Gulistan (Sadi, 1921)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sadi z Szirazu
Tytuł Gulistan
Podtytuł Ogród różany
Pochodzenie Dywan wschodni, dział Persya
Redaktor Antoni Lange
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1921
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Samuel Otwinowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały dział Persya
Pobierz jako: Pobierz Cały dział Persya jako ePub Pobierz Cały dział Persya jako PDF Pobierz Cały dział Persya jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
SAADI.
GULISTAN.
(Ogród różany).

Róża, gdy rano urwiesz, tę ma wadę z rodu,
Że zwiędnie, nie dotrwawszy do słońca zachodu
A po kilka dni wszytkać wyginie z ogroda,
Kochać się tedy w róży, tak nietrwałej szkoda
Ale mój ogród tak jest dostatni w tej mierze.
Że nikt rozkwitłej róży z niego nie przebierze.


Pobożny człowiek, siedząc u swojego stołu
Rad kiedy się ubogi naje z nim pospołu,
A królowie ledwie dziś co pod kim posiędą,
Jako co komu jutro wydrzeć, myślić będą.


Rustem swojego syna nauczał młodego,
By przeciwnika lekce nie kładł najmniejszego.
By się potem z małego wielki nie stał zasię,
I cięższym go ten, co nim wzgardził, nie miał na się
Widziałem mały potok, tak nagle wzburzony,
Że w nim musiał utonąć wielbłąd najuczony.


Wszyscy ludzie, gdy przy kim bogactwa poczują
Tego (ręce swe kładąc na piersi) szanują;
Ale gdy przy nim szczęście insze się ozowie,
Nie ręce, ale nogi kładą mu na głowie.
Kto szczęście, ten i miłość ma między wszystkimi,
I obcy się blizkimi liczą mu krewnymi.
Ale skoro fortuna przyjdzie do odmiany,
Drzwi jego i własne nań upadają ściany.
Ci ludzie, co-ć się hardo przyjaciółmi liczą,
Są jak muchy, które się bawią nad słodyczą.
Której skoro nie stanie dalej ulatują:

Ci także, póki masz co, poty cię miłują,
A jak prędko fortuna spojrzy na cię krzywo,
Odwrócą się, jakby cię nie znali, jak żywo;
Właśni psi, co się owo przy jatkach chowają,
Bo i oni na kości twe tylko czekają.
Ale się ty trzymaj tych, co czasu przygody
Mógłbyś się pewniej od nich spodziewać wygody.



(Mówi nędzarz).

Ani ja na wielbłądach dróg swych odprawuję,
Ani się pod ciężarem jak osioł morduję,
Anim ja poddanemu żadnemu jest panem,
Anim sam cesarzowi żadnym jest poddanym.
O to się, abym wiele miał, nie pieczołuję,
O to się, że mało mam, najmniej nie frasuję.


Płakał jeden nad chorym, nie śpiąc całej nocy,
Jak dzień nastał, on umarł, a ten wstał z niemocy,
Rączy koń w drodze ustał i omylił jeźdźca,
A chromy osioł dotrwał do samego miesca.
Bywa, że wiele zdrowych z światem się rozwodzi,
Bywa że wiele rannych do zdrowia przychodzi.



(O swej żonie).

Rzuciła się i moja raz na mnie z językiem,
I łając mi wołała niezwyczajnym krzykiem:
— „Zaż nie ciebie mój ojciec, z swojej dobrej woli,
Niezbyt dawno u Włochów wykupił z niewoli,
I dał dziesięć czerwonych złotych za twą duszę?
Rzekłem ja: — „Od Francuzów, przyznać ci to muszę,
Za dziesięć mię czerwonych twój ojciec wybawił,
Lecz tobie, złej niewieście we stu mię zastawił.
Wydarł jeden wilkowi owcę z gardła prawie,
Którą kiedy zaś sobie sam rzezał ku strawie,

Owca rzekła: — „Foremne figle ze mną stroisz,
Wilkowiś mnie wziął, a sam za wilka mi stoisz.


Jam jest mrówka, po której depcą ludzkie nogi,
Nie pszczoła, co żądłem swem ból zadawa srogi.
Ol jakoż mię uszczęścił Bóg z wielkiej litości,
Ze nie umiem, ni mogę ludziom czynić złości!


Nieszczęsny chleb to, co-ć go człek niechętny dawa,
Boć przyjacielem zań być zarazem przestawa.
Lepiej się tedy mniejszą rzeczą kontentować.
Aniż na przyjacielskiej przyjaźni szwankować,
Nieszczęsny to stół, co zań z nienawiścią siędziesz,
Najesz się, lecz przyjaźni i miłości zbędziesz.


Rzekł do syna własnego jeden starzec swego,
Gdy go widział mocnego jak lwa i chyżego:
„Gdybyś sobie na pamięć przywiódł lata swoje,
Gdy cię słabego ręce piastowały moje,
Nie czyniłbyś mi złości, gdy zawziąłeś siły,
A mnie już jako babę moje opuściły,


Siły nie złota, trzeba młodej żenie,
Moc u niej w wielkiej, złoto w małej cenie.
Mocą, nie złotem, zniewoli się tobie,
Bez której zaraz obrzydzi cię sobie.


Derwisza nie z postawy, ni z jego odzieży,
Ale z dobrych postępków poznawać należy,
Bo chocia się on w suknię przeciwną swej wierze,
Choć głowę swą w królewską koronę ubierze,
Choć położy chorągiew na swojem ramieniu,
Nic to: na dobrem więcej należy sumieniu.
Świat opuścić i wzgardzić wszystkie jego sprawy,
Czystość trzymać i świętych modlitew zabawy —
To jest grunt, ale zaś w tem jest omyłka sroga,
By komu miała zjednać raj suknia uboga.
Mąż dobry w karacenę twardą grzbiet swój stroi,

Ale niewieściuchowi nie wiem co po zbroi?
Nie w płaszczu nabożeństwo należy ubogim,
Chodź chocia i w hatłasie, a szczerze idź z Bogiem.



(Nagrobek).

Winnice i ogrody sobie mię pieściły,
Przy księgach, które zawsze zabawą mą były.
A ty się gościu lecie przechadzając sobie,
Ciesz oczy zielonością wzrosłą na mym grobie.


Nie każdy co przebija pancerz chybką strzałą,
Umie się czasem stawić w potrzebie z pochwałą,
Ale kiedy użyjesz wojny wiadomego,
Możesz z nim bić i łowić lwa rozgniewanego.
Urodzić się i kształtym i mocnym rzecz mniejsza,
Lecz wiadomemu bitew wojna jest łacniejsza.
Śmiałym fortuna służy, lecz tym, co się boją,
I pęta się na nogach z strachu nie ostoją.


Słowo moje, gdyż rozum masz swój i dostatek,
Dawaj sobie wczas, a raj kupuj za ostatek.


Nie w skok robią farfury i nie z każdej gliny,
Ani z rozumem małe rodzą się dzieciny.


Kamieniowi prostemu tak się z laty zdarza,
Że się na szmaragd, abo na rubin przetwarza.
Strzeżże się, abyś go ty, niżli mu czas minie,
Nie ważył się kamieniem tłuc w jednej godzinie.


Ty coś osiadł żartki koń, uważ ciężar srogi,
Pod którym osieł ledwie dźwiga z błota nogi.


Co komu Bóg obiecał, minąć go nie może,
Nic doktór, nic apteka, nic złoto pomoże.


Mów odemnie tej wielkiej, a nikczemnej pczele:
Przecz ty przeciwko wszystkim śmiesz grzeszyć tak śmiele,
Że nietylko powinnych miodów nie chcesz robić,
Lecz się i ludziom ważysz żądłem swojem szkodzić?


Gdyby był miał dać wszystkim Bóg ducha wieszczego,
Nie mogłoby na świecie nic być tajemnego.


Takiemu człowiekowi, co się Boga boi,
I który o nijakie bogactwa nie stoi,
Lub tkaj w ręce wór złota najwyborniejszego
Lub dzierż nad szyją szablę z żelaza hindskiego:
Przedsię on prawdę rzecze, wspomiawszy na Boga,
Ani go chciwość ani zahamuje trwoga.


Bądź szczodrym, jeśli stanie twej możności na to,
Jak zwykło bywać drzewo daktylowe w lato;
Jeśliby też dostatek twój nie był po temu
Bądź wolny, cyprysowi równy zielonemu.


(Samuel Otwinowski)



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sadi z Szirazu i tłumacza: Samuel Otwinowski.