Przejdź do zawartości

Hymn do Przyjaźni

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Hymn do Przyjaźni
Pochodzenie Poezye Studenta Tom I
Wydawca F. A. Brockhaus
Data wyd. 1863
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
HYMN DO PRZYJAŹNI.


O aniele światłości na płaczu padole! —
Zjawiłeś się na chwilkę w godzinach miłości,
A znikłeś śnieżny jak gwiazda, co w kole
Gwiazd zaświtawszy, spada w otchłanie ciemności! —
O! świeć w tej drodze burzy z niebios wysokości!


GŁOS.

Przyjaźni! dwa serca młode
Splącz w jedno myśli ogniwo:
Niech oba zapłoną żywo —
Przyjaźni! dwa serca młode!


GŁOS.

Przyjaźni! po szczeblach cnoty
Ludzi odrywaj od ziemi,
I splącz węzły szlachetnemi
W tej drodze życia Golgoty! —


GŁOS.

Serafinów i Cherubów
Dziecię święte w gwiazd koronie
Rzuć tej ziemi wdowich ślubów
Tęczę uczuć twych na skronie! —


CHÓR.

Wielka miłość siostry, brata,
Wielki ślub serc dwojga w świecie,
Lecz przyjaźń koroną świata:
To najmilsze niebios dziecię,
Co schodzi w młodości kwiecie!
Dwa w jedną duszę zlej ciała,
Dwie czyste piersi wzajemnie —

Niech się świat w swych bagnach kala,
Przyjaźń w młodych sercach pała.
Wyższa nad te gody Baala,
Co w bydlę ducha nikczemnie
Zmienia — ziębi i obala!


GŁOS.

O przyjaźni! tobie chwała!
Ziemia rajem kwitnie temu,
Co tu spotkał przyjaciela:
Temu w pączkach dni wesela
W nędzy — niebem szczęśliwemu!


GŁOS.

Przyjaźń rzadką, cnota rzadką;
Przyjaźń córką, cnota matką —
W głos niebieski w sercu kwili,
W kwiaty mieni chwast badyli! —
Tęsknej myśli nie ułudzi.


GŁOS.

I bożyszcza czyni z ludzi!
O! gorzkie odbywasz próby,
Zanim złączysz węzły twemi,
Zanim przeklniesz samoluby —
Śmiertelności śmiertelnemi
Czynisz pęta na tej ziemi.
Lecz się w imię zbiegną twoje
Tak dwie dusze jak dwa zdroje —
Z wspólnem szczęściem i cierpieniem
Aż za życia ukończeniem.
Choć ich źródła kres daleki,
Drogi wspólne na wiek wieki! —

Wasze serca na kuli tej ziemi,
Otoczcie w zwój przyjaźni wieńcami świętemi:
Niech będą wspólne wasze cierpienia, zapały! —


CHÓR.

To ideały!
Czemuż słońce gaśnie w górze,

Zostawiwszy dnia wspomnienie?
W tym wszech światów głośnym chórze
Słyszę jedno ach! westchnienie! —


CHÓR.

O przyjaźni! zaświeć jeszcze! —
Ścigam cię jak cień zaklęty
Chwytam promień z niebios wzięty,
Jak źrenicę oka pieszczę! —


CHÓR.

Przyjaźni! dwa serca młode
Złącz w jednej myśli ogniwo,
Niech oba zapłoną żywo.
Przyjaźni! dwa serca młode! —

Miłości! czego wieków potęgi nie mogą,
To ty działasz w jednej chwili!
Twój grom, lecąc słoneczną niedeptaną drogą,
W hymn czarów serce rozkwili! —
I na ustach grzmot przekleństwa
Ty zamieniasz w dźwięk niebieski,
Drżącej przebaczenia łezki
Drżeniem błogosławieństwa!
W dzień czarny z ciszy żałobą
Nad ziemi witaj nam progiem —
Miłości! nad milionów nie krwawe męczeństwa,
Tyś Bogiem!
A Bóg jest Tobą! —


GŁOS.

Gwiazdo! czemuż zaświtawszy,
Spadłaś w ciemni cień ponury,
Łzy dla szczęścia nie płakawszy
W grzmiące łono czarnej chmury?
Kto cię widział w dzień zawodu,
Ten poblednie już na wieki —
Nie uśmiechnie się za młodu
I od świata już daleki.

Jemu zwiędły godów kwiaty,
Dlań już nie ma większej straty.


GŁOS.

Znowu, znowu mgli się w górze —
Tam grzmią echem serc ofiary,
Promień gaśnie z iskrą wiary.
Śmiech szatanów słyszę w chmurze;
Hymn wybranych cichnie w górze. —


GŁOS.

Liro! liro! gotuj strony
Bo wydzwonisz ideał:
Zadzwoniły świątyń dzwony
A nam w piersiach anioł grał! —

Młodości! w twych godzinach kto na twardej skale
Założył swej przyjaźni kamienie węgielne,
I w niebo patrzał, czując zwątpień krwawe żale —
Ducha mu nie przełamią potęgi piekielne!


CHÓR.

Ofiaro! serc wielkich dziecię!
Zstąp w ziemi dolinę ciemną,
Tęczą miłości wzajemną
Złącz nas w życia skwarnem lecie!


CHÓR.

Myśl ma niebios sięga szczyta,
I jak orzeł dumna, sama,
Uwisnąwszy u błękita,
Patrzy w słońce! — niebios brama
Już otworem stoi w koło,
Siedmią gwiazd jej wieńczy czoło — !

CHÓR.

O gwiazdo święta natchnienia —
Odzwierciedl się w łonie ziemi,
Barw miliony uroczemi
Jutrzenką wiary zbawienia!
Wstrząsając myślą o cudzie,
Ludziom przypomnij czem ludzie!


GŁOS.

Wszechmiłością ogarniaj świat i tworząc pałaj!


CHÓR.

Milcz a działaj!


CHÓR.

Tajemnico! serc kochanko!
Zstąp urocza do mej duszy,
Głos twój wszelki głos zagłuszy
Dumnym tobą serc niebianko!
Pótyś święta, pótyś dumna,
Póki sam się z tobą pieszczę,
Poty myśli twoje wieszcze.
Lecz gdy głos twój kto podsłucha
Uchem nie wieszczego ducha,
Wtedy runiesz jak kolumna:
Mała tak — jak pierwej dumna!
I ciężarem swym przywalisz
Tych co niebem nie ocalisz!


GŁOS.

O liryczne wy godziny!
Pochłaniacie godzin syny,
Pokrywając im powieki —
Pochłaniacie — wieków wieki!
Wasze cuda i ogromy,
To niebieskich skał odłomy,
To miny większych gmachów,
Co nie stały na tej ziemi,
Pod namiotem niebios dachów,
Jasne słońcmi ognistemi! —


GŁOS I CHÓR.

Naturo, matko naturo! —
Oprzyj dłoń na mem ramieniu
Z twoich skrzydeł podaj pióro,
A przelecę w zachwyceniu
Przez świat walki i boleści,
Śpiewak gromki boskich wieści,

Jak ta chmura co się chmurą.
Trąc, szaleje, gromi, pieści!
Pchnięci prądów wielkich szałem,
W rajski wieniec splećmy kłosy,
Rwane z innych pól z zapałem
W głos, ach! jeden zdzwońmy głosy! —


GŁOS.

Naturo, matko naturo!
U twojej piersi jak dziecię
Uwisnę nienasycony,
Wyślę wszystkie gromy z chmurą.
Pójdę w życia wrącem lecie,
Twojej lutni targnę struny,
A pobieżą te miliony
Kędy pieśń im wskaże święta!


CHÓR.

Ziemia jeszcze nie przeklęta! —


GŁOS.

Do ciebie pierwotne ludy
Biegły, gnąc czoła, kolana,
Wszech początków w tobie Pana
Czcić kazały twoje cudy!
O! i w chwilach mego rana,
W Samsonowych męczarń trudy
Matko, matko ubóstwiana,
Tobiem dumne zgiął kolana! —


CHÓR.

Stokroć szczęsny w świata puszczy,
Kto dni swych pocieszyciela
W obcych mu szkieletów tłuszczy,
Miał jednego przyjaciela! —
Dreszcz przedśmiertny! dreszcz wesela
Na tę myśl przebiega ciało —
A duch woła Zbawiciela,
Bo się słowo ciałem stało! —


GŁOS.

O! bo przyjaźń raz prawdziwa
Jak Westalek ogień święty;
Raz pobladłszy, już nieżywa,
Już jej święty Kwiat pomięty!


DWA GŁOSY.

Ogień, którego promieniem
Dwie dusze anielsko tlały
W niebo uleciał westchnieniem,
Wichry popioły rozwiały! —


CHÓR.

Przyjaźni! dwa serca młode
Splącz w jedno myśli ogniwo!
Niech oba zapłoną żywo,
Przyjaźni! dwa serca młode!

O! jak palmę oazy — na Syonu górze
Zaszczepię cię uczucie serca niewinnego,
Zaniosę, pieszcząc wieki u łona rzewnego —
Przyjaźni! i w aniołów, znów umieszczę chórze!
Niewinność twej istoty pozna ten na ziemi, —
Kto cię stracił — i łzami opłakał krwawemi!


GŁOS.

Przyjaźni! po szczeblach cnoty
Ludzi odrywaj od ziemi,
I splącz węzły szlachetnemi —
Przyjaźni! po szczeblach cnoty!
I w łańcuch wielki jedyny
Splącz myśli wcielone w czyny! —


CHÓR.

Przyjaźni! łącz wielkie dusze;
Połącz jednemi skrzydłami,
I jednej myśli biegami
Wynieś nad świata katusze!


CHÓR.

O! własnych piersi iskrami
Rozświećmy ciemność przed sobą,

O miłości! pojdziem z tobą,
Wiek nasz dumny będzie nami! —
Na początku światłość była,
Co wśród przepaści świeciła. —


CHÓR.

O padnie ciemna zasłona,
Ciemność się w słońcu rozpłynie,
Niegodne błysnąwszy zginie —
Wspólna pierś, współobrona! —


CHÓR.

Ścieżka choć wązka, choć stroma,
Wyżej wiedzie niż szeroka
Droga. —


CHÓR.

Choć przepaść głęboka! —


GŁOS.

Bądźmy wzajem siebie godni,
Wiek nasz dumny będzie nami,
Bo nie słońce przy pochodni,
Ona gaśnie przed słońcami!


GŁOS.

Z duszą w duszy, z dłonią w dłoni
Wraz w akkordu nućmy głos,
W jedne struny dłoń zadzwoni,
Świat dojrzeje w jeden kłos! —


CHÓR.

O! już dzwoni wspólny dzwon.
Przyjaźń to tryumf anioła,
Bram piekielnych krwawy skon
Ona w kraj cudowny woła! —


DWA GŁOSY.

Jak jaśnieje twarz anioła! —


CHÓR.

Widzę! wierzę! anioł w górze!
Już przebrzmiało w ciemnej chmurze!


CHÓR.

Przyjaźni! dwa serca młode
Złącz w jedno myśli ogniwo,
Niech oba zapłoną żywo,
Przyjaźni! dwa serca młode!


CHÓR.

Razem młode pokolenia!
W jeden łańcuch w jeden zwój:
Czy czujecie żar natchnienia
Czy Majowy znacie strój? —
Razem w jedno ach! ogniwo
Splączmy dusze, dłonie żywo,
W on godowy ducha strój!
A na widok archanioła
Szatan nie śmie stawić czoła,
Lecz olśniony od promienia,
Runie w otchłań miedzią czoła.
Razem młode pokolenia
Po godowy lećmy strój!
Zrućmy, zrućmy póki wcześnie,
Z skrzydeł białych cudze pleśnie;
A archanioł w kształt kolumny,
Błyszcząc ogniem swej powieki,
Stać u naszej będzie trumny
O! stać będzie wieków wieki! —
Choć w kajdanach urodzeni,
My uwolnim ludy ziemi —
Po godowy lećmy strój!


CHÓR.

Naprzód, naprzód orle biały
Nad przepaście — burze — skały
Przeciwności są falami:
Im burzliwsze, gwałtowniejsze,
Tem większemi łódź skokami
Dąży po nad łódki mniejsze,
Nad skał czuby — z nad fal prądu,
Do dalekich celów lądu! —


CHÓR.

Duchu święty zstąp w ciemności,
Wszech ogromów Trójc Trzecico! —
Rozpal massy w żar miłości,
I wiedź śnieżna gołębico! —


GŁOS Z GÓRY.

« Błogosławieni
Co nie widzieli,
A uwierzyli —
W ciemność strąceni,
Co zaćmić chcieli
A rozjaśnili — !»






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.