Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale niewieściuchowi nie wiem co po zbroi?
Nie w płaszczu nabożeństwo należy ubogim,
Chodź chocia i w hatłasie, a szczerze idź z Bogiem.



(Nagrobek).

Winnice i ogrody sobie mię pieściły,
Przy księgach, które zawsze zabawą mą były.
A ty się gościu lecie przechadzając sobie,
Ciesz oczy zielonością wzrosłą na mym grobie.


Nie każdy co przebija pancerz chybką strzałą,
Umie się czasem stawić w potrzebie z pochwałą,
Ale kiedy użyjesz wojny wiadomego,
Możesz z nim bić i łowić lwa rozgniewanego.
Urodzić się i kształtym i mocnym rzecz mniejsza,
Lecz wiadomemu bitew wojna jest łacniejsza.
Śmiałym fortuna służy, lecz tym, co się boją,
I pęta się na nogach z strachu nie ostoją.


Słowo moje, gdyż rozum masz swój i dostatek,
Dawaj sobie wczas, a raj kupuj za ostatek.


Nie w skok robią farfury i nie z każdej gliny,
Ani z rozumem małe rodzą się dzieciny.


Kamieniowi prostemu tak się z laty zdarza,
Że się na szmaragd, abo na rubin przetwarza.
Strzeżże się, abyś go ty, niżli mu czas minie,
Nie ważył się kamieniem tłuc w jednej godzinie.


Ty coś osiadł żartki koń, uważ ciężar srogi,
Pod którym osieł ledwie dźwiga z błota nogi.


Co komu Bóg obiecał, minąć go nie może,
Nic doktór, nic apteka, nic złoto pomoże.