaczego,
A nie mnie, w święte schronili się miejsce.
Książęby chętnie był tu ze mną przybył
Dla powitania Waszej Wysokości,
Ale go matka gwałtem zatrzymała.
Buckingham. Cóż to za dziki i dziwaczny wybryk
Z jej strony? Zechciej, lordzie kardynale,
Skłonić królowę, aby bez odwłoki
Przysłała księcia York miłościwemu
Księciu następcy. Na przypadek, gdyby
Trwała w odmowie, wy, lordzie Hastingsie,
Pójdziecie z jego Eminencją razem,
Aby go wyrwać z jej zazdrosnych objęć.
Kardynał. Milordzie, jeśli słaba ma wymowa
Zdoła rozłączyć księcia z jego matka,
Możecie się go zaraz tu spodziewać,
Jeżeli jednak na łagodne prośby
Będzie nieczułą, niech nas Pan Bóg broni
Przywilej świętej naruszać ustroni!
Za cały kraj ten, milordzie, nie chciałbym
Przyjąć na siebie tak ciężkiego grzechu.

Buckingham. Za skrupulatnie rzecz bierzesz, milordzie
Za pedantycznie, za tradycjonalnie;
Chciej bez uprzedzeń zważyć, że krok taki
W obecnym razie nie byłby zgwałceniem
Świętego miejsca, z dobrodziejstw którego
Teraz jak zawsze może ten korzystać,
Co na nie swemi czynami zasłużył,
I ma ten dowcip, że się doń ucieka.
Książę York ani się uciekał do nich,
Ani też na nic zasłużył; dlatego
Nie może, mojem zdaniem, ich kosztować.
Biorąc go przeto stamtąd, gdzie właściwie,
Bo własnowolnie nie jest, nie złamiecie
Żadnego prawa, ani przywileju.
Słyszałem nieraz, że się ludzie chronią
Do świątyń, ale żeby się do świątyń
Dzieci chroniły, jeszcze nie słyszałem.
Kardynał. Tym razem, książę, zamknąłeś mi usta.
Milordzie Hastings, czy idziesz pan ze mną?
Hastings. Idę, milordzie.
Książę Walii. Załatwcie to, proszę,
Mili panowie, jak najprędzej.
Wychodzą kardynał i Hastings.
Stryju,
Racz mi powiedzieć, gdzie, gdy mój brat przyjdzie,
Przebywać będziem aż do koronacji ?
Gloster. Gdzie Wasza Księca Mość uzna za dobre.
Gdyby mi wszakże wolno było radzić,
To możeby się Waszej Wysokości
Przez jaki dzień lub dwa dni podobało
Wypocząć w Towrze; poczembyś się, panie,
Przeniósł gdzie zechcesz, gdzieby najstosowniej
Było dla zdrowia i najodpowiedniej
Upodobaniu Waszej Książęcej Mości.
Książę Walii. Mam wstręt do Towru ; żadne inne miejsce
Nie budzi we mnie tak wielkiej odrazy.
Wszakże to Juliusz Cezar wzniósł tę wieżę ?

Gloster. On był najpierwszym jej założycielem,
Ale dzisiejszą swoją postać winna
Późniejszym czasom.
Książę Walji. Czy to jest oparte
Na dokumentach, czy tylko podane
Koleją czasów, że on ją założył?
Buckingham. Na dokumentach to oparte, panie.
Książę Walji. Przypuśćmy jednak, milordzie, że o tem
Kroniki milczą: mnieby się zdawało,
Że prawda żyćby powinna przez wszystkie
Koleje czasów, tak, jak gdyby była
Rozcząstkowaną pomiędzy potomność
Aż do ostatnich dni świata.
Gloster na stronie. Kto tyje
Przedwcześnie w rozum, ten nie długo żyje.
Książę Walji. Co mówisz, stryju?
Gloster. Mówię, mości książę,
Że i bez kronik sława długo żyje.
Książę Walji.Ten Juljusz Cezar był sławnym człowiekiem :
Czem mu odwaga wzbogaciła rozum,
To jego rozum, spisał, by uwiecznić
Jego odwagę. Śmierć nie zwyciężyła
Tego zwycięzcy, bo dotychczas żyje
W rozgłosie, chociaż nie w rzeczywistości.
Wiesz co, milordzie Buckingham
Buckingham. Co, panie?
Książę Walji. Jeśli Bóg da mi dożyć lat dojrzałych,
To prawa nasze we Francji odzyskam,
Lub życie oddam, a zdobędę chwałę.
Gloster na stronie. Zawczesnej wiosny ciepło krótko-
trwałe.
Wchodzą York, Hastings i kardynał.
Buckingham. Otóż i w porę książę York nadchodzi.
Książę Walji. Ryszardzie York, witaj, kochany bracie!
York. Bądź pozdrowiony, Miłościwy Panie:
Bo tak winienem teraz cię nazywać,

Książę Walii. Tak, bracie, z równym żalem dla nas obu
Zbyt świeżo umarł ten, co go tak zwano,
I z jego śmiercią tytuł ten utracił
Wiele powagi.
Gloster. Jakie nam się miewa
Nasz luby kuzyn York?
York. Dziękujęć, stryju.
Patrzaj, milordzie: mówiłeś mi kiedyś,
Że nieprzydatny chwast szybko podrasta:
A oto brat mój o wiele mnie przerósł.
Gloster. Prawda, milordzie.
York. Czyż on nieprzydatny?
Gloster. O, mój kuzynku, któżby to powiedział?
York. Takim sposobem jest on ci, stryjaszku,
Więcej, niżeli ja, obowiązany.
Gloster. On, jako pan mój, może mną rozrządzać;
Książę masz do mnie prawo jako krewny.
York. Proszę cię, stryju, daj mi ten puginał.
Gloster. Puginał ten? najchętniej, kuzyneczku.
Książę Walii. Żebrzesz? Fe, bracie.
York. Czemu nie? u stryja,
Który w dobroci swej mi nie odmówi,
I o drobnostkę taką, której nie żal.
Gloster. Gotówem nawet chętnie coś większego
Dać ci, kuzynku.
York. Coś większego nawet?
Ten miecz, naprzykład?
Gloster. I owszem, najchętniej;
Jeżeli tylko znajdziesz go dość lekkim.
York. Lekkie więc tylko dary dajesz, stryju,
A kiedy idzie o coś ważniejszego,
To wtedy z kwitkiem odprawiasz żebraka?
Gloster. Ależ, kuzynku, miecz ten nie jest wcale
Do twojej ręki; on ma wagę.
York. Dla mnie
Nie ma on żadnej, chociażby był cięższym.

Gloster. Chcesz, bym ci oddał broń, mój mały lordzie?
York. Tak jest, i dank mój za to będzie taki,
Jak mię nazwałeś, stryju.
Gloster. Jaki?
York. Mały.
Książę Walji. Nasz brat York zwykł się przekomarzać zawsze:
Wasza Cześć raczy go cierpliwie znosić.
York. Chciałeś powiedzieć, miłościwy bracie,
Nosić, nie: znosić. Zaprawdę, stryjaszku,
Brat mój żartuje sobie z Was i ze mnie:
Myśli on sobie, że ponieważ jestem,
Nie przymierzając, tak mały jak małpa,
Powinnibyście mię nosić na grzbiecie.
Buckingham na stronie. Co za subtelny dowcip w jego
słowach!
 Dla złagodzenia swych szyderstw ze stryja
Zręcznie i trafnie wyszydza sam siebie:
Taka przebiegłość, w tym wieku, rzecz rzadka!
Gloster. Łaskawy książę, racz się udać dalej!
Ja z mym kuzynem Buckinghamem pójdę
Do waszej matki, aby ją uprosić,
Iżby was w Towrze powitała.
York. Jakto?
Chcesz iść do Towru, miłościwy bracie?
Książę Walji. Milord protektor życzy sobie tego.
York. Nie będę w Towrze spał spokojnie.
Gloster. Czemu?
Czegożbyś mógł się obawiać, kuzynku?
York. Gniewnego ducha stryjaszka Klarensa:
Babunia mówi, że go tam zabito.
Książę Walji. Ja się nieżywych krewnych nie obawiam.
Gloster. Ani Żadnego z tych, sądzę, co żyją.
Książę Walji. Sądzę, że nie mam czego się obawiać,
Jeżeli żyją. Tak więc z żalem tylko,
Zwracając do nich myśl, idę do Towru.
Wychodzą : książę Walji, książę York, Hastings, i kardynał z orszakiem.

Buckingham. Myślisz, milordzie, że ten mały krzykacz
Nie był podszczuty przez swą chytrą matkę
Do przymawiania ci i drwienia z ciebie
W tak obelżywy sposób?
Gloster. Ani wątpić. —
O, zły to chłopiec, zuchwały, gwałtowny,
A przytem sprytny i cięty nad lata:
Kochanej mamy wykapany obraz.
Buckingham. Na teraz pokój im. — Ketsby!
Ketsby zbliża się.
Przysiągłeś
Zarówno ściśle spełnić nasze chęci,
Jak w tajemnicy trzymać nasze słowa;
Zamysły nasze już ci są wiadome.
Jak myślisz? jestli to łatwem zadaniem,
Wiljama Hastings zjednać naszej sprawie,
Gwoli oddania temu cnemu księciu
Berła tej naszej sławnej w dziejach wyspy?
Ketsby. Przez pamięć ojca jest on przywiązany
Do księcia Walji tak, że niezawodnie
Niczem się nie da od niego odwrócić.
Buckingham. Cóż o Stanleyu sądzisz? czy ten giętszy?
Ketsby. Ten działać będzie we wszystkiem jak Hastings.
Buckingham. Dobrze więc: teraz idzie tylko o to,
Kochany Ketsby, ażebyś zdaleka
Wybadał lorda Hastingsa, o ile
Usposobiony jest nam odpowiednio;
Tudzież, ażebyś go na jutro rano
Wezwał, do Towru, dla uczestniczenia
W naradach naszych względem koronacji.
Jeżeli znajdziesz go powolnym dla nas,
Dodaj mu bodźca i zwierz mu nasz zamiar;
Jeśli zaś będzie trudny, chłodny, twardy,
Bądź i ty takim; utnij z nim rozmowę:
Mamy mieć jutro drugą jeszcze radę,
W której cię czeka znakomita rola.

Gloster. Pozdrów milorda Wiljama odemnie,
Powiedz mu, Ketsby, że odwiecznej lidze
Zawziętych jego nieprzyjaciół jutro
W pomfretskim zamku krew będzie puszczoną;
Niech mój przyjaciel na tę wieść, z radości,
Pani Szor więcej da jednym całusem.
Buckingham. Idź, mój kochany Ketsby, zrób to sprawnie.
Ketsby. Spuśćcie się na mnie, szlachetni lordowie;
Jak najoględniej wywiążę się z tego.
Gloster. Daszże o sobie słyszeć, nim spać pójdziem?
Ketsby. Z pewnością.
Gloster. W Krosby znajdziesz nas obydwóch.
Wychodzi Ketsby.
Buckingham. Cóż uczynimy, milordzie, poznawszy,
Że Hastings nie chce z nami się połączyć?
Gloster. Utniem mu głowę, braciszku, i kwita. —
Coś w takim razie trzeba będzie zrobić. —
A jak zostanę królem, nic zapomnij
Zażądać hrabstwa Hereford odemnie
I darowizny wszelkich dóbr ruchomych,
Jakie nieboszczyk król, nasz brat, posiadał.
Buckingham. Będę miał zaszczyt upomnieć się o to.
Gloster. I z serca będzie ci to udzielonem.
Idźmy zjeść teraz wieczerzę, a potem
Trawiąc ją lepiej zamiar nasz przetrawim.
Wychodzą.

SCENA DRUGA.
Przed domem Hastingsa.
Wchodzi Posłaniec i puka do drzwi.


Posłaniec. Milordzie!
Hastings wewnątrz. Kto tam?
Posłaniec. Ktoś od lorda Stanley.
Hastings wewnątrz. Która godzina?
Posłaniec. Zaraz będzie czwarta.

Wchodzi Hastings.
Hastings. Czy twój pan sypiać po nocach nie może?
Posłaniec. Takby się z tego, co powiem, zdawało.
Naprzód, pozdrawia on Waszą Wielmożność.
Hastings. A potem?
Posłaniec. Potem oznajmia Wam, panie,
Iż mu się nocy dzisiejszej przyśniło,
Że dzik mu zerwał szyszak. Mówi przytem,
Że się dziś odbyć mają aż dwie rady,
I łatwo może na jednej z nich wypaść
Coś, coby mogło Wam, panie, i jemu
Być nie po myśli na drugiej; dlatego
Przysyła do Was, panie, z zapytaniem,
Ażaliby się Waszej Wielmożności
Nie podobało wsiąść z nim na koń zaraz
I co tchu pognać w kierunku północy?
Dla uniknięcia niebezpiecznych następstw,
Jakie przeczucie jego odgaduje.
Hastings. Idż Wasze z Bogiem! powiedz swemu panu,
Niech się nie boi tej podwójnej rady:
Jego cześć i ja będziemy na jednej;
Na drugiej Ketsby, mój dobry przyjaciel:
Gdyby tam miało co zajść z naszą szkodą,
Naprzódbym o tem był uwiadomiony.
Obawy jego są, powiedz mu, płonne
I bezzasadne. — Co się zaś dotyczy
Jego snu, dziwno mi, jak on być może
Tak niedorzeczny, żeby dawać wiarę
Błahym złudzeniom niespokojnej drzemki.
Pierzchać przed dzikiem, nim dzik na sztych idzie,
Jest to pobudzać go, żeby nas ścigał,
Gon wywoływać, o którym on nie śni.
Idż, przyjacielu, powiedz swemu panu,
Żeby wstał z łózka i przyszedł tu do mnie,
A razem pójdziem do Towru, gdy ujrzy,
Jak się uprzejmie z nami dzik obejdzie.

Posłaniec. Idę, i wiernie powiem mu to wszystko.
Wychodzi.
Wchodzi Ketsby.
Ketsby. Po trzykroć dobry dzień, zacny milordzie!
Hastings. Dzień dobry, Ketsby, coś, wcześnie dziś wstałeś.
Cóż tam nowego, co nowego słychać.
W naszem chwiejącem się państwie?
Ketsby. W istocie,
Świat nasz się tacza, milordzie, i mniemam,
Że póty prosto stać nie będzie, póki
Ryszard nie włoży na swą głowę wieńca.
Hastings. Wieńca? Czy przez to rozumiesz koronę?
Ketsby. Tak jest, milordzie.
Hastings. Dam sobie wprzód głowę
Zdjąć z tego karku, nim ujrzę koronę
Na tak niegodnem miejscu położona.
Jakto! Czyś dostrzegł, że on do niej zmierza?
Ketsby. Jak żyw tu stoję, i waszą, milordzie,
Pomoc ku temu tuszy sobie zjednać:
Zaczem przesyła wam tę wieść pomyślną.
Że wasze wrogi, krewniaki królowej,
Dziś jeszcze w zamku Pomfret śmierć poniosą.
Hastings. Nad tą nowiną wprawdzie nie boleję,
Bo oni zawsze mi byli przeciwni;
Ale głosować za Ryszardem, z ujmą
Prawych następców mojego monarchy,
Tego nie zrobię, Bóg widzi, do śmierci.
Ketsby. Zachowaj, Boże, Waszą cześć w tych chęciach!
Hastings. Ale ja jeszcze śmiać się z tego będę
Kawałek czasu, i przyjdzie mi jeszcze
Kiedyś być świadkiem tragicznego końca
Tych, co mię przed mym panem oczerniali.
Zobaczysz, Ketsby, nim się zestarzeję
O, dwa tygodnie.- sprzątnę z drogi takich,
Którzy się tego ani spodziewają.

Ketsby. Smutna to dola, milordzie, umierać
Niespodziewanie, bez przygotowania.
Hastings. O, straszna, straszna! Takiej doświadczają
Rivers, Grey, Wogan, takiej też doświadczą
I inni, co się bezpiecznymi sądzą,
Jak ja i Waszmość; co są, jak wiesz, drodzy,
Książęciu Gloster i Buckinghamowi.
Ketsby. Wysoko stoisz, milordzie, w uznaniu
Obu tych książąt.
Do siebie. Wysoko zaiste,
Bo cię uznają godnym rusztowania.
Wchodzi Stanley.
Bywajże, bywaj! Gdzież twój oszczep, bracie?
Lękasz się dzika, a chodzisz bezbronny?
Stanley. Dzień dobry Waszej Czci, dzień dobry, Ketsby.
Żartujcie zdrowi, ale na krzyż pański,
Mnie się ta dwójca narad nie podoba.
Hastings. Cenię me życie, równie jak wy wasze,
I nigdy w życiu, wierzaj mi, milordzie,
Nie było ono mi droższem niż teraz.
Czy myślisz, żebym miał tak lekki humor,
Gdybym przyszłości naszej nie był pewny?
Stanley. Owi lordowie z Pomfret wyjeżdżali
Raźnie z Londynu, spokojnymi byli
O swoją przyszłość; bo i w rzeczy samej
Nie mieli żadnej racji do podejrzeń;
A jakże prędko dzień ich się zachmurzył!
Ten nagły wybuch tłumionej niechęci
Skłonnym mię czyni do niedowierzania.
Dałby Bóg, żebym tchórzył nadaremnie!
I cóż, czy idziem do Towru ? Już pora.
Hastings. Idźmy, milordzie, idźmy; bądź spokojny.
Czy wiesz? dziś będą mieli głowę ściętą
Owi lordowie, o których wspomniałeś.
Stanley. Imby za stałą ich wiarę przystało
Nosić na karku głowy, lepiej może,

Niż niejednemu z ich oskarzycieli
Kapelusz. Ale idźmy już, milordzie.
Wchodzi Podherold.
Hastings. Idźcie, panowie, naprzód; muszę pierwej
Pomówić jeszcze nieco z tym człowiekiem.
Wychodzą: Stanley i Ketsby.
Jakże się waści powodzi?
Podherold. Tem lepiej,
Kiedy się milord raczy o to pytać.
Hastings. Mnie się powodzi teraz lepiej, bracie,
Niż ongi, kiedyś to do mnie przyszedł;
Wtedy do Towru szedłem jako więzień,
Dzięki staraniom stronnictwa królowej;
Dziś zaś, (zachowaj to proszę, przy sobie),
Dziś przeciwnicy moi są traceni,
A moja sprawa lepszą jest niż kiedy.
Podherold. Daj Boże, aby z niej Wasza Cześć była
Zadowoloną zawsze!
Ksiądz. Bóg ci zapłać!
Na, masz tu; napij się za moje zdrowie.
Rzuca mu sakiewkę.
Podherold. Kornie dziękuję Waszej Wielmożności.
Wychodzi.
Wchodzi Ksiądz.
Ksiądz. Milordzie, cieszę się, że mam sposobność
Widzenia Waszej Cześci w dobrem zdrowiu.
Hastinigs. Z serca dziękujęć, kochany sir Dżonie.
Jestem ci jeszcze, zdaje mi się, dłużny
Za twą ostatnią duchowną posługę:
Przyjdź w tę niedzielę, to się porachujem.
Wchodzi Buckingham.
Buckingham. Z księżmi rozmawiasz, panie szambelanie?
Ksiądz jest potrzebny twoim przyjaciołom,
Co w Pomfret siedzą, ale Wasza Miłość
Ma co innego przed sobą jak spowiedź.
Hastings. W istocie, to też zaledwie spotkałem

Tego świętego męża, aż mi zaraz
Owe osoby stanęły na myśli.
Idziesz do Towru, mości książę?
Buckingham. Idę,
Ale nie długo będę mógł tam bawić:
Wyjdę przed wami, milordzie.
Hastings. Być może,
Bo ja zabawię tam aż do obiadu.
Buckingham do siebie, I do kolacji, o czem jeszcze nie wiesz. —
Idziemy?
Hastings. Służę ci, kochany książę.
Wychodzą.



SCENA TRZECIA.
Pomfret. Przed zamkiem.

Wchodzi Ratklif, za nim Rivers, Wogan i Grey pod strażą

prowadzeni na stracenie.


Ratklif. Wprowadźcie na plac więźniów.
Rivers. Sir Ratklifie,
Pozwól powiedzieć sobie tylko tyle,
Że będziesz świadkiem dziś śmierci trzech ludzi,
Których występkiem całym była wierność,
Szczerość i prawość.
Grey. Oby tylko nieba
Księcia następcę raczyły zasłonić
Przed waszą ligą, tą bandą pijawek!
Wogan. Wy, którym wolno jeszcze świat oglądać,
Pożałujecie gorzko tego z czasem.
Ratklif. Kończcie! stoicie u kresu żywota.
Rivers. O, Pomfret! Pomfret! krwawe ty więzienie
Złowrogie, zgubne dla szlachetnych parów!
W twoich to murów zabójczym obrębie
Był Ryszard drugi na śmierć zarąbany,
I na tem większy twój zakał dziś tobie
Dają niewinną naszą krew do picia.

Grey. Spełnia się owa klątwa Małgorzaty,
Którą rzuciła na Hastingsa,na was
I na mnie, za to, żeśmy byli przy tem,
Kiedy jej syna zabił Ryszard Gloster.
Rivers. Przeklęła ona Hastingsa, przeklęła
I Buckinghama; przeklęła Ryszarda:
O Boże, ziść jej modły przez wzgląd na nią
I przez wzgląd na nas! za moją zaś siostrę
I za jej synów niechaj ci, o Panie,
Wystarczy nasza krew, co, jak wiesz, teraz
Niesprawiedliwie ma zostać przelaną.
Ratklif. Śpieszcie się, śmierci godzina nadeszła.
Rivers. Greyu, Woganie, zamieramy uściski.
Żegnam was, żegnam; do widzenia w niebie!
Wszyscy wychodzą.



SCENA CZWARTA.
Sala posiedzeń Towrze.
Buckingham, Stanley, Hastings, biskup Ely, Ketsby, Lowel
i inni siedzą u stołu: za nimi stoi służba.


Hastings. Tak więc, szlachetni parowie, przedmiotem,
Który nas znaglił zebrać się obecnie,
Jest koronacji obchód. W imię Boże,
Mówcież, jak prędko ten akt ma się odbyć?
Buckingham. Wszystkoż do niego już przygotowane?
Stanley. Tak jest, brak tylko oznaczenia kiedy?
Ely. Jutro więc: dzień ten zda mi się dogodnym.
Buckingham. Któż zna w tej mierze myśli protektora?
Kto cnego księcia jest najzaufańszym?
Ely. Wasza Cześć jego myśli znasz najlepiej.
Buckingham. Znamy się z twarzy, ale co do serca,
Nie zna on mego lepiej niż ja wasze;
Ani ja jego serca nie znam lepiej,
Jak wy, milordzie, moje. Lordzie Hastings,
Wasza Cześć jesteś z nim, mówią, zażyle.

Hastings. Wdzięcznym się czuję Jego Wysokości;
Wiem, że mi sprzyja: ale jego myśli
O koronacji nie wybadywałem.
Ani on także nie raczył mi zwierzyć
Swoich łaskawych chęci pod tym względem.
Czas, milordowie, możecie oznaczyć,
A ja poważę się dać głos za księcia,
Czego on, tuszę, za złe mi nie weźmie.
Wchodzi Gloster.
Ely. W porę nadchodzi sam dostojny książę.
Gloster. Dzień dobry, mili panowie i bracia!
Zaspałem trochę sprawę, ależ przecie
To opóźnienie się moje, rozumiem,
Nie naraziło na odwłokę żadnej
Ważniejszej kwestji, której rozstrzygnienie
Mogło wymagać mojej obecności.
Buckingham. Gdybyś był książę nie nadszedł z za kulis,
Lord Wiljam Hastings gotów był odegrać
Twą rolę, to jest, byłby był za ciebie
Dał głos w przedmiocie aktu koronacji.
Gloster. Nikt być nie może śmielszym niż lord Hastings,
Jego Cześć sprzyja mi i zna mię dobrze. —
Milordzie Ely, świeżo będąc w Holborn,
Widziałem w sadzie twym piękne truskawki:
Każ mi ich przynieść trochę, jeśli łaska.
Ely. Z całego serca, miłościwy książę.
Wychodzi.
Gloster. Słówko, milordzie Buckinghamie.
Na stronie do niego.
Ketsby
Badał Hastingsa, w tem co wiesz, i znalazł
Twardego panka tak zapamiętałym,
Że prędzej głowę wystawi na hazard,
Niż ścierpi, aby dziecko jego pana,
Jak się wyraża, było pozbawione
Swojej posady na angielskim tronie.

Buckingham. Wyjdź stąd na chwilę, książę, i ja wyjdę.
Wychodzą: Gloster i Buckingham.
Stanley. Jeszcześmy o tej świętej ceremonji
Nic stanowczego nie wyrzekli. Jutro
Byłoby, mnieman, cokolwiek za wcześnie;
Ja sam nie jestem tak przygotowany,
Jakbym był, gdyby to miało być później.
Biskup Ely powraca.
Ely. Gdzie lord protektor? Kazałem pójść przynieść
Owych truskawek.
Hastings. Dziś Jego Wysokość
Wygląda jakoś słodko i promiennie:
Musi mieć w myśli coś, z czego jest kontent,
Kiedy tak raźnie dzień dobry powiedział.
Nikt w chrześcijaństwie nie umie, mem zdaniem,
Mniej niż on taić chęci i niechęci:
Z jego lic zaraz poznasz, co ma w sercu.
Stanley. Jakążeś dzisiaj u niego, milordzie,
Skazówkę serca wyczytał na licach?
Hastings. Tę, że nic przeciw nikomu z nas nie ma:
Bo niechby tylko miał urazę jaką,
Byłby to zaraz pokazał po minie.
Gloster i Buckigham powracają.
Gloster. Wzywam was wszystkich, coście tu zebrani,
Powiedzcie, na co zasługują tacy,
Co za pomocą szatańskiego środka,
Przeklętych czarów, na śmierć moją dybia
I piekielnemi urokami swemi
Zgubny wywarli wpływ na moje ciało?
Hastings. Przychylność, jaką w sercu mojem żywię
Ku wam, milordzie, przynagla mię wobec
Całego tego cnego zgromadzenia
Potępić winnych tak sromotnej zbrodni.
Ktokolwiek oni są, głośno oświadczam,
Że zasługują na śmierć.
Gloster. Niechże tedy

Wzrok wasz bezecnej zbrodni da świadectwo!
Patrzcie, jak srodze mię oczarowano;
Wyschło mi ramię, jak zwiędła latorośl:
Edwarda żona to, ta to zła wiedźma,
W spółce z bezwstydną tą babą, Szorową,
Tak mię czartowskim kunsztem naznaczyły.
Hastings. Jeśli to one uczyniły, panie —
Gloster. Jeśli — nierządnych niewiast protektorze,
Ty śmiesz prawić »jeśli ?«, — ty jesteś zdrajcą. —
Uciąć mu głowę! Na świętego Pawła,
Nie prędzej tknę się jadła, aż ją ujrzę —
Level i Ketsby, bądźcie w tem. — Kto ze mną,
Ten niech powstanie i opuści salę.
Cała rada wychodzi z Glosterem i Buckinghamem.
Hastings. Biada ci, Anglio! biada! mnie bynajmniej.
Niebaczny! miałem czas temu zapobiec,
Bo Stanleyowi śniło się, że dzik mu
Hełm strącił z głowy, ale nie zważałem
Na tę przestrogę, wzgardziłem ucieczką.
Trzy razy potknął się dzisiaj mój rumak
I dęba stanął, gdy zobaczył Tower,
Jak gdyby wstręt miał wieźć mię do szlachtuza.
O, teraz mi ów ksiądz jest pożądany,
Z którym mówiłem dzisiaj; teraz żal mi,
Żem tak niewcześnie triumfował, mówiąc
Podheroldowi, iż dziś jeszcze moi
Nieprzyjaciele w Pomfret śmierć poniosą,
A ja sam jestem bezpieczny i w łaskach.
O, Małgorzato! już przekleństwo twoje
Dosięga głowy biednego Hastingsa.
Ketsby. Śpiesz się, milordzie, książę chce jeść obiad:
Czeka na głowę twoją; módl się prędko.
Hastings. O, krótkotrwała łasko śmiertelników,
Za którą gonim bardziej niż za boską!
Kto swe nadzieje zakłada na próżni
Twoich zwodniczych objawów, ten żyje

Jako pijany ów na maszcie majtek,
Którego lada chybnięcie jest zdolne
Strącić w fatalne wnętrzności otchłani.
Lovel. Idźmy! Wykrzyki na nic się nie zdadza.
Hastings. Krwawy Ryszardzie! — Nieszczęśliwa Angljo!
Okropne czasy przepowiadam tobie,
Na jakie nigdy jeszcze świat nie patrzał.
Pod miecz prowadźcie mnie! Raduj się, Glostrze,
Ale miecz, pomnij, ma podwójne ostrze.
Wychodzi za nim Ketsby i Lovel.



SCENA PIĄTA.
Pod murami Towru.
Wchodzą Gloster i Buckingham w zardzewiałych,
niekształtnie wyglądających zbrojach.


Gloster. Brawo, milordzie! umiesz, jak uważam,
Drżeć, blednąć, dławić dech w pośrodku słowa;
Potem zaczynać znów, i znów ucinać,
Jak gdyby przestrach odjął ci przytomność.
Buckingham. Ot, naśladuję biegłego tragika:
Mówię i patrzę w tył i zerkam na bok:
Milknę i wzdrygam się, gdy się źdźbło ruszy,
Jak gdybym nie był panem podejrzenia
Nurtującego w głębi mojej duszy.
Błędne spojrzenia mam na zawołanie
I przymuszone uśmiechy: oboje
Gotowe zawsze służyć mym podejściom. —
Czy Ketsby poszedł już?
Gloster. Poszedł i oto
Lorda majora prowadzi już z sobą.
Wchodzą: lord major i Ketsby.
Buckingham. Pozwól, milordzie, bym z nim sam pomówił —
Lordzie majorze —
Gloster. Bacz na most zwodzony.
Buckingham. Słyszycie? bęben.

Gloster. Ketsby, spojrzyj z murów.
Buckingham. Lordzie majorze, przyczyną, dla której
Zawezwaliśmy was —
Gloster. Patrz za się! broń się!
Nieprzyjaciele zdążają w tę stronę.
Buckingham. Niech was Bóg strzeże i niewinność nasza!
Wchodzą: Lovel i Ratklif, niosąc głowę Hastingsa.
Gloster. Próżny strach; to są przyjaciele nasi,
Ratklif i Lovel.
Lovel. Oto głowa tego
Niecnego zdrajcy, tego intryganta
Niebezpiecznego, chytrego Hastingsa.
Gloster. Takem go kochał, że zapłakać muszę.
Miałem go zawsze za wzór rzetelności,
Jakiej się chyba równa może zdarzyć
Na całej kuli ziemskiej, pośród chrześcijan.
On mi był księgą, w której moja dusza
Zapisywała dzieje wszystkich swoich
Najskrytszych myśli. Tak gładko swe wady
Pozorem cnoty upoliturował,
Że pominąwszy jedną jawną zdrożność,
To jest stosunki jego z żoną Szora,
Z niskąd nie mogło paść nań podejrzenie.
Buckingham. W istocie, jeszcze nie było pod słońcem
Układniejszego zdrajcy. — Patrz, majorze,
Czybyś wystawił sobie, czybyś wierzył,
Gdybyśmy, cudem zostawszy przy życiu,
Nie zaświadczyli o tem, że ten nędznik
Zamierzył sobie dziś w pośrodku rady,
Jego Dostojność i mnie zamordować?
Major. Doprawdy? Hastinos miał ten zamiar?
Gloster. Cóż to?
Myślisz pan, żeśmy Turcy lub poganie?
Żebyśmy przeciw wszelkim formom prawa
Tak się kwapili z zadaniem mu śmierci,
Gdyby wiszący spisek, spokój Anglji,

Nareszcie własne bezpieczeństwo nasze
Nie było tego po nas wymagało?
Major. Ha, w takim razie zasłużył on na śmierć
I Ekscelencje dobrze uczyniły
Dając ten przykład, zdolny innych zdrajców
Od tym podobnych zamachow odstręczyć.
Buckingham. Odkąd się zadał z mis Szor, ja się po nim
Nie spodziewałem niczego lepszego.
Nie kazaliśmy wszakże, by go ścięto
Wprzód, ażby Wasza Cześć przyszła to widzieć;
Ale żarliwy pośpiech tych przyjaciół
Zrzadził to nieco wbrew naszej intencji.
Bardzośmy sobie życzyli, milordzie,
Żebyś był słyszał, co mówił ten zbrodzień;
Jak się struchlały przyznawał do środków,
Które do swego celu przygotował;
A pragnęliśmy, żebyś był to słyszał
Dlatego, abyś potem był w możności
Zdać z tego sprawę przed obywatelstwem,
Które się może błędnie zapatrywać
Na nasz postępek i żałować zdrajcy.
Major. Milordzie, słowo Waszej Dostojności
Jest dla mnie równie ważnem jak świadectwo
Własnych mych oczu i uszu; nie wątpcie
Wasze Książęce Moście, że poczciwe
Obywatelstwo dowie się z ust moich
O sprawiedliwem waszem postąpieniu.
Gloster. Przetośmy Wasza Cześć tu zaprosili,
Dla uniknięcia złośliwych zarzutów.
Buckingham. Skoro zaś cel nasz dopiętym nie został
Skutkiem spóźnienia się twego, milordzie
Zechciej przynajmniej podać to, co słyszysz,
Żeśmy na celu mieli; a tymczasem
Czcigodny lordzie majorze, Bóg z wami!
Wychodzi lord major.

Gloster. On teraz pędzi jak kula na ratusz.
Idźże tam za nim, bracie Buckinghamie,
I w miarę, jak się zdarzy k'temu zręczńość,
Wykaż nieprawość Edwardowych dzieci.
Powiedz tam, jak to król Edward pewnego
Obywatela na śmierć skazał za to,
Za to jedynie, że ten się dał słyszeć,
Iż syna swego uczyni dziedzicem
Korony, mając przez to rzeczywiście
Swój dom na myśli, który tak był zwany,
Z powodu, że miał koronę na szyldzie.
Wytknij też jego szkaradną rozwiązłość,
Jego zwierzęcą skłonność do zmienności,
Która ich sługom, córkom, żonom nawet
Nie przepuszczała, kędy tylko jego
Niestałe serce i lubieżne oko
Mogło łup sobie upatrzyć.
W potrzebie, Rzuć plamę na mnie samego, i powiedz,
Że kiedy moja matka była w ciąży,
Z nienasyconym tym Edwardem, wtedy
Najszlachetniejzy rodzic mój, York, toczył
Wojnę we Francji i z rachuby czasu
Doszedł, że dziecko to nie było jego;
Co się i z rysów tegoż dało poznać,
W których nie było cienia podobieństwa
Do szlachetnego księcia, mego ojca.
Lecz tego dotknij ostrożnie, z daleka,
Bo moja matka, jak wiesz, jeszcze żyje.
Buckinham. Nie troszcz się o to, milordzie; odegram
Tak umiejętnie rolę oratora,
Jak gdyby złoty wieniec mej wymowy
Mnie się miał dostać. Żegnam cię tymczasem.
Gloster. Jeżeli ci się uda z nimi sprawa,
To sprowadź kilku z nich do Bajnard's Kessel,
Gdzie mnie znajdziecie w poważnej kompanji
Czcigodnych ojców i światłych biskupów.

Buckingham. Pomiędzy trzecią a czwartą godziną
Będziesz miał, książę, relację z ratusza.
Wychodzi.
Gloster. Ketsby, idź zaraz do ojca Penkera
A ty, Lovelu, do doktora Szau;
Poproście obu, aby za godzinę
Przybyli do mnie na Bajnarda zamek.
Wychodzą: Lovel i Ketsby.
A ja tymczasem pójdę skrycie zlecić,
Aby Klarensa bębnów w kąt schowano;
I rozporządzić, by odtąd nikt zgoła
Do królewiczów nie znalazł przystępu.
Wychodzi.



SCENA SZÓSTA.
Ulica.
Wchodzi Pisarz kancelaryjny.


Pisarz. Oto egzemplarz aktu oskarżenia
Zacnego lorda Hastings, sporządzony
Na czysto, w kopji, która dziś w kościele
Świętego Pawła ma być odczytaną.
Patrzcież, jak jedno z drugiem tu się wiąże:
Potrzebowałem jedenaście godzin
Na przepisanie tylko tego aktu,
Bo Ketsby przysłał mi go wczoraj w wieczór;
Musiał ci bruljon zabrać tyleż czasu,
A przed pięcioma godzinami Hastings
Żył jeszcze, wolny, nie indagowany,
I bez zarzutu. Dziwnież się to klei!
Któż jest tak głupi, żeby w tem nie widział
Dotykalnego szelmostwa? Lecz któżby
Tak był odważnym powiedzieć, że widzi?
Zły świat i złe go czekają następstwa,
Gdy milcząc, takie widzi się przestępstwa.
Wychodzi.



SCENA SIÓDMA.
Podwórze w zamku Bajnarda.
Wchodzą z przeciwnych stron Gloster i Buckingham.


Gloster. Jakże tam? jakże? Co mówi mieszczaństwo?
Buckingham. Na Przenajświętszą krew Chrystusa Pana!
Mieszczaństwo milczy, jak gdyby mu gębę
Kneblem zabito.
Gloster. Czy im napomknąłeś
O nieprawości Edwardowych dzieci?
Buckingham. A jakże! i o ślubie z ledy Lucy
I tym we Francji przez pełnomocnictwo,
I o niesytej chciwości żądz jego,
I o gwałceniu żon obywatelskich,
I o pastwieniu się jego za fraszki,
I o bękarctwie jego własnem, ile
Że był spłodzonym w takim czasie, w którym
Szanowny jego ojciec był we Francji,
I nie był z twarzy do ojca podobnym.
Poczem skreśliłem im twe rysy, książę,
Będące żywym obrazem ojcówskich,
Tak co do kształtów jak i szlachetności
Odbijającej szlachetność twej duszy;
Przywiodłem wszystkie twe zwycięstwa w Szkocji,
Twą dzielność w boju i mądrość w pokoju,
Twą dobroć, prawość i pokorę: słowem,
Nie pominąłem w ciągu mojej mowy,
Ani dotknąłem pobieżnie niczego,
Co tylko mogło do celu posłużyć.
A gdym orację już wyczerpał, wniosłem,
Ażeby każdy, kto ojczyznę kocha,
Krzyknął: Niech żyje Ryszard, król angielski!
Gloster. I cóż ? czy oni to zrobili?
Buckingham. Gdzie tam !
Boże mi odpuść! nie rzekli i słowa.

Jak nieme głazy, jak zimne posągi
Stali i z trwogą patrzyli po sobie.
Co zobaczywszy, zgromiłem ich ostro
I zapytałem majora, co znaczy
To uporczywe milczenie? Ten odrzekł:
Że to jest rzeczą niezwykłą dla ludu,
Aby doń mówił kto inny jak syndyk;
Więc go znagliłem powtórzyć me słowa,
Co i uczynił dodając przy każdem:
»Tak mówi książę, a tak podaje.«
Ale od siebie nie rzekł nic takiego,
Coby poparło rzecz. Gdy skończył mówić,
Niektórzy z moich własnych zwolenników,
Na drugim końcu sali, wpakowali
Czapki na głowę; z jakie dziesięć głosów
Dało śię słyszeć: »Niech żyje król Ryszard«,
Więc podchwytując to, krzyknąłem: »Dzięki,
Cni przyjaciele i obywatele!
Ten jednozgodny i radosny okrzyk
Świadczy zarówno o mądrości waszej,
Jak i o miłości waszej dla Ryszarda.« ---
Na tem uciąłem krótko i wyszedłem.
Gloster. Zakute głąby! nie chcieli nic mówić?
Więc major z swoją gawiedzią nie przyjdzie?
Buckingham. Major nadejdzie, milordzie, za chwilę.
Udaj, jakobyś był zakłopotanym;
Każ się usilnie prosić, nim ich przyjmiesz;
I pomnij w ręku mieć książkę nabożną,
A obok siebie dwóch ojców duchownych;
Bo mi to poda tekst do patetycznej
Prozopopeji. Tylko się droż, panie,
Nim próbie naszej uczynisz zadosyć;
Uczyń jak dziewka, mów »nie«, a bierz jednak.
Gloster. Dobrze; odchodzę. Jeśli ty, milordzie,
Będziesz tak dobrze przemawiał za nimi,
Jak ja potrafię mówić »nie«, za siebie,
To rzecz niechybnie załatwim po myśli.

Buckikingham. Idź, mości książę; wejdź na ganek; stamtąd
Dasz im się widzieć, lord major już idzie.
Gloster wychodzi.
Wchodzi lord major, aldermani i obywatele.
Witaj, milordzie! Czekam tu i czekam:
Książę, snać, nie chce dać dziś posłuchania.
Ketsby nadchodzi z zamku.
No, i cóż, Ketsby? Cóż twój pan powiedział
Na moją prośbę?
Ketsby. Prosi Waszą Miłość,
Iżby go jutro raczyła odwiedzić,
Albo pojutrze. Zamknięty jest z dwoma
Świętobliwymi sługami kościoła
I zatopiony w medytacji; żaden
Światowy powód nie zdoła go skłonić
Do zawieszenia tych duchownych ćwiczeń.
Buckingham. Kochany Ketsby, oznajm księciu panu,
Że ja, lord major i aldermanowie,
W naglącej sprawie, w rzeczach wielkiej wagi,
Bo powszechnego dobra dotyczących,
Przyszliśmy tutaj i w podwórzu stoim,
Pragnąc pomówić z Jego Wysokością.
Ketsby. Idę niezwłocznie o tem go uprzedzić. Wychodzi.
Buckingham. A co? ten książę, panie, to nie Edward:
Ten się na miękkiem łożu nie rozwala,
Ale na klęczkach duma świętobliwie;
Nie baraszkuje w gronie sprośnych niewiast,
Ale rozmyśla w towarzystwie księży,
Nie śpi, by gnuśne ciało swe utuczył,
Ale się modli, by wzmógł umysł czynny.
Zaprawdę, Anglia byłaby szczęśliwą,
Gdyby ten książę bogobojny przyjął
Ster rządu nad nią; lecz niestety! pewnie
Nam się nie uda skłonić go do tego.
Major. Niechże Bóg broni, aby Jego Miłość
Miała powiedzieć »nie!«
Buckingham. Boję się bardzo,

Czy tak nie zrobi. Oto Ketsby wraca.
Wchodzi Ketsby.
No, Ketsby, jaką niesiesz nam odpowiedź?
Ketsby. Jego Książęcej Wysokości dziwno,
W jakimuś celu, milordzie, na zamek
Sprowadził taki tłum obywateli,
Gdy o tem Jego Książęcą Wysokość
Uwiadomioną nie była poprzednio
Jest on w obawie, azali to jakich
Złych względem niego nie kryje zamiarów.
Bukingham. Żywo boleję nad tem, że mój wielce
Szanowny kuzyn przypuszcza z mej strony
Złe względem niego zamiary. Bóg świadkiem,
Żeśmy w najlepszych myślach tu przybyli.
Idź Ketsby, jeszcze raz; zapewnij o tem
Jego Wysokość.
Ketsby wychodzi.
Kiedy ludzie pełni
Świętej dewocji siedzą nad różańcem,
To ich nie łatwo od niego odciągnąć:
Taką ma w sobie słodycz bogomyślność.
Gloster ukazuje się na górnej galerii, pomiędzy dwoma biskupami.
Ketsby powraca.
Major. Patrzcieno, wszakże to Jego Wysokość
Stoi pomiędzy dwoma biskupami?
Buckingham. Dwa to filary, na których się cnota
Chrześcijańskiego opiera ksiąięcia,
Aby w bezdroża próżności nie upadł.
I w ręku, patrzcie, ma książkę nabożną,
Tę najprawdziwszą ozdobę, po której
Świętobliwego znać męża. -
Przesławny
Plantagenecie, przedostojny książę,
Podaj łaskawe ucho naszej prośbie,
I wybacz, żeśmy przerwali praktykę
Twej chrześcijańskiej, żarliwej dewocji.

Gloster. Niema potrzeby tych usprawiedliwień,
Milordzie; ja to was raczej przepraszam,
Że służbą bożą w cichości zajęty,
Każę na siebie czekać przyjaciołom.
Ale nie mówmy o tem. Cóż sprowadza
Wasze Miłoście?
Buckingham. To, co się zarówno
Podoba, mniemam, Bogu, jak i wszystkim
Poczciwym ludziom tej wyspy, na teraz
Będącej w smutnym stanie bezkrólewia.
Gloster. Boję się, czylim nie popełnił czego,
Co mogło zdrożnem się wydawać w oczach
Obywateli, i czyście nie przyszli
Zganić mię za ten mimowolny usterk.
Buckingham. Tak, zawiniłeś, milordzie: bogdajby
Wasza Wysokość chciała wynagrodzić,
Na nasze prośby, to swe przewinienie.
Gloster. Gdybym win moich zmywać nie był gotów,
Na cóżbym liczył się do wiernych chrześcian?
Buckingham. Dowiedz się przeto, miłościwy książę,
Iż w tem jest twoja wina, że skazujesz
Majestat tronu, berło twoich przodków,
Przywilej szczęścia i należność rodu,
Dziedziczną chwałę cnego domu twego,
Na poniżenie przez niegodne plemię;
Ponieważ, skutkiem zbytniej łagodności
Uśpionych myśli twoich, które zbudzić,
Dla dobra kraju, jest zamiarem naszym,
Sławnej tej wyspie brak właściwych członków;
Piękną jej postać szpecą blizny hańby;
W jej pniu królewskim tkwią szczepy nikczemne,
A on sam prawie wtrącony jest w ciemnię,
Pochłaniającą przepaść zapomnienia.
Chcąc to naprawić, postanowiliśmy
Waszą Wysokość prosić, izbyś raczył
Przyjąć na siebie rządy tego kraju,

Nie jako rejent, protektor, namiestnik,
Albo cudzego mienia zawiadowca,
Lecz jako istny, z porządku krwi, dziedzic,
Wchodzący w swoje prawa, w posiadanie
Swojego spadku, swych dóbr, swej własności.
Dlatego łącznie z obywatelami,
Którzy cię cenią, panie, i miłują,
I na usilne tychże naleganie
Przychodzę Waszą Książęcą Mość skłonić
Do uczynienia zadosyć tej prośbie.
Gloster. Nie wiem, co lepiejby godności mojej
I położeniu waszemu przystało:
Czy żebym odszedł nic nie powiedziawszy,
Czy też wam gorzkie uczynił wyrzuty.
Gdybym nic nie rzekł, moglibyście myśleć,
Że krępująca mi język wyniosłość
Milcząc przystaje na przyjęcie tego
Złotego jarzma monarchicznej władzy,
Którą niebacznie chcecie mi narzucić;
Gdybym was zgromił za tę waszą prośbę,
Tak oczywistym będącą dowodem
Prawdziwej waszej dla mnie przychylności,
To, z drugiej strony, skrzywdziłbym przyjaciół:
By więc uniknąć pierwszego i mówić,
A mówiąc nie wpaść w drugą ostateczność,
Taką pośrednio daję wam odpowiedź:
Życzliwość wasza warta mej podzięki,
Ale zasługa moja mało warta
Cofa się wobec celu waszych życzeń.
Choćby, przypuśćmy, usunięte były
Wszelkie przeszkody i choćbym na mocy
Praw urodzenia miał utorowana
Drogę do tronu, to winienem wyznać:
Tak bardzo jestem ubogi na duchu,
Tak wielostronne są me niedostatki,
Lubym się wolał ukryć przed wielkością,

Jako łódź, siły morza nie znosząca,
Niż zostać moją wielkością zakrytym,
I zaduszonym dymem mojej chwały.
Ale, na szczęście, niema tej potrzeby,
(Gdyby zaś była, byłbym, chcąc wam pomóc,
W ciężkiej potrzebie); z królewskiego drzewa
Królewski przecie pozostał nam owoc,
Który dojrzawszy z czasem, niewątpliwie
Majestatowi ujmy nie przyniesie
I uszczęśliwi nas rządami swymi.
Na niego zdaję to, coście panowie
Zdać na mnie chcieli; zostawiam go spełna
Przy jego prawach i świetnej przyszłości:
Niech mnie Bóg broni wyzuwać go z tego!
Buckingham. Świadczy to, panie, o skrupulatności
Twego sumienia, ale, jak na teraz,
Są to skrupuły niewczesne i błahe,
Kiedy się wszystko dokładnie rozważy.
Mówiłeś, panie, że królewicz Edward
Jest twym bratankiem, i my to mówimy;
Ale nie z żony Edwarda, bo Edward
Był połączony pierwej z ledy Lucy;
Wie o tych ślubach twa matka, milordzie;
A nieco później, przez pełnomocnictwo,
Wszedł w związki z Boną, siostrą króla Francji.
Gdy zaś te obie dostały odprawę,
Naówczas prosta jedna suplikantka,
Znękana losem, matka kilku synów,
Z pola piękności zeszła biedna wdowa,
Na samym schyłku swych dni przedjesiennych,
Lubieżne jego zniewoliła oko
I dążeń jego wyższy lot zwichnęła,
Do sromotnego wiodąc go dwużeństwa.
Z tego to łoża nieprawego idzie
Edward, przez grzeczność zwany królewiczem.
Mógłbym tu jeszcze coś więcej przytoczyć,

Ale szacunek dla niektórych osób,
Co jeszcze żyją, zamyka mi usta.
Przyjm więc, łaskawy panie, ten przywilej
Królewskiej władzy, który ci niesiemy,
Jeśli nie w celu zlania przez to na nas
Błogosławieństwa i na kraj nasz cały,
To choć dlatego, ażebyś szlachetny
Dom swój uchronił przez to od zakału,
Jaki mu grozi, zapewniając temuż
Prawy, właściwy porządek następstwa.
Major. Spełń, panie, prośbę twych obywateli!'
Buckingham. Nie gardż, o panie, tą ich serc ofiarą!
Ketsby. Uciesz ich, skłoń się do ich słusznych życzeń!
Gloster. Ach, pocóż na mnie składacie to brzemię
Jam nie do tronu, nie do majestatu.
Wybaczcie, proszę; nie miejcie mi za złe,
Że chęciom waszym nie mogę dogodzić.
Bukingham. Skoro nam tergo odmawiasz, milordzie,
Nie chcąc przez zbytnią dobroć i sumienność
Wywłaszczać tego twojego bratanka,
Co i umiemy wyrozumieć, znając
Tkliwość twojego serca, twe łagodne,
Miękkie współczucie, nietylko dla krewnych,
Ale zarówno dla każdego stanu:
To wiedz, że czyli uczynisz nam zadość,
Czy nie uczynisz, syn twojego brata
Nigdy nad nami panować nie będzie:
Osadzim kogo innego na tronie,
Z krzywdą twojego domu i upadkiem.
To jest ostatnie nasze słowo. — Pójdżcie,
Obywatele; nie prośmy już dłużej.
Wychodzi.
Ketsby. Każ go przywołać nazad, drogi książę;
Przyjm ich ofiarę: jeśli ją odrzucisz,
Biedny kraj ciężko to odpokutuje.
Gloster. Koniecznież na mnie ma spaść ten trosk nawał ?

Dobrze więc, wróć go.
Ketsby wychodzi.
Nie jestemci z głazu!
Tak natarczywe wasze nalegania
Pokonywają mój opór, jakkolwiek
Trwać mi w nim radzi serce i sumienie.
Buckingham wraca.
Milordzie Buckingbam, i wy poważni,
Światli mężowie, skoro przez życzliwość
Chcecie mi na kark wtłoczyć ciężar szczęścia,
Abym go dżwigał chętnie czy niechętnie,
Muszęć z poddaniem przyjąć go na siebie.
Jeśliby jednak kiedy czarna potwarz,
Albo złośliwy, niecny jaki zarzut
Miał być następstwem mego ustąpienia,
Niechże mię wtedy niniejszy wasz przymus
Oczyści z wszelkich plam, jakieby na mnie
Były rzucone, bo wiadomo Bogu,
I wy poniekąd sami to widzicie,
Jakem daleki od pragnienia tego.
Major. Boże błogosław Waszej Wysokości!
Widzim to, panie, i możem poświadczyć.
Gloster. Czyniąc to, prawdę tylko poświadczycie.
Buckingham. Witam cię tedy, panie, tym okrzykiem:
Niech żyje Ryszard, prawy król angielski!
Wszyscy. Amen!
Buckingham. Pozwolisz, miłościwy panie,
By koronacja odbyła się jutro?
Gloster. Kiedybądź, skoro taka wasza wola.
Buckingham. Jutro więc czekać będziem na rozkazy
Waszej królewskiej Mości, a tymczasem
Radosne służby nasze polecamy.
Gloster do biskupów. Powróćmyż znowu do świętych
spraw naszych.
Bądź zdrów, kuzynie; daj ci Boże zdrowie,
Lordzie majorze i wam współziomkowie!
Wychodzą wszyscy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Shakespeare i tłumacza: Józef Paszkowski.