Golem/Światło

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gustav Meyrink
Tytuł Golem
Data wydania 1919
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Tytuł orygin. Der Golem
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ŚWIATŁO.

Kilka razy w ciągu dnia stukałem do drzwi Hillela; nie dawało mi to spokoju; musiałem z nim mówić i zapytać, co znaczą wszystkie te dziwne przygody; lecz nie było go ani razu w domu. Córka jego miała mnie zawiadomić natychmiast, gdy ojciec powróci z żydowskiego ratusza. Szczególna zresztą dziewczyna ta Mirjam. Typ jakiego jeszcze nigdy nie widziałem. Piękność tak niezwykła, że w pierwszej chwili nie można jej uchwycić, piękność, która oniemia, gdy się na nią spojrzy, i budzi niewyjaśnione uczucie czegoś, jak ciche zwątpienie o sobie. Twarz jej jest ukształtowaną podług zasad proporcji, które już od wieków zanikły; takem ją sobie określił gdym ją znów spostrzegł w duchu przed sobą. I namyślałem się, jaki kamień szlachetny musiał bym wybrać, aby ją w gemmie utrwalić i przytem zachować wyraz artystyczny, choć by tylko co do strony zewnętrznej: granatowo-czarny połysk włosów i oczu, który przewyższał wszystko cokolwiek tylko widziałem. Jak należało by tę nieziemską szczupłość oblicza zaczarować w gemmie, stosownie do wymagania zmysłów i wizyjności, aby nie wpaść w owo tępe odtwarzanie podobieństwa podług prawideł estetyki banalności. Tylko sposobem mozajki można rozwiązać te zadanie: zrozumiałem to jasno.
Jaki jednakże wybrać materjał? Życie całe przystało by szukać wzajemnej odpowiedniości. Lecz gdzie się podziewa Hillel? Tęskniłem za nim jak za drogim starym przyjacielem. Rzecz zdumiewająca, jak w ciągu tych kilku dni wrósł mi on w serce, chociaż ściśle biorąc, rozmawiałem z nim tylko jeden jedyny raz w życiu.
Ale prawda, listy — jej listy chciałem lepiej ukryć, dla własnego spokoju, gdybym kiedy na dłuższą chwilę wyszedł z domu. Wyjąłem je ze skrzyni, w kasetce będą pewniej schowane. Z pośród listów wyślizgnęła się jakaś fotografja, chciałem nie spojrzeć na nią, lecz było już zapóźno.
Złotogłów zarzucony na nagie ramiona — zabłysła mi w oczach — tak jak ją“ widziałem po raz pierwszy, gdy uciekła z pracowni Saviolego do mego pokoju. Ból uczułem obłędny. Nie pojmując słów, przeczytałem pod fotografią dedykacię i imię:
Twoja Angelina.

Angelina!!!
Gdy wymówiłem to imię, zasłona, ukrywająca przedemną moje lata młodzieńcze, rozdarła się nagle od dołu. Myślałem, że umrę z bólu. Drapałem palcami powietrze i skomliłem — ugryzłem się w rękę. — — Oślepnąć znów, Boże na niebiesiech, daj mi być nadal tą pozorną śmiercią, błagałem. Ból wcisnął mi się w usta. —
Męczarnia! —
Smakowało to dziwnie słodko, — jak krew — Angelina!

Imię to krążyło w moich żyłach i stało się nieznośną, upiorną tęsknotą. Gwałtownym ruchem zerwałem się i szczękając zębami, zmusiłem wzrok swój, by utkwił w fotografji, aż powoli nad nią zapanuję!
Zapanuję! jak dzisiaj w nocy nad kartą z taroka.

Nareszcie: kroki? Ludzkie kroki! Przyszedł.
Z radością pobiegłem do drzwi i szarpnąłem je.
Za niemi stał Szemajah Hillel, a zanim — pocichu wyrzucałem sobie, że mnie to rozczarowało: z rudemi baczkami i okrągłemi dziecięcemi oczyma, stary Zwak.
„Ku mojej radości wygląda pan dobrze, mistrzu Pernat „zaczął Hillel.
Chłodne „Pan“?
Mróz! Śnieżysty zabójczy mróz zaległ nagle pokój. Ogłuszony, pół uchem nadsłuchiwałem, co mi plótł zadyszany od wzburzenia Zwak.
„Wiesz pan, że Golem znów się ukazał. Niedawno mówiliśmy o tem. Czy wie pan już, mistrzu Pernat? Cała dzielnica żydowska poruszona. Vrieslander sam go widział, Golema, i znów jak zwykle rozpoczęło sie to morderstwem —
Słuchałem zdumiony? Morderstwo?
Zwak kiwnął mi: „To pan nic o tym nie wie? Wszędzie na rogach są porozlepiane olbrzymie wezwania policyjne: zamordowany został gruby Zottman „wolny mularz“; przypuszczam, że to jest Zottman, dyrektor towarzystwa ubezpieczeń. Lois — z tego domu, już jest aresztowany. A ruda Rozyna zniknęła bez śladu. — Golem — aż włosy podnoszą się ze strachu.
Nie dałem żadnej odpowiedzi, śledziłem oczy Hillela: dlaczego on się tak przenikliwie na mnie patrzy?
Wstrzymywany uśmiech zadrgał nagle w kątach jego ust.
Zrozumiałem. Miało to dla mnie znaczenie. Z największą chęcią radośnie rzuciłbym mu się na szyję. Nie posiadając się z zachwytu, biegałem bezmyślnie po pokoju. Co najpierw przynieść? Szklanki? Butelkę burgunda? (Miałem przecie tylką jedną). Cygara? — W końcu znalazłem słowa: „Lecz dlaczegóż panowie nie siadacie!?“ Szybko przysunąłem obydwu moim przyjaciołom krzesełka. — Zwak zaczął się złościć: „Dlaczego pan się ciągle śmieje, panie Hillel? Może pan nie wierzy, że Golem straszy? Mnie się zdaje, że pan wogóle nie wierzy w Golema?“
„Nie uwierzyłbym w niego, gdybym go nawet zobaczył przed sobą tutaj w pokoju“ odpowiedział spokojnie Hillel ze wzrokiem utwionym we mnie.
Zrozumiałem dwuznaczność, ukrytą w jego słowach. Zwak, zdziwiony przerwał picie: „Czy świadectwo setek ludzi dla pana nic nie znaczy, panie Hillel? — Ale niech pan tylko zaczeka, niech pan pomyśli nad mojemi słowami: morderstwo za mordestwem będzie się teraz powtarzało w dzielnicy żydowskiej! Znam to. Golem pociąga za sobą nieprzewidziane skutki.
„Tego rodzaju zdarzenia bynajmniej nie są niczem zadziwiającym“ odpowiedział Hillel. Mówił to, chodząc; podszedł do okna i spojrzał w dół na sklepik kramarza. — Gdy silny wiatr wieje, drgają korzenie zarówno słodkie jak i jadowite“.
Zwak mrugnął na mnie wesoło i wskazał głową Hillela.
„Gdyby Rabbi zechciał mówić, mógł by nam takie rzeczy opowiedzieć, że aż włosy na głowie by powstawały“ dorzucił szeptem.
Szemajah obrócił się. „Nie jestem Rabbi, chociaż mam prawo używać tego tytułu. Jestem tylko biednym archiwarjuszem w żydowskim ratuszu i prowadzą rejestrację żywych i umarłych“.
Poczułem w jego mowie jakieś ukryte znaczenie. Właściciel teatru marjonetek zdaje się również to wyczuł; zamilkł, długi czas żaden z nas nie odezwał się ani słówkiem.
„Wysłuchaj mnie Rabbi — przebacz mi panie Hillel, chciałem powiedzieć“ — rozpoczął po chwili Zwak, a głos jego brzmiał rażąco poważnie, — „już od dawna chciałem się pana o coś zapytać“.
„Pan mi nie odpowie, jeżeli pan nie może lub nie chce“ —
Szemajah podszedł do stołu i bawił się szklanką od wina i migotaniem jego czerwieni; nie pił; zapewne bronił mu tego rytuał żydowski.
„Niech się pan śmiało pyta, panie Zwak.“
„— — Czy wie pan coś o żydowskiej nauce tajemnej, Kabbale, panie Hillel?“
„Bardzo niewiele.“ —
„Słyszałem, że istnieje dokument, za pomocą którego Kabbałę można zrozumieć: tak zwany „Zohar“ — —
„Tak Zohar, księga światłości.“ —
„A widzi pan. tam on jest! — drwił Zwak — czy to nie jest wołającą o pomstę do nieba niesprawiedliwością, że pismo, zawierające klucze do zrozumienia Biblii i do szczęścia wiekuistego —“
Hillel przerwał mu: „niektóre tylko klucze;“
„Dobrze, w każdym razie kilka — a więc, że to pismo, wskutek wysokiej ceny i rzadkości, jest dostępne tylko dla bogatych? Że egzystuje, jak mi opowiadano, w jednym jedynym egzemplarzu, który przytem jeszcze jest schowany w muzeum londyńskiem? i napisany do tego po chaldejsku, aramejsku, hebrajsku — czy ja wiem zresztą jak? Czy ja miałem naprzykład choć raz w życiu sposobność uczyć się tych języków albo pojechać do Londynu?
„Czy wszystkie swoje życzenia wytężał pan tak gorąco do tego celu?“ zapytał Hillel z lekką ironją.
„Otwarcie powiedziawszy — nie,“ — odparł Zwak poniekąd zmieszany.
„Więc nie powinien się pan skarżyć“ — sucho odpowiedział Hillel, — „kto nie krzyczy o ducha każdą komórką swej istoty, — jak ten co się dusi — o powietrze: ten nie może przejrzeć tajemnic boskich.“
„Pomimo to powinna być wydaną książka, zawierająca wszystkie klucze do zagadnień tamtego świata, a nie niektóre tylko, „błysnęło mi przez głowę a ręka moja bawiła się „Pagadem,“ którego wciąż jeszcze nosiłem w kieszeni, lecz zanim to pytanie ubrałem w słowa, już je Zwak wypowiedział. Hillel uśmiechnął się zagadkowo!
„Na każde pytanie, które człowiek w duchu zadaje, w tej samej chwili otrzymuje odpowiedź.“
„Czy pan rozumie, co on przez to chce powiedzieć?.“ zwrócił się Zwak do mnie. Nie dałem mu odpowiedzi i wstrzymałem oddech, aby nie uronić żadnego słowa Hillela. Szemajah mówił dalej:
„Całe życie jest to nic innego jak szereg pytań, przeobrażonych w formy, które noszą same w sobie jądro odpowiedzi, oraz szereg odpowiedzi, które płyną brzemienne pytaniami. Jeżeli ktoś co innego w tem widzi — jest głupcem.“
Zwak uderzył pięścią w stół!
„Tak, pytania, które za każdym razem inaczej brzmią i odpowiedzi, które każdy inaczej rozumie.“
„Właśnie o to się rozchodzi,“ powiedział Hillel przyjaźnie. Wszystkich ludzi kurować jedną łyżką jest jedynie przywilejem lekarzy. Pytający otrzymuje tę odpowiedź, która mu jest potrzebna: inaczej stworzenie nie szłoby drogą swojej tęsknoty. Czy pan myśli, że nasze żydowskie pisma są tylko dla jakiegoś widzi mi się pisane wyłącznie spółgłoskami? Każdy wyszukuje sobie skryte samogłoski, które zawierają tylko dla niego określoną myśl, — żywe słowo nie powinno zamieniać się w martwy dogmat.“
Właściciel teatru marjonetek odparł z siłą:
„To są słowa, Rabbi, słowa! Nazwę się Pagad ultimo[1], jeżeli będę z tego mądry.“
Pagad!! —
Słowo to uderzyło we mnie jak piorun. Ze zdziwienia o mało nie upadłem z krzesła. Hillel unikał mego wzroku.
„Pagad ultimo? kto wie, czy się pan tak rzeczywiście nie nazywa, panie Zwak“ uderzyły mnie jak z dalekiej odległości, słowa Hillela.
„Nigdy nie można być siebie pewnym. Zresztą ponieważ mówimy właśnie o kartach; panie Zwak, czy gra pan w taroka?“
„W taroka? Naturalnie. Od dzieciństwa.
„Dziwi mnie przeto, jak pan mógł się pytać o książkę zawierającą całą kabałę, jeżeli pan ją miał już tysiące razy w ręku.“
„Ja? Miałem w ręku? Ja?“
Zwak chwycił się za głowę.
„Tak, pan! Czy panu nigdy nie wpadło na myśl, że tarok ma 22 atuty, właśnie tyle, co alfabet hebrajski liter? Czy nasze czeskie karty nie przedstawiają więcej niż trzeba obrazków, które jawnie są symbolami: głupiec, śmierć, djabeł, sąd ostateczny? Jak głośno, kochany przyjacielu, chciałbyś właściwie, aby ci życie wrzeszczało w ucho swe odpowiedzi? Chociaż pan tego nie potrzebuje wiedzieć, lecz tarok“ lub tarot“ znaczy to samo co żydowskie „Tora“ — prawo, albo staroegipskie Tarut“ — Rozpytywana, a w starożytnym języku Zend, słowo tarisk“ — „żądam odpowiedzi.“ — Lecz uczeni, zanim to twierdzenie postawią, powinni wiedzieć, że tarok pochodzi z czasów Karola VI. — I — jak Pagad jest pierwszą kartą w grze, tak człowiek jest pierwszą figurą w swojej książce obrazkowej, swoim własnym sobowtórem: — — hebrajska litera Alef, zbudowaną jest w kształcie człowieka, którego jedna ręka wskazuje niebo, druga jest opuszczona na dół, a to ma znaczyć: „Jak jest na górze, tak jest również i na dole; jak jest na dole, tak jest również i na górze.“
„Dlatego też powiedziałem poprzednio; kto wie, czy pan rzeczywiście nazywa się Zwak, a nie „Pagad.“
„Niech pan tego nie wywołuje“ — Hillel spojrzał przytem nieznacznie na mnie, ja zaś przeczuwałem, jak pod jego słowami otwierała się otchłań coraz nowych znaczeń — „niech pan tego nie wywołuje, panie Zwak! Można się dostać w ciemne przejścia, z których jeszcze nikt, kto nie nosi przy sobie pewnego talizmanu, nie znalazł wyjścia. Podanie mówi, że pewnego razu trzech mężczyzn zstąpiło do państwa ciemności; jeden zwarjował, drugi oślepł, tylko trzeci Rabbi ben Akiba, wrócił zdrów i mówił, że spotkał tam samego siebie. Już nie jeden, powie pan, spotykał samego siebie, np. Goethe zazwyczaj na moście, albo też w przejściu z jednego brzegu rzeki na drugi, spoglądał sam sobie w oczy i nie warjował.
„Lecz wtedy było to tylko odzwierciadlenie jego świadomości, a nie prawdziwy sobowtór: nie to co nazwano „tchnieniem kości,“ — „Habal Garmin,“ o czem się mówi:“ „Jak schodził on w grób, nie ulegając zgniliźnie, w swych zwłokach, tak zmartwychwstanie w dzień sądu ostatecznego.“ Wzrok Hillela zatapiał się coraz głębiej w moich oczach.
„Nasze prababki mówią o nim: mieszka on wysoko ponad ziemią, w izbie bez drzwi, o jednym tylko oknie, skąd porozumienie się z ludźmi jest niepodobieństwem; kto go zdoła oczarować i wysubtelnić, ten będzie samemu sobie dobrym przyjacielem.
„Co pozatem tyczy się Taroka, to pan wie wszystko tak dobrze, jak ja: dla każdego gracza karty mają inną wartość, lecz kto odpowiednio zastosuje atuty, ten wygra partję.
„Teraz jednak chodźmy? panie Zwak! Chodźmy, wypije „pan wszystkie wino mistrzowi Pernatowi, a dla niego samego nic nie zostanie.


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł pagad ultimo — ostatni głupiec (przypis pochodzi z serwisu Wolne Lektury)


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Gustav Meyrink i tłumacza: Antoni Lange.