Dwa a dwa cztery czyli Piekarz i jego rodzina/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kleofas Fakund Pasternak
Tytuł Dwa a dwa cztéry
czyli
Piekarz i jego rodzina
Wydawca A. Marcinowski
Data wydania 1837
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IV.
PRACOWNIA.
Lubo widzę te gwiazd koła,
Co w przestrzeniach niebios toną,
Czyjże umysł pojąć zdoła,
Mnogość światów nieskończoną!
Wzniesienie myśli do Boga.
Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery p61.png

W głębi małej izdebki, na pierwszym piętrze, nad stołem zastawionym wzorami machin, zarzuconym kółkami, walcami, drążkami i innemi mechanicznemi kawałkami, siedział sparty łokciem na stole Ryszard. Blade jego lice oświecone jedynie promieniem księżyca, zdawało się bydź nieruchomym gipsu odłamem, zupełny brak uczuć malował się na twarzy, która tylko od tej czczości cierpieć się zdawała, oczy jego były nieruchomie wlepione w zaczętą machinę stojącą na stole, jedną ręką poruszał jej koła, drugą od niechcenia się podpierał. Jego milczenie było pewnym rodzajem zamyślenia i zagłębienia w nauce, zdawał się nie czuć, ale tylko pojmować, i w tym stanie pozornej odrętwiałości przepędził długie pół godziny.
Nareście skrzypnęły drzwiczki i postać wdzięczna stanęła przed nim.
— Nie przeszkadzaj! zawołał ponuro Ryszard.
Siostra jego westchnęła tylko na te słowa, a on jakby zbudzony ze snu, porwał się i obrócił wzrok nieruchomy na jej twarz i postać.
— To ty! zawołał nareście, to ty Beniusiu! po cóż przychodzisz zawsze przerywać moje prace. Ale ty tak jesteś dobra, ty mnie żałujesz, gdy drudzy mię łają! patrz! dodał z cicha, dzieło moje zbliża się do końca, czy widzisz łańcuch niedostrzeżony, który wiąże ruch tych kół i osi. Niedługo nadam im obrót, cały świat poruszy się z niémi, niebo i ziemia, płynąć będą przez przestrzenie eteru, przebieżym nieskończoność. Ach moja siostro, spójrz na to niebo obsypane gwiazdami; cóżbym niedał gdybym się mógł tam przedrzeć! szedłbym aż do granic tego okręgu! przebiegłbym granice, poszedłbym dalej! cała sfera u nóg mychby się kręciła, wpadłbym i ja w ten obrót wielki i nieskończoną przyszłość całą. — Tu się zastanowił. Co ja plotę, moja Beniusiu? ty mię pewno nie rozumiesz, ty nie wiesz co to jest ruch nieustanny! ale któż pojmie wieczność, dodał głos zniżając, i mogąż dzieła krótko-żyjącego człowieka, kusić się o to, co ich Twórcy daném nie było? — Po tej smutnej myśli spuścił głowę i zamilkł.
— Czy słyszysz? dodał potém z ożywiającym się zapałem, spoglądając na niebo, czy słyszysz boską, niezrównaną sfer harmonią. Nie! twoje ucho nie uczuje tych cudnych dźwięków, które tylko dusza oceniać i przyjmować umie. Tysiące światów błyszczy w ciemnej przestrzeni nieskończonej natury, krążą w cichości, wiecznie! a ich harmonija napawa mój umysł roskoszą. Wśród cichej nocy, kiedy nic ziemskiego nieprzerywa marzeń mej duszy, słyszę zawsze tę boską harmoniją! a ty? czy znasz nieporównaną muzykę światów? — Siostra westchnęła tylko i sparta na stole rzucała błędny wzrok to na niebo, to na Ryszarda.
— Jestem w ciemnościach, w pustyni, w czczości bez końca, mówił dalej obłąkany, dusza moja błądzi po niewidzialnym świecie! u nóg moich w szybkim biegu przemykają się gwiazdy, nad głową toczy słońce, obłok mię unosi, usypiam. To mówiąc wydał westchnienie i zamilkł.


Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery p67.png



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.