Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz na miękkim brzegu wsparty
Starzec milczy, jakby spał;
Terek, łasząc się uparty,
Zcicha prośbę swą znów brzmiał;

„Ja przywiozłem ci gościniec,
A z gościńca będziesz rad,
Z pola bitwy kabardyniec,
Kabardyniec istny chwat”.

„Ma kolczugę, z srebra dziana,
Naramiennik srebrny téż;
Na nim święty wiersz korana
Wypisany złotem wszerz”.

„A ot jego wąs wspaniały
Oblał strumień czystéj krwi,
Te, co postrach wokół siały,
Już zmarszczone smutnie brwi”.

„Jeszcze jego mściwe oko
Zda się czychać chce na łup;
Z tyłu głowy, dość szeroko
Kosmą wije mu się czub”.

Lecz na miękkim brzegu wsparty
Starzec milczy jakby spał;
Terek, łasząc się uparty,
Zcicha prośbę swą znów brzmiał: