Do mojej przyszłej kochanki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Franciszek Kowalski
Tytuł Do moiéj przyszłéj kochanki
Pochodzenie Miecz i lutnia czyli śpiewy wolności wolnego Polaka
Data wydania 1831
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
12.
DO MOIÉJ PRZYSZŁÉJ KOCHANKI.


Nieznam cię, mój Ideale,
Nieznam... nie widziałem jeszcze!...
Lecz pozwól mi, niech w zapale
Blaskiem twych ponęt umysł móy popieszczę.
Tak; ja cię nieznam: lecz duszy méj oczy
Już znają wdzięk twój uroczy.
Noc czarna drzymie w twém oku,
Włos hebanowy z twego czoła spływa,
Uśmiéch przelotny na ustach swawoli:
W duszy litość dla niedoli,
A w sercu, pełna uroku
Młoda niewinność spoczywa.

Ty, co się różą nadziemską roskwitasz,
Kochanko moja! czy mnie, ktom jest, pytasz?

Powiem. Znasz ty nieme góry,
Których naśnieżone szczyty
Rostrącają lotne chmury,
I bodzą niebios błękity?
Znasz Wezuwijusz, co zdala
Grzmiącym ziemię trwoży wzrokiem?
W którym się ogień zapala,
I huczy lawy potokiem?

Nieme góry, samoluby!
Którym obca wspólna sprawa;
Którym gnuśny pokój luby,
I złoto za wszystko stawa.
Wezuwijusz... jam jest, droga!
We mnie widzisz ognie wrzące,
Widzisz serce zemstą tchnące
Na widok wroga!


Walka na śmierć, straszna, mściwa!
Do szeregów dziś mnie wzywa!
Za wolność, którą okrutnie
Dziki wróg okuł w kajdany,
Spiesząc, w locie niewstrzymany,
Chwytam miecz, a rzucam lutnię.
Droga! życz mi szczęsnéj doli;
Życz, niech ojczyzna walcząca
Tłumy swych wrogów rostrąca,
I zatrze hańbę niewoli!
Jeśli zwiodłszy bój straszliwy
Krwią ich zbroczę oręż mściwy,
Wtedy, kto jestem, nie spytasz;
Lecz obróńcę twéj swobody,
Wznosząc głos twych uczuć młody
Złotym uśmiéchem przywitasz:
Jeżeli zaś poledz muszę,
Niech twe usta koralowe
Łając me losy surowe,
Zmówią pacierz za mą duszę!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Franciszek Kowalski.