Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Marsowa trąba zagrzmiała,
Nieścigłe okiem rozwinęli szyki
Dzielne wojowniki,
Błysnęło Bostwo — wołają, to Chwała!. —
Ona Rycerze do zwycięstwa grzeje;
Już miedź zaczęła śmiercionośne wycie,
Jęczą ranieni, krew się potokami leje
Człek co ma najdroższego tu zostawia — życie;
Lecz kto to Bóstwo zgłębił silniejszém wejrzeniem,
Złoto! tyś grzało męże pod chwały imieniem.

II.

Złoto słodkie twoje brzęki,
Dziewięćdziesięcio letnim zmarszkóm dają wdzięki.
Z lic skromności rumieńce wdzięczne, delikatne,
Jako tęcze na spiałych brzoskwiniach szkarłatne,