Katorżnik/Rozdział XXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Siwiński
Tytuł Katorżnik
Podtytuł czyli Pamiętniki Sybiraka
Data wydania 1905
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza Polska
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział xxiii.

Murawiewskaja Gawań.

Miejscowość ta jest położona w wąwozie, przez który przepływa rzeczka Sela, wpadająca do rzeki Szyłki. Rzeka Szyłka tworzy tutaj olbrzymią zatokę, w której drobnych statków parowych zimuje po kilka. Chociaż tutaj niema doku do naprawy statków, ale zato jest odlewarnia parowa i stolarnia, która owe statki naprawia w razie potrzeby. Szyłka jest rzeką dużą i nawigacyjną. Żegluga rozpoczyna się od Nerczyńska i idzie z biegiem rzeki Szyłki, która następnie łączy się z rzeką Amurem i tak już krajem amurskim płynąc, wpada koło Mikołajewska do morza Ochockiego. Najbliższe miasto powiatowe Murawiewskiej Gawani jest miasto Stretińsk. Do tej to miejscowości przybyliśmy w piątym roku naszego tułactwa.
Komendantem Murawiewskoj Gawani był podówczas niby Polak, niby Litwin niejaki Rozgracki, pułkownik, a setnikiem, czyli kapitanem kozaków, był rodowity Litwin, Daniłowicz. Ci dwaj dygnitarze nie byli ani dobrzy, ani źli, ot jak zmoskwiczeni Polacy. Czasem wpadali w złość piekielną, a wówczas besztali i grozili nam, że nas mają prawo zasiekać, powiesić, rozstrzelać, drzeć z nas pasy i t. p. Jakoż dużo było w tem prawdy, bo trzeba wiedzieć, że każdy taki komendant nad aresztantami w Syberyi jest panem życia i śmierci i choćby wszystkich kazał pomordować, to i tak włos by mu z glowy nie spadł! Była tu jeszcze jedna figura urzędowa, a to był pan inżynier rządowy, Lavet, Anglik z pochodzenia, lecz ten się zachowywał neutralnie. Ponadto wszystko, był tu jeszcze tak zwany nastawnik, t. j. dozorca, Szwed, Karl Karłowicz. Ten to Szwed był prawdziwym łotrem i prawdziwym knutem w ręku kata! On wydzielał nam roboty, on odbierał, on dozorował, on szpiegował i denuncyował.
Mrozy tu panowały straszne. Do roboty chodziliśmy do portu i robili około owych statków, jedni je rozbierali do naprawy, inni wyrębywali lody naokoło. Mróz był tak wielki, że całą zimę termometr Celsiusza pokazywał 42 stopnie poniżej zera! Gdyś rano wyszedł z mieszkania, to formalnie dławiło cię w garcle i nie mogleś oddychać. Mgła panowała dzień po dniu, a tylko w południe zarysowało się koło jak tęcza w okolicy słońca. Płatki śniegu wiecznie leciały na ziemię a upaść nie mogły, tak rzadkie było powietrze! Płatek taki gdy upadł na gołe ciało, to robił ten sam skutek co ogień! Ubranie nasze składało się z dwóch korzuchów, spodni sukiennych, butów czyli owych katów, do których się wzuwało 7 łokci onuczek sukiennych, czapki futrzanej i maski wojłokowej na twarz. Pod tą maską, wskutek oddychania, tworzyła się bryła lodu, gruba na cal! Trzeba być dłuższy czas w tym klimacie, aby się zaaklimatyzować i do tego zimna przywyknąć, ale gdyby tak kogo od nas odrazu tu przeniesiono i kazano mu tem powietrzem odetchnąć, toby trupem padł!
Były i inne roboty portowe, a mianowicie: rozkopywaliśmy i rozszerzali port, niwelowali góry i brzegi, robili nasypy lub szkarpy, słowem roboty tutaj było na lata i dla setek ludzi. Prócz tych robót, były jeszcze roboty i pod dachem i w fabryce, ale do tych używano już ludzi fachowych: kowali, ślusarzy, stolarzy i innych rękodzielników, czasami jednak byli i inni potrzebni. Ja sam nieraz bylem przeznaczony do korby przy tokarni i musiałem tak cały dzień obracać, a była to praca nielada. W tych tutaj robotach przebywaliśmy dwa lata.
Moskale mają tę dobrą stronę, że jeżeli pewna partya tak się dobierze, iż jest spokojna, niczego nie żąda i w niczem nie oponuje, każdy robi co mu każą a nadewszystko nie buntuje się, wówczas dostaje przymiotnik blahonadiożnej i smiernej partyi. My sobie na takie miano zasłużyli, to też władza tutejsza w nagrodę owych zasług, kazała nam zdjąć kajdany. Nie możesz mieć kochany czytelniku pojęcia o tem, co się dzieje z człowiekiem, gdy mu zdejmą kajdany! on się dopiero teraz powtórnie na świat narodzi, jemu się zrobi lekko nietylko na nogach ale i na sercu, jemu się zdaje, że teraz na nowo ożył po jakimś letargu lub niemocy, bo uczuł się naraz silny i rzeźki, ze zbrodniarza stał się człowiekiem! Taki szał nas ogarnął, gdy z nas opadły kajdany. Tę noc poświęciliśmy rekreacyi i śpiewaliśmy pieśni narodowe i patryotyczne.
Jost to fakt psychologiczny, że dokąd się nam źle powodzi, to dusza jakby nie istniała w nas, ogarnia nas jakaś apatya, obojętniejemy na wszystko, stajemy się idyotami, lecz niech się jeno nam odmieni na dobre, ha! zaraz i uszy do góry i fantazya już inna. Tak było i z nami. Pogloski zaczęły krążyć, że mocarstwa Europojskie domagają się naszego powrotu, że Moskwa nas terroryzuje, gnębi i uciemięża i do roboty zaprzęga, czego czynić nie powinna, gdyż nie jesteśmy jej poddani i t. d.Wobec tych wersyi duch w nas potężniał, zaczęliśmy więc śmiało występować i upominać się o to i owo, aż wkońcu odmówiliśmy posłuszeństwa i do roboty nie poszli. Działo się to właśnie wówczas, kiedy to umyślny wysłannik carski z Petersburga jechał do nas w Sybir, aby nam przeczytać amnestyę. Tym carskim wysłannikiem był książę Oldenburg. Wskutek reklamacyj państw europejskich, starających się o uwolnienie swych poddanych, rząd rosyjski zmuszony był dać amnestyę dla wszystkich więźni politycznych, zagranicznego pochodzenia. Najwięcej było nas z Galicyi, czyli Austryaków, jak nas tam nazywano, następnie z Księstwa poznańskiego, a wreszcie byli Węgrzy, byli Francuzi, a nawet byli i Włosi.
Dla wysłuchania owej amnestyj, czyli najwyższej carskiej łaski, jak ją nazywano, kazano nam ubrać się w co miał kto najlepszego; zarządzono też poprzednio, aby każdy i to pod karą był w łaźni wymyć się i wykąpać; kazano dalej, aby ci co nie noszą brody, byli ogoleni i ostrzyżeni, słowem, miała to być wielka parada i wielka uroczystość. Generał książę Oldenburg wystąpił w największej paradzie, w uniformie błyszczącym od złota i medali, wojsko prezentowało broń, a oficerowie trzymali w górę podniesione i błyszczące palasze. Wówczas książę Oldenburg w gorących siowach opowiadał nam, jak to Najjaśniejszy Pan w swej najwyższej dobroci i łaskawości postanowił nas uwolnić i powrócić do swych rodzin i krajów ojczystych i jaką to dozgonną wdzięczność dla Najjaśniejszego Pana powinniśmy zachować za ten objaw Jego wspaniałomyślności i t. p. Po tej przemowie nastąpiło oficyalne odczytanie nam anmestyi.
Po ogłoszeniu amnestyi nastąpił zwrot niesłychany i w żadnem chyba państwie nie praktykowany! Oto książę Oldenburg wygłosił co następuje; „A ponieważ nie zachowywaliście się błahonadioźnie (przyzwoicie), przeto nie będziecie zaraz korzystać z ogłoszonej wam amnestyi, lecz zostaniecie powtórnie zakuci w kajdany za nieposłuszeństwo i będziecie za karę pracować jeszcze przez trzy miesiące, a gdybyście się jeszcze poważyli zbuntować, to zatrzyma się was jeszcze rok!“
Tak więc znów przy brzęku i dźwięku muzyki kajdanowej, rozpoczęliśmy roboty, ale daliśmy sobie słowo, aby przez te trzy miesiące, nikt nie oponował, nikt nie poważył się zrobić jakiej burdy, która by nas znów dłużej zatrzymała, bo każdemu było spieszno do ziemi ojczystej wracać, którą ile się kocha, „ten tylko się dowie, kto ją utraci“.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Siwiński.