Strona:Archiwum Wróblewieckie.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Obroty niebios spełniwszy wiek cały,
Setny raz dzisiaj ten nam dzień oddały,
W którym wiedeńskie chcieli zburzyć szańce
Dumni pohańce.

Już tron cesarzów u gruntu zachwiany,
Zachód ze Wschodem miał dzielić kajdany;
Twój lud, o Panie! już w ostatniéj toni
Twéj wzywał dłoni!...


    jącą w kole prastarych lip przy drodze, na sąsiednim cmętarzu w Rychcicach. Późniéj, będąc sąsiadką Puław, oddała bruliony brata wygładzenia potrzebujące, Fr. D. Kniaźninowi. Ten zaś w liście, który posiadamy, hymn ten, zowie najlepszym z jego utworów, pełnym wielkich piękności, nad któremi się unosi. — W istocie — każda strofa zdaje się płaskorzeźbą do koła ojczystego sławy pomnika. W utworze tym nie znać lekkoducha, satyryka, wolnego dowcipnisia — miał on widać pauzy życia poważne i głębokie, w których czuł, co się z krajem i jego osobistością dzieje; i miał snać wiarę żywą, którą jednak pod pudrem mody wiekowéj równie starannie ukrywał, jak sam król jegomość. Utwór ten, jako taki, oddajemy czytelnikom. Tradycya dworska na wsi o kasztelanicu dotąd została. Jeden, ostatni, już siwobrody syn dworzanina domu Ustrzyckich, żyjący dotąd starzec Jan Lesio, opowiadał ostatnie chwile kasztelanica w sposób przypominający inną już, a jednak podobną postać w młodości, owego kasztelanica w „Interesach familijnych“ Kraszewskiego. — „Pan kasztelanic,“ mówił stary sługa, „zgrawszy się za granicą i we Lwowie, przyjechał do Wróblewic, a za nim karciarze. Ś. pamięci kasztelan już nie żył. Pani kasztelanowa schorzała nie chciała widzieć jedynaka, który jéj spotkania czekał w sali konterfektowéj. Wtedy padł kasztelanic na znak bez zmysłów; — zbladła matka przybiegła wołając: „Kazimierzu, co tobie! Kazimierzu, opamiętaj się!“ Ale już bezprzytomnego do oficyny odnieśli dworzanie, między niemi i ojciec mój, który był ogrodnikiem. Rozlecieli się za doktorami, ale w kilka dni pan kasztelanic umarł — a należał on do farmazonów, (!) bo gdy ksiądz się doń zbliżył, odwrócił się do ściany i tak skończył; to téż trumna jego była tak ciężka, że sześciu kozaków i mój ojciec (przybrany w lity pas od panny Zofii) ledwie ją dźwignąć mogli.“... Taka tradycya starca. — Portret jego będący u króla, ktoś z innemi rzeczami od Ryxa nabył, a siostra odkupiła w jakimś magazynie warszawskim; portret jego moralny, to jest jego myśli, pragnęła zapewne kiedyś wydać, ale nie nie przyszło do tego, bo w strasznéj epoce, którą przeżyła, burza polityczna, miotająca nawą kraju, kołatała téż przywiązaną do niéj i łódką jéj rodzinną.