Hymn na stuletnią obronę Wiednia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Ustrzycki
Tytuł Hymn na stuletnią obronę Wiednia
Pochodzenie Archiwum Wróblewieckie
Zeszyt I
Wydawca Władysław Tarnowski
Data wydania 1869
Druk J. I. Kraszewski
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Hymn na stuletnią obronę Wiednia
przez
Kazimierza Ustrzyckiego
Kasztelanica Inowrocławskiego.[1]

Stwórco przedwieczny! którego skinienie
Światow bez liczby czyni przeznaczenie,
Proźby, co niesiem w tym dniu naszéj sławy,
Słuchaj łaskawy!


Obroty niebios spełniwszy wiek cały,
Setny raz dzisiaj ten nam dzień oddały,
W którym wiedeńskie chcieli zburzyć szańce
Dumni pohańce.

Już tron cesarzów u gruntu zachwiany,
Zachód ze Wschodem miał dzielić kajdany;
Twój lud, o Panie! już w ostatniéj toni
Twéj wzywał dłoni!...


Przyszedł Sobieski. A jako gdy Tatry
Śniegiem okryte, szlą nam mroźne wiatry —
Żaden na drzewie listek nie zostanie —
Pierzchli poganie.....

Boże zastępów! Ty dajesz zwycięztwo:
Twéj ręki darem i rada i męztwo;
A gdzie nie sprzyjasz, wszelkie ludzkie siły
Jakby nie były!....

Niepozwoliłeś, by wiek, który nastał,
Chwałę tamtego dochowaną zastał:
Aby spłynęły chrobre przodków czyny,
Na szczęsne syny.....

Znikła Polaków starodawna sława,
Zgwałcili ojców zwyczaje i prawa:
Z cnotą, potęgą i świetność i mienie
Pierzchły jak cienie!

O Ty! w którego ręku ludzkie losy!!
Podźwignij naród, co upadł pod ciosy:
Odejm ślepotę, daj miłość swobody
I ducha zgody....

Niechaj zbawieni orężem Polaków
Będą pamiętni przyjacielskich znaków,
Lub niech niewdzięcznych, ta poniży siła
Co ich zbawiła.....

Niechaj narody, których liczne straty
Imię rycerzów sławiły przed laty
Szanują Polskę, jak ją szanowały,
Za dni swéj chwały!


Boże, daj młodzi dobre obyczaje!
Niechaj jéj starość wzór cnoty podaje;
Niech nam do rady ani do oręża
Nie braknie męża!

Niech sama w sądach sprawiedliwość siędzie!
Niech równo każdy swego pewien będzie:
A za twą łaską gdy staniem cnotliwi,
Wstaniem — szczęśliwi!







Przypisy

  1. Kazimierz Ustrzycki, kasztelanic inowrocławski, brat autorki powyższego pamiętnika, był osobistością charakterystyczną i słynną swego czasu. Pełen wiadomości i dowcipu, uczestnik obiadów czwartkowych, towarzysz Trembeckiego i przyjaciel Węgierskiego, wsławił się ulotnemi satyrami, których jad i gorycz nieraz dostoją Naruszewiczowi, a polot nie ustąpi Krasickiemu. — Późniéj pragniemy wydać jego listy z podróży po Europie do rodziców pisane.
    Przejęty tradycyą Wolterowską, równoważący ją w sobie z wrażeniami z Russa odniesionemi, wielki bywalec, a członek lóż wolnomularskich, — stracił on wcześnie majątek, te same Wróblewice, które siostra jego swym posagiem odkupiła od tych, co go nielitościwie ogrywali. — Pełen ambicyi i widoków na przyszłość, nie przeniósł tego ciosu młody kasztelanic, złamany w kwiecie wieku, w szczęściu i powodzeniu wzrosły jedynak, zmarł w kilku dniach po gwałtownéj, krótkiéj chorobie; a siostra, jak mało sióstr, doń przywiązana, pisząca w pełnym żalu ustępie, że: prawie wszystko w nim straciła, od niego powzięła piérwsze głębsze wiadomości i kształcenie myśli, że od niego nauczyła się, iż człowiek im więcéj umie, tém jaśniéj poznaje, że nic nie wié, — pamięci jego postawiła piękną kolumnę, do dziś dnia stojącą w kole prastarych lip przy drodze, na sąsiednim cmętarzu w Rychcicach. Późniéj, będąc sąsiadką Puław, oddała bruliony brata wygładzenia potrzebujące, Fr. D. Kniaźninowi. Ten zaś w liście, który posiadamy, hymn ten, zowie najlepszym z jego utworów, pełnym wielkich piękności, nad któremi się unosi. — W istocie — każda strofa zdaje się płaskorzeźbą do koła ojczystego sławy pomnika. W utworze tym nie znać lekkoducha, satyryka, wolnego dowcipnisia — miał on widać pauzy życia poważne i głębokie, w których czuł, co się z krajem i jego osobistością dzieje; i miał snać wiarę żywą, którą jednak pod pudrem mody wiekowéj równie starannie ukrywał, jak sam król jegomość. Utwór ten, jako taki, oddajemy czytelnikom. Tradycya dworska na wsi o kasztelanicu dotąd została. Jeden, ostatni, już siwobrody syn dworzanina domu Ustrzyckich, żyjący dotąd starzec Jan Lesio, opowiadał ostatnie chwile kasztelanica w sposób przypominający inną już, a jednak podobną postać w młodości, owego kasztelanica w „Interesach familijnych“ Kraszewskiego. — „Pan kasztelanic,“ mówił stary sługa, „zgrawszy się za granicą i we Lwowie, przyjechał do Wróblewic, a za nim karciarze. Ś. pamięci kasztelan już nie żył. Pani kasztelanowa schorzała nie chciała widzieć jedynaka, który jéj spotkania czekał w sali konterfektowéj. Wtedy padł kasztelanic na znak bez zmysłów; — zbladła matka przybiegła wołając: „Kazimierzu, co tobie! Kazimierzu, opamiętaj się!“ Ale już bezprzytomnego do oficyny odnieśli dworzanie, między niemi i ojciec mój, który był ogrodnikiem. Rozlecieli się za doktorami, ale w kilka dni pan kasztelanic umarł — a należał on do farmazonów, (!) bo gdy ksiądz się doń zbliżył, odwrócił się do ściany i tak skończył; to téż trumna jego była tak ciężka, że sześciu kozaków i mój ojciec (przybrany w lity pas od panny Zofii) ledwie ją dźwignąć mogli.“... Taka tradycya starca. — Portret jego będący u króla, ktoś z innemi rzeczami od Ryxa nabył, a siostra odkupiła w jakimś magazynie warszawskim; portret jego moralny, to jest jego myśli, pragnęła zapewne kiedyś wydać, ale nie nie przyszło do tego, bo w strasznéj epoce, którą przeżyła, burza polityczna, miotająca nawą kraju, kołatała téż przywiązaną do niéj i łódką jéj rodzinną.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Ustrzycki.