Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ci także, póki masz co, poty cię miłują,
A jak prędko fortuna spojrzy na cię krzywo,
Odwrócą się, jakby cię nie znali, jak żywo;
Właśni psi, co się owo przy jatkach chowają,
Bo i oni na kości twe tylko czekają.
Ale się ty trzymaj tych, co czasu przygody
Mógłbyś się pewniej od nich spodziewać wygody.



(Mówi nędzarz).

Ani ja na wielbłądach dróg swych odprawuję,
Ani się pod ciężarem jak osioł morduję,
Anim ja poddanemu żadnemu jest panem,
Anim sam cesarzowi żadnym jest poddanym.
O to się, abym wiele miał, nie pieczołuję,
O to się, że mało mam, najmniej nie frasuję.


Płakał jeden nad chorym, nie śpiąc całej nocy,
Jak dzień nastał, on umarł, a ten wstał z niemocy,
Rączy koń w drodze ustał i omylił jeźdźca,
A chromy osioł dotrwał do samego miesca.
Bywa, że wiele zdrowych z światem się rozwodzi,
Bywa że wiele rannych do zdrowia przychodzi.



(O swej żonie).

Rzuciła się i moja raz na mnie z językiem,
I łając mi wołała niezwyczajnym krzykiem:
— „Zaż nie ciebie mój ojciec, z swojej dobrej woli,
Niezbyt dawno u Włochów wykupił z niewoli,
I dał dziesięć czerwonych złotych za twą duszę?
Rzekłem ja: — „Od Francuzów, przyznać ci to muszę,
Za dziesięć mię czerwonych twój ojciec wybawił,
Lecz tobie, złej niewieście we stu mię zastawił.
Wydarł jeden wilkowi owcę z gardła prawie,
Którą kiedy zaś sobie sam rzezał ku strawie,