Katorżnik/Rozdział XXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Siwiński
Tytuł Katorżnik
Podtytuł czyli Pamiętniki Sybiraka
Data wydania 1905
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza Polska
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział xxiv.

Powrót.

Nie myślę już powracać do owej Golgoty, ani opisywać owej drogi krzyżowej, powiem już krótko, że po odpokutowaniu trzechmiesięcznej nałożonej nam kary zato, żeśmy wysłuchali amnestyi zwalniającej nas od dalszych kar i dozwalającej nam wolnego powrotu do Europy, uwolniono nas nareszcie i z wielką niechęcią kazano nam zdjąć kajdany. Powrót taki z Syberyi, jeżeli dokonywa się kosztem rządowym, trwa nadzwyczaj długo, bo jeżeli tam idzie się 18 miesięcy, to z powrotern drugie tyle! Każda taka powracająca partya idzie tak samo etapowym porządkiem, konwojowana przez tych samych etapnych żołnierzy i swe noclegi nie gdzieindziej, ale w etapach musi odbywać. Ponieważ, jak to już nadmieniłem, partye wysyłane są Sybir co tydzień, więc ci co powracają muszą cały tydzień czekać bezczynnie na pełnych etapach nadejścia partyi, który konwój bierze znów tych powracających i do swojego etapu prowadzi poto, aby tu znów przeczekać tydzień na nadejście nowej partyi. Wobec tego zachodzi mimo woli pytanie, co lepiej, czy podróżować na Sybir, czyli powracać do kraju? to jest złe, a to jeszcze gorsze. Na szczęście jednak nasze rząd moskiewski ze wszystkiego umie korzystać, to też i nam dał do wyboru: czy chcemy powracać na koszt rządu, t. j. etapem, czyli chcemy odjechać na swój koszt. Łatwo to jednak było powiedzieć, ale nam nie łatwo było wykonać, gdyż mało było nas tak szczęśliwych, zwłaszcza zagranicznych poddanych, którymby rodziny z kraju mogły przysłać takie sumy pieniężne, któreby wystarczyły na opłacenie poczt i kolei na przestrzeni 2.000 mil! Na to trzeba było mieć setki rubli, których nasz brat nie posiadał. To też my prawie wszyscy zagraniczni poddani, do których się owa amnestya odnosiła, zgłosiliśmy powrót na koszt rządowy i mieliśmy w perspektywie całe lata przed sobą powrotnej podróży.
Ze wszystkich powracających Galicyan, ja jeden miałem to szczęście, że przejechałem tysiąc mil przestrzeni syberyjskiej, nie mając ani kopiejki przy swojej duszy! Rzecz miała się tak: Podróżując z powrotem etapnym porządkiem, mieliśmy dużo czasu wolnego, z którym nie wiedzieliśmy co począć, więc w każdem większem mieście wałęsaliśmy się i zbierali rozmaite wiadomości od rodaków, których tu w każdem większem mieście jest dość, i są dorożkarzami, lokajami, kucharzami, ogrodnikami, felczerami, lekarzami i czem kto może. Oni byli naszymi pośrednikami, oni ułatwiali nam zakupno prowiantów, gdyż żołd otrzymywaliśmy tygodniowy, t. j. od jednego do drugiego etapu, oni też znając stosunki miejscowe, udzielali nam nieraz cennych wiadomości. Otóż, gdy tak raz wałęsam się dla za bicia czasu po Irkucku, nadybałem rodaka, który, oby wiecznie żył, zaczął mi rozpowiadać, że jest lokajem u państwa Samojłów, że ten pan Samojłow jest komisarzem i że właśnie teraz otrzymał posadę, czyli też, że go przenoszą z Irkucka na ową posadę aż hen do Rosyi, aż poza góry Uralskie, aż do miasta Permy, i że on bardzo by im był potrzebny w tej dalekiej podróży i chętnie by go wzięli, ale jemu nie wolno wydalić się z Irkucka i t. d., a wkońcu zaproponował mi, abym się z nim udaj do państwa Samojłow, przedstawił się jako austryacki poddany powracający do kraju z przywróceniem wszelkich praw, ofiarował im swoje usługi w podroży, i że oni mnie z pewnością wezmą, a tym sposobem pozbędę się etapu, będę miał wygodną jazdę i będę mógł w krótkim czasie być w ojczyźnie.
Komu by też podobna propozycya i w takich warunkach nie była przypadła do smaku, i kto by też nie zechciał korzystać z nadarzającej się sposobności? Więc też i ja nie wiele myśląc i nie wiele mając do stracenia, udałem się zaraz do państwa Samojłow, aby się przedstawić, oraz zapytać, ile w tem opowiadaniu lokaja jest prawdy.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Siwiński.