Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ty, potrafisz pozdejmować,
I w toniach wieczności schować.
Oto piękność zajaśniała,
Natury urok i chwała;
Ona ją przyoblekła w najmilsze pieszczoty,
Oczy błękitne — włos złoty,
Na twarzy cały blask kwiatów królowej,
W ustach dwa rzędy macicy perłowej,
Człeka roskosz lub nieszczęście.
Idzie skłonność znieśmielona
Błagać o zamęście;
— Odrzucona. —
Słuchaj mię Czasie! wieszcze przeczucia mię wznoszą,
Gdy wdzięki złota obaczy,
Harda piękność zmięknąć raczy,
I pochodnie Hymena zapali z roskoszą.