Do Złota

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Konstanty Piotrowski
Tytuł Do Złota
Pochodzenie Poezye Konstantego Piotrowskiego
Data wydania 1836
Druk Drukarnia XX. Karmelitów
Miejsce wyd. Berdyczów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
DO ZŁOTA
(Żartobliwa.)
I.

O Ty! którego nie wiem w jakiem uczcić mianie;
Pierwsza sprężyno świata! wysoka istoto!
Człeka Bożku lub tyranie
O! wszechwładne złoto!
Straszna twa potęga,
Objąwszy czas i ziemię wieczności dosięga!
Okropność krajów, więzień, potrafisz osłodzić,
A najtwardszym opokóm nakazujesz rodzić!.
W każdem zdarzeniu miłem, albo nieszczęsliwém
Do każdego przemawiasz językiem właściwym.

Marsowa trąba zagrzmiała,
Nieścigłe okiem rozwinęli szyki
Dzielne wojowniki,
Błysnęło Bostwo — wołają, to Chwała!. —
Ona Rycerze do zwycięstwa grzeje;
Już miedź zaczęła śmiercionośne wycie,
Jęczą ranieni, krew się potokami leje
Człek co ma najdroższego tu zostawia — życie;
Lecz kto to Bóstwo zgłębił silniejszém wejrzeniem,
Złoto! tyś grzało męże pod chwały imieniem.

II.

Złoto słodkie twoje brzęki,
Dziewięćdziesięcio letnim zmarszkóm dają wdzięki.
Z lic skromności rumieńce wdzięczne, delikatne,
Jako tęcze na spiałych brzoskwiniach szkarłatne,

Ty, potrafisz pozdejmować,
I w toniach wieczności schować.
Oto piękność zajaśniała,
Natury urok i chwała;
Ona ją przyoblekła w najmilsze pieszczoty,
Oczy błękitne — włos złoty,
Na twarzy cały blask kwiatów królowej,
W ustach dwa rzędy macicy perłowej,
Człeka roskosz lub nieszczęście.
Idzie skłonność znieśmielona
Błagać o zamęście;
— Odrzucona. —
Słuchaj mię Czasie! Wieszcze przeczucia mię wznoszą,
Gdy wdzięki złota obaczy,
Harda piękność zmięknąć raczy,
I pochodnie Hymena zapali z roskoszą.

III.

Złoto! słodka twoja władza,
Lenistwo ocuca,
Posępne smutku czoło wypogadza,
I w usta złości przymilanie rzuca.
S ciebie bywał krolobójca,
Tyś z Synem różniło Ojca.
Blask twój niezwalczony,
Oczu Temidy przebijał zasłony.
Gdy człek własność ma postradać,
Lub pod miecz prawa przynosi swą głowę,
W ówczas obrońcy ustóm umiesz nadać
Zapał i wymowę.
Ogniem twym dzieci ożywiowione Feba,
Wydawały piosnki tkliwe,

· · · · · · · · · · · · ·
· · · · · · · · · · · · · · · · ·
IV.

O wy! co w silnym zaciekli uporze.,
Nie chcecie wierzyć ile złoto może,
Słuchajcie co Muza powie;
Baz zabrakło Cesarza Światu i Rzymowi.
Jaki zakres godności dla zasług i cnoty!
Próżne nadzieje!. — Oto Pretoryjskie roty,
Stare Cezarów obiegły mieszkanie,
Ich Herold ile głos dosięgnąć zdoła,
W cztery strony woła,
„Berło świata na sprzedanie.“

Dydijusz cicho w swoim kramie siedział
Gdy się o nowym towarze dowiedział,
Złotko na stoły wyliczył
I rząd świata odziedziczył.
Tak to Bożyszcze przetwarza
Kupca, w wielkiego Cesarza.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Konstanty Piotrowski.