Przejdź do zawartości

Dary Tereku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Michaił Lermontow
Tytuł Dary Tereku
Pochodzenie Z obcego Parnasu
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wyd. 1886
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Budziński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała antologia
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Dary Tereku.



Terek ryczy, dziko skacze
Śród gromady dzikich skał,
A jak burza groźnie płacze,
Miotąc bryzgi łez jak wał.

Gna w szerokiem stepów łożu;
A przybrawszy chytry bieg,
Kaspijskiemu zcicha morzu,
Łasząc się, w te słowa rzekł:

„Rozstąp się, o starcze morze,
W łono twe me fale przyjm;
Pohulałem już w przestworze,
Daj spoczynek wodom mym”.

„Wszak jam wzrósł u stóp Kazbeka,
Piersią chmur karmionym był,
Z władzą obcą mi człowieka
W groźnéj walce zawszem żył”.

„Dla zabawy twoich dzieci
Jam rodzinny strzaskał Dryał;
Oto w cześć twą stado leci,
Śród mych fal, odłamów skał”.


Lecz na miękkim brzegu wsparty
Starzec milczy, jakby spał;
Terek, łasząc się uparty,
Zcicha prośbę swą znów brzmiał;

„Ja przywiozłem ci gościniec,
A z gościńca będziesz rad,
Z pola bitwy kabardyniec,
Kabardyniec istny chwat”.

„Ma kolczugę, z srebra dziana,
Naramiennik srebrny téż;
Na nim święty wiersz korana
Wypisany złotem wszerz”.

„A ot jego wąs wspaniały
Oblał strumień czystéj krwi,
Te, co postrach wokół siały,
Już zmarszczone smutnie brwi”.

„Jeszcze jego mściwe oko
Zda się czychać chce na łup;
Z tyłu głowy, dość szeroko
Kosmą wije mu się czub”.

Lecz na miękkim brzegu wsparty
Starzec milczy jakby spał;
Terek, łasząc się uparty,
Zcicha prośbę swą znów brzmiał:


„Słuchaj starcze, niedość na tem,
Dar, przy którym wszystko pył,
A przed całym dotąd światem
Jam go w głębiach moich krył;”

„Ja przyniosę ci z falami
Wnet kozaczki młodéj trup,
Co czarnemi lśni włosami,
Cudnych rączek, drobnych stóp”.

„W twarzy smutnéj, zadumanéj,
Wzrok pogodny słodko śpi;
A na piersiach z małéj rany
Bieży strumyk czystéj krwi”.

„A po cudnéj téj dziewicy,
Ponad brzegiem twoich fal
Ledwie z całéj tam stanicy
Jeden kozak wiedzie żal”.

„Ot osiodłał już wronego,
Nocą w krwawy pędzi bój;
Na czeczeńca kindżał złego
Złoży głowę, żywot swój.”

Gniewny strumień przerwał mowę,
I wnet białą jako śnieg
Z rozpuszczonym włosem głowę
Z wód wynurza fali bieg.


Nagle starzec w całéj sile,
Jako burza groźnie wstał,
Żarem uczuć w jedną chwilę
Ciemnosiny wzrok mu stlał.

A radością rozbujany
Już w objęcia chwyta swe
Wód biegnące doń bałwany,
Aż miłości szmerem tchnie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Michaił Lermontow i tłumacza: Stanisław Budziński.